30

03.2013

Procesje Semana Santa

autor: Sławek Muturi|kategoria: Blog autorów, Podróżowanie po świecie

ilość komentarzy: 4

Andaluzja to bardzo religijny region Hiszpanii. W każdym mieście jest po kilkadziesiąt starych, kościołów. Pamięta się o imieninach poszczególnych świętych. A Wielkanoc to kulminacja katolicyzmu. Procesje odbywają się każdego dnia przez cały Wielki Tydzień w każdym większym i mniejszym miasteczku Andaluzji. Te w Maladze są podobno najbardziej okazałe.

I rzeczywiście robią ogromne wrażenie.

Najpierw powolutku, krok za krokiem, robiąc częste przystanki idzie forpoczta – kilkudziesięciu lub nawet stu kilkudziesięciu zakapturzonych jakby mnichów I …mniszek, bo ta rola została już otwarta dla kobietJ Wszyscy mają kaptury podobne trochę do tych – sorry za skojarzenie – z KKK, z małymi otworami jedynie na oczy, tylko ze spiczastymi, wysokimi na metr, tulejami. Noszą ciemnoszare lub granatowe lub białe stroje, podbne do długich sutann. Podczas piątkowej procesji widziałem również stroje całkiem czarne zrobione z połyskującego materiału podobnego do aksamitu. Na strojach widoczne były wyszywane złotą i czerwoną nicią eleganckie herby. Chyba poszczególnych parafii.

W pasie sułtanny były oplecione szerokimi sznurkowymi pasami. To na tych pasach są zrobione zawieszki ułatwiające trzymanie (przez wiele godzin procesji) długie, grube świece, z których wosk kapie bezpośrednio na ulice, którymi przesuwają się procesje zostawiając kropki różnych kolorów, bo świece są albo białe, albo bordowe, albo zielone, w zależności z którego kościoła wyszła procesja.

Część forpoczty zamiast świec niesie duże srebrne krzyże z proporcami przedstawiającymi ostatnie dni Chrystusa. Podniosłem na chwilę jeden taki krzyż. Wyglądał jakby był zrobiony z czystego srebra. Halabardnica nie wiedziała z czego jest wykonany. Nie był bardzo ciężki, ale z drugiej strony nie wiem jak ciężkie jest srebro więc może i był ze srebra. Bardzo elegancko się błyszczał. Część osób z forpoczty idzie boso, co potęguje wrażenie.

Za forpocztą zwykle idzie grupka małych dzieci przebranych za mini-halabardników, albo po prostu w peleryny ministrantów.

Za nimi jest niesiony na ramionach mężczyzn ogromny, bogato zdobiony ołtarz. W różnych kościołach są różne postacie św Marii lub Chrystusa i to one stanowią centralny punkt ołtarza. Te ołtarze są ogromne, ważą po kilka ton i są niesione na ramionach od 200 do 300 mężczyzn ustawionych w 6 rzędach po 34 do 50 osób w każdym rzędzie. Idą za sobą gęsiego. Rozmawiałem w przerwie z jednym z tragarzy. Ich ołtarz ważył około 4,5 tony i niosło go 240 ludzi, ustawionych od najwyższych z przodu do najniższych w środku i znów do najwyższych z tyłu, po to by lepiej rozłożyć ciężar ołtarza. Wypadało po ok 30 kg wagi na każdego z tragarzy. Ołtarz spoczywa na 6 równoległych bardzo długich belkach. Idą gęsiego takim chwiejnym, marynarskim krokiem. W lewo i w prawo, w lewo i w prawo, jednocześnie robiąc krok do przodu. Widok kilkuset par nóg idących w unii robi wrażenie.

Ubrani są na czarno. Czasami w czarnych kurtkach, ale raz czy dwa widziałem ich ubranych w identyczne czarne garnitury, białe koszule i czarne krawaty, co wyglądało jeszcze bardziej elegancko.

Robią sobie przerwy co 30-50 metrów, a czasami nawet częściej, bo jednak ogromny ciężar robi swoje. Przerwy są oznajmiane przez szefa tragarzy biciem w złoty dzwon wiszący na czele ołtarzu. Jest to taki mały dzwon kościelny, któ®y jest jednak bardzo donośny. Zastanawiałem się jak wytrzymują to uszy tragarzy stojących tuż obok dzwonu, ale oprócz tego, że chwytali dzwon rękoma by po wybiciu wytracił wibracje, to nie widziałem na ich twarzach bólu z tego powodu. Kroczą bardzo dumnie, bardzo dzielnie znosząc ciężar niesionego ołtarza. Na ich twarzach wymalowana jest duma i podniosłość chwili. Na głowach mają coś w rodzaju lużno zawiązanych turbanów, a niektórzy mają czarne przepaski na oczach chyba po to by skupić się na duchowej stronie procesji, i by nie rozglądać się na boki, na gapiów i wymieniać z nimi uśmiechy. I rzeczywiście często (choć nie zawsze) gdy przechodzą tuż obok, dosłownie na wyciągnięcie ręki, tłum całkiem milknie, co potęguje doniosłość znaczenia cierpień i śmierci Chrystusa.

Udział w procesji to chyba duże wyróżnienie dla młodzieńców. Jednym z tragarzy bywał Antonio Banderas, którego jedna z moich koleżanek z kursu hiszpańskiego widziała w tym tygodniu na jednym z licznych balkonów wzdłuz trasy procesji. Dostrzegła go gdy usłyszała pisk lokalnych nastolatek i ich oczy skierowane na ów balkon.

Za tragarzami są jeszcze muzycy. W liczbie dziesiątek osób, tworzą duże mobilne orkiestry. Ubrani w odświętne garnitury z herbami niosą swoje wypucowane na lśniąco puzony, trąbki czy obłoje. Większość czasu nie grają, ale od czasu uniesie się w powietrzu jakaś smutna melodia, np marsz żałobny. Dreszcze przechodzą po plecach. I pewnie efekt byłby jeszcze silniejszy gdy nie ciągłe trajkotanie Hiszpanek i Hiszpanów, bo niektórzy panowie też trajkoczą tak jakby chcieli pobić jakiś rekord Guinessa.

A za muzykami czasami idą w kondukcie zwykli (lub mniej zwykli) obywatele miasta. W sumie każdy ołtarz to kondukt – od początku do końca – kilkuset do tysiąca kilkuset osób. Trasy procesji są bardzo długie więc trwają one po 5-6 godzin, a niektóre nawet dłużej i kończą się o 2-3 nad ranem. Wiją się wszystkimi chyba uliczkami starego miasta w Maladze, które jest nadzwyczaj duże. Nawet tymi wąskimi gdzie duży, szeroki ołtarz ledwo się mieści pośród gapiów. Zwłaszcza na zakrętach ulic. Tych procesji idzie kilka naraz, równocześnie. Czasami idą jedna za drugą, w odstępie kilkuset metrów, ale zdarzyło mi się kilka razy widzieć skrzyżowanie krzyżowych dróg na skrzyżowaniu ulic. Niesamowite. Stałem na rogu ulicy i widziałem się oddalający się ołtarz na jednej z ulic, oraz na drugiej ulicy, ale jednocześnie – od przodu – podążający za nim kolejny ołtarz. I pieśni z dwóch orkiestr jednocześnie. Nie wspominając o tym, że na którejś z równoległych ulic w oddali widziałem zapalone świece i wysokie szpice kapturów jeszcze innej procesji. A wzdłuż każdej z tych procesji tysiące gapiów stojących w szpalerach wzdłuż chodników. Większe tłumy zbierały się na skrzyżownaiach ulic, więc zdarzało się, że cała poprzeczna uliczka była po brzegi wypełniona ludźmi na 100 metrów wgłąb ulicy.

Kiedyś dawno temu byłem w Sewilli podczas La Semana Santa. Było to chyba jakieś 27-28 lat temu. Już nie pamiętam tyle szczegółów, ale tam też była masa ludzi. Tam procesje i same ołtarze były chyba mniejsze, choć może bardziej znane, lepiej marketingowo wypromowane. Jednocześnie pamiętam większą powagę i wznisosłość chwili. Było o wiele ciszej, panowała atmosfera skupienia. Pamiętam, że gapiowie, obserwatorzy żegnali się znakiem krzyża lub wręcz klęczeli na ulicy w modlitwie. Teraz w Maladze przeszkadzał mi ciągły jazzgot głośnych rozmów, a nawet nawoływań się. Ludzie stoją na chodnikach ulic przy otwartych barach tapas i coś jedzą, popijają piwo lub wino. Ci którzy nie są zajęci jedzeniem i rozmową, przepychają się ze swoimi aparatami by uchwycić lepszy kadr. Trochę to wszystko psuje atmosferę imagię chwili.

Wzdłuż ulic jest niesamowicie dużo dzieci, biorąc pod uwagę późne pory procesji. Część dzieci w wózkach. Większość dzieciaków potrafiących już chodzić ma bębenki z werblami oraz małe trąbki, które wydają specyficzny dźwięk. Z początku szukałem wzrokiem kozy. Może to taka tradycja by przyprowadzać żywe zwierzęta. Dopiero potem zorientowałem się, że to właśnie te trąbki wydają te zwierzęce dżwięki. Część dzieci płacze, marudzi, lub wręcz przeciwnie w podnieceniu coś krzyczy, głośno podśpiewuje, biega wkoło i gra w chowanego. Starsze nieco dzieci trzymają w rękach duże, wciąż rosnące kule z kolorowego wosku. Coś jakby małe globusy. I proszą przechodzących halabardników ze świecami by upuścili na ich kule rochę wosku ze świec, tym samym powiększając ich globusy. Każdy ma tutaj co robić i panuje ogólny harmider.

Wszystkie procesje idą jedną z głównych ulic starego miasta. Wzdłuż niej wszystkie balkony są udekorowane szerokimi bordowymi wstęgami z eleganckim złotymi paskami, a na chodnikach ustawione są plastikowe lub drewniane składane krzesełka. Krzesełka mają swoje numery. Najpierw siadaliśmy gdzie popadło, ale potem okazywało się, że ludzie mają rezerwacje i musieliśmy ustępować miejsca. Na głównych placach czy na dużych zakrętach lub skrzyżowaniach ulic, ustawione są kilkupiętrowe trybuny z krzesełkami dla obserwujących. To są miejsca VIP. Tu jest o wiele spokojniej niż na pozostałych ulicach, gdzie dodatkowo przeszkadzają ciągle przemieszczający się tu i tam ludzie.

Na uliczkach oddalonych nieco od tras procesji rozsawione są stoliki setek restauracyjek, barów i kawiarni. Nocna życie kwitnie. Większość stolików jest wypełnionych klientami. Choć tutaj nie widać oznak panującego w Hiszpanii kryzysu.

Komentarze:

  1. Marriusz pisze:

    Sławku
    Jaką macie pogodę?Jaka jest temperatura w Hiszpanii obecnie?
    U nas w Polsce nareszcie mamy białe święta.
    Snieg sypie i temperatura jest w okolicach 0 stopni.
    Zastanawiamy się czy nie ubrać choinkę:-}}
    Pozdrawiam

    • Sławek Muturi pisze:

      Marriusz, a wiec wyglada na to, ze niestety sprawdza sie prognozy, ze w tym roku zamiast Smigusa Dyngusa beda … Sniezki Dyngusa:-( Tu na poludniu Hiszpanii jest ponad 20 st C (miejscami nawet dochodzi do 26 st C). Woda w Morzu jest jednak nadal zbyt zimna do kapieli morskich.

      Dla pocieszenia dodam, ze jutro (poniedzialek) jest tutaj normalnym dniem pracy, wiec wracam do nauki jezyka hiszpanskiego.

      Zycze Wam wszystkim (a przy okazji sobie bo za tydzien wracam do Warszawy), zeby szybko zawitala wiosna.

      Wesolych !!!

      • Marriusz pisze:

        Dokładnie Sławku śnieżki zamiast dyngusa.W okolicach Poznania wszystko pokryte jest warstwą śniegu ( ok3cm) i wciąż prószy.Ja już się śmieję że lato w tym roku będzie krótkie ale za to mroźne a potem długa zima:-))
        Mądrość natury…Nawet wiosna nie chce tu wrócić :-))

        • Sławek Muturi pisze:

          Rzeczywiście brzmi jak jakiś żart prima aprilisowy:-( Trzymajcie się ciepło. Przesyłam Wam wszystkim un poco de sol del Andalucia:-)

Dodaj swój komentarz:





Chcesz, aby koło Twojego komentarza pojawiła się Twoja ikona lub zdjęcie?
Kliknij tutaj i dowiedz się jak to zrobić.

Powiadom znajomego o tym wpisie:

Friend Email
Enter your message
Enter below security code
Subskrybuj komentarze do tego wpisu

NAJBLIŻSZE SPOTKANIA FRIDOMIACZEK I FRIDOMIAKÓW

23.11, środa – Bangkok, Tajlandia, godz 15:00. Rejestracja tutaj: http://www.event.biznesponadgranicami.pl/#program

26.11, sobota – Warszawa, moja prezentacja w trakcie Kongresu organizowanego przez Businesswoman & Life

Ze względu na moje zimowanie w tropikach (w tym roku lecę do Afryki), kolejne spotkania przewiduję dopiero na wiosnę 2017 roku. Chyba, że ktoś miałby ochotę się spotkać ze mną w Kenii, Tanzanii, Gabonie (Mistrzostwa Afryki w piłce nożnej), Namibii, RPA, Mozambiku, Etiopii lub na wyspie Mayotte (ze względu na to, że jest to zamorskie terytorium Francji, to można tam polecieć bez paszportu:-). Być może wyskoczę też na dzień-dwa do stolicy Somalii, Mogadiszu, ale tam nikogo nie zapraszam ze względów bezpieczeństwa:-)

 

 

Archiwum - miesiąc po miesiącu

Najwyżej cenione

Ile będą kosztowały kawalerki w Warszawie za 10 lat?

10 lat. To dużo czy mało? 3,653 dni. To dużo czy mało? Wydaje się, że mało. Z drugiej strony to jest to aż prawie 1/8 życia średniej długości. Z punktu widzenia czegoś tak trwałego jak nieruchomości, dekada to jednak bardzo niewiele. Gdyby nie działania wojenne czy też polityka wyburzania całych dzielnic by zrobić miejsce na dzieła socrealizmu, to wiele budynków stałoby nawet po kilkaset lat. W tym czasie wartości nieruchomości się zmieniają. Raz rosną, raz spadają. [...]

Najnowsze komentarze

  • Sławek Muturi: Marek, zgadzam się z Tobą. Osoby wracające z emigracji mogą wnieść wiele pozytywnego do polskiej...
  • Marek Niedzwiedz: Slawku, tak zgadza sie, duzo niepewnosci. Jednakze uwazam, ze te ciakawe czasy niosa sporo...
  • lukasz w: poprawiaj błędy bo potem wstyd jak się człowiek za późno połapie;)
  • Sławek Muturi: Yolu, oczywiście potwierdzam, znając Ciebie od wielu lat, że jesteś absolutnie amaterialistyczną...
  • Art: Jeszcze mi się przypomniało. Mój Dziadek miał taki kolor skóry jak Ty. Był bardzo przystojnym mężczyzną i...
  • Sławek Muturi: Artur, mówi się,że są kłamstwa, wielkie kłamstwa i … statystyka:-) Nie podważam znaczenia...
  • Yola: Ja też, oczywiście (!!!) nie mierzę SZCZĘŚCIA ilością zer na koncie w banku ! Mam nadzieję, że o tym wiesz...
  • Art: Michał: Pisząc, że Polska to kraj rasistów generalizujesz, udowodniając tym samym, że jesteś rasistą. W każdym...
  • Sławek Muturi: Marek, dzięki za eksperckie wyjaśnienie sprawy. Byłem przekonany, że nie trzeba płacić różnicy podatku...
  • Sławek Muturi: Yolu, dzięki za Twój komentarz. Po przeczytaniu jeszcze raz swojego wpisu, uzmysłowiłem sobie, że zbyt...
  • Marek Niedzwiedz: Dziekuje Slawku za wywolanie mnie do tablicy. Jezeli chodzi o dochody dla rezydenta UK otrzymywane...
  • Yola: W kwestii szczęścia, bogactwa i sprawiedliwości to … hym oczywiście można być nieszczęśliwym w pałacu i...
  • Sławek Muturi: Och Yolu, gdyby wszyscy mieli Twoją świadomość i Twoją wrażliwość, to świat byłby o wiele piękniejszym...
  • Sławek Muturi: Natasha, no rzeczywiście. Czasami bywam bardzo kreatywny:-)
  • Sławek Muturi: Natasha, oczywiście nie korzystałem. Przecież mam kochającą mnie żonę:-)
  • Sławek Muturi: Michał, dzięki za Twój komentarz. Akurat tak się składa, że czuję silną przynależność do obu moich...
  • Sławek Muturi: Dczekol, dzięki. Gdy się chce, to znajdzie się drogę:-)
  • Sławek Muturi: Aga-ta, ja sam często zapominam o kolorze mojej skóry. Dopiero jak ktoś mnie zapyta, to sobie...
  • Sławek Muturi: Aga-to, dzięki za dobrego newsa – mam jednego wroga mniej. Pozostaje „tylko”...
  • Yola: Niesamowite Sławku, ale właśnie o tym chciałam napisać w mailu, który przed chwilą do Ciebie wysłałam. Zaczęłam...

Najnowsze wpisy

created by Water Design