Znikające kraje

Kilka dni temu prowadziłem Live’a na moim profilu na FB. Jeśli nie mogłaś w nim uczestniczyć, to gorąco zapraszam do odsłuchania:-) Choć trwał aż prawie 2 godziny (straszny ze mnie gaduła, niestety) nie zdążyłem opowiedzieć o jednej ważnej rzeczy dotyczącej regionu Oceanii. Z perspektywy jej mieszkańców, pewnie najważniejszej.

Chodzi o globalne ocieplenie klimatu oraz o bardzo realne zagrożenie jakim dla mieszkańców atoli jest podnoszenie się poziomu wody w oceanach. Wyspy Marshalla, Kiribati, Tuvalu oraz Tokelau składają się z atoli rozproszonych po Oceanie Spokojnym. Atol to zwykle kilka, kilkanaście wąskich, długich i bardzo wąskich wysepek tworzących coś w rodzaju koła, pierścienia, elipsy lub mniej regularnego kształtu. W środku atolu tworzy się laguna, a na zewnątrz piętrzą się wody otwartego oceanu.

Na Kiribati wysepki owe mają po kilkanaście do kilkudziesięciu metrów szerokości. Środkiem biegnie droga (ostatnio wyasfaltowana:-), a po obu stronach umieszczone są domki, sklepy, szkoły, budynki rządowe, itp. Najwyższy punkt wysepek to często tylko 2-3 metry ponad poziom morza. Najwyzszy budynek ma chyba tylko 3-4 piętra. Całe szczęście, że w tamtych okolicach nie dochodzi do tsunami.

Ale za to bardzo realnym zagrożeniem jest stopniowe, ale systematyczne podnoszenie się poziomu wód oceanu w wyniku globalnego ocieplania się klimatu. Dla mieszkańców Oceanii, dyskusja nt tego czy klimat się ociepla czy nie, to wcale nie dyskusja akademicka – niektóre wysepki już zostały zatopione przez ocean i ludzie, którzy tam mieszkali musieli się przenieść na inne wyspy.

Wyobrażacie to sobie?! Bo mi trudno jest sobie wyobrazić co czują mieszkańcy wyspy, na której się urodzili, wychowali, na której od pokoleń żyli ich przodkowie, z której są dumni, z którą związane jest całe ich życie (wielu mieszkańców danego kraju nigdy nie wyjeżdżała zagranicę), gdy nagle muszą się ewakuować. Ewakuować na zawsze. Nieodwracalnie. Choć nie należę do osób zbytnio przywiązanych do miejsca i choć nie czuję potrzeby posiadania swojego własnego “miejsca na ziemi”, to jednak trudno jest mi sobie wyobrazić dramat tych ludzi.

A wiecie co? Według danych US Geological Survey, większość atoli nie będzie się nadawała do zamieszkania do roku 2030. Czyli za niewiele ponad dekadę!!! 500 tysięcy ludzi straci swoje ojczyzny! W wyniku zatopienia ich wyspy, zasolenia źródeł wody pitnej, zalania słoną wodą terenów upraw, itp.

Mieszkańcy tych wysp są bezsilni. To nie ich fabryki przyczyniają się do ocieplania się klimatu (bo nie mają fabryk!) Zbudowanie wysokich murów przeciwpowodziowych wokół ich wysepek jest zadaniem ponad miarę ich budżetów, know-how, dostępności zasobów kamienia, cementu, itp.

Rządy Wysp Marshalla, Kiribati, Tuvalu zaczęły wykupywać duże połacie ziemi na innych wyspach (np. wysoko leżącym Fidżi) by móc przenieść tam swoich mieszkańców. Ale pytanie brzmi czy to one same powinny pokrywać koszty takiej operacji? Nie do końca są doprecyzowane międzynarodowe przepisy dotyczące migracji nie wynikającej z wojny lub nagłych kataklizmów typu trzęsienie ziemi. To w tamtejszej prasie przeczytałem o jakimś Warszawskim Międzynarodowym Mechanizmie kompensującym straty, o którym wcześniej nie słyszałem i o którym nie ma nawet wzmianki na polskiej Wikipedii.

Dla mieszkańców Oceanii, a w szczególności krajów będących nisko położonymi atolami, kwestie zmian klimatycznych mają ogromne, wręcz przetrwaniowe znaczenie. To dlatego gdy byłem tam kilkanaście lat temu, zaskakiwało mnie, że na moją odpowiedź na pytanie “skąd jesteś?” nie tylko wiedzieli gdzie leży Polska, ale nawet gdzie leży … Poznań. Tym razem, spotkałem tam wiele osób wybierających się do … Katowic, bo to tam za jakieś 2 tygodnie zacznie się duża konferencja poświęcona zmianie klimatu. Kilkanaście lat temu, podobna konferencja miała miejsce właśnie w Poznaniu.

Trzymam kciuki za powodzenie rokowań, a jeszcze bardziej za tym, by udało się spowolnić lub odwrócić ocieplenie klimatu, by te piękne wyspy nie zostały pochłonięte przez oceany. Byśmy mogli je odwiedzać i cieszyć się ich pięknem. By ich mieszkańcy nie stracili bezpowrotnie swoich ojczyzn!

Jeżeli chcesz podzielić się z innymi, udostępnij:

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Share on whatsapp
WhatsApp
Share on email
Email

7 Responses

  1. Oceania niestety jest już skazana na zniknięcie. Procesu podnoszenia się oceanów nie uda nam się zatrzymać. To przykry przypadek jeszcze ze względu na to,, że to nie polityka, a planeta niszczy cywilizacje.

    1. Citizen S, dzięki. Nie pamiętałem o tym. Ciekawe dlaczego? Może oprócz Polki mieszkają tam też jacyś Osetyńcy lub Abchazi i potrafili trafić do ucha jakiegoś decydenta z tamtejszego MSZ? Z tego co widziałem, to w tak małym kraju nietrudno jest dotrzeć do jakiegoś decydenta:-)

  2. Dobrze Sławku że się odezwałeś, bo po doniesieniach o trzęsieniu ziemi i tsunami w listopadzie(nowa kaledonia)
    zacząłem się zastanawiać skąd taka długa przerwa w kolejnych postach…a tak wiem że po prostu korzystasz z wakacji w cieplejszej części świata;) wszystkiego dobrego na święta/nowy rok!:)

    1. Grzesiek, dzięki za troskę oraz za miłe życzenia świąteczne, które pragnę z całą serdecznością odwzajemnić. Wszystkiego Naj!!! :-)

  3. Witam
    Mam parę pytań do forumowiczów i Sławka. Wybaczcie proszę, że piszę pod tematem nie związanym z tym co chcę poruszyć.
    Pytanie dotyczy płatności za ubezpieczenia, opłaty za użytkowanie wieczyste, abonament radiowo telewizyjny, podatki, telefony ze spółdzielni, wspólnoty, Mzuri itp. (Przeglądów gazowych, dzięki usunięciu gazu i stosowaniu kuchenek na prąd udaje mi się uniknąć.)
    Część mieszkań mam w kredycie i tutaj tej pracy jest jeszcze więcej (ubezpieczenia na życie, cesje, raty kredytu, korespondecja z banku itd). Ale to etap przejściowy i trzeba się po prostu pomęczyć jeszcze parę lat.
    Przy jednym mieszkaniu to pół biedy, ale przy kilku- kilkunastu zaczyna być to uciążlwe. Pamiętanie o datach i zmieniających się wysokościach przelewów odbiera radość z posiadania tych mieszkań.
    Dochody zamiast pasywnych zmieniają się w dochody z pracy administracyjno – księgowej. Dodam, że większość mieszkań mam powierzone Mzuri w zarządzanie. Dzięki czemu większość pracy odchodzi, ale mimo wszystko – ich też trzeba kontrolować, bo zdarzały się i zdarzają się przeoczenia i niedopatrzenia.
    Jak ogarniacie tego typu sprawy ? Może zatrudnić księgową lub asystentkę ? Jak Sławku to wygląda u Ciebie podczas wyjazdów ? Po powrocie sterta listów w skrzynce z zaległymi sprawami ? Czy macie jakieś narzędzia do pilnowania tego (aplikacje, arkusze ) ?
    Piszę to bo szykuję dłuższy wyjazd gdzieś w cieplejsze miejsce na Ziemi i chciałbym do tego się dobrze przygotować. A może za bardzo się tym przejmuję i jak pewne sprawy poleżą pare tygodni to nic wielkiego się nie stanie ?

    1. Alek, jeśli o mnie chodzi, to wszędzie gdzie się da robię zlecenia stałe, swój adres podaję taki jak do biura Mzuri, itp. Najgorsze są listy polecone przychodzące do mnie pod wiele różnych adresów. Przekierowania niestety nie działają w 100%-ach.

      Ale co najważniejsze, to nauczyłem nie przejmować się pierdołami – najwyżej zapłacę jakieś karne odsetki lub stracę nieco przychodów lub nie odliczę sobie wszystkich uzasadnionych kosztów uzyskania przychodu. Gotów jestem zapłacić taką (niewielką) cenę, bo nie chcę utracić ani cm kwadratowego swojego poczucia wolności.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Kup Pomarańczową wolność finansową

 

Najnowszą książkę autorów bloga Fridomia i dołóż swoją cegiełkę do kupna mieszkania dla młodzieży opuszczającej domy dziecka. I Ty możesz pomóc.

 

Książkę kupisz klikając tutaj.