Publikacje z kategorii "Fridomia"

15

02.2016

Od zadłużenia do wolności finansowej – kejs Pawła z Norwegii

autor: Sławek Muturi|kategoria: Blog autorów, Często zadawane pytania, Edukacja finansowa, Fridomia, Zapiski zdeterminowanego Fridomiaka, Życie postkorporacyjne

ilość komentarzy: 30

W odpowiedzi na mój (ale także Aga-ty i nie tylko) apel o więcej kejsów od Was, napisał do nas Paweł z Norwegii. Dzięki Paweł za to, że poświęciłeś trochę swojego czasu by podzielić się z nami swoją podróżą od zadłużenia do wolności finansowej. Jestem pod dużym wrażeniem Twojego osiągnięcia i życzę dalszych sukcesów na Twojej drodze do pełnej wolności finansowej. Cieszę się, że mogłem również w Twoim przypadku pełnić rolę znaku drogowego wskazującego kierunek: wolność finansowa. To dla mnie duży zaszczyt i honor.

13

02.2016

Cena, którą płacimy za brak edukacji finansowej

autor: Sławek Muturi|kategoria: Blog autorów, Edukacja finansowa, Fridomia, Jak sfinansować zakup nieruchomości, Zapiski zdeterminowanego Fridomiaka

ilość komentarzy: 38

Za brak wiedzy płacimy tzw „frycowe”. Tak było, jest i pewnie będzie. „Frycowe” czasami bywa mniejsze i mało dotkliwe finansowo – turysta z Europy zapłaci podwójną cenę za zakup pomarańczy na lokalnym rynku warzywnym. Nieco wyższe frycowe zapłaci nabywca super sportowej bryki full-wypas w okazyjnej cenie, gdy okaże się, że samochód pochodzi z kradzieży. Czasami jednak jest dość dotkliwe – frankowicze, którzy za namową doradców kredytowych weszli w kredyty w obcej walucie, biorąc na siebie ryzyko kursów walutowych; którzy za namową deweloperów oraz swoich znajomych kupili zbyt duże mieszkania; a za namową banków wzięli zbyt wysokie kredyty, bo bank – wspaniałomyślnie – chciał im jeszcze dorzucić na remont, na meble, na wakacje, itp „spełnianie marzeń”. „Frycowe” w tych przypadkach może wynosić setki tysięcy złotych lub więcej. O nerwach („czy stracę moje idealne mieszkanie”) i nie przespanych nocach nie wspominając.

11

02.2016

Kejs pewnej zadłużonej Krakowianki

autor: Sławek Muturi|kategoria: Blog autorów, Fridomia, Zapiski zdeterminowanego Fridomiaka

ilość komentarzy: 85

Ostatnio korespondowałem z pewną Krakowianką, samotną matką, nieco zadłużoną. Obiecałem Jej, że oprócz moich porad, zamieszczę też Jej kejs’a na fridomii by mogła otrzymać porady również od Was. Wiem, że możemy liczyć na Wasze opinie, porady, słowa zachęty, pomysły.  Co wiele głów, to nie jedna:-)  Oto treść dwóch maili od owej Krakowianki (dane osobowe pominę by chronić Jej prywatność).
Mail pierwszy:

Szukam sposobu na moją ucieczkę z zaklętego kręgu i jestem naprawdę super zdeterminowana, żeby zrobić zmianę.
Jest dokładnie tak, jak w książce Roberta: mam dyplom uczelni, mam zawód. Jestem marketingowcem, pracowałam w dużych spółkach, agencji PR, czołowych mediach. I co z tego? :)

Czego w książce Roberta nie ma – jestem samotną matką. I to co w książkach napisane jest: jestem HIPER uzależniona od pracodawców.
Teraz będzie ta smutna część, skrótowo: Kiedyś miałam dobrą, stabilną pracę. Moja wypłata była wystarczająca. Szału nie było, ale jestem w pracy dobra, zawsze osiągam zamierzony efekt a nawet staram się oczko więcej – doceniali mnie. Jak na Kraków i jak na kobietę miałam nieprzeciętne zarobki.

Mieszkałam w starej kamienicy.
Spod ziemi znalazł się właściciel.
Dostałam eksmisję.

Inne opcje mieszkaniowe, odwołania, stare dokumenty przydzielające mieszkanie – zawiodły.
Miałam opcję wynajmowania z 2 dzieci mieszkania. Cena najmu choćby 40 mkw była o 200 zł różna od ceny raty kredytu na własne 53 mkw z 2 arowym ogródkiem i garażem. Wzięłam mieszkanie na kredyt.

Kredyt wzięłam jedyny, jaki mogłam dostać.
Szukałam mojego domu chyba ze 2 lata. W końcu znalazłam: mieszkanie z rynku wtórnego, za dobre (wtedy) pieniądze.
W dobrej lokalizacji. Jasne, ustawne, przestronne.

Jakiś czas było spokojnie, chociaż od razu w pierwszym miesiącu po podpisaniu umowy kredyt dał mi w kość: ostro zmieniły się kursy walut.
Mimo, że jestem sama z dziećmi, to ponieważ w pracy było OK, to może nie było fajerwerków, może czasem było nawet trudno, ale potrafiłam ogarnąć dobrze finanse i spokojnie radziłam sobie. Z zaoszczędzonych pieniędzy wymieniłam okna z lat 70tych, PCV z podłogi, zrobiłam gruntowny remont łazienki, … jakoś to szło, do czasu, aż w mojej firmie nastała ‚nowa strategia’. Skracając: zredukowali cały dział marketingu, w tym mnie.

I szybko się okazało, że ponieważ kredyt jest walutowy, moje mieszkanie zamiast mnie uskrzydlać, chce mnie zabić.

Myślę, że ta historia jest poniekąd banalna i nie chcę – chyba, że będzie potrzeba jakiegoś większego uzewnętrzniania – się tu dalej rozwodzić.

Idąc dalej – w krytycznym momencie uciekłam do rodziców. Moje mieszkanie było wtedy wynajęte, w stanie takim w jakim je na tamtą chwilę ogarnięte miałam – przed najmem odmalowałam ściany, żeby ktoś, kto wejdzie miał świeżo. Sprawdziło się, szukałam najemcy przez miesiąc.
Gdy pierwsi najemcy wyjechali z Polski po pół roku, nowy lokator znalazł się dosłownie w kilka dni.

Mieszkanie ma garaż, do którego wchodzi się z poziomu ziemi. W okolicy bardzo wiele garaży zostało zaadaptowanych na lokale użytkowe i albo właściciele mają tam jakąś własną działalność, albo oddają to na powierzchnie biurowe, handlowe, usługowe pod wynajem.
Zaczęłam robić papiery, żeby uzyskać zgodę na zmianę garażu na obiekt usługowo-handlowy. Ugrzęzłam, bo mimo, że wynajęłam mieszkanie i to szybko i za niezłe pieniądze – nadal najem szedł ‚pod wodą’. Pracy nie miałam, kasa się skończyła.

Wróciłam do pracy, choć jak do tej pory już od 2 lat nie znalazłam już takiej, która daje mi poczucie spokoju i zacyznam się przyzwyczajać do myśli, że tak to właśnie może już zostać.

Wiem, że głupio, ale znów: opcji B nie było, więc z pierwszą wypłatą wróciłam do mojego mieszkania. Znowu: wynajęcie dla mnie i dzieci mieszkania z 2 pokojami w podobnej dzielnicy wynosiłoby (z czynszem do spółdzielni) bardzo podobne lub te same pieniądze – wolałam wrócić do siebie. przynajmniej dbam o mieszkanie znacznie bardziej niż najemcy.

Ale czuję pętlę na szyi cały czas. Teraz znów jakieś ruchy tektoniczne idą w pracy i WIEM, że muszę ustalić jakiś stabilny, długofalowy plan, przeszeregować wszystko i ustawić mechanizm od nowa, zanim wszystko jak domek z kart się zawali.

Szukam wyjścia z tej sytuacji.  Wiem, że to wyzwanie, ale nie godzę się z myślą, że niemal 10 lat mojej ciężkiej pracy i wyrzeczeń pójdzie ot, tak – w ręce banku a ja z dziećmi wyląduję na ulicy. Wiem, że istnieje sposób, żeby poprzestawiać klocki. Szukam inspiracji, pomysłu, informacji, żeby go odnaleźć :)

Szukając drogi wyjścia – kogoś, kto ma więcej wiedzy i umiejętności finansowych i nieruchomościowych niż ja – czyli kogoś, kto skutecznie zmienił swoje życie trafilam na Pańską historię w ‚Bogatym Ojcu’ a potem na Pana stronę.
Dalej już Pan wie – napisałam, w nadziei, że może coś dobrego się wydarzy.

Wydarzyła się już co najmniej jedna dobra rzecz: wiem, że Pan istnieje :) To już coś.

Najważniejsza sprawa, to zmienić parytety – sprawić, żeby moje skądinąd naprawdę miłe i przyjemne mieszkanie zaczęło choć trochę ze mną współpracować :) Jak mogę to osiągnąć?
—————————

I tu treść kolejnego maila odpowiadającego na moje porady:
Dobrze – zgadzam się na publikację ‚kejsa’, jeśli przed opublikowaniem będę mogła zobaczyć historię i oczywiście bez żadnych danych. To będzie dobrze generowało ruch, jeśli się dobrze napisze :)


w PL jest około miliona osób, które wzięły kredyty walutowe, w chwili obecnej nie pozwalające np. na sprzedaż mieszkania, bo zwyczajnie nie ma to sensu: kwota kredytu została zdublowana w porównaniu do ceny mieszkania. Mogę sprzedać, ale i tak zostaję w punkcie startu, czyli z długiem jak na wejściu.
Boom frankowy przypadał gdy CHF stał ok. 2 pln, obecnie jest to jak wiadomo 4.
Jestem po 7 latach spłaty winna więcej niż na początku tej zabawy i mowy nie ma o sprzedaży, a wysokość raty jest trudna do zniesnia. To jest kejs dla zaawansowanych :)

Co do nadpłacenia raty – nie takie to dla mnie proste z ww. powodów.
Naturalnie – szukam nowych pomysłów/ źródeł finansowania, wyjść i rozwiązań. Póki co bez spektakularnego sukcesu.
Okres kredytowania to 25 lat. I tak mnie złość ciśnie, ze w tym czasie zarobią na mnie tyle, że kupiłabym za to kolejne (niewielkie, ale i nie całkiem małe) mieszkanie. Rata jest równa niezłej wypłacie za całkiem niezłą pracę w Krakowie, bo to ok 700 CHF z małym plusem.

Ciężko to z jednej wypłaty płacić bieżąco, nie mówiąc o nadpłacaniu. Alimentów nie liczymy, bo w PL jest z tym kiepsko i moja sytuacja jest tu standardowa – jestem sama na placu boju.

„Nadpłatę’ raty wg. mojej umowy kredytowej bank przewidział, że mogę zrobic jedynie raz w roku (co nie przeszkadza naturalnie gromadzić na tym koncie jakieś większe środki przez ten rok, gdyby się udało), ale uprzednio trzeba na miesiąc przed terminem zgłosić tę chęć w banku. Data możliwej ‚nadpłaty’ jest w każdym roku precyzyjnie określona.

Teraz realia uśrednione: minimalne wynagrodzenie wg. GUS, do którego ustawiają się pracodawcy to 1350 pln
Wypłata dla kobiety w mojej sytuacji w moim mieście: 2500 to już nieźle. 3500 szczyt marzeń.
Pewnie są i tacy, którzy zarabiają po X dziesiąc tysięcy. Chętnie usłyszę, co zrobić inaczej, żeby się wśród nich znaleźć :)

Nie mając stabilnego etatu i w każdym miesiącu składając budżet z małych pojedynczych kawałków na ten moment myślę raczej nad tym, komu mogę skutecznie i nie tanio wynająć to mieszkanie i jaki powinno ono mieć standard, żeby chociaż samo siebie ogarniało, nie mówiąc – generowało dochód. Mieszkanie ma garaż i ten garaż też może przynosić mniej więcej jedną ratę rocznie.

Jak mówię – z pracą jest labilnie. Mam wykształcenie i doswiadczenie, ale mieszkam w mieście pełnym studentów, którzy w marketingu robią wszystko i niemal (lub na stażu to całkiem) za darmo.
Na marketingu, tak jak na piłce i medycynie każdy w PL się jak wiadomo zna.
Nie czuję się więc komfortowo do końca zawodowo, finansowo tym bardziej.
Ostatni czas dowodzi, że na rynku pracy jakość usługi nie wypiera ceny :/
Dostałam propozycję pisania firmowego bloga dla spółki technologicznej, szóstej jak o sobie mówi – na świecie. Cena za 1 tekst, któremu trzeba poświęcić jakieś 2-3 godziny to 10 PLN.

Plusem jest, że zarządzam własnym czasem pracując jako freelancer.
Umiem pisać i robię to dobrze, znalazłam wydawnictwo, które jesli bierze temat, płaci realistycznie.
Jak chodzi o przeliczenie pieniądze i czas znacznie lepiej niż etat wychodzi stawka za pisanie.
Szukam stale możliwości poszerzania rynku zbytu.
Z dziećmi i rodzicami i opieką – tu nie ma szans, można rozważyć nianię, ich fizycznie dla mnie dostępnych nie ma.
Pomaga mi Ojciec, finansowo. Jego wkład to mniej więcej 1/7 raty. Więcej nie da rady.

Chętnie sprawdzę, jakie opcje inni by brali pod uwagę.
Ja rozważam, czy nie lepiej byłoby mi zmienić lokum i oddać to w inne ręce (najem) niż za komfort mieszkania na własnym płacić co miesiąc 3 tys pln plus rachunki.  To przestaje mieć sens, jestem na mega krótkim sznurku a chyba nie o to mi szło :)

Zabieram się do przeczesywania bloga.

08

02.2016

Robert, xie xie ni!

autor: Sławek Muturi|kategoria: Blog autorów, Fridomia, Jak sfinansować zakup nieruchomości, Napisali o ..., Nas, Wynajem, Zapiski zdeterminowanego Fridomiaka

ilość komentarzy: 5

Chyba pierwszy raz w krótkiej, niespełna 6,5-letniej historii bloga fridomia.pl, swój wpis kieruję do konkretnej osoby.

Robert, chciałem Ci bardzo serdecznie podziękować.

Za aktywność na blogu w wielu wymiarach. Napisałeś kilka wpisów nt inwestowania w garaże, które cieszyły się dużym uznaniem Fridomiaków. Udzielasz porad prawnych, w szczególności w obszarze ubezpieczenia mieszkania, ale nie tylko. Wiele, wiele razy doradzałeś początkującym inwestorom czy też osobom dopiero myślącym o rozpoczęciu inwestowania. Twoje opinie są zawsze bardzo rzeczowe i wyważone. „Codzienny przegląd prasy” Twojego autorstwa liczy już ponad 700 wpisów z linkami do ciekawych artykułów dotyczących rynku nieruchomości. Dzięki Twojej systematyczności, my wszyscy mamy możliwość podnoszenia poziomu naszej wiedzy rynkowej.

31

01.2016

Czteropak Grześka

autor: Sławek Muturi|kategoria: Blog autorów, Fridomia, Wynajem, Zapiski zdeterminowanego Fridomiaka

ilość komentarzy: 18

Oto case Grześka, który swoje pierwsze kroki w kierunku budowania wolności finansowej stawia od razu w kierunku ambitniejszego zadania niż pojedyncza kawalerka. Grzesiek liczy na podzielenie się z nim naszymi doświadczeniami i podpowiedziami. Oto jego zapytanie:

NAJBLIŻSZE SPOTKANIA FRIDOMIACZEK I FRIDOMIAKÓW

wtorek, 30 maja – Poznań, godz 18:00, UE Poznań, Al. Niepodległości 10, Gmach Główny, bud A, sala 111 A

piątek, 2 czerwca – Warszawa, godz 13:30, wystąpienie podczas Kongresu BusinessWoman&Life. Rejestracja tutaj: http://businesswomancongress.pl/#Rejestracja

 

Archiwum - miesiąc po miesiącu

Najwyżej cenione

Inwestowanie bez ryzyka

Często gdy zachwalam inwestowanie w mieszkania na wynajem jako drogę do osiągnięcia wolności finansowej, moi rozmówcy lub słuchacze odnoszą mylne wrażenie,  że próbuję ich przekonać do tego, że jest to inwestycja bez ryzyka. Treść tego co mówię staje się przez to dla nich mniej wiarygodne. Chcę w tym miejscu głośno i wyraźnie powiedzieć. Inwestowanie w mieszkania na wynajem, jak każde inwestowanie, też niesie ze sobą ryzyko. A nawet ogromnie wiele ryzyk. Można kupić za drogo. Albo przepłacić za [...]

Najnowsze komentarze

  • Sławek Muturi: Buko74, dzięki za odwiedzenie fridomii oraz za zainteresowanie moimi książkami. Druga z książek, które...
  • Sławek Muturi: Małgosiu, anytime:-)
  • buko74: Witam! A o czym będzie druga książka?
  • Kuneg: Miło mi. :) Dziękuję za zaproszenie, ale… jeszcze mi do wolności trochę brakuje i grafik mam dość...
  • Piotr: Właśnie mam nie długo ochotę wybrać się do St. Petersburgu, bardzo fajny artykuł!
  • xav: NIemcy miały wiele programów pomocy dla swoich obywateli lub ich potomków, którzy zostali wysiedleni w czasie...
  • Sławek Muturi: Jacek, Aska, dzięki za komplementy:-) A co do Rosjan z Niemiec, to też ich wielu regularnie spotykam w...
  • JacekP: Sławku: bardzo obrazowa relacja. Czuję się prawie jakbym tam był. Jedno co mnie na pewno nie dziwi to Niemcy...
  • Aska Z: Nie interesuje mnie pilka nozna ani nie bylam nigdy w Rosji ale czyta sie swietnie! Tez czekam z...
  • Sławek Muturi: Taką oto listę zawodów emerytów znalazłem ostatnio na onet.pl. Część z zawodów pokrywa się z tymi z...
  • Sławek Muturi: :-)
  • Marcin: Sławek, Uwierzysz ze mi też :). Jako ze bywasz w Polsce tylko do wczesnej jesieni, zaplanuje powrót przez...
  • Sławek Muturi: Getbu, gorąco zapraszam:-)
  • Sławek Muturi: Marcin, a kiedy będziesz w Warszawie? Trochę brakuje mi naszych spotkań:-)
  • getbu: swietny materiał przydał mi się i na pewno będę zaglądała na bloga :)
  • Marcin: Czesc Slawek. Dziekuje Ci za Twoja recenzje. Jak zawsze bardzo trafna, jedynie tym razem udalo mi sie...
  • Robert W: Na stronie http://www.25miniemerytur.pl/ na samym dole jest tak: „Jakub B. Bączek to między innymi...
  • Piotr: Bardzo ciekawy wpis, nawet chyba zakupie tą książke, bo wydaję się być bardzo interesująca.
  • Sławek Muturi: Rafa, super, gratuluję i cieszę się razem z Tobą. Rzeczywiście studia dla przyjemności to zupełnie coś...
  • Sławek Muturi: Kuba, jest mi niezmiernie miło gościć Ciebie na fridomii i zapraszam częściej. Dzięki za ciepłe słowa...

Najnowsze wpisy

created by Water Design