My, artyści życia

Niezwykła książka Zygmunta Baumana pt. “Sztuka życia” stawia nas przed jednym z najtrudniejszych pytań ludzkiej egzystencji: czym jest szczęście?  Śledzimy w niej próby sformułowania odpowiedzi na to pytanie przez historyczną myśl filozoficzną, która jednak nie spełnia wygórowanych oczekiwań człowieka XXI wieku. Z jednej strony przytakujemy w domowym zaciszu koncepcjom za szczęście Marka Aureliusza czy Pascala, drugiej strony okazują się one nie do obronienia w konfrontacji z atakującą nas rzeczywistością.

Nie chodzi tu też o to, aby kolejny raz za źródło niepokoju współczesnego człowieka uznać osławioną konsumpcję. Ci, którzy jej pragną, będą jej pragnęli nadal, łudząc się, że rokosz „trawienia” jest szczytem ludzkiej przyjemności. Inni wybiorą wznioślejsze cele, które być może też ich ostatecznie zawiodą. Najbardziej przemówił do nas cytat z pierwszej części książki, zatytułowanej, nomem omen, : Niedole szczęścia. Autor pisze tak:

„ Dla większości naszych współczesnych najcenniejszą wartością pozostaje możliwość <bycia w drodze> (kiedy to człowiek jest wciąż jeszcze z dala od celu, miotany niespełnionymi pragnieniami, zmuszony do marzeń obdarzony nadzieją, że wysiłki ich realizacji się powiodą). Choć taka wędrówka szarga nerwy i wystawia ludzką cierpliwość na próbę, nasi współcześni przyznaliby zapewnie (jeśli nie otwarcie, to przynajmniej w duchu), że jej przeciwieństwo, a więc stan spoczynku, nie byłby stanem szczęśliwości, lecz nudy; a dla większości z nas <uczucie nudy> jest synonimem skrajnego nieszczęścia, czyli innym imieniem tego, co nas trwoży najbardziej.”

Można by powiedzieć, że taki obraz  współczesnego człowieka znajdującego przyjemność wyłącznie we wspinaczce pod górę jest dość żałosny. Ten właśnie stan „wiecznej pogoni za szczęściem” w przeciwieństwie do tradycyjnie pochwalanego „stanu szczęśliwości” autor uznał za najważniejszy symptom naszych czasów, czyli postnowoczesności: „Z socjologicznego punktu widzenia zbiega się z ruchem, który prowadzi od rządów tradycji do <rozpływania się wszystkiego, co stałe, w powietrzu i profanowania wszystkiego, co święte>. Z ekonomicznego punku widzenia powoduje odwrót od zaspokajania potrzeb do wytwarzania pragnień”.

Czy jesteśmy więc skazani na przypominający piekielne męki wieczny niepokój?  Autor próbuje zestawić różne recepty współczesnych myślicieli na naszą niepewność w kolejnych częściach książki, a zwłaszcza w części:  My, artyści życia. Mowa tam o rozumieniu swego życia jako dzieło sztuki, o nastawieniu na jak największą elastyczność (różne umiejętności), o potrzebie „zostania odkrytym” np. w internetowym blogu, o potrzebie przynależności do jakiejś grupy, ale także mowa tu o autokreacji i skupieniu na własnym „programie”. Dróg jest mnóstwo i nie sposób ich zliczyć. I oczywiście, „Sztuka życia”, jak każda dobra książka, nie pozwoli się odłożyć na półkę po jednokrotnym przeczytaniu. Każe nam wciąż  do siebie wracać, żeby na nowo zrozumieć, co to znaczy być „artystą życia”. 

Zygmunt Bauman, “Sztuka życia“,  Wydawnictwo Literackie, Kraków 2009

Jeżeli chcesz podzielić się z innymi, udostępnij:

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Share on whatsapp
WhatsApp
Share on email
Email

One Response

  1. Jako bardzo młoda nastolatka czytałam Tatarkiewicza “O szczęściu” poszukując drogi, jaką powinnam obrać. Czułam się bardzo nieszczęśliwa, a jedyne pragnienie jakie miałam, to uciec – od wszystkiego i wszystkich. Nie widziałam szans na szczęście, ale nie wierzyłam, że to mozliwe, zatem poszukiwałam, jak to szczęście może wyglądać, aby go nie przegapić i wiedzieć, czego oczekuję. Książka nieco mnie rozczarowała – chciałam prostego przepisu, a znalazłam rozprawy filozoficzne bez konkretów… Ale z czasem rozumiałam coraz więcej. Wspomniane przez panów “dążenie” jako najpewniejszy sposób na przeżywanie szczęścia stało się, niestety, moją przypadłością. Fascynowało mnie zdobywanie, mniej osiągnięty cel. Dojrzewałam, by doceniać to, co posiadam, co zdobyłam, ale już zawsze pozostanę typem poszukiwacza.
    Dziękuję za wskazanie, wartosciowej, jak sądzę, książki. Z przyjemnością wrócę do rozważań nad szczęściem. Dziś określam siebie jako osobę szczęśliwą, mówię czasem, ze jestem szczęściarą mimo wielu, wielu bolesnych doświadczeń. Może właśnie dlatego, iż zrozumiałam, że szczęście, to tak naparawdę poczucie szczęścia. Nie ma obiektywnego szczęścia. To, co uszczęśliwia jednych, jest utrapiniem dla innych.
    I jeszcze pojęcie bycia “artystą życia” – czyż to nie jest nasza droga na realizowanie się w Fridomii? Życie jest sztuką, ale należy to sobie uświadomić, wiedzieć, do czego się dąży, po co, co nas uszczęśliwia.
    I jeszcze mała dygresja. Rozmawiałam z człowiekiem, który z mojego punktu widzenia jest szczęściarzem. Powinien być… Po kilku… hmmmm… herbatach powiedział o swoich frustracjach związanych z życiem, które wiedzie. Byłam w szoku! Jak to??? “zatem co byś chciał robić, gdybyś mógł absolutnie wszystko? Gdzie i kim chciałbyś być?’ – zapytałam zdumiona. Od czasu zajęcia się Fridomią pytam ludzi o takie rzeczy… Co odpowiedział? czekałam długo, aż zebraL myśli: “nie wiem, nie zastanawiałem się nad tym, ale mnie zastrzeliłaś…”

    Świadomość jest podstawą wszystkiego – szczęścia w szczególności. Uświadamiamy sobie coś, olśniewa nas i już jesteśmy bardziej “artystą” niż “rzemieślnikiem” życia…

    Tego sobie i Panom życzę.

    podrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Kup Pomarańczową wolność finansową

 

Najnowszą książkę autorów bloga Fridomia i dołóż swoją cegiełkę do kupna mieszkania dla młodzieży opuszczającej domy dziecka. I Ty możesz pomóc.

 

Książkę kupisz klikając tutaj.