10

05.2013

Rozśpiewany i roztańczony Meksyk

autor: Sławek Muturi|kategoria: Blog autorów, Podróżowanie po świecie

ilość komentarzy: brak komentarzy

Meksyk jest bardzo rozśpiewanym i roztańczonym, bardzo radosnym krajem. Mimo, że jestem tu dość krótko już trzy razy widziałem tańce Indian, raz w stolicy i dwa razy tutaj w Guanajuato. Ubrani w kolorowe stroje, dość krótkie i ogromne kolorowe pióropusze na głowach, tańczą do muzyki, a właściwie do rytmów wybijanych na dużych bębnach. Tańce te są bardzo dynamiczne i przywołują tajemniczość dawnych wierzeń indiańskich.

Widziałem dużą grupę staruszków tańczących wieczorem  salsę na jednym z tutejszych placów.

Codziennie wieczór grupa trubadorów ubranych w tradycyjne średniowieczne stroje zabiera grupę chętnych na callejoeneadas, czyli rozśpiewaną, nocną pieszą wycieczkę po mieście zakończoną mini-koncertem grupy trubadurów na jednym z licznych placyków Guanajuato. Chodzi się wąskimi uliczkami (callejo), z których wiele wspina się ostro pod kręte górki. Bardzo romantyczne – szkoda, że przyjechałem tu samJ. W  ubiegłą sobotę odbył się konkurs 50 takich grup trubadorów (każda orkiestra liczy sobie po kilkunastu muzyków), zwanych„Estudiantiles” I tych bardziej zaawansowanych  zwanych „Tuna”  z prawie całego Meksyku. Konkursy odbywąły się w wielu kategoriach – na różne instrumenty muzyczne (m.in tamburyny), na akcesoria (m.in flagi czy ozdobne płaszcze do ziemi – chodziło o to by nimi kręcic w powietrzu w rytm muzyki) oraz na przebranie, w różnych kategoriach wiekowych. W większośći to publiczność wybiera zwycięzców poprzez klaskanie. Ten kto zdobędzie najgłośniejsze oklaski wygrywa (nie wiedząc, że jest to znana meksykańska metoda) sam tak kiedyś wybierałem nazwy dla projektów, ktore jako konsultanci wykonywaliśmy dla naszych KlientówJ)

Jednego wieczoru słuchałem jakiś hitów meksykańskiej muzyki w eleganckim barze. Muzyka była na żywo. Muzyka z głośników jest w każdym barze. Głośna. Kobiety, które są w barze podśpiewują. Widać wszyscy znają słowa tych pieśni. Ja mogę się tylko domyślać, że są pewnie o … miłości.

Dodatkowo głośna muzyka dudni z głośników prawie każdego przejeżdżającego ulicą samochodu.

W Mexico City widziałem konkurs zespołów dziecięcych i młodzieżowych: tańce kolonialne, tańce kowbojów i kowbojek meksykańskich. Młode dziewczyny przebierały się prosto na ulicy, za sceną, wzbudzając duże zainteresowanie pasażerów przejeżdżajacych ulicą autobusów.

A wczoraj w San Miguel de Allende (kolejne piękne kolonialne miasteczko) byłem w teatrze na pokazie Tango z Argentyny (super!), a potem na głównym placu był pokaz tańców arabskich, w tym taniec brzucha. Lepszy niż widziałem w Egipcie.

W Guanajuato prawie codziennie widzę jakąś procesję. Na czele każdej procesji orkiestra składająca się głównie z trębaczy i z bębniarzy. Głośno dają. A w piątek obudziły mnie rano wystrzały. Strzelanina gdzieś w pobliżu? Znów dwa-trzy strzały. I znów cisza. I znów więcej strzałów. Spodziewałem się usłyszeć syreny samochodów policyjnych. A tu nic takiego. Tylko znów strzały. I dopiero wtedy usłyszałem orkiestrę. Ubrałem się pośpiesznie i wyskoczyłem na ulicę. Zobaczyłem tył procesji Świętego Krzyża. Potem rano gdy szedłem do swojej szkoły językowej widziałem wracających z kościoła ludzi niosących drewniane krzyże z kolorowymi kwiatami. Kilka dni wcześniej w Mexico City w metrze widziałem wiele osób ze sporej wielkosci (ok 40-50 cm) figurami Matki Boskiej w specjalnych podłużnych, chyba specjalnie uszytych torbach, w których oprócz figurek były też kwiaty.

W jednym z kościołów w Guanajuato też tańczono. Choć był to kościół katolicki zebrani tańczyli, unosili do góry ręce i podskakiwali jak w jakimś zbawionym kościele afro-amerykańskim.

W piątek 5 maja było jakieś święto narodowe i ulicami miasteczka przeszedł wieczorem  korowód najpierw dużej grupy (ok 25-30 tancerzy i bębniarzy) Indian. A po nich 12 różnych grup paramilitarnych w mundurach różnych kolorów, składające się z bębniarzy (od 5 latek wzwyż) oraz trębaczy (też od 5 lat wzwyż). Skąd ich aż tylu w tak malutkim miasteczku biorą?! Niesamowite. Tu chyba każdy gra na jakimś instrumencie. Na końcu procesji było kilka niesionych ołtarzy z figurami Matki Boskiej. Zresztą takich religijnych procesji widziałem tu kilka, jest chyba jedna każdego dnia.

No i klasyka Meksyu: mariachis. Na placu Plaza Garibaldi w stolicy (zwanej De-eFe) – chyba jest ich z pięciuset. Czekają na wynajęcie przez kogoś organizującego przyjęcie urodzinowe. Ubrani w czarne stroje z wąskimi czarnymi spodniami, których boki są ozdobione dwoma rzędami drobnych srebrnych kutasów. Takiej liczby mariachis chyba nie sposób zobaczyć w jednym miejscu gdziekolwiek indziej. Zresztą na placu tym stoi kilkanaście rzeźb wielkich mistrzów ludowej pieśni Meksyku.

Mariachi grają w każdej restauracji. Chodzą od stolika do stolika pojedyńczo lub w grupkach po kilku. Byli także w barze Tradicional Luna gdzie śpiewa (muszę przyznać, że całkiem nieźle) stały muzyk. Stara dobra szkoła. Ale i tak przychodzą mariachis i go zagłuszają. Biznes is biznes. W jednej z restauracji gdzie oglądałem jakiś mecz piłki nożnej,  oprócz głosu komentatorów (a tak pzy okazji przypomniało mi się, że mecz Dortmund – Real, komentował Mario Kempes, argentyńska gwiazda mistrzostw w 1978 roku)  płynącego z telewizora, gdzieś w tyle słychać było muzykę z baru. A oprócz tego grało dwóch różnych mariachcis różne pieśni. Równolegle. Niesamowita kakofonia. Czy oni nie czują, że w ten sposób raczej wkurzą patronów restauracji, niż cokolwiek zarobią.

Oprócz tego pomiędzy stolikami plątają się mali chłopcy by sprzedać gumę do żucia, kwiaty lub po prostu poprosić o jedno peso; starsi oferują losy jakiejś loterii lub jakieś domowe wypieki. Takich obnośnych sprzedawców (vendadores ambulantes) jest też niesamowicie wielu w meksykańskim metrze. Nie sposób przejechać jednej stacji by ktos nie wsiadł i czegoś nie sprzedawał. Czasami słychać głośne muzyczne zachwalania dwóch różnych towarów z dwóch różnych końców wagonu metra. Niektórzy sprzedawcy muzyki noszą na plecach duże plecaki, a w środku są dudniące głośno głosniki. Mnie by to przeszkadzało gdybym tam na co dzień mieszkał. Ale pozostali pasażerowie dygają w takt rytmu.

Viva el Mexico!

Dodaj swój komentarz:





Chcesz, aby koło Twojego komentarza pojawiła się Twoja ikona lub zdjęcie?
Kliknij tutaj i dowiedz się jak to zrobić.

Powiadom znajomego o tym wpisie:

E-mail *
Wpisz wiadomość
Subskrybuj komentarze do tego wpisu

NAJBLIŻSZE SPOTKANIA FRIDOMIACZEK I FRIDOMIAKÓW

sobota, 25 listopada – Łódź, szczegóły bliżej terminu

piątek, 1 grudnia – Warszawa, wystąpienie podczas Kongresu BusinessWoman&Life. Rejestracja – wkrótce

sobota, 13 stycznia 2018 – Łódź, szczegóły bliżej terminu

 

Archiwum - miesiąc po miesiącu

Najwyżej cenione

Nieruchomości to nowy system emerytalny

Spośród dziesiątek książek poświęconych inwestowaniu w nieruchomości jakie przeczytałem w ostatnich 9 miesiącach, książka Brett’a Alegre-Wood, „The 3+1 Plan”, (Delancey Press, Lodyn, 2009) w najbardziej systematyczny sposób opisuje proces budowania własnego portfela nieruchomości pod wynajem. Autor (Australijczyk, który posiada nieruchomości w Australii, w Anglii oraz w Hiszpanii) jest zwolennikiem inwestowania w nieruchomości jako najbardziej bezpiecznego sposobu tworzenia przychodów na okres emerytalny. Już w przedmowie rozprawia się z rozmaitymi funduszami emerytalnymi, planami oszczędnościowymi, grą na giełdzie, [...]

Najnowsze komentarze

  • Sławek Muturi: AltAir, nie mam pojęcia o jakiej cenzurze mówisz… To ma być jakaś próba prowokacji? Przyznaję,...
  • Sławek Muturi: Buko, chyba o tym samym mowa. Jak widać, jedni widzą szklankę półpełną, inni półpustą. Kolejny na to...
  • AltAir: Widzę, że jednak jakaś cenzura istnieje. Tak jak pisałem wcześniej lubię czytać ten blog i tak jak ktoś pisał...
  • Sławek Muturi: Małgosiu, dzięki za ciepłe słowa uznania.
  • Sławek Muturi: Konrad, dzięki za Twój głos w dyskusji. Z wieloma rzeczami, o których piszesz się zgadzam. Dzięki też...
  • Sławek Muturi: AltAir, nie wiem czy dobrze rozumiem intencję Twojego pytania. Pewnie mogą, bo wszyscy – również...
  • Sławek Muturi: Konkret, zgadzam się z Twoimi postulatami. Ja byłbym nawet za tym by w ogóle zlikwidować Sejm i Senat....
  • Sławek Muturi: Piotrze, temat demografii pojawia się na fridomii, regularnie, co kilkanaście miesięcy. Przestał mnie...
  • Sławek Muturi: Recroot, nie chodzi chyba o to by każdy miał „kogoś stojacego nad sobą”. Nie ma nikogo...
  • Sławek Muturi: Recroot, to cieszę się, że w dużej mierze zgadzamy się co do owych zmian w sądownictwie, które idą...
  • Sławek Muturi: Recroot, dzięki. Nie znałem tego Manifestu. Mam pytanie: czy Manifest rzeczywiście mówi o...
  • Robert: „(…) muszę stwierdzić, że (…) uważam obecny rząd za najlepszy jaki mieliśmy. (…) Nie...
  • buko74: Ma ktoś pełen dostęp do tego artykułu? Coś nowego czy to samo co tutaj w tym wpisie na blogu: Dobra zmiana w...
  • Kuneg: Jeszcze jedno. Sławku, wielki szacunek mam do tego, co robisz. Pokazujesz ludziom, że można korzystać z...
  • Konrad: No więc nie chciałem nikogo obrażać, tylko wskazać na złodziejską partię, która była u władzy tylko po to,...
  • Kuneg: Żeby wiedzieć, że my, jako obywatele, mamy jakieś prawa, to najpierw powinniśmy się dokształcić w tym zakresie...
  • AltAir: Od kilku lat czytam ten blog. Jest moją codzienną lekturą. W komentarzach do tego wpisu napisałeś że dużo...
  • Konkret: A kwestia władzy ustawodawczej ? Polska: 100 senatorów, 460 posłów, ludność ok 37 mln USA: 100 senatorów,...
  • Konkret: Ja niestety muszę się zgodzić z Recrootem, dczekolem. Intencje przeciętnego demonstranta rzeczywiście wydają...
  • Piotr: Panie Slawku, dziekuje za dzielenie sie Pana doswiadczeniem, ktore jest bardzo pomocne w podejmowanych przeze...

Najnowsze wpisy

created by Water Design