06

12.2012

Inwestowanie w …zdrowie

autor: Sławek Muturi|kategoria: Blog autorów, Inwestowanie, Różne, Rozwój osobisty, Życie postkorporacyjne

ilość komentarzy: 5

Dostałem ciekawego maila od Mieszkanicznika z Norwegii. Zapytał mnie o inwestowanie w zdrowie. I nie chodziło Bartkowi o inwestowanie w akcje firm farmaceutycznych czy prowadzących szpitale czy przychodnie, ale o inwestowanie we własne zdrowie. Poniżej zamieszczam treść jego maila oraz moją odpowiedź.

Bartku, dzięki za poruszenie tego ważnego tematu. A jak Wy inwestujecie we własne zdrowie? Jestem bardzo ciekaw…

Dzien Dobry Panie Slawku,

Jestem pelen podziwu dla Pana intelektu, zawzietosci i pomyslowosci w dazeniu do zalozonego celu. Gratuluje i zazdroszcze.
Napomne, ze dopiero niedawno odkrylem Pana bloga i odsluchalem juz czesc Pana audycji w KonteStacji.
Obecnie mieszkam w Norwegii i mam 2 nieruchomosci, niedlugo finalizuje zakup trzeciej, na razie tu ,ale mam zamiar wrocic do Polski za kilka lat.

Chcialem wspomniec/ spytac sie Pana o jedna rzecz…. a mianowicie o szeroko pojeta wolnosc, ktora Pan propaguje.
Czy nie myslal Pan, ze wolnosc to takze wolnosc , w sensie fizycznym- tu zdrowotnym. Bo czlowieka chorego trudno nazwac wolnym, pomimo, ze ma pieniadze i czas  to i tak moze byc przykuty do lozka, uzalezniony od medykamentow czy zabiegow.
Czy nie myslalm Pan o inwestowaniu we wlasne zdrowie, po to, by moc cieszyc sie zyciem do poznych lat ?
Moze opowiem Panu, jak robie to ja.

Otoz na zdrowie wg. mnie, ale nie tylko mnie, skladaja sie glownie 3 rzeczy…. ruch, dieta i zdrowie psychiczne (brak stresu- zdrowe zycie rodzinne). W wieku 32 lat zaczalem regularnie biegac (5 razy w tyg. 50 km tyg.) , rok potem przebieglem swoj pierwszy maraton, jestem weganinem, 70% mojego pozywienia to nieprzetworzona w zaden sposob zywnosc (nie gotowana)- czyli warzywa, owoce, ziarna kielkowane, orzechy. Reszta 30% to pelnoziarniste kasze, chleb na zakwasie. Na zycie rodzinne tez nie narzekam:-)
Bardzo ciekawi mnie , jak w Pana ukladance, ten puzzel wyglada? Czy myslal Pan o tym? W jaki sposob Pan w to inwestuje ?

Serdecznie pozdrawiam ze spokojnego , ale zimnnego kraju
Pana wierny sluchacz Bartek

_______________ moja odpowiedź na powyższego maila____________

Bartku,
Dziękuję za maila oraz za bardzo ciepłe słowa pod moim adresem.
Oczywiście zgadzam się, że zdrowie to jedna z najważniejszych jeśli nie najwazniejsza rzecz w życiu. I gratuluję Ci wytrwałości w dbaniu o zdrowie.
Jak ja inwestuję we własne?
Z trzech wymienionych przez Ciebie czynników:
1. Ruch – z tym jest u mnie najgorzej. Prawie w ogóle nic nie robię w tym kierunku. Zwłaszcza zimą. Może oprócz tego, że od czasu do czasu wchodzę pieszo na XI piętro. Robię to – póki co – bez wysiłku i bez zasapywania się. To wchodzenie to też mój swoisty „test” zdrowia.
2. Dieta – nie zwracam szczególnej uwagi na to co jem. Choć w naturalny sposób ograniczam cukier i sól (bo po prostu ich nie lubię). Nie lubię też kawy i rzadko pijam herbatę. Za to prawie codziennie wieczorem piję czerwone wino, piwo lub – najczęściej – cavę (hiszpańskie wino musujące) do kolacji. Rzadko zaglądam do fastfoodów, nie pijam w ogóle Coli czy innych słodzonych wód. Kiedyś zajadałem się ciastami (uważam, że w Polsce mamy najlepsze na świecie), ale teraz ograniczam swoje spożycie, by się zbytnio nie wyokrągląć, a poza tym wiele z nich zawiera zbyt wiele cukru jak na mój gust.
3. Stres – z tym najlepiej sobie chyba radzę. Po prostu staram się niczym nie stresować:-) I już. Przyznam, że osiągnięcie wolności finansowej i rezygnacja z korporacyjnego życia bardzo odstresowywuje. Nie mam tylu co kiedyś stresantów. W korporacjach mamy zbyt wiele zupełnie niepotrzebnego, destruktywnego stresu:-( Czy naprawdę świat staje się lepszy bo udało się osiągnąć mojemu zespołowi budżetowy cel sprzedażowy? Lub czegoś mu zabraknie, gdy tego celu nie uda nam się w jednym kwartale osiągnąć??? Czy rzeczywiście efektywniej pracujemy gdy cały czas czegoś musimy się obawiać – zwolnienia z pracy lub bycia zmuszonym do zwalniania swoich kolegów?
Dodatkowo:
4. Leczenie i leki – gdy tylko poczuję się słabiej, idę od razu do lekarza, a gdy zaczyna mnie łapać grypa, to kładę się na kilka dni do łóżka. Nieważne ile mam niezałatwionych spraw i umówionych spotkań. Kładę się i już. Idę do lekarza by upewnić się, że nic poważnego mi nie jest. A potem NIE WYKUPUJĘ leków, które mi lekarze przepisują. Leków praktycznie w ogóle nie zażywam – żadnych tam przeciwbólowych, nasennych, na poprawę samopoczucia, czy do leczenia czegokolwiek. Nie pamiętam kiedy ostatnio cokolwiek łykałem. Leki to dla mnie przede wszystkim obca organizmowi chemia. Uznaję zasadę, że niech moje ciało powalczy z chorobą, a co nas nie zabije, to nas wzmocni:-)  Ostatnio zaczął mi się pogarszać wzrok (zbyt dużo siedzę przed komputerem). Okulistka zaleciła mi okulary, ale zwlekam, bo czuję – pewnie zupełnie nieracjonalnie – że jak już moje oczy „pójdą na łatwiznę” to wzrok będzie mi coraz szybciej się pogarszał. Często (raz w roku) chodzę też na kompleksowe badania kontrolne – ciśnienie, badanie krwi, moczu, prześwietlenia i inne.
5. Nauka języków – kiedyś sobie wymyśliłem, że potrzebuję stymulować swoje komórki mózgowe po to by spowolnić proces ich obumierania. Nauka języków to dla mnie najciekawszy sposób ćwiczenia mózgu. Poza tym, staram się sporo czytać, bo to też stymuluje mózg do wysiłku. I zmniejsza poziom stresu. Nie wiem czy ktoś robił na ten temat badania (pewnie tak), ale nie zdziwiłbym się, gdyby się okazało, że jedną z przyczyn tego, że kobiety żyją w Polsce dłużej od mężczyzn, jest to że kobiety więcej … czytają. Czytanie książek bardziej chyba stymuluje mózg niż łowienie ryb czy oglądanie meczów w TV.
6. Wyjazdy zagraniczne – podróże to dla mnie czas totalnego relaksu. Ryby lubią wodę, ptaki powietrze, gepardy sawannę, a niedźwiedzie góry, sarny las, a ja czuję że zostałem stworzony do … podróżowania. Podróże to najbardziej dla mnie naturalne środowisko. Wtedy się totalnie relaksuję. Dostaję kopa pozytywnej energii. Odnawiają się moje komórki mózgowe
7. Sanatoria – to może jedyna moja poważna i świadoma inwestycja w zdrowie. Co roku na przełomie października i listopada jadę do jakiegoś sanatorium na dwa tygodnie kąpieli, masaży i innych zabiegów. To tylko 3,8% roku, a tak dużo mi daje. Zacząłem jeździć do sanatoriów dopiero 3 lata temu i żałuję, że tak późno. Zamierzam co roku wyjeżdżać, do końca życia. Co roku do innego kraju – byłem już na Litwie, w Gruzji, na Słowacji oraz – w tym roku – na Krymie. Więc łączę przyjemne (podróżowanie) z pożytecznym (dbanie o zdrowie). Gorąco polecam sanatoria ludziom młodym – nie warto z tym czekać aż będziecie musieli się rehabilitować po jakiś ciężkich chorobach czy operacjach. Poza tym, sanatorium kojarzy mi się z ważną dla mnie wartością – prewencja jest lepsza i tańsza od leczenia:-)
Bartku, dzięki za ciekawe pytanie, które zmusiło mnie do zastanowienia się. Jeśli nie masz nic przeciwko, to może opublikuję je też na łamach bloga.
Gratuluję też inwestowania w nieruchomości. Gdybyś mógł coś więcej napisać o Twoich doświadczeniach na tym polu (jak wygląda proces zakupu w Norwegii, jakie są ceny, czym się kierowałeś wybierając nieruchomości, jakie masz doświadczenia z najmem, itp) to też bardzo chętnie bym to zamieścił na blogu. Nic tak do ludzi nie przemawia jak konkretne przykłady, a praktyki obowiązujące w Norwegii mogą też być dużą inspiracją dla Stowarzyszenia Mieszkanicznik w cywilizowaniu polskiego rynku najmu. Napisz proszę, daj się namówić:-)
Pozdrawiam z pochmurnej, jesiennej Warszawy,
Sławek

Komentarze:

  1. Marecki pisze:

    Witam wszystkim fridomaniaków i mieszkaniczników!

    Cieszę się że ten temat został poruszony, gdyż od pewnego czasu sam zastanawiam się nad tym tematem. Mam 29 lat posiadam 4 nieruchomości pod wynajem w Polsce. Droga ku wolności finansowej nie była i nie jest łatwa czasami wyboista a po drodze pojawiły się problemy ze zdrowiem i trwają do tej pory i były związane bezpośrednio z praca jaką wykonuję. I tu też zgodzę się z Bartkiem że wolnosc to takze wolnosc , w sensie fizycznym i zdrowotnym jak również czynniki tj ruch, dieta i zdrowie psychiczne. W każdym razie myślę, że warto wybalansować obie te drogi ku wolności jakakolwiek ona by niebyła.
    Pozdrawiam Marek – Londyn :)

  2. ZnakZapytania pisze:

    Inwestycje w siebie zawsze są najlepsze, jeśli nie wiemy w co włożyć nasze pieniądze to dobrze będzie przeznaczyć je na edukacje lub własne przyjemności.

  3. Dorota pisze:

    Witam,

    dziękuję za temat, który moim zdaniem wiąże inwestowanie w nieruchomości z szeroko pojętym dbaniem o zdrowie. Świadome inwestowanie w nieruchomości na wynajem daje mi ulgę od zobowiązań i stresu, jakim była kiedyś dla mnie praca na etacie. Nie wycofałam się z mojej pasji, którą jest mój zawód, ale podchodzę do niego z większym luzem i pozwalam sobie na mniejszą presję czasową… Poza tym ta pasja pomaga mi w aranżacji wnętrz mieszkań na wynajem. W moim przypadku mam wrażenie, że wszystko się idealnie dopełnia albo ja tak to widzę ;-)
    Mając więcej czasu na działania, przemyślenia i po prostu spokojniejsze życie w wersji coraz częściej „slow”, doceniam trafność wyboru jakim jest pewnego rodzaju wycofanie z wyścigu i pogoni, które towarzyszy teraźniejszości. Coraz częściej sama świadomość wolności jest dla nie dobrym lekarstwem na stres. Ale przede wszystkim najważniejszy dla naszego zdrowia według mnie jest czas, jaki jesteśmy w stanie sobie dać. Bo jak tu dbać o swoje zdrowie (i tym samym życie) jeśli nie mamy czasu na to żeby spokojnie zjeść, gotować, odrobiny czasu dla swojego ciała, refleksję, książkę, rozwój?
    Osobiście staram się kilka razy w tygodniu znaleźć czas na ruch – głównie rower, od czasu do czasu yogę. Nie jem mięsa od wielu lat i myślę, że właśnie to daje mi ogromną siłę, zdrowie i wewnętrzny spokój.
    Ostatnio ten spokój uzupełniam też czytaniem Fridomii i bardzo się cieszę, że jest takie miejsce. Dziękuję Sławku :-)

    Pozdrawiam ciepło z Łodzi :-)

    • Sławek Muturi pisze:

      Dorota, dzięki za ciepłe słowa. Blog fridomia istnieje przede wszystkim dzięki Tobie i innym Fridomiaczkom i Fridomiakom. Gdybyście tu nie zaglądali i nie dzielili się swoimi przemyśleniami i komentarzami, nie miałbym motywacji do pisania.

      A swoją drogą, to dziś w pociągu z Krakowa czytałem bardzo ciekawą książkę, którą planuję wkrótce zrecenzować na łamach bloga fridomia. Autor cytuje w niej Gary’ego Null, sławnego w USA autora oraz dietetyka, który stwierdził, że nasze dobre zdrowie w 25% składa się dieta, w 25% ruch i ćwiczenia, a w 50% … szczęście. Pozostawanie szczęśliwym znaczy dla zdrowia więcej niż dieta i ruch razem wzięte:-)

      A zatem: Don’t Worry, Be Happy !!!

      • Dorota pisze:

        Odnośnie diety: dieta diecie nierówna (nie lubię słowa dieta, bo kojarzy się z wyrzeczeniem). Będąc wegetarianką od ponad 20 lat mam świadomość, że były czasy kiedy odżywiałam się lepiej i gorzej. Prawdopodobnie zjedzenie mięsa dobrze karmionego zwierzęcia, humanitarnie zabitego, czy małej morskiej ryby może być mniej szkodliwe od niejednego wege-fast-fooda. Ale to tak można o wszystkim… wierzę jednak, że zdrowa żywność uodparnia nas nasz organizm przez co również jesteśmy szczęśliwsi.
        Ponadto na nasze szczęście składa się też w dużej części ruch, bo wyzwala endorfiny czyli tzw. hormony szczęścia. Sprawdziłam, potwierdzam, namawiam. I nie chodzi tu o morderczy wysiłek na siłowni, tylko regularny ruch na nasz ulubiony sposób po 30 minut choćby 2-3 razy w tygodniu. Taki wysiłek plus dobra dla nas „dieta” działa korzystnie na nasze zdrowie, więc znowu pracuje na nasze szczęście :-) To jest właśnie ta inwestycja w zdrowie. Tak ja to rozumiem i tę „dźwignię” do naszego zdrowia. Może wówcza udałoby się osiągnąć więcej niż 50%?
        I oczywiście dodam, że udane życie rodzinne i towarzyskie jest dla nas bezcenne, podobnie jak każda chwila wolna od stresu, a wypełniona optymizmem i uśmiechem :-)

Dodaj swój komentarz:





Chcesz, aby koło Twojego komentarza pojawiła się Twoja ikona lub zdjęcie?
Kliknij tutaj i dowiedz się jak to zrobić.

Powiadom znajomego o tym wpisie:

Friend Email
Enter your message
Enter below security code
Subskrybuj komentarze do tego wpisu

NAJBLIŻSZE SPOTKANIA FRIDOMIACZEK I FRIDOMIAKÓW

23.11, środa – Bangkok, Tajlandia, godz 15:00. Rejestracja tutaj: http://www.event.biznesponadgranicami.pl/#program

26.11, sobota – Warszawa, moja prezentacja w trakcie Kongresu organizowanego przez Businesswoman & Life

Ze względu na moje zimowanie w tropikach (w tym roku lecę do Afryki), kolejne spotkania przewiduję dopiero na wiosnę 2017 roku. Chyba, że ktoś miałby ochotę się spotkać ze mną w Kenii, Tanzanii, Gabonie (Mistrzostwa Afryki w piłce nożnej), Namibii, RPA, Mozambiku, Etiopii lub na wyspie Mayotte (ze względu na to, że jest to zamorskie terytorium Francji, to można tam polecieć bez paszportu:-). Być może wyskoczę też na dzień-dwa do stolicy Somalii, Mogadiszu, ale tam nikogo nie zapraszam ze względów bezpieczeństwa:-)

 

 

Archiwum - miesiąc po miesiącu

Najwyżej cenione

2022 – wspólny wypad do Kenii dla Klubu Fridomii

Zainspirowany dzisiejszymi życzeniami Qby, by w ciągu 10 lat wszystkie Fridomiaczki i Fridomiacy osiągnęły wolność finansową, wpadłem na pewien pomysł. Otóż chciałbym zaproponować by wszyscy, którzy osiągną do 2022 pełną (100%-ową) wolność finansową wybrali się ze mną na safari do Kenii. Tym samym w pięknej scenerii któregoś z parków narodowych zainaugurujemy Klub Fridomii. Co Wy na to? Mam nadzieję, że fridomię uda się osiągnąć tak wielu z Was, że nie zmieścimy się do jednego samolotu! Sukcesów i [...]

Najnowsze komentarze

  • Sławek Muturi: Och Yolu, gdyby wszyscy mieli Twoją świadomość i Twoją wrażliwość, to świat byłby o wiele piękniejszym...
  • Sławek Muturi: Natasha, no rzeczywiście. Czasami bywam bardzo kreatywny:-)
  • Sławek Muturi: Natasha, oczywiście nie korzystałem. Przecież mam kochającą mnie żonę:-)
  • Sławek Muturi: Michał, dzięki za Twój komentarz. Akurat tak się składa, że czuję silną przynależność do obu moich...
  • Sławek Muturi: Dczekol, dzięki. Gdy się chce, to znajdzie się drogę:-)
  • Sławek Muturi: Aga-ta, ja sam często zapominam o kolorze mojej skóry. Dopiero jak ktoś mnie zapyta, to sobie...
  • Sławek Muturi: Aga-to, dzięki za dobrego newsa – mam jednego wroga mniej. Pozostaje „tylko”...
  • Yola: Niesamowite Sławku, ale właśnie o tym chciałam napisać w mailu, który przed chwilą do Ciebie wysłałam. Zaczęłam...
  • Natasha: Ale Cię poniosło…
  • Natasha: Jak poszło z tymi numerami telefonów?! Udało się skorzystać?! ))
  • Michał: Ja jakbym mógłbym wybrać kolor skóry to ciężko by mi było. Wchodziłoby w grę biały albo...
  • dczekol: link do artykułu o oszczędzaniu http://kobieta.onet.pl/przez-r ok-ograniczala-wydatki-do-m...
  • Aga-ta: Kiedyś już wspominałam, że gdy się poznaliśmy, nie zauważyłam, abyś był „Kolorowy” :-)))...
  • Aga-ta: Fajny wywiad :-) Sławku, mam nadzieję, że jednak nie próbujesz zbijać cholesterolu :-)))) Pamiętaj, że...
  • Robert: Co masz konkretnie na myśli? Kto „prowokuje, ocenia i szufladkuje”? Wyrażam jedynie swoją opinię,...
  • Sławek Muturi: Gosiu, Etiopia jest w miarę bezpieczna. Ze względu na to, że był to (i w dalszym ciągu nadal jest)...
  • Sławek Muturi: Doktorze, „zacząć życie od nowa” z pewnością odmłodziłoby mózg, masz rację. Ale jak można...
  • UlaD: doktor21 obawiam się, że to może zadziałać wręcz przeciwnie :) http://wiedzoholik.pl/wielo...
  • nibul: Robert, niektórym przeszkadza jak ktoś popełnia błędy ortograficzne, a innym kiedy ktoś prowokuje ludzi,...
  • Gosik: Witam😊z ciekawością czytam twój blog ,dziękuję że przekazujesz swoje doświadczenia 😊dużo się dowiedziałam ,ale...

Najnowsze wpisy

created by Water Design