22

11.2013

Dlaczego w sklepie sprzedawczynie mylą się na Twoją niekorzyść?

autor: Sławek Muturi|kategoria: Blog autorów, Najwyżej cenione, Różne

ilość komentarzy: 64

Czy znane jest Wam zjawisko polegające na tym, że kasjerzy w sklepach mylą się? Wszyscy jesteśmy omylni. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że w moim przypadku w 95% pomyłek jest to na moją niekorzyść. Kasjerzy wydają mi za mało reszty; przy wklepywaniu do wagi, cena za kg podawana jest za droższy towar; mimo, że w koszyku mam 3 sztuki, to na rachunku pojawiają się cztery; itp. Czy Wam też się to zdarza?

Do tej pory myślałem, że to kasjerzy chcą mnie okraść. Widzą Afrykańczyka i uznają, że pewnie i tak nie rozumiem się na polskich banknotach i monetach. Widzą we mnie łatwego do oskubania naiwniaka. A ja dość szybko liczę w głowie (może to dlatego, że nie wiem gdzie w swoim telefonie komórkowym znaleźć kalkulator? :-) i często wyłapuję te „omyłki”. I wtedy pojawiają się te same zaskoczone albo idące w zaparte miny, a potem sztuczne uśmiechy, zapewnienia, że to zwykła pomyłka, albo wręcz złość, że śmiem kwestionować ich uczciwość.

Gdy ktoś tak idzie w zaparte, to mam zwyczaj by wyjaśniać sprzedawczyni,  że powinna mi podziękować za zwrócenie jej uwagi, że się pomyliła. Bo dzięki temu ma okazję naprawić swój błąd. A gdyby go nie naprawiła, to mógłbym podjąć podejrzeń, że jest zwykłą złodziejką. Przy czym mówię to z głosem kompletnego naiwniaka. I dziwię się dlaczego nie chce mi podziękować. Obserwuję, że tego rodzaju nietypowa reakcja (większość osób by nakrzyczała by dać odpust swojemu oburzeniu) przynosi pewien efekt. Choć pewnie krótkotrwały.

Ostatnio rozmawiałem z właścicielką pewnego sklepu. I mnie olśniło. Teraz jestem przekonany, że te omyłki nie są dziełem przypadku, ani inicjatywą samych tylko kasjerów. Otóż wydaje mi się, że właściciele sklepów mają ze swoimi kasjerami pewien niepisany układ. Jeśli kasjer pomyli się na korzyść klienta (np wyda za dużo reszty), to normalnie powinien za to odpowiadać z własnej kieszeni. Np w postaci potrącenia z pensji. Ale jeśli w międzyczasie zdążył nakręcić trochę nadwyżki, to pracodawca mu pomyłkę… daruje. Bo jest z czego. Nazbierało się.

Kasjer i właściciel sklepu są zadowoleni. Tylko dzieje się tak kosztem klientów sklepu. Klienci oprócz zapłaty za produkty, które wkładają do koszyka płacą jeszcze dodatkową składkę ubezpieczeniową na wypadek ludzkiej pomyłki kasjera.  Czy ktoś z Was pracował może „na kasie” (ja jeszcze nie) i może ze swojego doświadczenia potwierdzić (lub zaprzeczyć) istnienie takiego niepisanego układu?

Może taki układ jest ok?

Tylko, że dochodzę do wniosku, że jestem frajer. Bo w tych 5% przypadków gdy zorientuję się, że kasjer pomylił się na moją korzyść, to zwracam na to uwagę i oddaję nadwydaną mi resztę.

Ale nie mam zamiaru zmieniać swoich przyzwyczajeń w świetle nowo pozyskanej wiedzy. Dalej będę naiwniakiem odmawiającym nad-wydawania mi reszty. Ciekawe ilu takich naiwniaków potrzeba by ten niepisany układ stracił rację bytu. Jak myślicie?

Komentarze:

  1. wiki napisał(a):

    nie jest tak jak piszesz; jeśli kasjer jest na minusie to musi daną kwotę oddać z własnej kieszeni, jeśli na plusie nic z tego nie ma. W obu przypadkach czy jest na plusie czy minusie jeśli w grę wchodzi większa kwota jest nagana albo out z pracy

    • Sławek Muturi napisał(a):

      Wiki, czy to co piszesz dotyczy tylko dużych sieci handlowych czy również małych sklepików osiedlowych? Wydaje mi się, że zasady mogą być inne w sklepikach osiedlowych.

      A jeśli jednak masz rację, to czym wytłumaczyć o wiele częstsze pomyłki na moją niekorzyść? Czy pomyłki w Twoim przypadku są 50/50 na korzyść i na niekorzyść?

      • Ireneusz Miler napisał(a):

        Sądzę, że wyjaśnienie jest prozaiczne: to są celowe „pomyłki”. Po prostu niektórzy kasjerzy w ten sposób dorabiają sobie (mam na myśli głownie małe sklepy. Gdzie nie ma nadzoru, kamer itd). Jeśli oskubie klienta na 2 zł to ma te 2 zł w kieszeni.

        Trudniej będzie np. w Carrefourze. Bo sądzę, że zabranie z kasy dwa złote jest technicznie dość problematyczne. Jeśli kasjer nie ma zręczności Dynamo czy innego Copperfielda to tego nie zrobi.

        Reasumując: pomyłki w dużych dyskontach to są raczej błędy wynikające np. z pozamieniania metek, tudzież przypadkowemu podwójnemu nabiciu towaru za pomocą czytnika.

        Jednakże w małych sklepach w rodzaju Żabka uważam, iż 90% nieprawidłowości na niekorzyść klienta wynika z powodu działań nieuczciwego personelu (ogromna rotacja kadry sprzyja temu procederowi). Jednak trudniej oskubać klienta, gdy ten kupuje tylko jeden bochenek chleba. Jest większa szansa, że oszustwo wydarzy się gdy zakupy będą większe.

        PS. Czytam Pana książkę i jestem zachwycony. :-)

        • Sławek Muturi napisał(a):

          Irku, dzięki za odwiedzenie fridomii oraz za Twój zdroworozsądkowy komentarz. Oraz za komplement pod adresem mojej książki. A którą czytasz?

        • Ireneusz Miler napisał(a):

          „Mieszkanie na wynajem – moja droga do wolności finansowej”. :-)

          A jako że mam mocno sprecyzowane cele to skorzystałem ze sklepu i przed chwilą zamówiłem
          „Podatek od najmu i rozliczenia z najemcami. Poradnik w 100% praktyczny. Edycja 2013/2014”

          :-)

        • Sławek Muturi napisał(a):

          Ireneusz, dzięki za odwiedzenie fridomii oraz sklepiku Mzuri. Inspirujacej i praktycznej lektury:-)

  2. Kamil napisał(a):

    Nie wiem jak inni… Jestem właścicielem sklepu i superatę traktuję jeszcze surowiej niż manko. Znam też kilka osób, które mają sklepy i postępują oni podobnie. Ja odliczam podwójnie, żeby oduczyć złodziejstwa i nauczyć przykładania się do pracy. Oczywiście nie biorę tych pieniędzy do kieszeni – trafiają do „świnki skarbonki”, z czego – od kiedy wprowadziłem system odliczania za braki/nadwyżki – pracownicy kupili już sobie ekspres do kawy na kapsułki i używanego laptopa. Na bazie własnych doświadczeń powiem, że w 99/100 przypadków to nie jest wina żadnego „układu” a jednak własnej inicjatywy pracownika. Zatrudniam 16 osób, swój sklep (dość spory) prowadzę od prawie 10 lat, przewinęło się już przezeń naprawdę multum ludzi… Uwierz mi, Sławku, że dobry pracownik to taki co kradnie i oszukuje niewiele, bo takich, co nie kradną i nie oszukują wcale to jest garstka, promil – przez te 10 lat znalazłem ledwie kilka takich osób (i do tej pory u mnie pracują). Do pracy w handlu spożywczym trafiają dość specyficzni ludzie.

    • Sławek Muturi napisał(a):

      Kamil, dzięki za to, że się nie obraziłeś moim wpisem, a wręcz przeciwnie, dodałeś perspektywę właściciela sklepu. Podoba mi się to, że poważniej traktujesz superatę niż manko, bo to tworzy dobrą kulturę organizacyjną.

      Mam jeszcze kilka pytań jeśli można:
      1. skoro kasjerzy nie mają korzyści z oszukiwania klientów, to po co to robią? Dla sportu? Dla satysfakcji? Bo klient to bogacz, którego stać na drogie zakupy, a ja mało zarabiam i jestem wkurzony? Oskubują tych klientów, którzy podchodząc do kasy nie mówią „dzień dobry”?
      2. Albo może jednak mają z tego korzyści, np wkładając sobie superatę do kieszeni. Tylko czasami o tym zapominają i stąd pojawia się superata po zliczeniu kasy?
      4. na czym polega system odliczania, o którym wspominasz?
      5. jak się zabezpieczasz przed nieuczciwymi pracownikami – weksel? zaświadczenie o niekaralności? inne sposoby?
      6. jaki procent towaru znika z półek bo kradną „klienci”?

      • Kamil napisał(a):

        1. Nikt nie powiedział, że kasjerzy nie mają korzyści z oszukiwania klienta. Jeżeli jestem kasjerem i dziesięciu klientom pod rząd wydam o 50 gr za mało, to potem mogę wyjąć sobie 5 zł z kasy i jestem „do przodu”. Kwestia tego czy szef tego pilnuje, czy też nie.
        2. J/w. Superata w sporej wysokości wychodzi niezmiernie rzadko, ale jeśli już, to najczęściej przy liczeniu forsy w trakcie zmiany :) Ot takie wyrywkowe kontrole. Jest to jednoznaczne jak dla mnie.
        4. Brak w kasie liczymy x2, superatę liczymy x2. Odliczamy to od dniówki pracownika. Jest tolerancja +/- 3 zł. Jeżeli pracownik na koniec zmiany ma o 15 zł za mało w kasie, to odejmujemy mu 30 zł od dniówki, jeśli ma 15 zł za dużo, to również 30. Te pieniądze trafiają do świnki skarbonki. Nikomu nie opłaca się kraść. Kiedyś pracownicy traktowali kasetki jako kasę zapomogowo-pożyczkową na zasadzie „dziś wezmę 20 zł bo potrzebuję, a szef mi odliczy za 3 tygodnie przy wypłacie”. Teraz to się nie opłaca, bo wezmę 20, ale odliczy mi 40. Podobnie z superatą – ale tak jak pisałem, superata wychodziła praktycznie tylko podczas liczenia w trakcie pracy, a po takim czymś pracownik i tak był już na wylocie.
        5. Nie ma żadnego sposobu. Tylko ciągła kontrola.
        6. Trudno ocenić – przy takiej chmarze ludzi nie ogarniesz tego. Mój sklep jest czynny 6-23, więc musiałbym przeglądać zapis z kilku kamer z 19 godzin dzień po dniu. Straty to straty. Natomiast jeśli ginie to, co za ladą, do czego klient nie ma dostępu – papierosy, wódka – to również odliczam x2. Remanenty są częste, na alkoholach i papierosach co 2-3 dni, więc jeśli coś się zawieruszy, to obciążam osoby, które były wtedy na zmianie.

        • Sławek Muturi napisał(a):

          Kamil, dzięki za danie nam wglądu za kulisy sklepu. Dla mnie jest to niezwykle fascynujące. Lubię rozumieć jak działa otaczający nas świat. Jedynej rzeczy jakiej mi brakuje z czasów mojego zaangażowania w konsulting jest to, że mogłem co kilka tygodni poznawać zupełnie nową dla mnie branżę. Teraz – od ponad czterech lat – rzadko zdarza mi się wyściubić nos poza nieruchomości:-) Duże dzięki.

  3. Darek M. napisał(a):

    Podczas ostatniej podróży zagranicznej zostałem w dwóch krajach oszukany. W jednym przypadku mógł to być błąd, w drugim natomiast celowe działanie. Kasjerka wydała mi kupkę pieniędzy złożoną na pół tak, że ciężko było zauważyć braku bez przeliczenia. Pośpiech sprawił, że dopiero w autobusie się zorientowałem.

    Przez pierwszy przypadek brakło nam na bilety komunikacji miejskiej i prawie spóźniliśmy się na samolot. Mieliśmy wyliczone ile możemy jeszcze wydać przed wyjazdem i przez jakieś grosze pojawiły się problemy.

    • Sławek Muturi napisał(a):

      Darku, witam na łamach fridomii. Rzeczywiście turyści są postrzegani jako łatwy łup – nie znają się na lokalnych pieniądzach i cenach; nie znają języka więc mogą wstydzić się zaprotestować; są dziani, więc na biednego nie trafia.

      Może to dlatego w moim przypadku 95% pomyłek zdarza się na moją niekorzyść

  4. Filip napisał(a):

    A ja wiele razy miałem przypadek odwrotny, czyli kasjerka myliła się na moją korzyść. Oczywiście zawsze zwracam nadmiarową resztę, ku jej zaskoczeniu i pewnej uldze widocznej na twarzy.
    Raz, dawno dawno temu nie oddałem, bo była dla mnie wyjątkowo niemiła.

  5. Anon napisał(a):

    Pracowałem kiedyś na kasie w hipermarkecie i rzeczywiście zdarzały się takie praktyki, że kasjerzy z własnej inicjatywy wydawali zaniżoną resztę o kilkanaście / kilkadziesiąt groszy. Tych pieniędzy nie dostawało się jako dodatku do pensji, ale ludzie robili tak aby zabezpieczyć się przed mankiem w kasie.

    • Sławek Muturi napisał(a):

      Dzięki Anon, nie wziąłem pod uwagę, że kasjer może w ten sposób budować swój własny system ubezpieczeniowy:-)

      • dan_daki napisał(a):

        Potwierdzam to, o czym pisze Anon. Co prawda sama na kasie nie pracowałam, ale w serwisie gwarancyjnym/reklamacji jednego z dużych hipermarketów, więc z kasjerami sporo miałam do czynienia (i z niezadowolonymi ludźmi, którzy wracali z paragonami i się upominali o źle nabite towar ;) ). Kasjerzy w ten sposób równają sobie bilans – gdy raz się pomylą i wydadzą za dużo, to przy najbliższej okazji kolejnym klientom wydadzą ciut za mało… Pech tego, kto się nie zorientuje. Robią tak głównie ze strachu przed poniesieniem osobistych konsekwencji finansowych. Niestety kasjerzy są często nędznie opłacani, więc dodatkowe kary odczuwają boleśnie. Nie mam zamiaru nikogo usprawiedliwiać i nie twierdzę, że wszyscy tak robią, no ale jednak staram się trochę wczuć w ich sytuację, bo miałam okazję obserwować to z bliska. Głównie działa tu czynnik psychologiczny – strach – a nie wrodzona chęć do robienia przekrętów. Pozdrawiam, dd.

  6. Marek napisał(a):

    Przyszło Wam może do głowy, że duża część z tych rzeczy to tylko pomyłki. Jestem właścicielem małego punktu i zdarza mi się czasami być za kasą. Dla mnie pomyłka przy wydawaniu reszty to straszny błąd. Oszukanie klienta to ostatnia rzecz jaką bym chciał gdyż opinia lokalu jest dla mnie bardzo ważna. Czasami jest jednak tyle pracy że po prostu się zdarzy. (czasami na plus ale też na minus klienta). Wiec bardzo bolą mnie takie posądzenia że chciałem kogoś okraść na kilka groszy. Kiedyś myślałem podobnie jak wy, teraz wiem że prawdziwych oszustów jest mało większość to tylko pomyłki. Pozdrawiam.

    • Sławek Muturi napisał(a):

      Marek, nie chciałem Cię urazić i absolutnie wierzę w Twoją uczciwość. Oczywiście pomyłki się zdarzają. Mi oczywiście też. Ale mam pytanie do Fridomiaczek i Fridomiaków – czy pomyłki w Waszym przypadku też są częściej na Waszą niekorzyść, czy rozkładają się po równo? Bo jeśli zdecydowanie częściej na niekorzyść, to coś jest jednak nie tak.

  7. doktor21 napisał(a):

    Czyli wydawanie mniejsze reszty wydaje się jak najbardziej racjonalne z punktu widzenia kasjerki/kasjera. Określa, ze w czasie pracy może się pomylić, więc w celu zabezpieczenia ma „własny system ubezpieczeniowy”. Tu widzę przewagę kart płatniczych na gotówką, bo nadpłata ze strony klienta jest tylko zyskiem nadzwyczajnym sklepu, a niedopłata ze strony klienta jest pokrywana z pensji kasjerki/kasjera. Czyli wysuwam wniosek iż wprowadzanie płatności kartą przez sklep zwiększa jego szanse na dodatkowy dochód. Jak sądzicie słuszne są moje założenia?

  8. nibul napisał(a):

    A ja traktuję te pomyłki jako napiwek dla tych kasjerów bo patrząc na ich zarobki zwyczajnie mi ich szkoda. Czasami gra nie jest warta świeczki.

    • Sławek Muturi napisał(a):

      Nibul, oszustwo traktować jako napiwek? Ciekawe spojrzenie…

      • kasjer23 napisał(a):

        Pomylka to nie oszustwo!
        Jestem wyrozumiały ale od dzis dla symptycznych kasjerow/kasjerek bede odzywal sie z jeszcze wiekszym szacunkiem ;)
        Dziś był mój pierwszy dzień na kasie.
        Głowa mi pęka, wczesniej nie miałem z tym doczynienia.
        Szef pokazał mi na kilku klientach jak obslugiwac kase i poszedł zamawiac przez telefon towar, w kasie nie bylo ani groszówek ani dwugorszowek.
        Chciałem sie zabezpieczyc na dalsze godziny „przyuczenia” i pytałem wiekszosc osób czy maja drobne, kilku klientow pytalem czy moge byc dłuzny grosik, co bylo dla mnie kompletnie żenujące, grosz to grosz powinienem go wydac, ale skad jak naprawde nie mam go w kasie !
        raz policzyłem pewnej pani jeden produkt dwa razy, naszczescie to zauwazyla i zwrocila mi uwage, przeprosiłem, ona była miła bo mieszka w okolicy i wiedziała ze jestem nowy, ale starszy pan w kolejce patrzyl na mnie jak na złodzieja.
        Strasznie boje sie swojego manka, za kilka dni kolejne godziny „przyuczenia” a pozniej [pierwszy dzien w pracy, mam nadzieję ze nie wyjde na minus.

        Ps. używam ” ” w słowie przyuczeniu, gdyż tak naprawde moj „szef” nie byl sklonny do pomocy i po godzinnym szkoleniu kiedy prosilem go o pomoc zeby sie nie pomylic i nie zrobic start na sklepie odburkiwal :co znowu ” „co znowu” straszny palant, ale mam to w dupie, jesli zrobie manko i tak nie zaplace, jestem na przyuczeniu, a jesli mnie zwolni sam to plakal nie bede bo jest frajerem i praca do przyjemnych nie nalezy!

        • Sławek Muturi napisał(a):

          Kasjer23, ogromne dzięki za głos z linii frontu. Jestem ciekaw Twoich kolejnych wrażeń. Ciekaw jestem jak w Twoim sklepie będzie rozwiązana kwestia rozliczania manka oraz ewentualnych nadwyżek w kasie. Jeśli za manka będziesz odpowiedzialny Ty, a nadwyżki będą pobierane przez szefa lub będą dzielone pomiędzy pracowników, to system będzie skłaniał do oszukiwania klientów. Niestety.
          Tak czy inaczej, pisz proszę swoje wrażenia. Ja też zamierzam stanąć/usiąść kiedyś za kasą w sklepie lub w hipermarkecie na 6 miesięcy i przekonać się na własnej skórze i d…pie jak to w rzeczywistości jest.

  9. Wojtek S. napisał(a):

    Kilka dni temu zapłaciłem w piekarni za bułki i ciastko. Rachunek niewielki 6,69 zł, ale kasjerka, starsza pani, stwierdziła że dałem o złotówkę za mało. Jestem przekonany, że odliczyłem pieniądze prawidłowo, tylko ona zgarnęła z tacki pieniądze i już nie można było tego sprawdzić.

    Powiem Wam, że ciągle o tym myślę i zraziłem się do tej piekarni, mimo że chodzi tylko o złotówkę. Powiedziałem sobie, że nie będę tam już kupował, zresztą nie muszę, bo to dalej od domu. Sprzedawczyni nie powinna zgarniać pieniędzy zanim klient nie położy całej kwoty na tacce. To nie są jeszcze jej pieniądze.

  10. Bobbi van der Rohe napisał(a):

    Biedni kasjerki i kasjerzy :-) W moim odczuciu jedna z najbardziej niedocenianych klas pracowniczych. Bo przecież zawsze można iść pracować „na kasie”. Pampersy, cyborgi… do tego jeszcze złodziejki i złodzieje…
    Mam nadzieję, że standardem staną się kasy samoobsługowe (ciekawe, czy klienci sami zaczną kraść?), a kasjerki i kasjerzy będą mogli zamknąć za sobą drzwiczki swoich kokpitów i przenieść się na magazyn, gdzie kontakt z klientem jest mniej bezpośredni :-)

    • Sławek Muturi napisał(a):

      Bobbi, ja szanuję wszystkie osoby bez względu na to czym się zajmują. Znam wielu sprzedawców w sklepikach obok mnie. Często z imienia. W niektórych przypadkach wiem czy mają dzieci, itp. Dwóch młodych sprzedawców warzyw i owoców w osiedlowym warzywniaku jest niesamowicie dowcipna. Każdego klienta zaskakują jakimś niekonwencjonalnym żartem. Myślę, że gdyby nagrać ich „na żywo” to bez żadnego montażu można by zrobić dowcipny program telewizyjny i widzowie zrywali by sobie boki.

      Sam też chcę zostać kasjerem w hipermarkecie. Ten zawód jest na mojej liście zawodów, które chcę wykonywać. Właśnie po to by je poznać i nabrać jeszcze większego do nich szacunku.

      Natomiast jest coś niewłaściwego w systemie zarządzania kasjerami w Polsce. Niskie płace (bo może pracodawca zakłada, że kasjer dorobi sobie na – jak to powiedział Nibul – „napiwkach”). Karanie za manko przy braku dzielenia się superatą. Albo swoisty „układ” – brak kary za manko, ale tylko wtedy gdy uda Ci się nazbierać wystarczająco superat. Być może powstała swoista subkultura drobnych naciągaczy. Duża rotacja pracowników, która nie pozwala zbudować wzajemnego zaufania. Być może jeszcze jakieś inne błędy systemowe.

      Uważam, że w Polsce jest jednak coś nie tak w tej materii, bo chyba w Szwecji, Norwegii, Danii czy Australii lub Kanadzie błędy rzadziej przydarzają się kasjerom. A jeśli już to pewnie nie ma aż tak dużej dysproporcji pomiędzy błędami na korzyść i na niekorzyść klienta. Czy mogą to potwierdzić (lub temu zaprzeczyć) osoby mieszkające zagranicą?

      • Klaudia napisał(a):

        Nie zgodziłabym się z tym, że za granicą jest mniej pomyłek kasjerów. Mam doświadczenia z kilku krajów, ponieważ zawsze sprawdzam rachunek przed wyjściem ze sklepu. Jeśli warunki na to pozwalają, to tak, aby kasjer to widział.

        Najciekawszy przykład mam z Niemiec, gdzie kasjer nie musi się mylić, aby się utrzymać. A jednak i tu są czarne owce. Lokalny sklep Edeka, czyli śrenia półka cenowa. Dość często zdarzało się, że na rachunku, było o jedną pozycję więcej jakiegoś z kupionych przez nas produktów. O ile ja zawsze sprawdzałam rachunki, to wtedy właśnie nawet mój mężczyzna zaczął to robić.

        Zmobilizowała go szczególnie sytauacja, gdy się okazało, że brakuje mu kilka centów na zapłatę rachunku. Rachunek był za niski aby zapłacić go kartą (minimalna kwota to 10euro) i musiał odłożyć jeden produkt. Co zawstydzony zrobił i czym prędzej wyszedł ze sklepu. Jak ochłonął to sprawdził rachunek, szukając który to produkt podrożał, bo przecież wiedząc, że ma tylko kilka euro gotówki w ręku zliczał ceny wkładając produkty do koszyka. I co się okazało znowu dwa jogurty w siatce, a trzy na rachunku. Mieliśmy podejżenie, że kasują dodatkowo swoje zakupy domowe, bo nigdy nie mylili się na tanich produktach, tylko raczej na tych droższych. I nie robili pomyłek wpisując cenę innego produktu. Tylko ilość się nie zgadzała.

        Od tej chwili sprawdzaliśmy oboje dość ostentacyjnie rachunki w tym sklepie i zauważyliśmy, że niektórzy kasjerzy robią się czerwoni na ten widok i raczej zakłopotani niż zdziwieni regulują pomyłkę. Po kilku takich przyłapaniach przestali się przy kasowaniu naszych zakupów mylić. I pewnego dnia, zmieniona została cała załoga sklepu. I problem zniknął. Pomyłki się praktycznie nie zdarzają. Wiem, bo dalej sprawdzam :-)

        • Sławek Muturi napisał(a):

          Klaudia, dzięki za tę perspektywę z Niemiec. Potwierdza się teza, że kasjerzy robią to na co pozwalają im właściciele sklepów…

  11. andriu napisał(a):

    Na co dzien mieszkam w Niemczech kupuje zazwyczaj w hipermarketach, sprawdzam jedynie wieksze zakupy i jeeszcze nigdy mi sie nie zdarzyło zebym został oszukany, natomiast pare razy zdarzyło mi sie przy zakupie ciuchów w promocji ze ceny były naliczane w 100% po zwróceniu uwagi kasjerce ze jest to ciuch w promocji uprzejmie przeprosiła ,naliczyła jeszcze raz a mojemu synowi dała ramach rekompensaty lizaka, mały gest ale jakze wazny, wogule w aptekach( abstrahuąc od tego ze leki na recepte dla dzieci są bezpłatne) sprzedawczynie-farmaceutki maja dla dzieci specjalny kosz-niespodzianke , z którego dziecko moze wybrac sobie jakas zabawke,cukierki itd. moze warto by ten zwyczaj wniesc do nas? np. sklep osiedlowy czy na wsi przy zakupie od 100 zł jakis mały prezent lub rabat a przy pomyłce np. chocby zwykłe słowo przepraszam lub jakis mały gest jak opisałem wyzej ? przeciez hurtownie z którymi sie wspólpracuje robia mnóstwo prezentów , rabatów czy gratisów sklepom, co mozna wykorzystac własnie w ten sposób

    • ula napisał(a):

      A ja akurat nie lubię kiedy mojemu dziecku daje się lizaki, cukierki. Najbardziej mnie denerwuje kiedy dostaje to w aptece.. to jest szczyt obłudy jak dla mnie.

  12. PAndy napisał(a):

    Moja mamusia przepracowała całe życie w aptece. Najgorszą rzeczą jaka mogła się zdarzyć, to była superata. Manko to też był kłopot, ale superata pociągała daleko bardziej idące konsekwencje i ból głowy.

    15 lat temu na stacjach benzynowych często nie mieli wydać reszty. Zazwyczaj kilka groszy. Wtedy pytali się, czy mogą nie wydawać bo nie mają – i ucinali o te kilka groszy. W pewnym momencie zorientowałem się, że za każdym razem nie mają wydać reszty. Okazało się, że mój kolega zauważył tak samo. Zaczęliśmy, udając idiotów, mówić w takich przypadkach, że to nie problem, niech zaokrąglą na swoją niekorzyść. I obstawaliśmy przy tym (bo przecież już zapłaciłem za benzynę/towar z prowizją). Rok później ktoś opisał ten proceder (nie wydawania reszty) na ramach gazety ogólnopolskiej, Okazało się, że jeden sprzedawca potrafił na tych groszówkach dorobić sobie 200-300zł miesięcznie (15 lat temu to było sporo). Właściciele stacji się za to wzięli i sprawa już się nie powtórzyła.

    Ale najśmieszniejszą pomyłkę miałem we Francji. Kupowałem bilet kolejowy, który kosztował ok. 30 franków. Zapłaciłem 50fr, a człowiek w kasie wydał mi jak ze 100 (czyli miałem bilet i jeszcze zarobiłem 20fr. Ponieważ byłem na 100% pewny, że dałem jeden banknot i że nie miałem ani jednego banknotu 100 frakowego, to zwróciłem człowiekowi uwagę, że się pomylił i że wydał mi za dużo. Może mój francuski był pozbawiony ogłady, bo człowiek się obraził i po długiej wymianie zdań stwierdził (nie sprawdzając ani razu), że nie mógł się pomylić, bo on się nigdy nie myli :). Ach ta francuska duma. Myślałem, czy by mu nie wrzucić 50fr i nie uciec, ale bałem się rozróby…

    Andy

    • Sławek Muturi napisał(a):

      Andy, rozbawiła mnie ta anegdota z Francji. Duma szkodzi:-)
      Rozumiem, że sugerujesz, że jeśli właściciele wezmą się za ten problem, to może on zniknąć. A jak to było w przypadku właścicieli tej apteki, w której pracowała Twoja Mama? Czy znasz może jakieś szczegóły?

  13. PanWojtek napisał(a):

    Spotkałem się ostatnio z ciekawym sposobem na okradanie klientów.
    McDonald przy tzw. trasie – tabuny ludzi, przeważnie w pośpiechu, z dziećmi, szalejącymi za smakiem hamburgera, frytkami i plastikową super-zabawką…
    Duże zamówienie, kilka zestawów ( wyjazd rodzinny, kilka samochodów, wspólny posiłek )
    Zamówienie złożone, chwilę trwa wydawanie tacek.
    Na wyświetlaczu kasy pojawia się kwota, podejrzanie duża, odpalam kalkulator w głowie, przeliczam i nic się nie zgadza.
    Proszę kierownika by wyjaśnił i co się okazuje ?
    Kreatywny kasjer wszystkie zestawy liczył jako pojedyncze produkty – a wiadomo – w zestawie taniej – zestaw za przykładowo 12.95 zł po rozbiciu na produkty kosztował 19.95. Każda taka operacja to 4-7 zł nadwyżki…
    Spojrzałem na liczbę ludzi za mną i obok w kasach. Myślę, że setki złotych dziennie.
    Kierownik serdecznie przeprosił i zmienił kasjera. Ponieważ konsumpcja zajęła trochę czasu obserwowałem kasy. Po 5 minutach kasjer wrócił na swoje stanowisko.

    • Grzegorz B. napisał(a):

      Inny przypadek z McD. Dziewczyna zaczęła pracę na kasie, po pierwszym dniu miała manko w wysokości kilkunastu złotych. Uzupełniła z własnej kieszeni, została pouczona, żeby bardziej starannie obsługiwać klientów, itd. Kolejnego dnia przy podliczaniu kasy dziewczyna stoi obok z bardzo zadowoloną miną, nabiła dwukrotnie większą nadwyżkę niż manko z dnia poprzedniego i uznała, że w ten sposób się zrehabilitowała:) Została zwolniona.

  14. Aga-ta napisał(a):

    W dniu, gdy przeczytałam ten post, staliśmy samochodem w kolejce do pewnej „restauracji” i zamówiliśmy w jednym okienku kawy, a w drugim mieliśmy je odebrać. Pani wzięła pieniądze i wydała jak za jedną kawę, choć przygotowała dwie. Mąż od razu przy liczeniu pieniędzy powiedział, że nie tak, że inaczej ma wydać i podał kwotę należną. Pani przeliczyła jeszcze raz i wydała już właściwie dziękując. Mój mąż zrobił tę uwagę jak zwykle z humorem, dowcipnie i dokładnie zawsze tak się zachowuje w kontaktach z kasjerkami :-) Niezależnie na czyją korzyść jest pomyłka. A że nieźle „kręci” te wszystkie kasjerki, często się mylą :-) Zawsze jest dużo śmiechu :-)
    Ale też zawsze liczymy, sprawdzamy paragony i jesteśmy w tym dokładni.

    Sławku, może to Twój czar sprawia że te panie się mylą? Tracą głowę i bach! :-)

    • Sławek Muturi napisał(a):

      Aga-to, bardzo miła ta Twoja sugestia, ale obawiam się, że to nie o to chodzi. Niestety…

    • Karina/Ebankowo napisał(a):

      Jeśli ta restauracja to McDonalds, to mnie ostatnio zdarzyło się odebrać zestaw na wynos, w którym nie było zapłaconych frytek. Odkryłam to w domu po ok. 0,5 godz. Zadzwoniłam i… zaprosili mnie po odbiór darmowego zestawu dla dzieci.

  15. Madman18 napisał(a):

    Witam :)
    To mój pierwszy post, na tej stronie, więc witam wszystkich serdecznie, jeszcze raz.
    Skoro jesteśmy w temacie wydawania reszt, kiedyś miałem podobny „problem”, nie wydawało mi się wprawdzie że ktoś chce mnie okraść, lecz zawsze to mi kasjerka musiała być „winna” grosika.
    Postanowiłem zrobić eksperyment, następny razem gdy byłem w sklepie a cena kończyła się na 2.02 zł, spytałem czy mogę dać dwa złote, ku mojemu zdziwieniu nie było z tym problemów.
    Nie wiem co się stało ale trend się odwrócił, w sklepach sprzedawcy sami mówili że jak nie mam co do grosza to nie ma problemu.
    Nie wiem czy to kwestia, postrzegania czy może coś sobie wkręciłem.
    pozdr

    • Sławek Muturi napisał(a):

      Madman18, dzięki za Twój pierwszy wpis:-) Rzeczywiście ja też spotkałem się z tego typu sytuacjami. Dotyczą one głównie tzw. miedziaków:-)

  16. ilanek napisał(a):

    Ja też przyznam, że mam raczej odwrotne doświadczenia, tzn. jak kasjerka nie ma reszty, żeby wydać, to „pan mi zwróci przy okazji”. I tego typu sytuacje pamiętam jeszcze z czasów PRLu. Pamiętam też, że w PRLu czasami z braki drobnych wydawano resztę … pudełkami zapałek, które chyba kosztowały kilka groszy.

    Ale co do pomyłek/oszustw o których piszecie, to czy tego typu sytuacje zdarzają się też przy płaceniu kartą, czy tylko gotówką ?

    • Sławek Muturi napisał(a):

      Ilanek, nie zauważyłem oszustw przy płaceniu kartą, no chyba, że kupując wiele produktów, kasjer może część z nich nabić na kasę wielokrotnie. Ale w tym przypadku – jak rozumiem – superata wykazałaby się nie na poziomie danego kasjera, tylko na poziomie całego sklepu. Nie wiem jak personel jest rozliczany za straty ogólnosklepowe. Bo przecież mogą one być efektem zwykłego shopliftingu ze strony klientów sklepu.

  17. Karina/Ebankowo napisał(a):

    Mowa tu o sklepach, a chciałabym zwrócić uwagę na banki. I mówię tu z perspektywy osoby, która tam pracowała. Jaki jest tego efekt? Dziś kiedy wyciągam pieniądze z bankomatu albo pobieram je w kasie na spokojnie przeliczam i sprawdzam ich autentyczność (w bankomacie – pod kamerą). Wiem, że kiedy były wątpliwości co do autentyczności, a nie było czasu na procedury (sprawdzanie, odsyłanie) to właśnie banknot trafiał do bankomatu. Pomyłki na niekorzyść klienta przy obsłudze kasowej też się zdarzały. Po prostu liczenie pieniędzy przez 8 godzin jest nużące. Sama raz się pomyliłam. Ponieważ system był tak opracowany, ze wprowadzaliśmy dokładnie, jakie nominały przyjmujemy i wydajemy, łatwo udało mi się ustalić, komu jestem winna pieniądze – zorientowałam się przed końcem zmiany, klient wrócił po pieniądze, więc nie było żadnych raportów itp. Nadwyżki szły na rzecz banku, stratę trzeba było uzupełnić z własnej kieszeni. Traciło się przez to premie, a goła pensja to minimalna płaca. Mimo to pomyłki się zdarzały. Cały czas byliśmy pod kamerami, a pomyłki działały w obie strony. Koleżanka musiała zwrócić 1000 zł, bo o tyle się pomyliła, a klient (doszła komu wydała nadwyżkę) uznał to za premię, jak jej powiedział przez telefon – oddała to z pensji na dwie raty, a potem ją zwolnili.
    Z obecnych doświadczeń to kiedyś znalazłam w kasie samoobsługowej 10,40 zł – ktoś kto wcześniej płacił nie odebrał reszty. To potraktowałam jako „premie” dla mnie. Sama płacę kartą i sprawdzam paragon – a wcześniej ceny, stąd raczej nie doświadczam pomyłek.
    Unikam też małych sklepów, szczególnie mięsnych, bo słyszałam o doświadczeniach od jednej ze sprzedawczyń, która miała za darmo wędliny itp., bo oszukiwała nie na pieniądzach, a na wadze produktów.
    Z bliskich doświadczeń: mój mąż tak się zagadał przez telefon, że odjechał ze stacji benzynowej nie płacąc. Po 4 miesiącach policja przypomniała o rachunku. Udało się polubownie wszystko załatwić.

    • Sławek Muturi napisał(a):

      Karina, dzięki za odwiedzenie fridomii i od razu dużą aktywność. To bardzo mnie cieszy, bo dzięki aktywności Fridomiaczek i Fridomiaków blog staje się o wiele bardziej pożyteczny.

      A nawiązując do tego o czym piszesz, kilka lat temu zdarzyło mi się odjechać ze stacji benzynowej bez zapłacenia. Dowiedziałem się o tym przy okazji kolejnych odwiedzin parę dni później. Sprawdziłem,że w dniu w którym ponoć nie zapłaciłem, miałem pierwszą audycję „na żywo” w Kontestacji późnym wieczorem. Zaaferowany odjechałem beż świadomości popełnionego wykroczenia. Zapłaciłem zaległość i myślałem że jest po sprawie.

      Niestety po jakimś czasie przyszedł do domu policjant. Dostałem wezwanie na komisariat. Składałem wyjaśnienia (dwa razy, bo policjant nie pokazał się w umówionym terminie) i pokazałem, że w międzyczasie sam uregulowałem należność. Myślałem, że jest po sprawie. Niestety okazało się, że policjant – chyba w odwecie za to, że śmiałem go skrytykować za spóźnienie się na ponownie wyznaczony termin spotkania) skierował sprawę do sądu i zostałem ukarany (zaocznie) za wykroczenie. Mogłem się wprawdzie odwoływać, ale machnąłem ręką i zapłaciłem jeszcze tę naganę. Od tego czasu moja noga więcej nie stanęła na tej stacji, choć to dotychczas była moja ulubiona i najbliższa mi stacja:-)

      • Karina/Ebankowo napisał(a):

        Ja o wykroczeniu z benzyną, dowiedziałam się od dzielnicowego telefonicznie (samochód był na mnie, stąd do mnie dzwoniono) i potraktowałam to żart typu radio Wawa/Zet. Mój mąż zaś został w „opisie sprawcy” sporo odmłodzony i dzielnicowemu powiedział, że nawet jak zapłacił, to za te słowa gotów jest zrobić to drugi raz. To rozbroiło całą sytuację.

        • Karina/Ebankowo napisał(a):

          A dołączenie do Fridomii to sama przyjemność, nie tylko za wiedzę tu zgromadzoną, ale przede wszystkim za styl i pokorę, z jaką jest przekazywana. Mnie udało się zacząć przygodę z kupnem pod najem w 1999 roku i skorzystania z dźwigni podatkowej (kasy mieszkaniowe), stąd mój duży entuzjazm dla tego typu inwestowania. Choć dziś preferuję dywersyfikację inwestycji w stylu, jakim czyni to Uniwersytet Cambridge. Także ze względu na nasze dziurawe prawo.

        • Sławek Muturi napisał(a):

          Karina, dzięki za docenienie. Cieszę się, że dołączyłaś do grona Fridomiaczek. A pokora bierze się chyba stąd, że już wiem … jak dużo jeszcze nie wiem:-)

  18. Tomek napisał(a):

    Jako były pracownik małego punktu handlowego zdarzało mi się popełniać błędy – były to po prostu pomyłki, kiedy były zauważone, grzecznie przepraszałem i ludzie byli wyrozumiali. Zdarzyło mi się wydać kilka razy na korzyść klienta i tylko raz Pani się wróciła, nie mam z tego powodu pretensji, bo zakładam że pozostali nie przeliczyli.
    Jestem w stanie uwierzyć w kombinatorstwo kasjerów, a osobiście znam historie z małych sklepików, gdzie pracownicy sporo sobie „dorabiali”, w czym pewnie nie widzą żadnego problemu.
    Efektem takiego drobnego złodziejstwa w społeczeństwie jest to że kierownicy sklepów traktują swoich pracowników tak jak skarbówka przedsiębiorców, przykre jest to z punktu widzenia tych uczciwych.
    Sam bardzo rzadko wykrywam błąd w reszcie lub rachunku, nie każdy jest taki skrupulatny jak Sławek;-) Miejsce gdzie nigdy nie zostałem oszukany – to zakupy przez internet, a kupuję dużo, od wielu lat.

  19. Ola napisał(a):

    Witam,
    pracowałam w sklepie(jestem obcokrajowcem) i robiłam błędy na korzyść klienta i nie-całkowicie nie chcący,całe szczęście ludzi liczyli!!! ;-))) bo nikogo nie chciałam oszukać.
    Gdy miałam manko potrącali mi z wypłaty,a gdy plusy-zabierał sklep.
    Stare pracownicy też się mylili,na 50zl na kolanach przeszukiwali śmieci by odnaleść paragony,by nie płacić 50 zl.
    Moje manko nie było większe niż 4 zl,a plusy nie większe niż 2zl.
    Pewna kobieta dała mi za zakupy 100zl.,gdy włożyłam je do środka i wydałam resztę zaczęła krzyczyć,że dała mi 200zl!W takich sytuacjach trzeba wezwać kierownika i wszystko przeliczyć na zapleczu(paragony,kase i system) i wtedy jak jest „0,0!” więc ok,jak w kasie +100gratis to trzeba oddać!(ja miałam ok).
    Poza tym na ułamek sekundy kasa i jej system żle pokazują ile trzeba wydać reszty i w tym właśnie systemie są błędy!Jak maszyny nie dają rady pracować 10h dziennie to i ludzie tymbardziej.
    Jak jesteś klientem-lić,a jak jesteś kasjerem uważaj,by to co zarobisz nie stracić !

    A Ty,autorze tego tekstu sam zacznij pracę na kasie a nie pisz głupstwa!

    pozdrawiam,Ola ;-)))

    • Sławek Muturi napisał(a):

      Olu, dzięki za poradę. Zamierzam niedługo popracować na kasie w sklepie by zobaczyć ten problem z drugiej strony. Dzięki.

      W Twoim komentarzu znalazło się – tak mi się wydaje – częściowe wytłumaczenie tego zjawiska. Jeśli kasjer ma manko, płaci z własnych pieniędzy. System motywuje go do tego by miał nadwyżkę…

  20. nana napisał(a):

    Jakiś czas temu kupiłam w Tesco przeceniony produkt. Kasjerka naliczyła go z ceną bez zniżki. Sprawę wyjaśniłam w BOK, różnicę mi zwrócono. Od tamtej pory zauważyłam, że koleżanka kasjerki, u której robiłam zwrot próbuje mnie „zrobić w jajo”- wydaje mi za mało reszty (te parę groszy- ale jednak), jeśli kupuję przeceniony produkt nie nalicza mi tej zniżki. Dodatkowo „pokazała” mnie wszystkim koleżanką ze zmiany…chyba w podobnym celu? Tamta dziewczyna nie została zwolniona, wciąż tam pracuje. Nie rozumiem tej sytuacji….

    • Sławek Muturi napisał(a):

      Nana, nie wiem czy ty prowadzisz jakąś firmę i zatrudniasz jakichś ludzi. Ale gdyby zwalniać każdą osobę, na którą poskarży się klient, to przedsiębiorca nic by nie robił tylko zatrudniał i zwalniał:-) Poza tym. wiem z doświadczenia, że jeden klient pochwali, a drugi poskarży się na tego samego pracownika. Ba, zdarza się, że dziesiątki klientów chwali, ale jeden gani. I to gani bardzo głośno, i też się denerwuje jeśli tej osoby nie zwolnię.

      Czasami klienci też, najzwyczajniej w świecie nie mają racji.

      A w tej konkretnej sytuacji? Może jednak ta kasjerka się pomyliła? Nie sądzę by taka firma jak Tesco chciała cię oszukać, czy nawet tolerowała złodziei pracujących na kasach. Z drugiej strony, nie wiem jaki tam panuje system rozliczania manka i nadwyżki w kasach. W tych sklepach gdzie obowiązuje zasada: „superatą się dzielimy, a manko to problem pojedynczego kasjera”, system zachęca do oszukiwania, tak „na wszelki wypadek”

      • nana napisał(a):

        Dziękuję za szybką odpowiedz :)
        Po prostu próbuję sobie to jakoś wytłumaczyć.
        Być może kasjerka przez którą robiłam zwrot była zmęczona, zamyślona – ale w tej chwili chodzi mi o zachowanie jej koleżanki. Tesco w moim mieście jest stosunkowo małe, więc BOK znajduje się tuż obok kasy tej drugiej kasjerki. Gdy odbierałam zwrot pieniędzy rzuciła pod nosem- „Robić zamieszanie o parę groszy”… Gdy kilka dni później robiłam tam zakupy stała akurat z inną pracownicą i gdy przechodziłam obok usłyszałam „To ta”. Od czasu tego”incydentu” mam z tą panią kłopot za każdym razem. Jakby chciała zrobić mi na złość, czy ukarać za to, że się wtedy upomniałam? Sama nie wiem.
        Pozdrawiam ;)

  21. Janek napisał(a):

    No właśnie, jak kasjer się pomyli na twoją niekorzyść to zwracasz mu uwagę, a czy wróciłbyś oddać mu pieniądze, gdyby pomylił się na twoją korzyść? Pracowałem na kasie i zdarzały mi się pomyłki o parę groszy, ale czasem też o więcej, raz nawet o 50 zł i nigdy nie spotkałem się z tym, że ktoś wrócił oddać pieniądze.

    • Sławek Muturi napisał(a):

      Janek, ja zawsze oddaję. Zawsze. Raz nawet mi się przytrafiło, że kasjerka, której zwróciłem uwagę, że wydała mi za dużo reszty (chodziło o 24 złote), nie chciała jej przyjąć. Twierdziła, że wydała poprawnie. Chyba nie usłyszała, że chcę jej zwrócić pieniądze, a nie że domagam się zwrotu:-) Powtórzyłem drugi raz, potem trzeci innymi słowami. Przy czwartym razie, już chciałem machnąć ręką i po prostu zostawić jej te 24 na kasie i wyjść, ale przyszedł mi z pomocą Pan stojący za mną. Chyba dopiero wtedy kasjerka zrozumiała na czym polega jej błąd.

      A swoją drogą, to szanuję pracę każdego człowieka. To też dlatego sam chcę zostać m.in kasjerem w hipermarkecie. By jak najlepiej wczuć się w perspektywę kasjera czy innych osób, których praca nie jest zawsze szanowana.

  22. Mada napisał(a):

    W komentarzach skupiliście sie Panstwo na pomyłkach w wydawaniu reszty.
    Ja od jakiegos czasu podejrzewałam sprzedawczynie ze ‚spożywczaka’ pod blokiem o ‚dobijanie’ produktów (zwykle nie biore paragonu i ona o tym pamietała ;) Dzisiaj wziełam, sprawdziłam w domu i okazało sie, ze dzisiaj zapłaciłam za dodatkowe wirtualne pomidory. Ciekawe ile produktów wczesniej kupiłam i ‚zapomniałam zabrac’. Moj maz wczesniej tez wykrywał tego rodzaju ‚pomyłki’ tej pani. Oboje płacimy za zakupy kartą.
    Jakie w takim przypadku kasjerzy mają korzyści z oszustw? Robią sobie zakupy w ten sposób?
    Ja wiem,ze to nie jest dobrze opłacana praca, ale moja też nie jest, a nie okradam ludzi.
    Zła jestem, bo zwykle ufam ludziom… chyba nie warto

  23. BlackMargo napisał(a):

    Nie wiem jakie są z tego korzyści ale myślę że niektóre takie „pomyłki” są robione specjalnie. Pamiętam jak na święta rok temu robiłam zakupy i kupowałam 3 op uszek, babka jedno op skasowała mi 2x a pozostałe normalnie, a że robiłam większe zakupy ty myślała że nie zauważe. Widziałam jak kasowała x2 ale myślałam że się mylę. Jeszcze przy kasie zerknęłam na rachunek i nie myliłam się, ale kasjerki już nie było, może kantowała tak każdego ostatniego klienta i uciekała. Naciągnęła mnie na ok 2zł więc nie było sensu tego zgłaszać bo się spieszyłam a dla 2 zł afery robić nie będę.
    Ale było to w Kauflandzie w mniejszym miasteczku więc jakoś kasjerka musiała mkieć z tego korzyść

  24. rafal-kasjer napisał(a):

    Witaj ;)
    Dzisiaj pracowałem pierwszy dzien na kasie w sklepie typu tesco, auchan. Predzej mialem 7 h przuczenia( stalem za kasjerem i patrzylem). Na ręke mam 5.93 zl. Praca wydaje sie byc fajna ale taka nie jest. Po 7 h pracy strasznie bolaly mnie plecy i glowa. Przez 3-4 h bylem mocno skupiony jednak im dluzej pracowalem to zdarzały mi sie pomylki. Sumujac dzis mialem manko 8.77 zl, nie wiem jak ale komus wydydalem za duzo… Za dzien dziesiejszy dostalem 41.51 ale manko place z wlasnej kieszeni za 7 h pracy mam 32.74…. Za kazdtm razem co do grosika chcialem dobrze wydac ale w druga strone w 99% przypadkow klient widzac ze dostal za duzo, chowa szybko pieniadze i zadowolony znika… Znajomu kiedys mial manko na 100 zl bo mu sie banknoty zlepily i tez musial placic… Ale jak jest superata to sklep inkasuje kase i tyle… Dodam, ze dzisiaj.mialem klienta prawdopodobnie z Chin i nawet na mysl mi nie przyszlo by go oszukac… Pozdrawiam ;)

    • Sławek Muturi napisał(a):

      Rafał, dzięki za podzielenie się z nami Twoimi doświadczeniami. Daj proszę znać jak wyglądało podsumowanie pierwszego tygodnia, miesiąca Twojej pracy. Co zwróciło Twoją szczególną uwagę, co zaskoczyło. Dla mnie takie doświadczenia z pierwszej linii frontu są bardzo fascynujące. Dawaj proszę znać.

      Powodzenia w Twojej pracy. Trzym się!

  25. Oktawia napisał(a):

    Jestem kasjerką ponad pół roku w dwóch różnych sklepach. Wcześniej w wielkiej sieciowce a teraz w żabce. I powiem tak w ogole nie zależy mi na kantowaniu klientów bo ja nic z tego nie mam. W wielkiej sieciówce jak i tutaj każde manko spłacam z własnej kieszeni nie ważne czy to 2 gr, 2 zł czy 200 zl misze zapłacić i tyle. Jsk za dużo mam w kasie to mam reprymende od szefa. Jak za czesto dużo w kasie to zwolnienie. Nie nabijan tez podwojnie produktow ale czasami kasa sie walnie i np naliczy inny ( zamiast torby papierowej ozdobnej, ksiażke za 69.99 bo ktoś kod do bazy danych wpisywał i sie pomylił) ale takie rzeczy sie zauważa. Czesto jak nie mam wydać grosza czy 2 gr to wydaje 5 gr i samo manko sie robi…

    • Sławek Muturi napisał(a):

      Oktawia, dzięki za relację z pierwszej ręki. Ja też planuję zostać kasjerem w ciągu najbliższych kilku lat by na własnej skórze przekonać się co i jak. Powodzenia!

  26. Lisica napisał(a):

    Nie polecam pracy kasjera. Gdyby nie fakt, że jestem studentką i muszę sobie dorobić, aby odciążyć rodzinny budżet, to pewnie nigdy nie podjełabym się tej pracy, zwłaszcza na stacji paliw. Każde manko pokrywam z własnej kieszeni, a z nadwyżek nie mam żadnej korzyści. Czasami klient zostawi kilka groszy reszty – zostawiam je w kasie, aby mieć czym wydawać. Zdarzyło mi się też parę przypadków, kiedy klient zostawił mi właśnie taki „napiwek” powyżej 50 groszy. Wtedy pieniądze chowałam do kieszeni.
    Nie ukrywam też, że parę razy zdarzyły mi się pomyłki na niekorzyść klienta, ale szybko naprawiałam swój błąd i przepraszałam. I uwaga – nie miałam zamiaru go okraść i oszukać. :) Trzeba mieć też na uwadze to, że kasjer w czasie dwunastej godziny pracy może być zmęczony i rozkojarzony. ;)

    • Sławek Muturi napisał(a):

      Lisica, dzięki za relację „zza lady” To bardzo ciekawe. I właśnie owa ciekawość pcha mnie do zajmowania się co roku innym zawodem. By posmakować ich blasków, ale też cieniów. Jak to w życiu bywa.
      Życzę Ci wielu sutych napiwków!

  27. kasamloda napisał(a):

    A ja powiem tak.
    Fakt, osoby nowe pozostawiane są na kasie, keidy jeszcze nie są gotowe, nie wiedzą wiele, ale praca, kolejka nie pozwala kontorlować no stop nowego pracownika.
    Poza tym, sama niedawno bylam nowa i nigdy nie narobilam wiekszego manka, aczkolwiek zdarzylo mi się nabić za inną cenę coś, gdyz nie wiedzialam, że tak ma byc (zmiany) lub nie pamietalam czy wydalam resztę czy nie (ruch), lub za malo wydalam, ale zawsze kiedy klient upomnial się przepraszalam i oddawalam resztę a pozniej bardziej się pilnowalam. Ale niestety, szczegolnie kiedy osoba się stresuje, jest duzy ruch moze byc o pomylke latwo nawwet bardziej doswiadczonym pracownikom. Czy za duzo wydalam to nie wiem, ale wiekszego manka nie bylo, choc zdarzylo mi się, że jeśli komuś brakuje 10 gr lub mniej, a ma same „grube”, a w kasie cienko, policzyc bez tych groszy, jednak czesto oddaję pod koniec dnia ze swoich lub, jeśli itak jest na plusie, bo klient nie zabral reszty, zostaje normalnie. A… i zauwazylam, ze jezeli się wychylę po coś przy kasie to czasami nabija mi się coś jeszvze i kasuję wtedy;d

    • Sławek Muturi napisał(a):

      Kasamloda, dzięki za spojrzenie „od wewnątrz”. Przyznam, że nie zrozumiałem ostatniego zdania, czy mogłabyś proszę dodatkowo to wyjaśnić. Kasa sama z siebie coś nalicza? Jak to możliwe?

Dodaj swój komentarz:





Chcesz, aby koło Twojego komentarza pojawiła się Twoja ikona lub zdjęcie?
Kliknij tutaj i dowiedz się jak to zrobić.

Powiadom znajomego o tym wpisie:

E-mail *
Wpisz wiadomość
Subskrybuj komentarze do tego wpisu

NAJBLIŻSZE SPOTKANIA FRIDOMIACZEK I FRIDOMIAKÓW

Ze względu na moje zimowanie w tropikach (w tym roku lecę do Afryki), kolejne spotkania przewiduję dopiero na wiosnę 2017 roku. Chyba, że ktoś miałby ochotę się spotkać ze mną w Kenii, Tanzanii, Gabonie (Mistrzostwa Afryki w piłce nożnej), Namibii, RPA, Mozambiku, Etiopii lub na wyspie Mayotte (ze względu na to, że jest to zamorskie terytorium Francji, to można tam polecieć bez paszportu:-). Być może wyskoczę też na dzień-dwa do stolicy Somalii, Mogadiszu, ale tam nikogo nie zapraszam ze względów bezpieczeństwa:-)

czwartek, 20 kwietnia – Trójmiasto, Uniwersytet Gdański, więcej szczegółów bliżej terminu spotkania

czwartek, 25 maja – Trójmiasto, więcej szczegółów bliżej terminu spotkania

 

Archiwum - miesiąc po miesiącu

Najwyżej cenione

Fundacja Fridomia

Pewnie większość osób chce by ich życie miało jakiś sens. By było ciekawe, barwne, ekscytujące, ale też zrównoważone. By zostawić światu coś po sobie. Coś więcej niż tylko dzieci, wnuki, zdjęcia, wspomnienia, nagrobek... Moje życie jest OK, nie mogę narzekać. Jestem bardzo zadowolony. Dużo się w nim dzieje ciekawego. Mam sporą dozę wolności. Czuję, że panuję nad wydarzeniami, przynajmniej tymi najważniejszymi. Mam bardzo ekscytujące plany na przyszłość - tę bliższą i tę dalszą. W moim życiu [...]

Najnowsze komentarze

  • Sławek Muturi: Gdyby ktoś był zainteresowany wspinaczką, to gorąco polecam mojego przewodnika – David Maina....
  • Sławek Muturi: Po czterech dniach trekkingu zszedłem z Góry Kenii. Wyczerpany, ale bardzo zadowolony i to nawet...
  • Sławek Muturi: Robert, duże dzięki:-)
  • PioNa: Dzięki Robert za odpowiedź ;)
  • Robert: Jest dzisiaj wywiad z szefem Mzuri: http://www.rp.pl/artykul/13147 83-Oszustow-na-rynku-najmu-...
  • Robert: Póki co chyba nie ma jeszcze żadnych doświadczeń, bo nie ma jeszcze żadnych wypłat ;-) trzeba cierpliwości
  • kw: no to napisz co uważasz za plusy i minusy tej spółki i jak ją oceniasz, ja osobiście wolałbym własną kawalerkę,...
  • Beata Suchodolska: Weroniko, tu jest wymieniona dystrofia miotoniczna- nie wiem, czy to to samo:...
  • Robert: http://www.rp.pl/Mieszkaniowe/ 303279974-Szalenstwo-na-rynku- najmu-trwa.html#ap-1
  • BiL: http://www.polskieradio.pl/42/ 277/Artykul/1743734,Mieszkanie -Plus-mieszkania-po-2-tys-zl-z a-m-kw-ale-bez-wind...
  • Weronika: Witam, Mojego pracownika synek jest chory na dystrofie mięśniowa. Przeczytałam, ze ta metoda leczenia może...
  • Michał: Witam ! Czy jest tutaj ktoś, kto inwestuje w Mzuri CFI II ? Jak przebiega wasza droga do Wolności Finansowej...
  • Robert: Ceny wywołania masz podane w ogłoszeniu o przetargu. Niekoniecznie jest to „cena rynkowa” czy 3/4...
  • Sławek Muturi: Jeszcze 3 ciekawostki dot M-Pesa. 1. Handel między Kenią a Etiopią jest zadziwiająco niski. Kenijskich...
  • PioNa: Serdecznie witam Fridomaniaków / Fridomaniaczki. Ponowie zapytanie przetargów mieszkaniowych urzędu miasta....
  • Sławek Muturi: Swid, dzięki za pozytywny feedback oraz za dający do myślenia cytat. Mnie te słowa kojarzą się z radą...
  • SWid: Też potwierdzam, że fajnie się czyta takie dawki egzotyki podróżniczej (zamiast newsów, po długim dniu...
  • Sławek Muturi: :-) W każdym kraju do polityki trafiają tylko ci najmądrzejsi, najbardziej przedsiębiorczy i...
  • Sławek Muturi: Tomku, dzięki za te wszystkie informacje.
  • Tomek: A więc z jednej strony zapewnią nierynkowo niskie czysze lokatorom, a z drugiej strony – rynkowo wysokie...

Najnowsze wpisy

created by Water Design