Krótka historia bloga fridomia – retrospektywa

Dla niewtajemniczonych, krótka historia bloga fridomia.pl

październik 1998 – kupiłem swoje pierwsze M na wynajem

29 maja 2009 – przeszedłem na wcześniejszą emeryturę w wieku 43,5 lat

czerwiec 2009 – pierwszy raz wyczytałem w książce Roberta Kiyosaki, że to co osiągnąłem można nazwać “wolnością finansową”

lipiec 2009 – napisaliśmy z Robertem Zduńczykiem książkę “Wolność finansowa dzięki inwestowaniu w nieruchomości”.

sierpień 2009 – pojechaliśmy we dwóch na konferencję nieruchomościową do San Francisco i tam pierwszy raz usłyszałem słowo “blog”. Ponieważ blogowaniu poświęcone było aż kilka sesji warsztatowych, to wybrałem się na kilka z nich. Nie wszystko zrozumiałem, ale wiedziałem jedno: musimy zacząć pisać bloga, by odpowiadać na pytania oraz wątpliwości czytelników ksiązki

wrzesień 2009 – Robert początkowo miał opory czy ktokolwiek będzie naszego bloga czytał i czy nie wyczerpiemy pomysłów na tematy kolejnych postów zbyt szybko, ale przekonałem go, że nie ma takiego zagrożenia. Obawialiśmy się za to hejtu, bo mniej więcej w tym czasie samobójstwo z powodu internetowego hejtu popełniła jedna ze złotych mistrzyń siatkówki. Pomimo obaw ruszyliśmy

jesień 2009 – nie pamiętam dokładnej daty pierwszego posta na blogu fridomia, ale pamiętam, że pierwszych kilka postów – przed publikacją – przesyłaliśmy Ani, mojej pierwszej byłej żonie, polonistki z wykształcenia, do korekty. Ku naszemu zdziwieniu już po pierwszej publikacji pojawili się pierwsi Czytelnicy

2009-2014 – pomimo rozstania dróg najpierw z Robertem (postanowił skupić się na projektach rozwojowych we wschodniej Afryce), a potem z Anią (rozwód bez niepotrzebnych dramatów czy konfliktów), kontynuowałem pisanie bloga.

2010-2014 – na blogu zaczęło się pojawiać coraz więcej komentarzy. Ku mojemu pozytywnemu zdziwieniu, fridomia była prawie całkowicie pozbawiona hejtu. Dzięki Wam, zachowana była pełna kultury dyskusja, nawet tam gdzie się różniliśmy

2010-2014 – obszarami częstych różnic były takie tematy jak: 2-pokojowe lepsze niż kawalerki, demografia, fatalne ponoć perspektywy Łodzi jako miasta, konieczność dywersyfikacji inwestycji, ryzyko rozpadnięcia się bloków z wielkiej płyty, ryzyko wojny, niepłacący najemcy i pewnie jeszcze kilka innych.  Za każdym razem gdy powracała dyskusja na te tematy, wiedziałem, że do grona Czytelników dołączyła nowa osoba. Po jakimś czasie trochę nużyły mnie nawracające dyskusje, ale z drugiej strony, często na pytania wątpiących odpowiadali już sami Fridomiacy

2010 – 2014 –  bardzo cieszyły mnie regularne “kolumny” prowadzone przez Fridomiaków. Robert pisał o kwestiach prawnych. (śp) Kamil stworzył kącik “Inspiracji architektonicznych”. Był też kącik porad kredytowych, podatkowych i innych. Na wiedzę Roberta można było liczyć za każdym razem, gdy powracał temat opłacalności inwestowania w garaże lub miejsca postojowe. Fridomiaczki i Fridomiacy dzielili się swoimi osobistymi doświadczeniami – ich historie zawsze wywoływały wiele komentarzy, pytań, słów wsparcia

2013-2014 – pamiętam, że 1000-ny post opublikowałem po zaledwie 4-5 latach od inauguracji bloga.  Nie zwracałem specjalnie uwagi na liczbę odsłon, wejść, itp statystyk. Grzecznie odmawiałem każdej z pojawiających się propozycji reklamy, postów sponsorowanych itp również ze strony dużych, znanych marek biznesowych. Nie chciałem brać sobie na głowę jakichkolwiek zobowiązań innych niż poczucie obowiązku, obiektywności i rzetelności wobec Fridomiaczek i Fridomiaków.

2014 – do zarządu (oraz kapitałowo do spółki) Mzuri weszli moi koledzy z byłej firmy (Andersen). Rozwój Mzuri przyśpieszył. Zaczęliśmy realizować projekty grupowego inwestowania w najem w formule crowd fund investing (czyli Mzuri CFI). Nim uruchomiliśmy pierwsze spółki, kupiliśmy kamienicę przy ul Pabianickiej w Łodzi za własne pieniądze, przeprowadziliśmy remont i sprzedaliśmy 35 kawalerek z zyskiem (sprzedaż pierwszej partii około 20 mieszkań trwała zaledwie … 2 minuty). Z sukcesem zweryfikowaliśmy założenia excelowe pod tego typu projekty.

2014/15 – uruchomiliśmy Mzuri CFI 1 i kupiliśmy kamienicę przy ul Targowej w Łodzi. Projekt poszedł tak samo dobrze, jak projekt przy ul Pabianickiej – trwał kilkanaście miesięcy i przyniósł więcej niż zakładane 10% zwrotu w sakli roku (13,6%), a druga jego część (zabudowanie działki zupełnie nowym budynkiem) nawet 20% zwrotu w skali roku

2015/16 – zostałem “wyrzucony” z własnej spółki. Chodziło o to, że zostałem poproszony, by nie przychodzić do biura, bo ponoć moja obecność denerwowała współpracowników. Nieco mnie to zabolało, bo czułem, że wnoszę do spółki większą wartość niż młoda osoba, bez doświadczenia zawodowego, która dołączyła kilka miesięcy wcześniej i którą ponoć stresowała moja obecność. Ale pogodziłem się z takim rozwojem wypadków i zacząłem spędzać po 10, a nawet 11 miesięcy w roku w podróżach. W Mzuri praktycznie nie pojawiałem się przez kilka lat wcale

2015/16-2020 – podróże sprawiły, że oddaliłem się od rynku nieruchomości i nawet nie miałem za bardzo o czym pisać na blogu (o podróżowaniu nie chciałem pisać, bo nie chciałem by fridomia przerodziła się w bloga turystycznego; takich było i jest wiele!). Zachęcałem moich kolegów z zarządu Mzuri, by tu pisali, by udzielali się w mediach (czasami pisałem nawet artykuły, które podpisywałem ich nazwiskami), by zastępowali mnie na konferencjach, by byli nowymi twarzami Fridomii oraz Mzuri. I to się w dużej mierze udało

wrzesień 2019 – odkryłem, że moja pasja podróży zaczęła kolidować z moją misją wspierania wolności finansowej Polek i Polaków. Bezpośrednią przyczyną mojego “odkrycia” była kolizja czasowa pewnej  konferencji w Kanadzie, na której miałem opowiedzieć o wolności finansowej z mistrzostwami świata w rugby w Japonii, na które bardzo chciałem pojechać (i na które bardzo trudno było zdobyć bilety). Postanowiłem połączyć moją pasję z moją misją

wrzesień 2019 – pojawił się w mojej głowie pomysł odwiedzenia wszystkich 195 krajów świata w 365 dni (Projekt 195/365) i przy okazji tej podróży zebrania środków dla Fundacji Fridomia na zakup mieszkań dla młodych dorosłych opuszczających domy dziecka. Pomysłem na zbieranie funduszy miały być zrzutki drobnych kwot przez osoby obserwujące postępy mojej podróży (która miała zostać zgłoszona do Księgi Rekordów Guinessa) na social mediach. To wtedy – po raz pierwszy – założyłem profile na FB, Insta, na LinkedIn

październik 2019 – niestety dałem się namówić – w przygotowaniu do Projektu 195/365 – na zmianę szaty graficznej, a także treści i struktury bloga fridomia na “bardziej nowoczesną”. Piszę “niestety”, bo efekt nie był dla mnie imponujący, a skutkiem ubocznym było to, że obco się poczułem na własnym blogu. Będąc technologicznym dinozaurem, nie umiałem załączać zdjęć (do tej pory tego nie rozkminiłem:-), zginęły moje ulubione zakładki oraz kategorie, nie potrafiłem odnaleźć starych wpisów.

październik 2019 – marzec 2020 – żeby przetestować projekt 195/365, wybrałem się w podróż drogą lądową z CapeTown (w RPA) do Sydney, podróżując w tempie 17 krajów/miesięcznie. Taka swoista próba generalna przed podróżą 195/365. Od strony logistycznej – próba powiodła się w 100%-ach. Tempo, choć wysokie, okazało się wykonalne i całkiem przyjemne. Od strony social mediowej – nastąpiła pełna klapa. Wprawdzie udało mi się – z pomocą trzech osób w Polsce – zamieścić sporo filmików oraz zdjęć z podróży, a statystyki liczby obserwujących systematycznie i zadowalająco rosły, to jednak przekonałem się, że robienie relacji, a w szczególności oczekiwanie na załadowanie “materiałów” do chmury (skąd pobierali je Julia, Jakub i Kasia) zupełnie mnie nie kręci. Odbiera dużą część radości z podróżowania i mentalnie zrezygnowałem z tej formy fund-raisingu zanim skończyła się moja próba generalna

15 marca 2020 roku – wracam z Fidżi, przez Singapur i Dubaj do Warszawy ostatnim lotem Emirates przed zamknięciem granic Polski. Wylatując z Singapuru nie wiedziałem jeszcze o planowanym zamknięciu i dowiedziałem się dopiero na lotnisku w Dubaju – wiele polskich stewardes i pilotów zjeżdżało do Polski tym ostatnim lotem.

15 marca – kilka miesięcy – po raz pierwszy poczułem się obco na blogu fridomia. Widząc w jak zupełnie inny sposób do pandemii Covid-19 podchodzili Australijczycy, Singapurczycy czy nawet władze Papua Nowej Gwinei (wszyscy wyciągnęli właściwe wnioski z ptasiej grypy, która ich dotknęła 3-4 lata wcześniej), krytykowałem podejście polskich władz. Za tę krytykę spadło na mnie – po raz pierwszy – bardzo wiele cierpkich słów ze strony Fridomiaków. Przez kilka miesięcy próbowałem przedstawiać racjonalne argumenty za podejściem Singapuru, przedstawiałem dane WHO i innych “trackerów Covid”, ale dopiero po kilku miesiącach zaczęto nieśmiało przyznawać mi rację. Opadły emocje i zaczął dochodzić do głowy rozum

15 marca – jesień 2020 – Covid-19 wywołał wiele popłochu także na rynku najmu mieszkań – zamknięto miejsca pracy najemców; Ukraińcy wrócili do swoich rodzin; premier na konferencjach prasowych mówił o obniżkach czynszów najmu; właściciele mieszkań na wynajem panikowali. Aby zabezpieczyć Klientów Mzuri przed efektami pandemii, wpadłem na pomysł Rent Poolingu, a ponieważ ówczesny zarząd Mzuri był zbyt zajęty, by wdrożyć jakikolwiek pomysł rozwojowy, to postanowiłem sam ten projekt w firmie wdrożyć. Nagle, po latach, znów miałem kontakt z pracownikami Mzuri. W rozmowach z nimi dowiadywałem się, że pewne rozwiązania (które dobrze firmie służyły przez wiele lat) zostały porzucone – nie wiadomo kiedy, nie wiadomo czyją decyzją, nie wiadomo z jakich względów

jesień 2020 – wróciłem do zarządu Mzuri. Wraz z moją córką, Natalią, oraz zespołem dyrektorów i kierowników zaczęliśmy wdrażać zmiany, których celem był “powrót do przeszłości” i do dobrych praktyk. Może nieco zbyt ambitnie uruchomiliśmy ponad 145 projektów (zamknięcie kilkunastu spółek Mzuri CFI, których projekty się mocno przedłużyły w czasie, było tylko jednym z owych 145 projektów), bo w efekcie zmian – jak to niemal zawsze bywa w czasie remontów – powstaje dużo zamieszania, kurzu, bałaganu. Zanim się poprawi, musi się trochę pogorszyć.

2020-2022 – to były zdecydowanie najtrudniejsze lata mojego życia. Nigdy nie musiałem gasić tylu pożarów. Nigdy się tyle nie naprzepraszałem za niedociągnięcia moich zespołów. Nigdy się nie nasłuchałem tylu wyzwisk – zarzucano Mzuri (czyli mi), że jesteśmy oszustami. Najemcy pisali, że Mzuri powstało tylko po to, by im ukraść kaucję. Wiele osób nie mających pojęcia o tym co się dzieje w firmie, instruowało mnie co mam robić. Wszyscy lepiej ode mnie (i od Natalii) wiedzieli jakie powinny być nasze priorytety. To były 2-3 lata wylewania na nas pomyj i duża lekcja pokory. Czułem się bardzo przeczołgany. To, że nadal mam dopiero kilka siwych włosów na głowie, postrzegam w kategoriach cudu.

Jednocześnie, bardzo się z tego … cieszyłem i żałowałem, że Covid (choć nie śmiem drwić z wielu ludzkich tragedii, których przysporzył) nie wydarzył się wcześniej. Jeśli bym wcześniej wszedł do zarządu Mzuri, to może łatwiej byłoby dokonać tych wszystkich korekt. Wyprzedzając ewentualne domysły: nie mam o nic żalu do poprzedniego zarządu. Pomógł w rozwinięciu firmy, nic się złego nie wydarzyło, nasze rozstania były w miarę bezproblemowe.

2022/23 – zakończyliśmy “remont Mzuri”

grudzień 2022 – zacząłem znów podróżować. Nie to, że przez kilka lat w ogóle nie wyjeżdżałem, ale moje wyjazdy były … przypadkowe. Okazało się, że istnieje kilka bardzo dobrze zorganizowanych grup “ekstremalnych podróżników”, dla których byłem … inspiracją. Jak się dowiedziałem, na całym świecie jest tylko 250-300 osób, które odwiedziły każdy ze 193 krajów członkowskich ONZ (dla porównania himalaistów, którzy zdobyli szczyt K2 jest ok 550, a tych, którzy co roku wchodzą na szczyt Mt Everest aż ponad 800!!). Z kolei osób, które odwiedziły 193 krajów po co najmniej dwa razy każdy są tylko 3 na świecie – Gunar z Norwegii, Harry z Anglii/Grecji i … ja:-) I z tymi grupami byłem m.in w Armenii, w Gwinei Równikowej, w Azerbejdżanie, na Słowacji. Inne wyjazdy opuściłem z powodu pożarów w Mzuri lub choroby

styczeń 2023 – z Afryki Zachodniej przywiozłem bardzo poważny przypadek malarii mózgowej. Lekarze dawali rodzinie 5% szans na to, że przeżyję. Udało się:-) W drugim tygodniu pobytu w szpitalu, tak szybko odzyskiwałem zdrowie, że lekarze nie mogli wprost uwierzyć

kwiecień 2023 – zostaję Dziadkiem:-)

grudzień 2023 – znów lecę do Afryki, tym razem na mistrzostwa kontynentu w piłce nożnej. Zamiast lecieć bezpośrednio do Cote d’Ivoire, lecę do Mauretanii (tam witam nowy rok wraz z moim kuzynem) i potem drogą lądową przez Senegal, Mali i Burkinę Faso. Jakieś 8 km od granicy z Cote d’Ivoire zatrzymuje mnie grupka 6 facetów w cywilu, ale z długimi karabinami. Pytają mnie skąd jestem i co tu robię? Choć nie odpowiedzieli mi na pytanie kim są (armia, policja, żandarmeria czy inna służba), to jednak się legitymuje i dość spokojnie czekam na rozwój sytuacji. Sytuacja rozwija się niekorzystnie. Zostaję zawieziony w głąb kraju, najpierw na motocyklu, a potem kilkoma samochodami, czasami w kajdankach i z narzutą na głowę.

Najgorsze, że zabrali mi telefon i nie mogę powiedzieć rodzinie, że żyję.

Dopiero po 3 nocach pozwalają mi zadzwonić do rodziny, a po czwartej – wylecieć z Ouagadougou. W ciągu 12 miesięcy, przysporzyłem rodzinie dużo stresu swoim podróżowaniem. MSZ, powiadomione przez moją rodzinę, poruszyło wiele nitek w Warszawie, w Dakarze oraz w samej Burkina Faso, by mnie zlokalizować, a następnie uwolnić. Okazało się, że ludzie w służbie konsularnej MSZ (w tej instytucji, która nie schodziła z czołówek mediów z powodu afery wizowej), pracują w trybie 24/7, z ogromnym zaangażowaniem. Mam wiele dowodów na to, że odpisują na maile nawet w środku nocy.

Wyjeżdżając gdzieś dalej, koniecznie zaloguj się w systemie ODYSEUSZ. Dzięki temu MSZ powiadomi Cię o nagłych zdarzeniach typu zamieszki polityczne czy kataklizmy żywiołowe i pomoże w Twojej ewakuacji. Im naprawdę można zaufać. Po moim powrocie do Polski zaprosili mnie do MSZ, by usłyszeć perspektywę “strony potrzebującej pomocy”, bo chcą pomagać jeszcze skuteczniej.

luty 2024 – po kilku dniach w Warszawie, poleciałem – tym razem już bezpośrednio samolotem – do Abidżanu na Puchar Narodów Afryki

dziś – podróżuję. Wczoraj wróciłem z EURO 2024 gdzie kibicowałem w Berlinie (mecz Hiszpania-Chorwacja) oraz w Hamburgu (Polska – Niderlandy). W czwartek lecę do Teksasu na 4 mecze Copa America. Re-aktywuję też fridomię:-)

plany na przyszłość – o tym w innym wpisie. Ten i tak już jest zbyt długi – 15 lat fridomii to szmat czasu:-))) Przede mną, zobaczymy ile lat życia. Oby w zdrowiu, czego i Wam wszystkim bardzo serdecznie życzę. A jeśli zdrowie pozwoli, to fridomii już nie odpuszczę. Obiecuję:-)

Jeżeli chcesz podzielić się z innymi, udostępnij:

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Share on whatsapp
WhatsApp
Share on email
Email

8 Responses

  1. Wow, Sławku, końcówka wpisu spektakularna. Cieszę się, że wszystko zakończyło się szczęśliwie i czekam niecierpliwie na kolejne wpisy!

    1. Michal, cieszę się, że wróciłeś. I dziękuję za doczytanie do samego końca. Trochę przydługo mi się zrobiło… Postaram się o większą zwięzłość w przyszłości:-)

      1. Zwięzłości mamy aż nadto w SMSach, Twittach i pobieżnych rozmowach na co dzień… Tutaj doceniamy długie i ciekawe treści… :)

        1. Tomasz, nie bierz mnie proszę pod włos. Zwięzłość jest w moim przypadku jak najbardziej pożądaną cechą:-)

  2. Ale się cieszę, że Fridomia powróciła i ponownie Sławku piszesz. Przeczytałem wszystkie Twoje książki, wiele z nich pożyczam też swoim znajomym. A nuż któryś złapię bakcyla wolności finansowej tak jak to było moim udziałem.

    A ja tęskniłem za kolejnymi tekstami, ale też, jako klient Mzuri cierpliwie czekałem, bo porządki w firmie były ważniejsze. I rzeczywiście z mojej perspektywy Mzuri działa lepiej, jest lepszy kontakt, lepszy przepływ informacji, w tym tych złych, co bardzo doceniam.

    Zgadzam się, że ta nowa szata graficzna jest jakaś dziwna i sam, mimo że czuję się bardzo biegły w technologiach internetowych, to mam problemy w poruszaniu się po niej. A starą bardzo lubiłem. Ale cóż… ;)

    1. Przemku, dzięki za pozytywną ocenę zmian w Mzuri. To bardzo cenne, zwłaszcza po tym gdy się przekonałem jak szybcy bywamy w krytyce, w przesadzie, a jak rzadko zdobywamy się na pozytywną ocenę, na empatię i równowagę. No cóż – taki mamy klimat:-) Tym bardziej doceniam promyki słońca i ciepła:-))) Dzięki.

  3. Jak dla mnie wolność. To wolność! Ograniczanie słowa wolność do tylko wolności finansowej, to mocny dysonans językowy, ale również ograniczenie w rozumieniu dowolnej platformy poznawczej. Ale co ja się czepiam? Niech każdy żyje tak jak chce :) Z pozdrowieniami dla dawnego kolegi ze studiów na SGH :)

    1. Danuta, dzięki za odwiedzenie fridomii “po latach”. Tak, masz rację. Wolność jest pojęciem o wiele szerszym niż wolność finansowa. Możemy mówić też o wolności politycznej (suwerenność, niepodległość, prawo do głosowania czy nawet do zakładania partii politycznych, do wolnych mediów i do własnej opinii). Albo wolności światopoglądowej. Albo wolności obyczajowej. Albo o wolności od prześladowań, od dyskryminacji, od ubóstwa. O wyjściu na wolność marzą więźniowie. Wolność podatkową osiągamy zwykle w okolicach końcówki czerwca. Symbolem wolności, będącej brakiem ograniczeń przestrzennych, są ptaki. Dla uczniów symbolem wolności (od obowiązków) są wakacje i ferie.

      Co więcej, na łamach fridomii wielokrotnie zapewniałem, że nie uważam, by wolność finansowa była najważniejszą rzeczą w życiu. Tak samo ważne jest zdrowie, rodzinna, uczciwość i wiele innych wartości. Wolność finansowa daje wolność wyboru tego na co chce się poświęcać swój czas, swoje życie.

      Z pozdrowieniami dla dawnej Koleżanki z SGH :-)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kup Pomarańczową wolność finansową

 

Najnowszą książkę autorów bloga Fridomia i dołóż swoją cegiełkę do kupna mieszkania dla młodzieży opuszczającej domy dziecka. I Ty możesz pomóc.

 

Książkę kupisz klikając tutaj.