06

02.2011

Fridomia na emigracji – po kenijsku

autor: Sławek Muturi|kategoria: Blog autorów, Fridomia, Inwestowanie, Nieruchomości, Nieruchomości za granicą, Wynajem

ilość komentarzy: 2

Jestem bardzo dumny z mojej kenijskiej kuzynki  Faith, która od 7 lat mieszka w Stanach Zjednoczonych, w New Jersey. Zatrzymałem się u niej ostatnio będąc w Nowym Jorku na konferencji nieruchomościowej.

Ojciec Faith zmarł wiele lat temu, a matka (siostra mojego ojca) jest emerytowaną nauczycielką.  Podobnie jak ja nie pochodzi z bogatej rodziny. Udało jej się skończyć studia w Kenii, po czym rozpoczęła pracę w jednym z lokalnych banków w Nairobi. Mimo, że nie miała wysokiego stanowiska i niskie uposażenie już w wieku 23 lat wzięła kredyt (korzystając z preferencyjnego oprocentowania pracowniczego) i kupiła swoje pierwsze mieszkanie na wynajem. Sama mieszkała z dwiema koleżankami w mniejszym, wynajmowanym mieszkaniu. Po kilku latach sprzedała to mieszkanie, spłaciła kredyt, a z zysku ze sprzedaży sfinansowała swój wyjazd oraz dalsze studia w Anglii. W 2003 roku pojechała za swoim ukochanym do Stanów, ale jak to w życiu bywa, po kilku latach związek się rozpadł i pozostała sama, a w dodatku w ciąży.

W międzyczasie poszła z koleżanką na kilka wieczorowych szkoleń dla początkujących inwestorów. Zaczęła się spotykać z agentami nieruchomości.  Przekonała się, że musi zacząć od poprawienia swojego credit score.  W Stanach trzeba się m.in wykazać, że posiada się zdolność systematycznego regulowania swoich zobowiązań. Aby osiągnąć  dobry „score” dobrze jest posiadać 4 kredyty. Tak więc wzięła dodatkową kartę kredytową, podpisała umowę o overdraft (czyli debet w koncie) oraz kupiła samochód. Po kilkunastu miesiącach osiągnęła score w wysokości 720 punktów (na 800 możliwych) i to banki zaczęły do niej wydzwaniać – w gorączce przedkryzysowej – z propozycjami kredytu. Okazało się, że może liczyć na kredyt do wysokości USD 400 tysięcy.

Ale Faith zdecydowała, że przy jej zarobkach i kosztach utrzymania nie będzie jej stać na regularne spłacanie tak wysokiego kredytu. Zadała agentowi znalezienie mieszkania do kwoty USD 250.000. Ale po obejrzeniu kilku domów, a także audycji telewizyjnej w HGTV o tym, jak ktoś kupił dom i odremontował piwnicę, którą następnie wynajmował, aby łatwiej było spłacać raty kredytu, Faith zdecydowała, że może lepiej poszukać tzw „income property” . I to najlepiej większej, ale wymagającej remontu (tak aby się zmieścić w założonym budżecie). Szukanie właściwej nieruchomości zajęło jej 11 miesięcy.

Kilka okazji przeszło jej koło nosa, bo rynek nieruchomości był w maju 2005 rozpalony do czerwoności.  Postanowiła, że musi zdążyć z kupnem swojego domu na wynajem przed urodzeniem się dziecka. Była tak zdeterminowana, że ofertę zakupu swojego domu podpisała już mając skurcze porodowe (w Stanach kupujący składa pisemną ofertę zakupu). A natychmiast po urodzeniu córki zadzwoniła do swojej agentki nieruchomości z zapytaniem, czy jej oferta została zaakceptowana, zanim jeszcze zobaczyła po raz pierwszy swoją córeczkę na oczy.

Gdy sprzedawczyni domu zobaczyła Faith z tak małym dzieckiem na rękach – gdy przyszły podpisać umowę sprzedaży- dała jej dodatkową zniżkę, wzruszona tym, że powtarza się jej własna historia (ona również kupowała kiedyś ten dom z niemowlęciem na rękach). Faith udało się kupić wolnostojący trzypiętrowy domek z lat 20-tych XX wieku za USD 240,000, czyli dużo poniżej ówczesnych wartości rynkowych, a nawet – jak się później okazało – poniżej wyceny bankowego rzeczoznawcy po wybuchu kryzysu bankowego.  Bank wycenił jej dom na USD 260.000 co oznaczało że nadal miała dodatni kapitał w domu i bank nie prosił ją o dodatkowe zabezpieczenia lub spłatę części kredytu, itp.

Faith była mocno zaangażowana w remont domu. Zaczęła od parteru, gdzie teraz mieszka z córką, a potem stopniowo remontowała kolejne piętra i zaczęła je wynajmować, głównie imigrantom z Kenii. Nie tylko nadzorowała ekipy remontowe, ale sama chodziła na szkolenia w Home Depot (który – jak sama podkreśla – pozostał jej ulubionym sklepem bardziej niż sklepy z odzieżą czy kosmetykami). Nauczyła  się malować ściany, kłaść panele podłogowe lub glazurę. Kupowała najtańsze materiały, np z przecen. A do wynajmowanych mieszkań kupowała używane lodówki, kuchenki czy pralki.

Dlaczego opowiadam tę historyjkę?

Z kilku powodów. Po pierwsze, gdy dowiedziałem się z maila od niej, że Faith w październiku 2009 straciła pracę, to zauważyłem że jest nadzwyczaj spokojna. Bez paniki odpowiadała mi w mailach, że rozesłała kilkanaście CV, poszła na kilka rozmów i że na pewno sobie coś znajdzie. Ponieważ miała własny dach nad głową, a kredyt na jego zakup pomagali jej spłacać najemcy, była spokojniejsza. Póżniej zresztą okazało się, że zwolnienie z pracy (n b zwolnił ją bardzo sympatyczny Polak) miało swoje dobre strony. Ponieważ córeczka Faith zaczęła mieć wysypkę spowodowaną – jak się okazało – ołowiem zawartym w farbie, lokalna gmina odremontowała dom Faith (nowa farba, nowe okna, nowa łazienka). Cały remont, za który – jako bezrobotna – nie musiała zapłacić ani centa, kosztował USD 60.000. Dodatkowo na czas remontu zostały z córeczką przekwaterowane do hotelu w sąsiedniej miejscowości, a tam poznała kogoś, kto pomógł jej w znalezieniu pracy w specjalistycznym centrum medycznym.   Tak więc ma wyremontowany dom i ciekawszą pracę. Myślę, że jednak nie potrafiłaby tak łatwo zamienić obiektywnie trudnej sytuacji w okazję do poprawy swojego życia, gdyby nie miała za sobą solidnego wsparcia w postaci komfortu własnego domu i przychodów z najmu.

Po drugie, podawałem przykład Faith na licznych spotkaniach autorskich przy okazji promocji książki pod koniec 2009 roku. Wielu moich rozmówców twierdziło, że „no tak, wolność finansowa to fajna koncepcja, ale nierealna do osiągnięcia, bo trzeba by mieć dużo pieniędzy, oszczędności, szczęścia, głowy do interesów” i czego tam jeszcze. Wtedy odpowiadałem, że największą barierą nie jest brak środków, tylko brak wizji oraz brak wiary w możliwość jej realizacji. I na dowód mojej tezy przytaczałem przykład mojej kuzynki Faith. Skoro kobieta (bo to niby słabsza płeć i dodatkowo nie znająca się na finansach), imigrantka, samotnie wychowująca małe dziecko potrafi, to dlaczego nie może tego dokonać ktoś w Polsce.

Faith po prostu nie wiedziała, że się nie da i dlatego jej się to udało. Bo budowanie wolności finansowej wymaga – przede wszystkim – wolnego od obciążeń nastawienia psychicznego.  Odpowiedniego spojrzenia.  W Kenii kupowanie mieszkań na wynajem jest – wśród średniej klasy – całkiem naturalne. Tak samo naturalne jak kupowanie akcji na giełdzie.

Po trzecie, cieszy mnie, że w ostatnim czasie pojawiło się na łamach Fridomii więcej osób, które pracują zagranicą – w Stanach, w Irlandii, w Anglii. Widać, że obserwowanie lokalnych zachowań inspiruje Was do budowania swojej wolności finansowej tak jak to robią Wasi amerykańscy, irlandcy, czy angielscy koledzy i koleżanki. Mam nadzieję, że przypadek Faith doda Wam wiary we własne możliwości. Oczekuję też, że zechcecie się podzielić swoimi przemyśleniami i doświadczeniami na łamach Fridomii. Wreszcie mam nadzieję, że część z Was zechce zainwestować swoje oszczędności w Polsce i tym samym pomożecie przenieść do Polski pewne rozwiązania , które ucywilizują nasz rynek najmu.

Zapraszamy.

Tagi: , , , , , , , , ,

Komentarze:

  1. Bożena Cichecka napisał(a):

    Bardzo dzielna osoba. Gratuluję odwagi, wytrwałości i rozmachu w działaniu.

  2. mark napisał(a):

    Czasem człowiek nie planuje spektakularnych planów a życie scenariusz układa po swojemu i czasem się uda uzyskać więcej niż by się oczekiwało:) Tak to już jest ale jak się nie robi nic to też na nic liczyć nie można.

Dodaj swój komentarz:





Chcesz, aby koło Twojego komentarza pojawiła się Twoja ikona lub zdjęcie?
Kliknij tutaj i dowiedz się jak to zrobić.

Powiadom znajomego o tym wpisie:

E-mail *
Wpisz wiadomość
Subskrybuj komentarze do tego wpisu

NAJBLIŻSZE SPOTKANIA FRIDOMIACZEK I FRIDOMIAKÓW

Ze względu na moje zimowanie w tropikach (w tym roku lecę do Afryki), kolejne spotkania przewiduję dopiero na wiosnę 2017 roku. Chyba, że ktoś miałby ochotę się spotkać ze mną w Kenii, Tanzanii, Gabonie (Mistrzostwa Afryki w piłce nożnej), Namibii, RPA, Mozambiku, Etiopii lub na wyspie Mayotte (ze względu na to, że jest to zamorskie terytorium Francji, to można tam polecieć bez paszportu:-). Być może wyskoczę też na dzień-dwa do stolicy Somalii, Mogadiszu, ale tam nikogo nie zapraszam ze względów bezpieczeństwa:-)

czwartek, 20 kwietnia – Trójmiasto, Uniwersytet Gdański, więcej szczegółów bliżej terminu spotkania

czwartek, 25 maja – Trójmiasto, więcej szczegółów bliżej terminu spotkania

 

Archiwum - miesiąc po miesiącu

Najwyżej cenione

My, artyści życia

Niezwykła książka Zygmunta Baumana pt. "Sztuka życia" stawia nas przed jednym z najtrudniejszych pytań ludzkiej egzystencji: czym jest szczęście?  Śledzimy w niej próby sformułowania odpowiedzi na to pytanie przez historyczną myśl filozoficzną, która jednak nie spełnia wygórowanych oczekiwań człowieka XXI wieku. Z jednej strony przytakujemy w domowym zaciszu koncepcjom za szczęście Marka Aureliusza czy Pascala, drugiej strony okazują się one nie do obronienia w konfrontacji z atakującą nas rzeczywistością. Nie chodzi tu też o to, aby kolejny raz [...]

Najnowsze komentarze

  • Sławek Muturi: Swid, dzięki za pozytywny feedback oraz za dający do myślenia cytat. Mnie te słowa kojarzą się z radą...
  • SWid: Też potwierdzam, że fajnie się czyta takie dawki egzotyki podróżniczej (zamiast newsów, po długim dniu...
  • Sławek Muturi: :-) W każdym kraju do polityki trafiają tylko ci najmądrzejsi, najbardziej przedsiębiorczy i...
  • Sławek Muturi: Tomku, dzięki za te wszystkie informacje.
  • Tomek: A więc z jednej strony zapewnią nierynkowo niskie czysze lokatorom, a z drugiej strony – rynkowo wysokie...
  • Tomek: Tu jest informacja o tym: http://www.srodmiescie.warszaw a.pl/strona-2775-podatek_od_cz esci_wspolnych.html...
  • Tomek: Jeśli Twój administrator złoży to za Ciebie, to tym lepiej. W administracjach odpowiedzialnych za moje...
  • Bolo: Nie słyszałem o tym. A to nie będzie tak, że zajmować się tym będą spółdzielnie lub administratorzy ?
  • Tomek: Teoretycznie możesz pobrać informację o powierzchni wspólnej z administracji i wysłać ją pocztą do urzędu na...
  • HubertP: Mieszkam zza granica. Czy dobrze rozumiem ze będę musiał specjalnie przyjechać żeby zdobyć jakiś papierek?
  • Tomek: W tym roku weszły przepisy o podatku od nieruchomości dla części wspólnych. Od każdej wspólnoty i spółdzielni,...
  • Sławek Muturi: Bolo, trafiłeś w bardzo czuły punkt. Te sprawy administracyjne są moją największą barierą przed...
  • Robert: Dzięki za Twoją perspektywę. Uważam jednak, że nieco przesadzasz, przecież napisałem że są to w sumie...
  • Bolo: Sławek, jak sobie radzisz podczas wyjazdu z takimi sprawami jak: opłacanie podatku za nieruchomości, za...
  • BiL: Włodzimierz Stasiak, wiceprezes BGK Nieruchomości ujawnił, że program częściowo będzie finansowany ze środków...
  • Sławek Muturi: Patryk, dzięki za dodatkową perspektywę „od wewnątrz”.
  • Sławek Muturi: ZPP, dzięki za odwiedzenie fridomii. Zgadza się, dlatego opisałem to jako skrajny przykład:-)
  • Patryk H: Slawek obecnie mieszkam na terenie Niemiec i wynajmuje drugie mieszkanie. Oboje mieszkania wynajmowałem...
  • ZPP: Tylko dla sprostowania – libertarianie są różni, ale zdecydowana większość nie odrzuca ideii rządu, tylko...
  • Tomek: Robert, mnie Twoje przykłady nie przekonują; moim zdaniem są krzywdzące dla Mzuri. Co do otworów w drzwiach...

Najnowsze wpisy

created by Water Design