11

10.2011

Jak być wolnym ?

autor: Sławek Muturi|kategoria: Blog autorów, Co czytaliśmy, Najwyżej cenione

ilość komentarzy: 6

„Jak być wolnym?” autorstwa Toma Hodgkinsona to jedna z najlepszych książek jakie ostatnio czytałem. Jest w niej tyle mądrych porad, że z rozpędu przeczytałem ją dwa razy. Streszczenie jej będzie dla mnie dużym wyzwaniem. Oto (mało streszczona niestety) próba:

Główną tezą książki jest to, że świat Zachodu pozwolił sobie – i nam – odebrać wolność, wesołość i odpowiedzialność, które zastąpiły zachłanność, rywalizacja, samotna walka, szarość, długi, McDonald’s, Tesco i GlaxoSmithKline. Wiek konsumpcjonizmu oferuje duży komfort, lecz niewiele swobody. Rządy – co wynika z ich natury – przypuszczają bezustanny atak na nasze swobody obywatelskie. Działania w imię zdrowia i bezpieczeństwa stają się kolejnym pretekstem do poszerzenia władzy rządu. Przestępczość uzasadnia przyczynę istnienia rządów. Autor przytacza też ciekawą definicję: Polityka nie jest sztuką rządzenia krajem, lecz sztuką wmawiania ludziom, że do zarządzania krajem potrzebni są płatni politycy.

Lęk świetnie służy zachowaniu status quo. Ludzie zżerani przez niepokój to doskonali wyborcy, pracownicy i konsumenci. Rządy oraz wielki biznes wręcz kochają terroryzm, bo przynosi im korzyści – rządowi rozszerzanie władzy, a biznesowi lojalnych pracowników oraz konsumentów (którzy dla polepszenia sobie nastroju coś sobie kupują). W szkole i w pracy stwarzamy świat obowiązków, powinności, ale gdy tylko wychodzimy z fabryk, kierując się do domów, natychmiast zaczyna do nas dobiegać ze wszystkich stron słodka serenada reklam. Sprzedawcy czynią z nas małych książąt i małe księżniczki, sprawiają że czujemy się ważni. Płaszczą się przed nami i przypochlebiają dopóki nie podamy im swojej karty kredytowej. Od tego momentu czeka już nas tylko gigantyczna kolejka do punktu obsługi klienta. A pieniądze tak ciężko zapracowane w fabryce znów trafiają … do właścicieli fabryki.

Na bardzo ciekawy fragment książki natknąłem się siedząc akurat na poczcie i czekając na odbiór jakiejś awizowanej (zupełnie nie wiedzieć czemu!) przesyłki. Autor pisał o tym, że całe nasze życie sprowadza się do gapienia się w ekran. Patrzymy na niego przez cały czas w pracy. Gapimy się w ekran na siłowni. Są one także w autobusach, w pociągach. Docieramy do domu i patrzymy w monitor komputera, a potem ekran telewizora. Dla rozrywki gapimy się w ekran kinowy. Czynią z nas biernych odbiorców. Na poczcie też był ekran z jakimiś reklamami. Na ekranie oglądamy jak inni robią różne rzeczy, zamiast robić je sami. Zamiast nawiązywać relacje z sąsiadami, zaprzyjaźniamy się z bohaterami seriali. Zamiast samemu się czymś zabawić, czekamy aż inni nas zabawią i pozbawią uczucia nudy. Stajemy się bezsilni, a bezsilność wiedzie do niepokoju. Niepokój zaś skłania nas do pójścia na zakupy, a zakupy prowadzą do długów. Długi zaś wywołują w nas ponownie niepokój.

Autor namawia do rezygnacji z kariery. Wiarę w abstrakcyjny wynalazek kariery nazywa przypadłością klasy średniej. Niższe klasy nie wierzą w postęp i samodoskonalenie, a arystokraci już są na szczycie, więc niespecjalnie mają gdzie awansować. Z kolei klasy średnie umieściły karierę w samym centrum swych codziennych zmagań. Kariera ma być czymś więcej niż pracą – ona cię określa i ogranicza. Często jej rozwój opiera się na na modelu przetrwania najsilniejszych jednostek, ostrej rywalizacji. Kończysz studia, zaczynasz pracę i często kieruje tobą jakiś idiota. Przełykasz upokorzenia, awansujesz i potem sam dyrygujesz innymi, często sam stając się idiotą, bojącym się swoich zwierzchników. W międzyczasie twoje zarobki rosną, kupujesz coraz większa samochody i większe domy, nakręcając kariery innych.

Autor robi się jeszcze bardziej radykalny, nazywając karierę „elegancką formą niewolnictwa”. To zinstytucjonalizowana forma odkładania na później, odroczony raj. Mamy w głowach abstrakcyjne pojęcie ścieżki kariery i stresujemy się gdy inni wydają nam się lepiej sobie radzić. Kariera to rózga, którą sami sobie wymierzamy razy. I zawsze oczy mamy wbite w kolejny szczebel drabiny.

Gdy ostro rywalizujemy ze sobą, to nie ma potrzeby by nasi szefowie musieli stosować fizyczny nadzór. To o wiele łatwiejsze. Sądzimy, że pokonując rywala, awansujemy na wyższą pozycję, podczas gdy w rzeczywistości degradujemy się do pozycji niewolnika. Uczestniczenie w konkurencji to znak podporządkowania się, ponieważ w istocie oznacza to, że realizujemy życzenia naszego pana.

Bardzo ciekawie autor przedstawia genezę tego w jaki sposób staliśmy się niewolnikami czasu. Czas  w którymś momencie przestał być darem bożym, a stał się pieniądzem. Zawsze nas ciśnie, zmusza do pośpiechu, do robienia jeszcze więcej. Poczucie że nie ma się wystarczająco czasu, działa jak nadzorca niewolników. To jeden z sukcesów kapitalizmu: zegarek to nasz wewnętrzny nadzorca, który pozwala na ogromne oszczędności w funduszu płac. Co gorsza, udało się nas do tego stopnia nabić w butelkę, że wydajemy własne pieniądze na zakup małego nadzorcy (im droższy tym lepszy !), którego nosimy na przegubie ręki. Życie w rytm zegarka uniemożliwia życie chwilą, bo człowiek się bez przerwy martwi tym, co trzeba zrobić w przyszłośći, zamiast być w tej właśnie, konkretnej chwili obecny. Autor radzi, abyśmy pozwalali sobie na robienie przerw, bo to właśnie w tych przerwach mieści się życie.

Nabija się też z tego, że kupujemy elektroniczne lokalizatory – blackberry i inne cyfrowe kajdany – za własne pieniądze. Pomnażamy czyjeś zyski po to, by móc pracować nie tylko w biurze, ale też w domu lub na plaży, by te nieliczne chwile odpoczynku od pracy, które nam zostały, mógł przerwać jakiś zadufany osioł z drugiego końca miasta czy świata. Często tak właśnie jest z nowymi wynalazkami – przychodzą pod płaszczykiem zwiększania naszej swobody, a potem przeradzają się w narzędzia niewoli.

Tom Hodgkinson nie ukrywa swojej niechęci do banków. Bankom zależy na naszym zadłużeniu. Uwielbiają to – tyle przecież na tym zarabiają! Każda reklama zachęcająca do wydawania pieniędzy (czyli praktycznie każda) to darmowa reklama banku, bo im więcej wydajesz, tym więcej bank zarabia. Z kolei pogrążenie w długach sprawia, że człowiek czuje się, jakby miał na nogach buty z ołowiu. Często się słyszy: „nienawidzę tej roboty i najchętniej bym to rzucił, ale spłacam pięćdziesiąt patyków kredytu i nie mogę”. Zadłużenie w banku bywa z tego powodu porównywane do pańszczyzny i określane jest jako nowoczesne przywiązanie do ziemi. Często im wyższe zarobki, tym większe kredyty. Sami bierzemy udział w tworzeniu mitu zadłużenia i pieniędzy. Przestańmy w niego wierzyć, a nie będzie miał nad nami władzy.

Dziś jesteśmy spętani manią zakupów. Nasze naturalne pragnienie dobrego życia, którym można się cieszyć, zostaje przejęte przez system konsumpcji i przekształcone w coś, czego podstawą są rzeczy materialne i co czyni z nas niewolników. Jeżeli udałoby się nam po prostu stłumić konsumpcyjne pragnienia, zbliżylibyśmy się bardziej do wolności w życiu codziennym, dlatego, że nie musielibyśmy tyle pracować. Nie chodzi o to,  żeby nie korzystać z luksusów, lecz aby nie nadawać im znaczenia jakiego nie mają. Ciężko pracować, żeby wyprodukować z niczego rzeczy bezużyteczne, a potem uczynić z nich jedyny cel życia – oto obłęd pożądania.

TH radzi abyśmy uwolnili się od supermarketów. Brytyczyjcycy zostawiają co trzeciego funta wydawanego na jedzenie w kasach Tesco, kupując jedzenie słabej, przemysłowej jakości. Tesco, które zatrudnia ponad ćwierć miliona ludzi wie wszystko: co jemy, gdzie kupujemy, a ostatnio zapragnęło wejść również w biznes wycieczkowy, dzięki czemu będzie mogło wykorzystywać również nasz czas wolny. Supermarkety sprzedały nam mit taniości, wygody i różnorodności. Ale w rzeczywistości nie oferują żadnej z tych rzeczy: są drogie, uciążliwe i zmuszają nas do kupowania produktów wybranych przez kogoś innego. A najgorsze jest to,  że zmuszają tysiące ludzi do wykonywania nudnej pracy. TH radzi bojkot supermarketów na rzecz zakupów w prawdziwych sklepach, gdzie właściciel i obsługa są dumni z tego, co wytwarzają oraz sprzedają. Dodatkową zaletą będzie wspieranie lokalnej ekonomii, a nie ogromnych premii dla prezesów zarządów. Ponadto zastopuje to ekspansję sieci hipermarketów, które powodują, że wszystkie miasteczka Wlk Brytanii zaczynają wyglądać jak klony.

Kiedyś rzeczy były piękniejsze. Na proces industrializacji można patrzeć jak na proces oszpecania, gdyż wszystko staje się brzydsze, poddane regułom masowej produkcji, taniej siły roboczej i zysku. Wybierajmy rzemiosło, które opiera się na ludziach, które oznacza triumf jakości nad ilością, autonomii nad wyzyskiem. Bądźmy świadomi tego, że uprzemysłowienie to również proces, w trakcie którego życie dzielone jest na małe kawałki, a potem zamieniane w przynoszące zysk przedsięwzięcia. Ludzie zawsze potrzebowali rozrywki, ale o ile kiedyś potrafili grać na instrumentach muzycznych, dziś kupują nagrania innych osób, wypromowane przez media.  To samo dotyczy przemysłu telekomunikacyjnego (płacisz za rozmowę z innym człowiekiem, rozmowę, która kiedyś była darmowa), przemysłu energetycznego (płacisz za wiatr); przemysłu spożywczego (płacisz za to, czego natura dostarcza ci za darmo); przemysł rekreacyjny (płacisz aby zagrać), itp.

Wydaje się, że pieniądze obiecują wygodę, spokój, obfitość, zabawę, szczęście, ale ponad wszystko – wolność. Wolność poruszania się, wolność od ingerencji innych, wolność od pracy, itp. Inaczej mówiąc ogromna ilość pieniędzy wydaje się oferować wolność. Więc prawie wszyscy ludzie dążą do bogactwa. Ale niestety, bogactwo – podobnie jak elektryczność – działa tylko poprzez różnicę. Moc gwinei, którą masz w kieszeni, zależy całkowicie od braku gwinei w kieszeni twojego sąsiada. Bogaczy – z definicji – może być niewielu. Pożądanie coraz to większego majątku nie pozwala nam się cieszyć teraźniejszością. Żądza bogactwa jest – wg autora – pierwszym pragnieniem, którego należy się pozbyć w pogoni za wolnością. Umiejętność życia w ramach ograniczonych środków finansowych daje poczucie bezpieczeństwa, ponieważ uwalnia od chęci posiadania, a w związku z tym, od trudu jej zaspokajania.  Wprawdzie Tom nie używa terminu „wolność finansowa”, ale opisywane w tym rozdziale idee są bardzo bliskie myśleniu Fridomiaków.

Wolność to stan umysłu, a droga do wolności prowadzi poprzez odrzucenie narzuconych nam utartych schematów myślenia.

Życzę niezależności i wolności ! A książkę gorąco polecam.

„Jak być wolnym?”, Tom Hodgkinson, Wydawnictwo W.A.B, 2010               (uwaga: książka ma twardą oprawę w intensywnym pomarańczowym kolorze !)

Tagi: , , , , , ,

Komentarze:

  1. Marcin napisał(a):

    Dziękuję Sławku za ten wpis. Tom pisze o rzeczach oczywistych, jednakże zapominanych w dzisiejszych szybkich czasach. Rzeczywiście żyjemy w takim kontekście – systemie. Osobiście już dawno to zauważyłem – tym samym odpowiednio sprecyzowałem i poukładałem swoje priorytety życiowe. Teraz można powiedzieć, że jestem Panem swojego czasu – i tylko ode mnie zależy jak go wykorzystam. „Czas to pieniądz” – zastąpiłem „Czas to życie”. Pozdrawiam.

  2. Rafał napisał(a):

    No i zmasowana podaż autorów poradników z cyklu „jak żyć” ;) Oczywiście do spółki z łaknącymi tej wiedzy czytelnikami.

  3. Aleksander napisał(a):

    Równie dobra książką tego samego autora jest „Jak być leniwym „.
    Jestem po lekturze obydwu i z perspektywy czasu(ponad 2 lata) stwierdzam że obie książki zrobiły na mnie spore wrażenie i odcisnęły piętno na sposobie myślenia.
    Zapraszam do lektury!!

  4. Mariusz napisał(a):

    Bardzo dobre streszczenie. Przeczytałem je dopiero teraz, bo najpierw chciałem skończyć książkę :-) Zgadzam się z wszystkimi tezami i wnioskami autora. Wiele z nich wcieliłem w moje życie (na co poświęciłem ostatnie 3 lata), o części dowiedziałem się dopiero teraz, więc mam jeszcze troche do zrobienia. Wprawdzie już od tych 2-3 lat mogę spokojnie twierdzić, że „ja nic nie muszę”, ale widzę, że mogę zrobić coś więcej. A zrobiłem już:
    – brak zegarka i telewizora
    – brak kredytów (poza inwestycyjnymi)/pożyczek/odroczonych płatności firmowych
    – brak oporów w odmówieniu (grzecznie) klientowi, który jest mało opłacalny lub stresujący
    – coraz mniej posiadanych rzeczy, ograniczanie potrzebnej wielkości mieszkania i biura
    – spanie do godziny dowolnej, 8 później, niż się położyłem do łóżka
    – brak jakichkolwiek spotkań przed 14, a późniejsze tylko jeśli je chcę
    – skasowanie telefonu w biurze, numer komórki tylko dla znajomych i głównych klientów
    – coraz niższe koszty życia, mimo jego rosnącej jakości i satysfakcji
    – utrzymywanie się z dochodów pasywnych (choć na spłatę inwestycji jeszcze muszę pracować)
    – pełna odpowiedzialność za swoje działania (mam sprawę karną za publiczne nazwanie złodzieja złodziejem i publikację orzeczenia sądu, nie przejmuję się ew. wyrokiem)

    Do zrobienia mam jeszcze:
    – czerpanie całości dochodu ze źródeł pasywnych
    – spłata kredytów inwestycyjnych
    – wyjeżdżanie co kwartał do nowego kraju
    – odłożenie oszczędności na rok życia
    – odbieranie maili max 1-2x dziennie (docelowo raz w tygodniu)

    Krótko mówiąc, może w okolicy 40-ki osiągnę to, co ludzie na Wschodzie (oraz na Zachodzie w Średniowieczu) osiągają ok 20-ki – spokój ducha, brak pokus materialnych, spędzanie czasu tak, jak im się podoba.

  5. Robert napisał(a):

    Jestem w trakcie lektury tej książki. Muszę powiedzieć, że faktycznie jest bardzo ciekawa i pouczająca, pomimo kilku dłużyzn czyta się bardzo dobrze. Co ciekawe mam jeszcze drugą książkę tego autora „jak być leniwym” ;-) to ją sobie poczytam w drugiej kolejności.

Dodaj swój komentarz:





Chcesz, aby koło Twojego komentarza pojawiła się Twoja ikona lub zdjęcie?
Kliknij tutaj i dowiedz się jak to zrobić.

Powiadom znajomego o tym wpisie:

E-mail *
Wpisz wiadomość
Subskrybuj komentarze do tego wpisu

NAJBLIŻSZE SPOTKANIA FRIDOMIACZEK I FRIDOMIAKÓW

Ze względu na moje zimowanie w tropikach (w tym roku lecę do Afryki), kolejne spotkania przewiduję dopiero na wiosnę 2017 roku. Chyba, że ktoś miałby ochotę się spotkać ze mną w Kenii, Tanzanii, Gabonie (Mistrzostwa Afryki w piłce nożnej), Namibii, RPA, Mozambiku, Etiopii lub na wyspie Mayotte (ze względu na to, że jest to zamorskie terytorium Francji, to można tam polecieć bez paszportu:-). Być może wyskoczę też na dzień-dwa do stolicy Somalii, Mogadiszu, ale tam nikogo nie zapraszam ze względów bezpieczeństwa:-)

czwartek, 20 kwietnia – Trójmiasto, Uniwersytet Gdański, więcej szczegółów bliżej terminu spotkania

czwartek, 25 maja – Trójmiasto, więcej szczegółów bliżej terminu spotkania

 

Archiwum - miesiąc po miesiącu

Najwyżej cenione

Użyteczna tabela opłacalności Pana Mariusza

Ponieważ nie chcemy, aby użyteczne przykłady Fridomiaków przepadały gdzieś w otchłaniach komentarzy, pozwalam sobie opublikować tabelę opłacalności inwestycji w nieruchomość na wynajem, sporządzoną przez Pana Mariusza i do której podał kiedyś linka.  Wiem, że temat ten interesuje wielu innych czytelników - oto, jak sobie radzi z nim Pan Mariusz. Arkusz opłacalności inwestycji w nieruchomość na wynajem                 © Mariusz Szepietowski - mariusz@szepietowski.pl        www.SMARTech.pl - Inteligentny Dom - 12 lat w Polsce             www.HotStone.pl - termalne łóżka masujące             www.Catalina.pl - nieruchomości na wynajem                         Uzupełnij wartości w polach żółtych, [...]

Najnowsze komentarze

  • Sławek Muturi: Jeszcze 3 ciekawostki dot M-Pesa. 1. Handel między Kenią a Etiopią jest zadziwiająco niski. Kenijskich...
  • PioNa: Serdecznie witam Fridomaniaków / Fridomaniaczki. Ponowie zapytanie przetargów mieszkaniowych urzędu miasta....
  • Sławek Muturi: Swid, dzięki za pozytywny feedback oraz za dający do myślenia cytat. Mnie te słowa kojarzą się z radą...
  • SWid: Też potwierdzam, że fajnie się czyta takie dawki egzotyki podróżniczej (zamiast newsów, po długim dniu...
  • Sławek Muturi: :-) W każdym kraju do polityki trafiają tylko ci najmądrzejsi, najbardziej przedsiębiorczy i...
  • Sławek Muturi: Tomku, dzięki za te wszystkie informacje.
  • Tomek: A więc z jednej strony zapewnią nierynkowo niskie czysze lokatorom, a z drugiej strony – rynkowo wysokie...
  • Tomek: Tu jest informacja o tym: http://www.srodmiescie.warszaw a.pl/strona-2775-podatek_od_cz esci_wspolnych.html...
  • Tomek: Jeśli Twój administrator złoży to za Ciebie, to tym lepiej. W administracjach odpowiedzialnych za moje...
  • Bolo: Nie słyszałem o tym. A to nie będzie tak, że zajmować się tym będą spółdzielnie lub administratorzy ?
  • Tomek: Teoretycznie możesz pobrać informację o powierzchni wspólnej z administracji i wysłać ją pocztą do urzędu na...
  • HubertP: Mieszkam zza granica. Czy dobrze rozumiem ze będę musiał specjalnie przyjechać żeby zdobyć jakiś papierek?
  • Tomek: W tym roku weszły przepisy o podatku od nieruchomości dla części wspólnych. Od każdej wspólnoty i spółdzielni,...
  • Sławek Muturi: Bolo, trafiłeś w bardzo czuły punkt. Te sprawy administracyjne są moją największą barierą przed...
  • Robert: Dzięki za Twoją perspektywę. Uważam jednak, że nieco przesadzasz, przecież napisałem że są to w sumie...
  • Bolo: Sławek, jak sobie radzisz podczas wyjazdu z takimi sprawami jak: opłacanie podatku za nieruchomości, za...
  • BiL: Włodzimierz Stasiak, wiceprezes BGK Nieruchomości ujawnił, że program częściowo będzie finansowany ze środków...
  • Sławek Muturi: Patryk, dzięki za dodatkową perspektywę „od wewnątrz”.
  • Sławek Muturi: ZPP, dzięki za odwiedzenie fridomii. Zgadza się, dlatego opisałem to jako skrajny przykład:-)
  • Patryk H: Slawek obecnie mieszkam na terenie Niemiec i wynajmuje drugie mieszkanie. Oboje mieszkania wynajmowałem...

Najnowsze wpisy

created by Water Design