580 km

Gdy dorosły odwiedza – po latach – dom swoich wujków gdzieś na wsi, to często dziwi się, że grusza, która kiedyś, gdy był dzieckiem, wydawała mu się drzewem o gigantycznej wielkości konarze, w rzeczywistości jest taka mała. Grusza wiele się nie zmieniła, za to wyrosła pojemność mózgu owego dorosłego. Dzięki swoim doświadczeniom, powiększyła się jego osobista skala wielkości drzew.

Jeszcze kilkadziesiąt lat temu, wyjazd samochodem lub autobusem do sąsiedniej wioski, mimo, że oddalonej zaledwie o 25 km, był prawdziwą “wyprawą”. Właściciel samochodu sprawdzał poprawność funkcjonowania hamulców, ciśnienie powietrza w oponach, itp., a jego towarzyszka życia (niekoniecznie również tej “wyprawy”) wyposażała go w kanapki oraz w herbatę w termosie na drogę. Koniecznie musiał też przed wyjściem z domu, przycupnąć chwilę na taborecie, przed drogą:-)

Dzięki temu, że świat się otworzył, dzięki temu, że jesteśmy bardziej mobilni, dzięki temu, że samochody są dziś lepszej jakości niż były oraz dzięki wielu innym zmianom, dziś wyjazdu do sąsiedniej wioski nikt by pewnie w Polsce nie nazwał “wyprawą” i nie podchodziłby do jej przygotowań z taką pieczołowitością jak kilkadziesiąt lat temu. Ale na takiej wysepce na Kiribati, podróż na sąsiednią wyspę atolu, oddaloną o 25 km, dalej może być – być może – nazywane “wyprawą”. Nie wiem, zapytam gdy odwiedzę kolejnym razem:-)

Tak jak długoweekendowy wyjazd Warszawiaka do … Szczecina. To przecież prawie 570 km!!!

Właśnie  tyle miałem do przejechania w środę 20 czerwca, z Sarańska do Samary. Spojrzałem w swój kalendarz, gdzie mam zapisane którego dnia, w którym mieście oglądam jaki mecz i ile km będę miał do pokonania z jednego miasta do drugiego. “570 km? – pomyślałem – to spacerek w parku”.

Od wyjazdu z Warszawy pokonałem już swoim autem ponad 5.500 km, a od wczoraj – wyjechałem z Samary po obejrzeniu meczu Dania-Australia (na stadionie), meczu Francja – Peru (w fan zonie) oraz meczu Argentyna – Chorwacja (w restauracji) – mam do pokonania 820 km w drodze do Wołgogradu na mecz Nigeria – Islandia. A po drodze chciałbym jeszcze zobaczyć mecz Brazylii z Kostaryką. A zdarzały mi się już (i jeszcze przydarzą podczas tego wyjazdu) dzienne trasy o długości ponad 1000 km.

W tym kontekście, 580 km to zaledwie “pół kibicowskiego etatu”:-)

Rosjanie, których po drodze pytam o kierunek jazdy, są podobnego zdania. Dystans 820 km w tym ogrooomnym kraju, to zaledwie “za rogiem”. Mózgi Rosjan (a także mieszkańców innych dużych, rzadko zaludnionych krajów) są inaczej skalibrowane na odległości. Dzięki moim podróżom, czuję że mój mózg też jest w procesie ciągłej re-kalibryzacji geograficznej. To co wielu wydaje się niemożliwym, dla mnie jest jak najbardziej wykonalne. I analogicznie: to co mnie się wydaje niemożliwym, dla kogoś innego jest “spacerkiem w parku”:-) Dzięki poznawaniu takich odmiennie myślących ludzi mamy okazję rekalibrować nasze mózgi na większą skalę:-)

Jeżeli chcesz podzielić się z innymi, udostępnij:

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Share on whatsapp
WhatsApp
Share on email
Email

10 Responses

  1. Fragment wywiadu z Bońkiem: “Były reprezentant Polski odniósł się również do teorii, że Polacy nie są lubiani w Rosji. Boniek niemal na każdym kroku zauważa dowody sympatii. – My się czujemy wspaniale. Rosjanie są serdeczni, mili, sympatyczni, starają się mówić po polsku. Mówią o Pendereckim, Mickewiczu, Słowackim, Tuwimie, Czerwonych Gitarach czy Filipinkach. Jest czterdziestu ludzi w Polsce, którzy się kłócą z czterdziestoma ludźmi w Rosji. To ich sprawa, ale nie wmawiajmy sobie, że nas Rosjanie nie lubią – stwierdził Boniek”

    Jakie są Twoje odczucia Sławku w tej kwestii?

    1. Nibul, dokładnie takie same jak Bońka. Wczoraj późną nocą jechałem boczną drogą przez las. Wiele km, pełne pustkowie. Zatrzymałem gościa, który jechał z naprzeciw. Nie tylko się zatrzymał (ja bym się pewnie na jego miejscu bał:-), ale gdy usłyszał, że jestem z Polski, to jeszcze zawrócił by pokazać mi drogą na jednym słabo oznaczonym skrzyżowaniu:-) To tylko jeden przykład:-)

  2. Ja bym sie troche bal ze zasne za kierownica robiac tyle kilometrow jednego dnia.

    Mozesz Slawku napisac czy wspomagasz sie kawa albo energetykami i czy sluchasz czegos w czasie jazdy?

    Jak oceniasz jakosc drog w Rosji w porownaniu z polskimi? Jezdzisz tam autostradami czy… lesnymi drogami?

    1. Vivek, nie jestem fanem jazdy samochodem. Wolałbym pociągiem, ale tym razem nie było takiej możliwości. Gdy czuję się przymulony jazdą, to albo przyśpieszam, albo staję na poboczu na krótką drzemkę:-) Nie piję kawy (ani za kółkiem ani nigdy) i tak samo z energetykami. Słucham sporo rosyjskiego radia. Nie wiem jak to się porównuje do Polski, ale jest tu zadziwiająca mnogość rodzajów stacji. Muzyka rosyjska, muzyka romantyczna, stare hity, itp. oraz wiele stacji tematycznych. O sporcie, o historii, o zdrowiu, o polityce. Mi najbardziej się podoba stacja czytania książek w radio:-) Poznaję sporo nowych rosyjskich słówek:-)))

      Jakość dróg różna. Klasyczną autostradą jeszcze tu nie jechałem (na Białorusi – lepiej). Wiele dróg jest typu dawnej Gierkówki. Ale większość dróg to standard starych polskich dróg krajowych, czasami z dodatkowym pasem ruchu przy podjazdach. Jakość asfaltu bardzo różna. Sporo kolein i nierówności. Czasami łata na łacie. Ale widać wiele inwestycji w podnoszenie standardu dróg. Słabe są za to oznakowania, zarówno te pionowe (zjazd na Moskwę lub Kazań może sygnalizować mały znak, stojący z boku drogi w dość przypadkowym miejscu) jak i te poziome – brak białych linii pokazujących kres jezdni.

      Raz jechałem leśną, bardzo wąską i obrośniętą z obu stron drogą leśną. I to w środku nocy:-)

      Ludzie są tutaj o wiele bardziej pomocni niż w Polsce czy w Europie. Są naprawdę super. Miałem kilka kontaktów z policją – dwa razy po prostu sprawdzali dokumenty. Raz przed Moskwą nieprawidłowo jechałem poboczem by wyminąć straszny korek. Policjant, który mnie zatrzymał dał się przekonać, że śpieszę się na mecz i puścił mnie bez mandatu. Drugi raz, w Samarze zaparkowałem przed meczem, w centrum, w miejscu gdzie choć stało dużo aut, to była strefa zakazu parkowania. Gdy wrociłem po meczu, okazało się, że samochód mi odholowano na parking. Wyobraź sobie, że policjant dał się przekonać do tego by mnie podrzucić radiowozem na parking dla odholowanych aut. I pomógł mi jeszcze wynegocjować opłatę – zapłaciłem tylko za transport samochodu, bez mandatu, bez prowizji i innych opłat składowych. W sumie straciłem tylko PLN 80.

      No i benzyna. Litr benzyny 92-oktanowej (w PL takiej nie ma) kosztuje jedynie RUR 40, czyli nieco więcej niż PLN 2:-)

  3. niesamowitej wyprawy cd…Sławku, informacji o Twoich zmianach lokalizacji słucha się ciekawiej niż relacji z meczu. Zawsze jakaś ciekawostka. Skąd u Ciebie to ‘parcie’ na ruch, a raczej lokomocję – jakaś siła wyższa pcha w drogę czy chęć realizacji wycieczki? może poprzednia aktywność zawodowa tak po prostu nie dała się wygasić i została w ten sposób zagospodarowana?
    kawy nie pijesz? a nie masz pociągu do samego jej smaku i zapachu? picie kawy rzeczywiście kopa nie daje ale od smaku i zapachu można się łatwo uzależnić. Mam jednak nadzieję że dla czarnego czaju, do tego w Rosji robisz wyjątek :)?

    1. Monte, sam nie wiem skąd tyle determinacji by ciągle być w ruchu. Śmieję się, ze tak jak dla ryb naturalnym otoczeniem jest woda, a dla ptaków powietrze, tak dla mnie jest to … bycie w podróży:-) Teraz np. jestem w Kaliningradzie i choć byłem tu poprzednio już co najmniej 5 razy, to i tym razem coś nowego odkrywam. Inaczej widzę to miasto. O nowo spotkanych ludziach nie wspominając. Podróżowanie jest dla mnie nieustająco fascynujące:-)

      A zapachu kawy – wiem, że to dziwne – po prostu nie lubię. A ruski czaj pijam, choć dziś często serwowany jest nie z samowara, tylko z … saszetek:-(

  4. Wyprawa, to w moim pojęciu wypad na sawannę z namiotem, plecakiem i bronią – na kilka dni. Tak, do tego trzeba się solidnie przygotować.

    Wyprawą była również dla mnie podróż do dziadków na przełomie lat ’70 i ’80. To było raptem 140 km, ale pociągi osobowe jechały 5 godzin i jeszcze ze 2 przesiadki były, a ostatni autobus na wioskę, z miasta pośredniego, w lecie odchodził ok. godz. 17.45. Pociąg pospieszny istniał, ale nie zdążało się na ostatni autobus, albo trzeba było tkwić z bagażami w obcym mieście pół dnia. Jak wyjeżdżaliśmy z domu ok. 9.00 rano, to do dziadków docieraliśmy około 19.00, bo jeszcze 2 kilometry piechotką przez las trzeba było dojść. W zimie na przełomie lat ’84 i ’85, przed Bożym Narodzeniem były spore opady śniegu i autobus utknął w zaspie. Wtedy ten spacerek miał prawie 5 kilometrów z bagażami i zajął nam ponad 2 godziny… a telefonów komórkowych nie było. I to był środek Polski, a nie żadne Bieszczady :)

    Dziś tę trasę pokonuję w 2 godziny spod domu pod dom.

    Dla mojej prababci jakąś specjalną wyprawą nie było odwiedzenie swojej matki. To był całodzienny marsz po polnych drogach – blisko 30 km w jedną stronę i tyle sam z powrotem (razem prawie 60). Na piechotę i z tobołkiem na plecach. Autobusów w 20-to leciu międzywojennym nie było, a koń miał robotę w polu. A zresztą, drogę asfaltową zrobiono dopiero w latach 80-tych ub. wieku we wsi rodzinnej mojej matki.

    580 km dziś i to samochodem, to mały wyjazd – ok. 6 godzin jazdy z 1-2 przerwami. Trochę dłużej to trwa z przyczepą na haku, ale z Wrocka na Mazury, czy do Wiednia też miło było :)

    Właściwie, to ja nie lubię podróży, jako samych podróży, ale jak jest dobry cel, to podróż nie jest problemem. Jak się znajdzie dobry powód, to 10.000 km samochodem zrobię. Kiedyś miałam taką pracę, że 20.000 km zrobiłam w 3 miesiące. Obecnie nie robię nawet 10.000 rocznie.

    1. Małgosiu, dzięki za przypomnienie wpisu sprzed kilku miesięcy. W Rosji byłem w czerwcu, ale tyle się w tzw międzyczasie wydarzyło, że mam wrażenie jakby to było kilka lat temu:-)))

Pozostaw odpowiedź nibul Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Kup Pomarańczową wolność finansową

 

Najnowszą książkę autorów bloga Fridomia i dołóż swoją cegiełkę do kupna mieszkania dla młodzieży opuszczającej domy dziecka. I Ty możesz pomóc.

 

Książkę kupisz klikając tutaj.