Publikacje z kategorii "Zapiski zdeterminowanego Fridomiaka"

08

09.2016

Zakup pierwszego mieszkania na wynajem – dylematy Grzegorza

autor: Sławek Muturi|kategoria: Blog autorów, Fridomia, Inwestowanie, Jak sfinansować zakup nieruchomości, Opłacalność Inwestowania, Wynajem, Zapiski zdeterminowanego Fridomiaka

ilość komentarzy: 64

Najtrudniejszy jest pierwszy krok. Prawie zawsze. Zanim nabędziemy jakieś doświadczenie mamy wiele obaw, wątpliwości, dużo pytań. Boimy się popełnić błędów, które czasami bywają bardzo kosztowne. Zwłaszcza gdy planujemy kupić swoje pierwsze mieszkanie na wynajem.  Zamrozimy dużą gotówkę, nabędziemy coś co ma nam służyć dziesiątki lat i przez cały ten czas przynosić strumień pasywnej gotówki. Jak dokonać wyboru?

Jest to dylemat Grzegorza i pewnie wielu początkujących inwestorów. Liczę na to, że zechcecie podzielić się Waszymi przemyśleniami i podpowiedziami.

Oto pytania Grzegorza:

23

04.2016

Czy istnieją „głupie pytania”?

autor: Sławek Muturi|kategoria: Blog autorów, Fridomia, Rozwój osobisty, Zapiski zdeterminowanego Fridomiaka, Życie postkorporacyjne

ilość komentarzy: 6

Mówi się, że nie ma głupich pytań, są tylko głupie odpowiedzi.

Coś w tym jest. Czasami pytanie może wydawać się głupie bo jest zbyt oczywiste. Jak np pytanie o to co jest stolicą Polski. Odpowiedź jest oczywista dla Polaka, dla mieszkańca jakiejś wioski w Zambii już tak oczywiste być nie musi.

15

02.2016

Od zadłużenia do wolności finansowej – kejs Pawła z Norwegii

autor: Sławek Muturi|kategoria: Blog autorów, Często zadawane pytania, Edukacja finansowa, Fridomia, Zapiski zdeterminowanego Fridomiaka, Życie postkorporacyjne

ilość komentarzy: 30

W odpowiedzi na mój (ale także Aga-ty i nie tylko) apel o więcej kejsów od Was, napisał do nas Paweł z Norwegii. Dzięki Paweł za to, że poświęciłeś trochę swojego czasu by podzielić się z nami swoją podróżą od zadłużenia do wolności finansowej. Jestem pod dużym wrażeniem Twojego osiągnięcia i życzę dalszych sukcesów na Twojej drodze do pełnej wolności finansowej. Cieszę się, że mogłem również w Twoim przypadku pełnić rolę znaku drogowego wskazującego kierunek: wolność finansowa. To dla mnie duży zaszczyt i honor.

13

02.2016

Cena, którą płacimy za brak edukacji finansowej

autor: Sławek Muturi|kategoria: Blog autorów, Edukacja finansowa, Fridomia, Jak sfinansować zakup nieruchomości, Zapiski zdeterminowanego Fridomiaka

ilość komentarzy: 38

Za brak wiedzy płacimy tzw „frycowe”. Tak było, jest i pewnie będzie. „Frycowe” czasami bywa mniejsze i mało dotkliwe finansowo – turysta z Europy zapłaci podwójną cenę za zakup pomarańczy na lokalnym rynku warzywnym. Nieco wyższe frycowe zapłaci nabywca super sportowej bryki full-wypas w okazyjnej cenie, gdy okaże się, że samochód pochodzi z kradzieży. Czasami jednak jest dość dotkliwe – frankowicze, którzy za namową doradców kredytowych weszli w kredyty w obcej walucie, biorąc na siebie ryzyko kursów walutowych; którzy za namową deweloperów oraz swoich znajomych kupili zbyt duże mieszkania; a za namową banków wzięli zbyt wysokie kredyty, bo bank – wspaniałomyślnie – chciał im jeszcze dorzucić na remont, na meble, na wakacje, itp „spełnianie marzeń”. „Frycowe” w tych przypadkach może wynosić setki tysięcy złotych lub więcej. O nerwach („czy stracę moje idealne mieszkanie”) i nie przespanych nocach nie wspominając.

11

02.2016

Kejs pewnej zadłużonej Krakowianki

autor: Sławek Muturi|kategoria: Blog autorów, Fridomia, Zapiski zdeterminowanego Fridomiaka

ilość komentarzy: 85

Ostatnio korespondowałem z pewną Krakowianką, samotną matką, nieco zadłużoną. Obiecałem Jej, że oprócz moich porad, zamieszczę też Jej kejs’a na fridomii by mogła otrzymać porady również od Was. Wiem, że możemy liczyć na Wasze opinie, porady, słowa zachęty, pomysły.  Co wiele głów, to nie jedna:-)  Oto treść dwóch maili od owej Krakowianki (dane osobowe pominę by chronić Jej prywatność).
Mail pierwszy:

Szukam sposobu na moją ucieczkę z zaklętego kręgu i jestem naprawdę super zdeterminowana, żeby zrobić zmianę.
Jest dokładnie tak, jak w książce Roberta: mam dyplom uczelni, mam zawód. Jestem marketingowcem, pracowałam w dużych spółkach, agencji PR, czołowych mediach. I co z tego? :)

Czego w książce Roberta nie ma – jestem samotną matką. I to co w książkach napisane jest: jestem HIPER uzależniona od pracodawców.
Teraz będzie ta smutna część, skrótowo: Kiedyś miałam dobrą, stabilną pracę. Moja wypłata była wystarczająca. Szału nie było, ale jestem w pracy dobra, zawsze osiągam zamierzony efekt a nawet staram się oczko więcej – doceniali mnie. Jak na Kraków i jak na kobietę miałam nieprzeciętne zarobki.

Mieszkałam w starej kamienicy.
Spod ziemi znalazł się właściciel.
Dostałam eksmisję.

Inne opcje mieszkaniowe, odwołania, stare dokumenty przydzielające mieszkanie – zawiodły.
Miałam opcję wynajmowania z 2 dzieci mieszkania. Cena najmu choćby 40 mkw była o 200 zł różna od ceny raty kredytu na własne 53 mkw z 2 arowym ogródkiem i garażem. Wzięłam mieszkanie na kredyt.

Kredyt wzięłam jedyny, jaki mogłam dostać.
Szukałam mojego domu chyba ze 2 lata. W końcu znalazłam: mieszkanie z rynku wtórnego, za dobre (wtedy) pieniądze.
W dobrej lokalizacji. Jasne, ustawne, przestronne.

Jakiś czas było spokojnie, chociaż od razu w pierwszym miesiącu po podpisaniu umowy kredyt dał mi w kość: ostro zmieniły się kursy walut.
Mimo, że jestem sama z dziećmi, to ponieważ w pracy było OK, to może nie było fajerwerków, może czasem było nawet trudno, ale potrafiłam ogarnąć dobrze finanse i spokojnie radziłam sobie. Z zaoszczędzonych pieniędzy wymieniłam okna z lat 70tych, PCV z podłogi, zrobiłam gruntowny remont łazienki, … jakoś to szło, do czasu, aż w mojej firmie nastała ‚nowa strategia’. Skracając: zredukowali cały dział marketingu, w tym mnie.

I szybko się okazało, że ponieważ kredyt jest walutowy, moje mieszkanie zamiast mnie uskrzydlać, chce mnie zabić.

Myślę, że ta historia jest poniekąd banalna i nie chcę – chyba, że będzie potrzeba jakiegoś większego uzewnętrzniania – się tu dalej rozwodzić.

Idąc dalej – w krytycznym momencie uciekłam do rodziców. Moje mieszkanie było wtedy wynajęte, w stanie takim w jakim je na tamtą chwilę ogarnięte miałam – przed najmem odmalowałam ściany, żeby ktoś, kto wejdzie miał świeżo. Sprawdziło się, szukałam najemcy przez miesiąc.
Gdy pierwsi najemcy wyjechali z Polski po pół roku, nowy lokator znalazł się dosłownie w kilka dni.

Mieszkanie ma garaż, do którego wchodzi się z poziomu ziemi. W okolicy bardzo wiele garaży zostało zaadaptowanych na lokale użytkowe i albo właściciele mają tam jakąś własną działalność, albo oddają to na powierzchnie biurowe, handlowe, usługowe pod wynajem.
Zaczęłam robić papiery, żeby uzyskać zgodę na zmianę garażu na obiekt usługowo-handlowy. Ugrzęzłam, bo mimo, że wynajęłam mieszkanie i to szybko i za niezłe pieniądze – nadal najem szedł ‚pod wodą’. Pracy nie miałam, kasa się skończyła.

Wróciłam do pracy, choć jak do tej pory już od 2 lat nie znalazłam już takiej, która daje mi poczucie spokoju i zacyznam się przyzwyczajać do myśli, że tak to właśnie może już zostać.

Wiem, że głupio, ale znów: opcji B nie było, więc z pierwszą wypłatą wróciłam do mojego mieszkania. Znowu: wynajęcie dla mnie i dzieci mieszkania z 2 pokojami w podobnej dzielnicy wynosiłoby (z czynszem do spółdzielni) bardzo podobne lub te same pieniądze – wolałam wrócić do siebie. przynajmniej dbam o mieszkanie znacznie bardziej niż najemcy.

Ale czuję pętlę na szyi cały czas. Teraz znów jakieś ruchy tektoniczne idą w pracy i WIEM, że muszę ustalić jakiś stabilny, długofalowy plan, przeszeregować wszystko i ustawić mechanizm od nowa, zanim wszystko jak domek z kart się zawali.

Szukam wyjścia z tej sytuacji.  Wiem, że to wyzwanie, ale nie godzę się z myślą, że niemal 10 lat mojej ciężkiej pracy i wyrzeczeń pójdzie ot, tak – w ręce banku a ja z dziećmi wyląduję na ulicy. Wiem, że istnieje sposób, żeby poprzestawiać klocki. Szukam inspiracji, pomysłu, informacji, żeby go odnaleźć :)

Szukając drogi wyjścia – kogoś, kto ma więcej wiedzy i umiejętności finansowych i nieruchomościowych niż ja – czyli kogoś, kto skutecznie zmienił swoje życie trafilam na Pańską historię w ‚Bogatym Ojcu’ a potem na Pana stronę.
Dalej już Pan wie – napisałam, w nadziei, że może coś dobrego się wydarzy.

Wydarzyła się już co najmniej jedna dobra rzecz: wiem, że Pan istnieje :) To już coś.

Najważniejsza sprawa, to zmienić parytety – sprawić, żeby moje skądinąd naprawdę miłe i przyjemne mieszkanie zaczęło choć trochę ze mną współpracować :) Jak mogę to osiągnąć?
—————————

I tu treść kolejnego maila odpowiadającego na moje porady:
Dobrze – zgadzam się na publikację ‚kejsa’, jeśli przed opublikowaniem będę mogła zobaczyć historię i oczywiście bez żadnych danych. To będzie dobrze generowało ruch, jeśli się dobrze napisze :)


w PL jest około miliona osób, które wzięły kredyty walutowe, w chwili obecnej nie pozwalające np. na sprzedaż mieszkania, bo zwyczajnie nie ma to sensu: kwota kredytu została zdublowana w porównaniu do ceny mieszkania. Mogę sprzedać, ale i tak zostaję w punkcie startu, czyli z długiem jak na wejściu.
Boom frankowy przypadał gdy CHF stał ok. 2 pln, obecnie jest to jak wiadomo 4.
Jestem po 7 latach spłaty winna więcej niż na początku tej zabawy i mowy nie ma o sprzedaży, a wysokość raty jest trudna do zniesnia. To jest kejs dla zaawansowanych :)

Co do nadpłacenia raty – nie takie to dla mnie proste z ww. powodów.
Naturalnie – szukam nowych pomysłów/ źródeł finansowania, wyjść i rozwiązań. Póki co bez spektakularnego sukcesu.
Okres kredytowania to 25 lat. I tak mnie złość ciśnie, ze w tym czasie zarobią na mnie tyle, że kupiłabym za to kolejne (niewielkie, ale i nie całkiem małe) mieszkanie. Rata jest równa niezłej wypłacie za całkiem niezłą pracę w Krakowie, bo to ok 700 CHF z małym plusem.

Ciężko to z jednej wypłaty płacić bieżąco, nie mówiąc o nadpłacaniu. Alimentów nie liczymy, bo w PL jest z tym kiepsko i moja sytuacja jest tu standardowa – jestem sama na placu boju.

„Nadpłatę’ raty wg. mojej umowy kredytowej bank przewidział, że mogę zrobic jedynie raz w roku (co nie przeszkadza naturalnie gromadzić na tym koncie jakieś większe środki przez ten rok, gdyby się udało), ale uprzednio trzeba na miesiąc przed terminem zgłosić tę chęć w banku. Data możliwej ‚nadpłaty’ jest w każdym roku precyzyjnie określona.

Teraz realia uśrednione: minimalne wynagrodzenie wg. GUS, do którego ustawiają się pracodawcy to 1350 pln
Wypłata dla kobiety w mojej sytuacji w moim mieście: 2500 to już nieźle. 3500 szczyt marzeń.
Pewnie są i tacy, którzy zarabiają po X dziesiąc tysięcy. Chętnie usłyszę, co zrobić inaczej, żeby się wśród nich znaleźć :)

Nie mając stabilnego etatu i w każdym miesiącu składając budżet z małych pojedynczych kawałków na ten moment myślę raczej nad tym, komu mogę skutecznie i nie tanio wynająć to mieszkanie i jaki powinno ono mieć standard, żeby chociaż samo siebie ogarniało, nie mówiąc – generowało dochód. Mieszkanie ma garaż i ten garaż też może przynosić mniej więcej jedną ratę rocznie.

Jak mówię – z pracą jest labilnie. Mam wykształcenie i doswiadczenie, ale mieszkam w mieście pełnym studentów, którzy w marketingu robią wszystko i niemal (lub na stażu to całkiem) za darmo.
Na marketingu, tak jak na piłce i medycynie każdy w PL się jak wiadomo zna.
Nie czuję się więc komfortowo do końca zawodowo, finansowo tym bardziej.
Ostatni czas dowodzi, że na rynku pracy jakość usługi nie wypiera ceny :/
Dostałam propozycję pisania firmowego bloga dla spółki technologicznej, szóstej jak o sobie mówi – na świecie. Cena za 1 tekst, któremu trzeba poświęcić jakieś 2-3 godziny to 10 PLN.

Plusem jest, że zarządzam własnym czasem pracując jako freelancer.
Umiem pisać i robię to dobrze, znalazłam wydawnictwo, które jesli bierze temat, płaci realistycznie.
Jak chodzi o przeliczenie pieniądze i czas znacznie lepiej niż etat wychodzi stawka za pisanie.
Szukam stale możliwości poszerzania rynku zbytu.
Z dziećmi i rodzicami i opieką – tu nie ma szans, można rozważyć nianię, ich fizycznie dla mnie dostępnych nie ma.
Pomaga mi Ojciec, finansowo. Jego wkład to mniej więcej 1/7 raty. Więcej nie da rady.

Chętnie sprawdzę, jakie opcje inni by brali pod uwagę.
Ja rozważam, czy nie lepiej byłoby mi zmienić lokum i oddać to w inne ręce (najem) niż za komfort mieszkania na własnym płacić co miesiąc 3 tys pln plus rachunki.  To przestaje mieć sens, jestem na mega krótkim sznurku a chyba nie o to mi szło :)

Zabieram się do przeczesywania bloga.

NAJBLIŻSZE SPOTKANIA FRIDOMIACZEK

I FRIDOMIAKÓW

12 lutego 2019 r., wtorek – godz 18:30; nagranie live na profilu FB Mzuri na temat perspektyw inwestowania na Górnym Śląsku

16-17 lutego 2019 r. (sb-nd), Wrocław, Hala Orbita; Targi Mieszkań i Domów, prezentacja Janka Dziekońskiego w niedzielę o 12:30 pt. „Czy to dobry moment na inwestowanie w mieszkania na wynajem”

19 lutego 2019 r. (wt), 18:00, Kraków, Hotel pod Wawelem; Spotkanie Janka Dziekońskiego z inwestorami Global Investor Club

20 lutego 2019 r. (śr), 18:00, Katowice, Courtyard by Marriott; Spotkanie Janka Dziekońskiego z inwestorami Global Investor Club

20 lutego 2019 r. (śr), 19:00, Zurych, Restauracja Weisser Wind, Oberdorfstrasse 20; Spotkanie Artura Kaźmierczaka z członkami Zürich Business Association (event na FB)

23-24 lutego 2019 r. (sb-nd), Warszawa, Expo XXI; Targi Mieszkań i Domów

9-10 marca 2019 r. (sb-nd), Kraków, Expo Kraków; Targi Mieszkań i Domów

29 maja 2019 r., środa – godz 19:00; live na profilu FB Sławek Muturi oraz – równolegle – webinar (konieczna wcześniejsza rejestracja). Szczegóły bliżej terminu.

Dlaczego info z tak dużym wyprzedzeniem? Bo będzie to już 10-ta (!!!!!!!!!!) rocznica mojego przejścia na wcześniejszą emeryturę:-). Choć będę tego dnia gdzieś w podróży po Afryce, to chciałbym byśmy się spotkali – choćby wirtualnie – przy kieliszku wina lub butelce piwa:-)

 

 

Archiwum - miesiąc po miesiącu

Najwyżej cenione

Moja życiowa misja

Osiągnąłem wolność finansową dzięki inwestowaniu w mieszkania na wynajem, Pierwsze swoje mieszkanie na wynajem kupiłem w 1998 roku, gdy nie było jeszcze w Polsce kredytów hipotecznych ani żadnych książek nt inwestowania w mieszkania na wynajem, żadnych źródeł wiedzy. Pracując w Andersenie, a potem w Deloitte) systematycznie oszczędzałem, żyjąc PONIŻEJ swoich możliwości finansowych. Nie dziadowałem, tylko po prostu nauczyłem się nie kupować czegoś (duży dom, prestiżowy i drogi samochód czy zegarek, drogie wakacje w sieciowych hotelach) tylko [...]

Najnowsze komentarze

  • Robert: http://wyborcza.biz/pieniadzee kstra/7,134263,24441830,jak-ro zliczyc-z-fiskusem-najem-mi...
  • Robert: A właśnie, że z takich miast jak Poznań czy Łódź ludności ubywa i był ten temat już poruszany na fridomii....
  • Lemon: Jak widać z wyliczeń utrzymywanie się z wynajmu mieszkań w krajach rozwiniętych to dość kiepski pomysł. Lepiej...
  • Woziu: Mit nr 1:”Poczekaj na lepszy czas” – samo wstrzymywanie do działanie nie jest tyle mitem co...
  • Piotr: Witajcie, Oooo, mit za który dostałem 1pkt ☺ Dzięki „Fridomi” i dzięki cechom, o których pisała...
  • Tomek: Sławku, ja nie znam możliwości inwestowania ani niuansów opodatkowania w Szwecji, więc nie będę nawet próbował...
  • poltau22: Bardzo ciekawy artykuł i bardzo przyjemnie się go czyta.
  • BiL: Porownanie cen Warszawa – Goteborg: https://www.numbeo.com/cost-of -living/compare_cities.jsp?...
  • Sławek Muturi: Tomek, rozumiem, że wyliczyłeś zwrot w ten sposób, że podzieliłeś przychód roczny przez liczbę...
  • Tomek: W sumie ma przychód duży z najmu, ale to tylko dzięki ogromnemu portfelowi mieszkań. Wychodzi mu zwrot 1% i...
  • Kuneg: Prawda. Jak się kupuje samodzielnie mieszkanie i samodzielnie pilotuje wynajem, to jednak nie jest to tak...
  • BiL: Nibul, zacznijmy od tego, ze kredyty trzeba splacac. :) Ale zgadzam sie z Toba, ze mieszkanie nie musi byc Twoje...
  • Jan Dziekonski: ciuchcia i Wojtas – nie zgodzę się! W Mzuri CFI 2 do inwestycji wystarczy maks. 11.500 PLN, a...
  • Wojtas: ciuchcia – pewnie dostaniesz odpowiedź, że wystarczy 10 tysięcy, żeby inwestować grupowo z Mzuri....
  • Łukasz: Jeszcze jeden mit: nie kupuj teraz, bo ceny są w szczycie i wkrótce będą spadać.
  • Mati: Mit: ,,Podatki zabiorą ci cały zysk z wynajmu” – a przecież można rozliczać się według ogólnej...
  • nibul: „– kto by chciał wynająć TAKIE (małe, stare, odległe od centrum itp.) mieszkanie?” To mój ulubiony...
  • nibul: Robert, ciekawe co piszesz, bo z tego co czytam i obserwuję osobiście to następuje właśnie napływ ludzi do...
  • nibul: Agnes7,Jan, akurat podatek katastralny to istotne ryzyko w inwestowaniu w nieruchomości i tak lekce bym go nie...
  • nibul: BiL, “Dopoki nie zaplacisz ostatniej raty, mieszkanie jest banku”… To spróbuj nie spłacić tej ostatniej...

Najnowsze wpisy

created by Water Design