13

09.2010

Korporacja

autor: Sławek Muturi|kategoria: Blog autorów, Co czytaliśmy, Życie postkorporacyjne

ilość komentarzy: 2

W ciągu minionych 150 lat korporacjom udało się wyrosnąć z niemowlęctwa w instytucję, która dominuje nasze życie.  To korporacje decydują co jemy, co oglądamy, w co się ubieramy, gdzie pracujemy, co robimy w wolnym czasie. Jesteśmy zewsząd otoczeni ich kulturą, wizualizacją, ideologią. Korporacje mają ogromny wpływ na ustawodawstwo, na decyzje podejmowane przez demokratycznie wybrane rządy.

Z książki „The Corporation” Joela Bakana dowiedziałem się, że w 1720 roku w Anglii korporacje zostały prawnie zakazane na okres ponad 50 lat. Wynikało to z tego, że oddzielenie własności firmy od zarządzania powodowało wiele „nieregularności”. Korporacje początkowo tworzone do podboju kolonii, a potem do wielkich przedsięwzięć infrastrukturalnych zaczęły zbierać pieniądze od akcjonariuszy i znikać bezkarnie. Wielka moda na korporacje wróciła dopiero w 1825 roku gdy zmieniono prawo, aby lepiej chronić własność akcjonariuszy. Znów zarządy firm zaczęły zarządzać cudzymi pieniędzmi na ogromną skalę. W latach 30-tych XX w, w odpowiedzi na wielki krach finansowy, korporacje zaczęły mówić o „corporate social responsibility” (a więc CSR to nie jest nic nowego!).

New Deal Prezydenta Roosevelta znów mocno przykręciło śrubę korporacjom. Te z kolei mocno zaprotestowały. Grupa biznesmenów próbowała nawet dokonać puczu, aby odsunąć od władzy niewygodnego dla nich prezydenta, a w jego miejsce stworzyć faszystowską organizację inspirowaną Hitlerem i Mussolinim. Nie udało się, ale kilkadziesiąt lat później, czasy Thatcher i Reagana, czyli głęboko idąca deregulacja i prywatyzacja, spowodowały kolejny rozkwit korporacji. Dodatkowo, postępy w telekomunikacji oraz w transporcie sprzyjały globalizacji. Teraz to rządy krajów rywalizują między sobą o przyciągnięcie inwestycji, ścigając się między sobą ustępstwami podatkowymi czy regulacyjnymi. Wszystkie kraje chcą być „business friendly”. WTO stoi na straży interesów korporacji – kraj może zostać ukarany za to, że nie sprzyja wolnemu handlowi. „Co jest dobre dla GM, jest dobre dla kraju” powiedział któryś z szefów GM przed komisją Kongresu USA. 

Daje to wszystko korporacjom ogromną władzę. I to władzę nie pochodzącą z wyborów powszechnych, a napędzaną chciwością.

Jednym z kluczowych dylematów jakie podnosi Joel  Bakan, to to, że zarządy korporacji są zobowiązane prawem (prawie we wszystkich krajach) do działania w interesie akcjonariuszy. Ich celem jest przecież maksymalizowanie zysku, wzrostu wartości firmy oraz udziałów w rynku (dążenie do kontrolowania rynku, do dyktowania cen). CSR jest w rzeczywistości sprzeczne z prawem i korporacje muszą swoją włądzę wykorzystywać egoistycznie dla swoich interesów. 

Anita Roddick stworzyła Body Shop. Miała to być inna firma niż wszystkie. Body Shop początkowo rzeczywiście starało się w pełni odzwierciedlać wartości osobiste założycielki. Anita chciała całe zyski oddawać na cele dobroczynne, głównie w obszarach praw człowieka, ochrony środowiska, sprawiedliwości społeczne, prawa kobiet. Firma dynamicznie się rozwijała. W 1982 roku weszła na giełdę, aby pozyskać kapitał na dalszy rozwój. Anita potem wspominała, że był to pakt z diabłem. Mała grupka analityków wymuszała ciągły wzrost firmy, za wszelką cenę. Anita czuła się jak w kasynie. Sukces mierzony jest tylko „bottom line”. I już.

Inny przykład bezduszności korporacji podawany przez autora to GM. Z wyliczeń firmy wynikało, że zmiana konstrukcji popularnego samochodu była droższa niż przewidywana suma odszkodowań wypłacanych klientom, którzy ulegną wypadkowi z powodu wady konstrukcji. Więc wybrano  „niższe koszty”. Jest to absolutnie zgodne z logiką funkcjonowania korporacji. Firmy fastfoodowe stosują agresywny marketing skierowany do dzieci. Problem otyłości nie jest kosztem w ich rachunku wyników. O praktykach firm tytoniowych w Indonezji pisałem w oburzeniu już kilka miesięcy temu.

Korporacje starają się wykreować „idealnego obywatela”. Zimnego, skoncentrowanego wyłącznie na sobie, obsesyjnego konsumenta. Dzisiaj korporacje nie próbują już coup d’etat. Zamiast tego stosują silny lobbying. Powoływanie izb przemysłowych, finansowanie kampanii wyborczych, to tylko przykłady podejmowanych działań. Idea partnerstwa publiczno- prywatnego jest wszędzie, ale czy nie oznacza ona ograniczania idei demokracji? „Partnerzy” z definicji są wobec siebie równi, razem podejmują decyzje, jeden nie powinien regulować drugiego. A przecież demokracja jest z definicji hierarchiczna. Parlament i rząd wybierani głosem narodu musi być zwierzchnikiem nad korporacjami.

Z drugiej strony, istnieje silna propaganda przeciw „rządowi” jako instytucji. Chodzi o osłabienie pozycji rządu, o to aby rząd „oddawał” kolejne sfery życia publicznego (służbę zdrowia, edukację, parki, kulturę, itd) korporacjom. A przecież rząd to jedyna instytucja, w której zwykli obywatele mogą partycypować (poprzez powszechne wybory) choćby w małym stopniu. Korporacje w żadnym stopniu nie są odpowiedzialne przed wyborcami.

Mimo, że książka nie jest naukowym podręcznikiem, autor zamieszcza setki cytatów, przypisów, odesłań do materiałów źródłowych. Aneks z odsyłaczami to dobre kilkadziesiąt stron książki. Całość wygląda naprawdę dobrze udokumentowana i przekonywująca. Niejako w załączniku książki znajduje się długi wywiad z Noam Chomsky, amerykańskim profesorem filozofii i lingwistyki na MIT. W efekcie nadania korporacjom osobowości prawnej z przynależnymi jej prawami, widzi on wiele podobieństw korporatyzmu do faszyzmu czy bolszewizmu. Silne skoncentrowanie władzy w rękach niewielu osób, kreowanie „właściwych postaw społecznych”, interes „-yzmu” ważniejszy niż interes jednostki, itp

Ciekawe myśli.  Czego mi w tej fascynującej i pouczającej książce zabrakło, to głębszych przewidywań odnośnie dalszego kierunku rozwoju korporacji.

Czy ich siła jeszcze się wzmocni, tak że demokracja zostanie w przyszłości zastąpiona swego rodzaju „korpokracją”? Niektórzy argumentują, że przechodzimy do fazy „demokracji konsumentów” lub „demokracji właścicieli akcji”. To konsumenci oraz właściciele akcji będą kontrolowali zachowania korporacji, nagradzając te korporacje które działają etycznie i karząc te, które są nieetyczne. Ale. Wiele osób, nawet w USA, żyje w ubóstwie. Ich głos – w odróżnieniu od dzisiejszej demokracji –nie będzie się liczył, bo nie mają wystarczająco… dolarów. Wiadomo też, że przy ogromnym rozdrobnieniu akcjonariatu największych firm (szacuje się, że prawie połowa akcji leży w rękach 1% populacji, a 20% ludzi kontroluje 96% wszystkich akcji), dominujący głos będą mieli młodzi zarządcy funduszy inwestycyjnych, których kwartalne bonusy zależą bezpośrednio od wszechmożnego „bottom line”. Gdzie tu miejsce na etykę i sentymenty?

Czy też odwrotnie, korporacje pod wpływem swojego ciężaru własnego (coraz bardziej globalna skala ich działania powoduje rozmnażanie się wewnętrznych kontrolerów, którzy kontrolują czy kontrolerzy niższego szczebla właściwie kontrolują zarządy w poszczególnych krajach) po prostu się rozsypią? Być może korporacjom nie grozi natychmiastowy upadek, ale:

  1. Ilość demonstracji antyglobalistów
  2. Wyraźny wzrost braku zaufania do świata korporacji
  3. Skandale na Wall Street (a warto zauważyć, że autor pisze na długo przed wybuchem ostatniego kryzysu na Wall Street we wrześniu 2008 roku)
  4. Spontaniczne organizowanie się ludzi przeciwko korporacjom

każą przypuszczać, że korporacje podzielą losy poprzedników. Historia pokazuje, że wszystkie dotychczasowe dominujące instytucje (np wielkie mocarstwa, monarchie, kościoły, partie komunistyczne w Europie Środkowej) w końcu padały lub istotnie słabły.

Moim skromnym zdaniem czeka nas ten drugi scenariusz. Chyba czas najwyższy na to, abyśmy powrócili do „basics”.

Joel Bakan, „The Corporation. The Pathological Pursuit of Profit and Power”, Constable&Robinson Ltd, Londyn 2005

Tagi: , ,

Komentarze:

  1. pppan21 napisał(a):

    Zgadzam sie z ogólnym wydźwiękiem artykułu. Ale nie zgadzam sie z jednym:

    >przecież demokracja jest z definicji hierarchiczna. Parlament i rząd wybierani głosem narodu musi być zwierzchnikiem nad korporacjami.

    To nie jest prawda. Demokracja nie musi być przedstawicielska, może być też bezpośrednia.

    Oczywiście to na razie bardziej teoretyczne rozważania – niepraktyczne byłoby zwoływanie wszystkich obywateli, żeby przegłosować jakąś ustawę. „Tak można rzadzić plemieniem na sawannie a nie krajem” (Sławku – bez obrazy). Żaden z krajów (może oprócz Szwajcarii, która jest najbliżej tego modelu) nie był w stanie wprowadzić demokracji bezpośredniej. Ale wyobraźmy sobie, że możliwości technologiczne (podpisy elektroniczne, internet itp.) pozwalają na zorganizowanie np. raz w tygodniu sesji głosowania o ważnych problemach kraju.

    Więc – teoretycznie – demokracja może być też bezpośrednia, a nie przedstawicielska. A tam hierarchiczność nie jest konieczna. (Mówimy o władzy ustawodawczej a nie o wykonawczej).

    Zupełnie inną sprawą (również filozoficzną) jest – czy w takiej demokracji bezpośredniej – profesor czy manager powinien mieć takie samo prawo głosu jak robotnik czy menel. Ale to już filozofia polityczna.

    ========

    Dość krytyki – teraz pozytywnie o artykule. Rzeczywiście, korporacje skupiając się jedynie na mierzalnych finansowo parametrach – ewoluują w stronę bezdusznych struktur. Etyka w tym wypadku jest tylko przeszkodą, żeby osiągać wyniki zgodne z celami takich organizacji. Teoretycznie – to sprzeczne z interesem „ludzkości”, „społeczeństwa” itd. Ale jest w tym paradoks – niektórzy członkowie tego społeczeństwa – świetnie funkcjonują w takim otoczeniu…

    Nie wiem, czy możliwe będzie „spontaniczne organizowanie sie ludzi przeciwko korporacjom. Do tego potrzeba świadomości, wykształcenia itp. A jeśli ktoś ma nieco wyższe wykształcenie i świadomość – potrafi sie indywidualnie bronić przed „korporacją”, reklamą, itp. Więc nie będzie zainteresowany ruchem społecznym.

    Czasy rewolucji i przewrotów już chyba minęły bezpowrotnie. Na przykład – podobno w Chinach jest co roku (!!!) tłumionych 400 zbrojnych powstań chłopskich. A władza potrafi je zablokować do tego stopnia, że nawet o nich nie słyszymy. Technologia (tym razem na usługach korporacji) nie pozwoli na samoorganizowanie się społeczeństwa wbrew interesom władzy/kontrolujących/korporacji.

    Partie polityczne też stają się swego rodzaju korporacjami. połączenie tych dwóch trendów nie wróży nic dobrego statystycznemu człowiekowi…

    • Sławek Muturi napisał(a):

      Moja odpowiedź:

      Nie chcę wchodzić w nadmierną polemikę, ale rzeczywiście chyba nawet w przypadku demokracji bezpośredniej, to ogół narodu stanowiąc normy prawne i regulacje (oraz rząd zobowiązany do pilnowania przestrzegania tych norm) będą stały wyżej niż pojedynczy ludzie czy korporacje. Ci ostatni będą zobowiązani do ich przestrzegania i w tym sensie stoją niżej w pewnej hierarchii.

      Zresztą ja jedynie relacjonowałem mój sposób zrozumienia argumentów podawanych przez Joela Bakana w swojej książce. Chętnych do pogłębienia tematu zachęcam do lektury książki „The Corporation”. Pozdrawiam. Slawek

Dodaj swój komentarz:





Chcesz, aby koło Twojego komentarza pojawiła się Twoja ikona lub zdjęcie?
Kliknij tutaj i dowiedz się jak to zrobić.

Powiadom znajomego o tym wpisie:

E-mail *
Wpisz wiadomość
Subskrybuj komentarze do tego wpisu

NAJBLIŻSZE SPOTKANIA FRIDOMIACZEK I FRIDOMIAKÓW

poniedziałek, 15 maja – Warszawa, godz 12:15, SGH, Al Niepodległości 128, Bud C, Aula II Antresola

środa, 17 maja – Warszawa, godz 13:00, szczegóły bliżej terminu.

czwartek, 25 maja – Trójmiasto, godz 14, więcej szczegółów bliżej terminu spotkania

czwartek, 25 maja – Gdańsk, godz 18, Park Naukowo-Technologiczny, ul Trzy Lipy 3

wtorek, 30 maja – Poznań, godz 18:00, więcej szczegółów bliżej terminu spotkania

piątek, 2 czerwca – Warszawa, godz 13:30, wystąpienie podczas Kongresu BusinessWoman&Life. Rejestracja tutaj: http://businesswomancongress.pl/#Rejestracja

 

Archiwum - miesiąc po miesiącu

Najwyżej cenione

Timing jest ważny – czyli dwie żaby i dwa garnki

Na ostatnim spotkaniu Fridomiaczek i Fridomiaków w Londynie powtórzyłem historyjkę, którą kiedyś gdzieś wyczytałem i którą często powtarzałem swoim klientom bądź współpracownikom wtedy gdy jeszcze pracowałem w konsultingu. Ponieważ wielu z Was zapytało mnie w komentarzach do wpisu z relacją z Londynu o tę historyjkę, więc oto ona. Na jakiejś amerykańskiej uczelni przeprowadzono eksperyment. Dwie żaby wrzucono do dwóch garnków z wodą stojących na gazowych palnikach. Podpalono gaz w palnikach. Widzicie to? Tylko, że jedną żabę [...]

Najnowsze komentarze

  • Sławek Muturi: Robert, dzięki za niespodziewany komplement. Kilka dni temu myślałem, że może warto by stronę...
  • Sławek Muturi: OK, dzięki. Zgadzam się z Tobą, że prewencja jest zawsze lepsza od leczenia. Pytanie co robić gdy ktoś...
  • Robert Gołoński: Świetne i rzeczowe artykuły, które pomagają zrozumieć trudne terminy. Jak dla mnie jak najbardziej...
  • Michał: Sławku uważam, że pozbywanie rzeczy jest szkodliwe bo kupujesz coś np. za 500zł i później wydaje ci się to...
  • Sławek Muturi: Rent, dzięki za komplement:-)
  • Robert: Pozbywanie się rzeczy może być szkodliwe, bo jak wywalisz jedną skarpetkę to pójdziesz na spotkanie z jedną...
  • rent: Właśnie jestem po przeczytaniu tej książki i jestem pod wrażeniem fachowości. Sam zarządzam najmem mieszkań i...
  • Sławek Muturi: Robert, dzięki. Bardzo kibicuję Sebastianowi. Przynajmniej z 3 względów: 1) po przyjacielsku –...
  • Sławek Muturi: Michał, w tej kwestii w pełni się z Tobą zgadzam:-)
  • Sławek Muturi: Michał, tym razem to chyba rzeczywiście nie do końca rozumiem. Natomiast to co zaciekawiło mnie w...
  • Robert: http://businessinsider.com.pl/ strategie/sebastian-mikosz-pre zesem-kenya-airways-wywiad/ns0 v3fe
  • Michał: Może mogę dodać dosyc jasne porownanie. Jesli ktos sie uczy to bedzie mial dobre oceny. Oceny sa wynikiem...
  • Michał: Sławku, źle mnie zrozumiałeś. Nie napisałem „pozbywanie się nadmiaru rzeczy” tylko...
  • Robert: http://www.rp.pl/Nieruchomosci /305229870-Mikrokawalerki-reso rt-ukroci-nielegalne-prakty...
  • Robert W: Będą sprawdzali umowy najmu. Przy ryczałcie musisz opodatkować kwotę z umowy najmu, a nie to co Ci przelewa...
  • Sławek Muturi: W tym quizzie zdobyłem komplet punktów. Samoloty rozpoznawałem nim pojawiały się podpowiedzi:-) Oto...
  • Sławek Muturi: Tomek, nie sądzę by minimalizm był koniecznie powiązany lub by miał wynikać z chęci oszczędzania....
  • Marta: Sławku, Harva nie było. Był za to bardzo sympatyczny trener Ryan. Jadłam z nim śniadanie w hotelu i naprawdę...
  • Tomek: Czy jednak zawsze minimalizowanie liczby posiadanych przedmiotów idzie w parze z oszczędnościami? Minimalista...
  • nibul: Chodzi o ryczałt. W kwestii odliczeń jasna sprawa. Interesuje mnie tylko czy skarbówka w razie kontroli bierze...

Najnowsze wpisy

created by Water Design