Inwestowanie w najem jest tak stare jak … miasta

Inwestowanie w nieruchomości na wynajem jest według mnie prawie tak stare jak … miasta. Nie jestem historykiem, więc może się mylę, ale wydaje mi się, że miasta powstały w miejscach gdzie ludzie z okolicznych wiosek organizowali targi. Na targach wymieniali się – raz lub dwa razy na tydzień – swoimi produktami. Mleko i jajka na żyto i pszenicę. Kury i krowy na kożuchy i buty. Dojazd do miejsca targowego z odległej o 30 lub 50 km wioski, zajmował niektórym cały dzień lub nawet dłużej. Więc niektórzy ziemianie postanowili wybudować wokół targowiska domy by nie tracić tyle czasu w niewygodnych podróżach. Powstawały domy wokół targowiska i tak powstały miejsca, które dziś znamy jako “rynki starego miasta”. Gdy domów przybywało, powstawały uliczki prowadzące od rynku. Gdy domów jeszcze więcej, to otoczono je murami i fosą by bronić mieszkańców i ich dobytku przed hordami złodziei. Chyba tak właśnie powstały miasta. Nadal przybywało chętnych do zamieszkania w mieście, a ponieważ ich powierzchnia została ograniczona murami obronnymi, to zaczęto burzyć parterowe domy i stawiać w ich miejsce kilkupiętrowe kamienice. Na parterze umiejscowiono punkty usługowe – sklepy, karczmy, kuźnie, zakłady bednarskie, itp. Na pierwszym piętrze mieszkali właściciele. A kolejne piętra wynajmowano. Na początku kupcom oraz mistrzom rzemiosła, czeladnikom oraz ich uczniom. Po kilkuset lub kilku tysiącach lat, pojawił się nowy segment najemców – studenci. A po kolejnych setkach lat, po przetoczeniu się rewolucji przemysłowej – pojawił się kolejny segment najemców: robotnicy fabryczni. Dla tych ostatnich fabrykanci zaczęli wręcz budować oddzielne kamienice czynszowe, czego dobrym przykładem jest Łódź. Tak to sobie wszystko wyobrażam.

W niektórych miastach (np w Damaszku) ludzie żyją od ponad 3.000 lat. Więc jest to biznes dość stary. O wiele, wiele starszy niż inwestowanie w akcje, w obligacje, w fundusze strukturalne, w waluty, a nawet w lokaty bankowe (o ile to ostatnie w ogóle można nazwać “inwestowaniem”). Może tylko inwestowanie w złoto jest starsze.

To, że dany instrument ma bardzo długą historię inwestowania jest według mnie dobrym odzwierciedleniem jego stabilności i przewidywalności. Dobrym prognostykiem bezpieczeństwa inwestowania. Inwestowanie w najem istnieje od lat. Nie zostało wymyślone przez młodych analityków w bankach kierujących się maksymalizacją zysku dla swoich udziałowców. Nie jest to jakieś hokus-pokus, piramida finansowa, schemat do transferowania kasy z kieszeni ciemnej masy do kieszeni wąskiego grona cwaniaków. Nie jest to produkt inwestycyjny, który został obrandowiony. Dziś wiele instrumentów inwestycyjnych w ogóle by nie powstało gdyby nie silny branding instytucji typu “Lehman Brothers” czy “Amber Gold” (by wspomnieć tylko o tych, które już przestały istnieć; tak samo można by wymienić nazwy wielu firm, które nadal wciskają ciemnej masie swoje wynalazki do pomnażania kapitału)

Mieszkania oraz pokoje wynajmowano również w Warszawie przed 100 laty, czyli przed pierwszą wojną światową. Dzięki uprzejmości Marcina z Tychów (dzięki Marcin!) dostaliśmy artykuł z próbkami przedwojennych ogłoszeń. Oto link do artykułu: http://www.morizon.pl/blog/ogloszenia-nieruchomosci-sprzed-100-lat/

Jak zobaczycie już wtedy stosowano selekcję najemców, którą ja starałem się wprowadzić ponownie w Polsce kilka lat temu, po tym jak ta dobra, stara, zdroworozsądkowa praktyka zanikła w czasach socjalizmu. To najlepiej pokazuje, że w biznesie tak starym jak nieruchomości wszystko już było. Możemy jedynie do czegoś wrócić lub dzięki nowej technologii, inaczej to opakować, wdrożyć. Dobrym przykładem tego ostatniego jest opakowanie starego jak świat mechanizmu inwestowania grupowego w formułę crowd fund investing wprowadzoną na polski rynek przez Mzuri CFI.

Choć dla wielu osób z pokolenia facebooka może to się wydawać nieprawdopodobne, to inwestowanie w najem jest z pewnością też o wiele starsze niż … Robert Kiyosaki:-) Zajmują się tym od wielu lat nawet Masajowie spod Nairobi, którzy są analfabetami i o Kiyosakim nigdy nie słyszeli, a jego książek (ani żadnych innych) nigdy nie czytali:-)

Powodzenia!

Jeżeli chcesz podzielić się z innymi, udostępnij:

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Share on whatsapp
WhatsApp
Share on email
Email

13 Responses

  1. I gdyby tak się zastanowić jak wyszli na tym interesie ci, którzy przed wojną kupili w Warszawie mieszkania na wynajem, to raczej słabo…

    1. Tomek, wojna to okres, podczas którego wiele rzeczy staje na głowie. Nie lepiej pewnie było z przedwojennymi inwestycjami w akcje czy w obligacje. Natomiast po wojnie, nieruchomości zwykle wracają do normy. W Warszawie był jeszcze nieszczęsny dekret Bieruta i z roszczeniami mamy problem do dziś.

      Co się stało z mieszkaniami na wynajem w Warszawie (oraz w innych polskich miastach) w czasie trwania wojny? Oczywiście jeśli budynek został zbombardowany czy w inny sposób zniszczony, to kicha. Jeśli zastrzelili najemcę, to jeszcze gorzej. Ale myślę, że w większości przypadków najemcy dalej mieszkali w wynajętych mieszkaniach i w miarę normalnie płacili czynsze najmu. Pomimo wojny, ludzie dalej chcą pracować i zarabiać by móc kupować jedzenie, ubrania, zapewnić sobie dach nad głową. Nie przestają żyć, zwłaszcza, że nie jest im wiadome z góry jak długo wojna potrwa.

      Starają się by życie toczyło się dalej. Dalej są śluby, rozwody, narodziny, chrzciny, obchodzi się (może nieco mniej hucznie) imieniny. Dzieci chodzą do szkoły (nawet wtedy gdy zaborca zabrania). Nie sądzę by rynek najmu kierował się jakimiś innymi, “wojennymi” regułami. Ludzie chcą ocalić jak najwięcej normalności, natomiast zaraz po zakończeniu wojny chcą jak najszybciej wrócić do w miarę pełnej normalności.

      Nie jestem socjologiem wojny, ale tak mi się po prostu wydaje. Zresztą widzimy pewne dowody na to co mówię gdy pokazują nam krótkie migawki z ulic Bagdadu, Kabulu czy Aleppo. Zamachowcy podkładają bomby na rynkach gdzie ludzi robią zakupy. Domyślam się, że skądś muszą czerpać pieniądze, bo nikt im na rynku nie daje jedzenia za darmo. Dzieci nadal chodzą do szkół, a policjanci do pracy.

      Życie toczy się dalej. Ale oczywiście nikomu z nas nie życzę osobistego doświadczenia wojny.

    2. Tomek a co stało się ze złotem zgromadzonym podczas 2 wojny światowej przez żydów i inne mniejszości narodowe? Też raczej słabo prawda? Albo dzieła sztuki itd. itd. co za bezsensowny wpis.

  2. Wojna to kataklizm. Jest równie niszczycielska, jak trzęsienie ziemi, wybuchy wulkanów, tsunami, powodzie, pożary, epidemie… i.t.d.
    Wtedy w zasadzie wszyscy tracą. No, może w przypadku wojny zyskują producenci broni.

  3. Fajna lekcja historii z zakresu najmu. A te przedwojenne ogłoszenia bardzo abstrakcyjne, jeśli wziąć pod uwagę dzisiejsze realia.

    1. Dariusz, dziękuję za komplement. Cieszy tym bardziej, że pochodzi od konkurenta dla Mzuri:-) Ale pamiętaj, że nie jestem historykiem i ta “lekcja” to jedynie moje domysły, a nie lekcja bazująca na rzetelnej wiedzy historycznej:-)

  4. Bardzo przyjemny artykuł. Kiedyś z pewnością była także inna kultura wynajmu- wydaje mi się, że właściciele mieszkań bardziej się o lokatorów troszczyli i byli bardziej przyjacielscy… ;) Chyba to stare filmy sprawiły, że mam w głowie taką wizje :)

    1. Kamila, wielu właścicieli naprawdę przyjaźnie i troskliwie podchodzi do najemców. Choć oczywiście zdarzają się wśród wynajmujących zwyrodnialcy, to to, że właściciele nie troszczą się o najemców jest stereotypem, który w coraz większym stopniu odrywa się od rzeczywistości.

    2. W interesie wynajmującego jest, żeby dobry najemca chciał mieszkać u niego jak najdłużej. Wynajmujący może tylko zyskać na dobrym traktowaniu rzetelnego najemcy :)

    1. Mariusz, dzięki za linka. Początkowo byłem zwolennikiem Reitów – oferują wiele zalet. Potem obawiałem się, że będą zdominowane przez obcy kapitał. I rzeczywiście autorzy artykułu wspominają o tym, że w Polsce brakuje kapitału, a stworzenie Reit w większości krajów wymaga kapitału rzędu min kilku miliardów Euro. Ale znając Przemysława Krycha, jeśli twierdzi, że ma ambicje stworzenia Reita z polskim kapitałem, to zaczynam znów wierzyć w ten wehikuł.

  5. Inwestycję w wynajem uważam za jedną z najlepszych w wypadku nadwyżek gotówki, gotowych do zainwestowania. Słusznie piszesz, że to jedna z najstarszych inwestycji na świecie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Kup Pomarańczową wolność finansową

 

Najnowszą książkę autorów bloga Fridomia i dołóż swoją cegiełkę do kupna mieszkania dla młodzieży opuszczającej domy dziecka. I Ty możesz pomóc.

 

Książkę kupisz klikając tutaj.