18

10.2013

Moja droga do wolności finansowej – Wasze opinie

autor: Sławek Muturi|kategoria: Blog autorów

ilość komentarzy: 52

Chciałbym serdecznie podziękować tym wszystkim osobom, które już zakupiły moją najnowszą książkę pt. „Mieszkania na wynajem. Moja droga do wolności finansowej”. Wiem, że część z Was już zdążyła nawet książkę przeczytać.

By ułatwić innym decyzję czy warto do niej sięgnąć będę wdzięczny za Wasze szczere opinie (również te negatywne) pod tym wpisem. Póki co pojawiło się już kilka opinii na łamach fridomii, ale są one rozproszone pod innymi wpisami i pod innymi tematami:-) Tutaj będzie prościej je znaleźć zainteresowanym:-)

Szczególnie zależy mi na krytycznych komentarzach. Jestem w trakcie pisania kolejnych dwóch książek (tym razem jako współautor) i zależy mi na tym, aby książki te były dla Was jak najbardziej przydatne. Skoro już mam poświęcać na nie swój czas….:-) To dlatego wszelka krytyka jest mile przeze mnie widziana.

Do usłyszenia. Jestem bardzo ciekaw Waszych opinii bo to dla Czytelniczek i Czytelników te książki piszę. Nie dla tych kilku złotych, które i tak zamierzam przekazać Fundacji Fridomia:-). O Fundacji niedawno na łamach fridomii wspominałem.

Komentarze:

  1. babka piaskowa pisze:

    witam

    trochę nie na temat (i być może nie moja sprawa) ale zastanawia mnie brak możliwości zakupu książki przez stronę stowarzyszenia mieszkanicznik. Strona ściśle związana z tematyką książki a pozycji brak:(

    • Sławek Muturi pisze:

      Babka Piaskowa, a nie dyiwi Cie brak ksiazki w Empiku czy w innych sklepach inernetowzch? Jesli chcesz mi pomoc w dystrybucji ksiazki to daj mi proszę znac. Bedę wdzięczny za każdą pomoc:-)

  2. jacek pisze:

    Książa przyszła do mnie wczoraj pocztą i przeczytałem już ponad jej połowę ;) świetnie się czyta, znalazłem jak do tej pory w niej wiele inspirujących i dających do myślenia porad/uwag/poglądów. Serdecznie polecam tę pozycję i z niecierpliwością będę oczekiwał no kolejne książki.

    Pozdrawiam serdecznie i do zobaczenia w Łodzi :)

  3. JacekP pisze:

    Szkoda, że książka jest niedostępna w Empiku. Dwie pierwsze zakupiłem właśnie tam. Jestem w tej kwestii bardzo staroświecki. Nie mam karty kredytowej -jedynie debetową Maestro- a że przebywam za granicą i ze swojej bankowości internetowej nie mam opcji międzynarodowych przelewów to mam problem.
    Za zaliczeniem pocztowym chyba nie wysyłacie? Pytam o wysyłkę na terenie Polski oczywiście. Ktoś by za mnie odebrał.
    Próbowałem się kilkukrotnie dodzwonić na telefon sklepu, podany na stronie Mzuri, ale nikt nie odbierał.

  4. Arek pisze:

    Sławku, przyłączam się do osób, które pisały o tym, zebyś wydał ją, a najlepiej wszystkie swoje książki w formie ebooków. Jest to naprawdę bardzo proste i jestem pewny, że wydawnictwa takie jak http://www.zlotemysli.pl lub http://www.nexto.pl na pewno będą o Ciebie zabiegać. Powody dla których wolę ebooki od książek zwykłych są dwa:

    1. Podczas czytania o wiele łatwiej jest mi robić wycinki najważniejszych dla mnie myśli „do późniejszego wykorzystania”. Do takich wycinków mogę nawet za parę lat bardzo łatwo powrócić i wyszukać potrzebne mi treści.

    2. Posiadanie jak najmniejszej ilości rzeczy jest elementem mojej wolności finansowej. Nie przejmuję się (za bardzo) porządkami czy sprzątaniem, bo to co mogę mam w formie elektronicznej :) Jeślii gdzieś jestem wszystkie moje książki i wycinki z nich są ze mną. Nie zastanawiam się którą książkę akurat wziąć i nie ma sytuacji, że nie mogę czegoś zrobić, bo potrzebne są materiały, które mam w domu.

    Sławku, jesli obawiasz się o to, że ebooki zostaną zaraz skopiowane i udostępnione w sieci za darmo to masz rację :) Myślę, jednak że ich głównym odbiorcą będą osoby, kóre i tak by książki nie kupiły, a Twoje nazwisko i idee jeszcze bardziej zyskają na popularności. Dodatkowo jeśli napiszesz we wstępie i/lub zakończeniu coś w rodzaju „Wydanie tej książki w formie ebooka to dla mnie eksperyment. Proszę przekonaj mnie, że warto to robić w przyszłości, jesli pobrałeś tą książkę w nielegalny sposób, a uważasz, że jest ona wartościowa, proszę kup ją tutaj .”

    • Sławek Muturi pisze:

      Arku, dzięki za dobre rady, Nie boję się nielegalnego kopiowania. Jestem po prostu leniwy i trudno mi znaleźć czas na to by (a) wprowadzić ksiązkę do szerszej dystrybucji lub (b) stworzyć e-booka. Mam wiele innych zaległości:-( Ale może wreszcie znajdę na to czas, choć – przyznam – nie jest to dla mnie priorytetem.
      Dodam, że zaczynają mnie męczyć te wieczne oczekiwania, ktore mam spełniać… Ktoś chce e-booka, inny audiobooka. Inny rozlicza mnie z tego że ksiązki nie ma w Empiku, ktoś inny że nie ma jej na stronie Stowarzyszenia. Rzuciłem pracę w korporacji, a nadal mam się z róznych moich „zaniechań” tłumaczyć. O co tu chodzi?

      • Arek pisze:

        Cóż, wolny rynek, konsumenci są przyzwyczajeni do wielu kanałów sprzedaży :) Upodobań chyba tyle i charakterów. Są osoby, kóre nigdy w życiu nie kupią nic w internecie, kto inny kupi, ale nie zapłaci kartą płatniczą lub przelewem online, jeszcze kto inny chce tylko audiobooka, bo to świetna metoda na „przeczytanie” książki podczas codziennego dojazdu do pracy, a w innych porach dnia nie ma na to czasu. Oczywiście Ty nie musisz się z niczego tłumaczyć, to Twoja decyzja, które kanały udostępnisz, a które nie.

        Osobiście podejrzewam, że udostępnienie książek w formie ebooków i audioboków jednocześnie, przy renomie Twojego nazwiska to kwestia jednego podpisu, wszystkim powinno zająć się specjalizowane wydawnictwo, np. jedno z tych które zasugerowałem w moim poprzednim komentarzu.

        • Sławek Muturi pisze:

          Dzięki Arku. Masz rację. Zobaczę co da się zrobić, ale ja jestem okropnie leniwy. I tak czuję, że całkiem sporo robię by dzielić się swoimi doświadczeniami. Ale wciąż okazuje się to za mało:-)))

      • Aga-ta pisze:

        Sławku, więcej na świecie takich leniwców jak Ty, a będziemy mieć Japonię :-)

        • Sławek Muturi pisze:

          Dziękuję wszystkim osobom, które podzieliły się opinią nt mojej najnowszej książki i czekam z niecierpliwością na kolejne Wasze opinie. Część z osób woli napisać mi maile, czasami dość osobiste, za które również serdecznie dziękuję. Pozwalam sobie zacytować jeden z nich, który rozbawił mnie swoją treścią:-). Oto on:

          Sławku, niestety musiałem wcześniej wrócić do Wrocławia :( dlatego nie było mnie na tym wykładzie ale to jest dobry pomysł. Dzięki z cynk. Na pewno się z nimi skontaktuję.
          BTW: jak tylko przyjechałem do domu zabrałem się za czytanie Twojej książki „Mieszkania na wynajem – moja droga do wolności finansowej” i muszę powiedzieć, że jest naprawdę dobra. Otworzyłeś mi oczy na kilka spraw, a w kilku kwestiach Twoje spojrzenie na świat mnie utwierdziło. Pamiętam jak na wykładzie wspominałeś o tym, że jest to bardzo osobista książka, jednak i tak byłem zaskoczony jak otwarcie o wielu sprawach piszesz. Taka forma całkowicie do mnie przemawia wręcz miałem uczucie czytając ją jak bym siedział przy kawie z dawno niewidzianym kolegą , który postanowił mi opowiedzieć jak to się stało, że jest w miejscu w którym jest :)
          Niestety, co jest nawet zabawne, muszę walczyć o tę książkę z moją żoną, która czyta ją z wypiekami na twarzy :)
          Podsumowując bardzo zainspirowałeś nas do działania i przemyślenia sobie jeszcze raz kierunku w jakim chcemy podążać za co chciałem Ci podziękować ! :)

  5. raldek pisze:

    Lektura bardzo ciekawa i warta polecenia.

    Z minusów – kilka opowiadanych historii zdaje się niejako urwanych, w najciekawszym momencie, pozostaje wrażenie troszkę niepogłębienia danego tematu. Na przykład o nieudanym deal’u z mieszkaniem oglądanym po ciemku i potem czekającym na remont i błędem notariusza – nie do końca wiadomo co się dalej działo z mieszkaniem, czy nie udało się go wynająć i dlaczego.

    Ze stosunku rodziny do inwestowania w mieszkania opisałeś dziadków, wujka i rodziców, natomiast nic nie ma o żonie i dzieciach. Na co dzień dorosły człowiek ma jednak do czynienia z żoną i dziećmi, a nie rodzicami czy wujkiem ;-) Pewnie wymogi prywatności przeważyły.

    Opisałeś ciekawą historię o stewardzie na stadionie, ale nie ma ani słowa o podróżach czy np. wizytach na boiskach piłkarskich całego świata – to też byłoby bardzo ciekawe.

    Nie napisałeś w książce czy kupowałeś tylko kawalerki, czy kilku pokojowe mieszkania również? Czy widzisz jakieś różnice w tych inwestycjach w zależności od wielkości mieszkania? Dużo piszesz o lokalizacji, a o wielkości mieszkań nie ma.

    Nie opisałeś też procesu przygotowywania mieszkania na wynajem – remontu, szukania najemców. Super opisałeś szczegółowo sam proces kupowania, ale potem historia jakby się urywa. A wiadomo że to dopiero początek, jak się nie korzysta z usług Mzuri to trzeba jednak potem poświęcić sporo czasu i energii na remont, pokazywanie, rozmowy z najemcami itd. Nie napisałeś jak sobie z tym radziłeś.

    Ale to tylko takie malutkie minusiki, książkę pochłonąłem w 2 wieczory i teraz krąży wśród rodziny.

    pozdrawiam

  6. Przemek pisze:

    Sławku, niestety nie napiszę (jeszcze) swojej opinii o Twojej Książce, gdyż dopiero wczoraj wyciągnąłem ją ze skrzynki pocztowej i póki co zdążyłem jedynie przejrzeć pobieżnie, choć przyznam lakonicznie, że już mi się podoba ;)
    Piszę komentarz do Twojego wpisu ponieważ chciałbym się dowiedzieć cóż to za materiał współtworzysz tym razem – zdradzisz? :)

    Pozdrawiam. Przemek.

    • Sławek Muturi pisze:

      Przemku, piszę książkę z Julią z Londynu, która wraz ze swoim mężem Kamilem prowadzi bloga mieszkanicznik od podszewki, a także była jedną z bohaterek Pomysłu do wynajęcia. Książka będzie o przygotowaniu mieszkania do wynajęcia. Drugą piszę z Piotrem, też z londynu – ta będzie o nieruchomościach jako alternatywie dla emerytury:-)

  7. Sławek S. pisze:

    kupiłem i już nawet zdążyłem przeczytać

    jak dla mnie (a czytam sporo) ścisła czołówka, niezwykle treściwa, napisana przystępnie, więc czyta się lekko no i skarbnica wiedzy.

    jeżeli ktoś zajmuje się inwestowaniem w cokolwiek to już wystarczający powód by ją przeczytać.

    minusów nie znalazłem, bo ciężko nazwać brakiem brak kalkulacji, które z racji szybkiego dezaktualizowania się stracą aktualność, za to pojawiają się w książce konkretne kwoty, co się chwali. kalkulacje zresztą pojawiają się na blogu, więc jest ok.

    z 4 książek Sławka nie czytałem Zarządzania najmem, więc nie będę się wypowiadać co do zawartości treści, bo pewnie tam jest owa reszta, o którą bym pytał.

    pozdrawiam, Sławek S.

    p.s. książkę otrzymałem z niezwykle starannie wpisaną dedykacją, bardzo to miłe, zwłaszcza, że sam bazgrzę

  8. Aga-ta pisze:

    Przyszła mi na myśl jeszcze jedna refleksja dotycząca książki.

    Otóż piszesz, że dywersyfikacji mówisz „nie”. Przegadaliśmy ten temat z mężem i pragnę donieść, że świadczysz nieprawdę! Jesteś człowiekiem, który w swojej strategii stosuje dywersyfikację na poważną skalę. I tylko dywersyfikacja opiera się na dystrybuowaniu środków na inwestycje: małe, dużo, różne miasta… Brak dywersyfikacji w nieruchomościach, to apartament 600 m2 na Starym Mieście :-)

    Co daje dywersyfikacja w świecie nieruchomości? Taka jaką Ty stosujesz? Bezpieczeństwo. Uświadomiła nam to Twoja książka. Wiele małych inwestycji, to wiele elementów. Gdy jeden zawiedzie (pustostan), większość pozwala przetrwać na przyzwoitym poziomie. Gdyby scentralizować środki w inwestycji na Starym Mieście, miesiąc przestoju nas „położy na łopatki” :-)

    Czy takie spojrzenie na temat dywersyfikacji jest dla Ciebie do przyjęcia?
    Nam dało to tak wiele do myślenia, że dokonuje się kolejna rewolucja w naszym portfelu… :-)
    Taka mała książka, a tak wiele zmienia :-)

    • Sławek Muturi pisze:

      Aga-to, macie z Mężem absolutnie rację. Nie stosuję „dywersyfikacji” w tradycyjnym znaczeniu, natomiast rzeczywiście stosuję taktykę „rozproszenia ryzyka” inwestycyjnego. Jeden wielki, luksusowy apartament na Starym Mieście to może być klapa w okresach pustostanów:-) czy jakiś innych nieszczęść.

      Natomiast rozbawiło mnie Twoje nawiązanie do „rewolucji”, „małej ksiązeczki”:-) Całe szczęście, że moje książeczki nie są ani czerwone, ani zielone (jak np u Muamara Kadhafiego:-)))

      Powodzenia w Waszej „rewolucji”. Cieszę się, że mogłem się przydać:-)

  9. Lukasz pisze:

    Sławku,

    Książka dobra w tym sensie, że opisuje Twoje założenia, plany i ich realizację.
    Wady to bardzo wiele powtórzeń: 30sek rozmowa telefoniczna odnośnie podejmowania decyzji o zakupie, wzrost cen mieszkań w Łodzi i szybkie kupowanie, kasy mieszkaniowe (w Niemczech zwane bausparkasse), Masaj i jego nieruchomosci w slumsach, odwoływanie się do pozostałych książek, nie lubisz zimy i co za tym idzie zacząłeś myśleć o wolności finansowej, Mzuri i jej zalety. Jeśli człowiek czyta całą książkę od początku do końca, to te powtórzenia stają się irytujące. Rozumiem, że mogłeś wychodzić z założenia, że czasem ludzie czytają po kawałku i niechronologicznie (a to i tak myślę, że raczej po całościowym pierwszym przeczytaniu dopiero), ale jednak niejednokrotnie zastanawiałem się czy ja to już czytałem w którejś z poprzednich książek czy parę rozdziałów do tyłu w tej.

    Łukasz

    • Sławek Muturi pisze:

      Łukasz, dzięki za słowa krytyki. Rzeczywiście każdy podrozdział pisałem tak by stanowił pewną całość, stąd wiele powtórzeń.

      Teraz już wiesz jak ja się czuję gdy po raz 158-my ktoś mnie znów pyta o wady inwestowania w bloki z wielkiej płyty, o to czy opłaca się inwestowanie w mieszkania na wynajem, czy kupuję nieruchomości za granicą, czy i w jakiej proporcji korzystać z kredytu hipotecznego, itp Tak czy siak, przepraszam Ciebie oraz innych Czytelników, za dawanie Wam powodów do irytacji. Chciałem dobrze, a wyszło – jak zwykle:-)

      • Sławek Muturi pisze:

        Czy mogę liczyć na kolejne opinie? Będę ogromnie zobowiązany.

        Może czegoś w książce Wam zabrakło? Może macie jakieś dodatkowe pytania, bo coś było niejasno napisane? Może gdzieś pojawiła się według Was jakaś nieścisłość lub brak konsekwencji w tym co robiłem? Czy dzięki tej książce udało Wam się doprecyzować Wasze strategie inwestycyjne? Czy może uważacie, że ja popełniłem w swojej jakiś błąd, którego nawet nie dostrzegam? Czy coś Was w tej książce zaskoczyło? Pozytywnie lub negatywnie? A może coś rozśmieszyło lub zasmuciło? A może żałujecie wydanych na książkę 40 złotych oraz tych kilku godzin poświęconych na jej przeczytanie?

        Jestem ogromnie ciekaw Waszych reakcji na tę książkę…

        • Tomtor pisze:

          Ksiazka super, bardzo fajnie sie ja czyta. Czekam na te dwie jeszcze nie wydane!
          A co strategii inwestycyjnej to nie dosc ze wyglada, ze nie tylko miales glowe na karku, to jeszcze odwaznym szczescia sprzyjalo. A poza tym zarabiales niewiarygodne pieniadze, jak na tamte czasy… co pewnie troche Ci ulatwialo posiadanie nadwyzek gotowkowych. Pamietam swoja pierwsza wyplate jako lekarza, trzy lata pozniej i bylo ‚troszke’ nizsza, o jedno zero na koncu ;-) niz Twoja w tym samym samym czasie. Poza tym co to byly za czasy – czynsz miesieczny 1/100 ceny mieszkania! Super! Teraz pewnie 1/150 jest dla wiekszosci z nas sukcesem, a i wedlug roznych raportow 1/200 nie jest zla.
          Jednym slowem, jak sie ma glowe na karku to i fortuna Ci sprzyja.

        • Sławek Muturi pisze:

          Tomtor, dzięki za komplement oraz za Twoje uwagi. Rzeczywiście czasami podejmowałem dość odważne decyzje. Chociażby płacowe:-)
          Nie wiem czy już kiedyś o tym wspominałem, ale 3 razy w życiu zdarzyło mi się zrezygnować z wyższej pensji na wiele .. niższą:-) Pierwszy raz to było zaraz po studiach gdy zrezygnowałem ze sprzedawania obrazków w Finlandii by pójść do pracy do ONZ. Moje zarobki spadły wtedy około 25-krotnie!!! A po dwóch latach pracy w ONZ zacząłem pracować w Andersenie i moje zarobki spadły jeszcze 3-krotnie!!!
          Gdy po raz trzeci rezygnowałem z wysokich zarobków odchodząc z Deloitte w 2009 roku, to można powiedzieć, że byłem już przyzwyczajony do tego typu … decyzji:-) Trening czyni mistrza:-)

          Oczywiście wyższe pensje pomagają. Ale – wbrew temu co się może poniektórym wydawać – nie odwalą całej roboty za Ciebie. Bo inaczej to wielu z moich kolegów i koleżanek z konsultingu, którzy zawsze zarabiali więcej ode mnie, już dawno powinni być wolni finansowo. A niestety nie są:-( Klucz leży nie w tym ile się zarabia, tylko ile się wydaje…

      • Lukasz pisze:

        Sławku,
        Prosiłeś w szczególności o głosy krytyczne i taki był w dużej mierze mój komentarz. Ale nie umiejsza to faktu, że książka to kawał dobrej roboty, szczególnie dla kogoś kto nie czytał żadnej z dotychczasowych książek, których byłeś współautorem.
        Irytacja – słowo trochę chyba zbyt mocne jak na to co miało miejsce w rzeczywistości, stąd winien Ci jestem przeprosiny.
        Na pewno nie pisz: „chciałem dobrze, a wyszło – jak zwykle” bo wyszło bardzo dobrze!

        • Sławek Muturi pisze:

          Łukasz, to ja Cię przepraszam:-) Nie chciałem Ciebie „zaatakować” i naprawdę cieszą mnie słowa krytyki bo pomagają mi się rozwijać.
          A wracając do Twojej uwagi, to rzeczywiście czasami mam kłopot z tym, że dla niektórych osób to co mówię i piszę jest już oczywiste i znane, a dla innych to totalna nowość. Pisząc książkę postanowiłem jednak napisać ją z założeniem, że Czytelnik wcale mnie nie zna i stąd pewnie dla części osób może tam być „mało nowego”. Choć i tak myślę, że są tam rzeczy o których wcześniej chyba nie wspominałem jak np historie mojej rodziny czy najintensywniejszy okres inwestowania.
          Abstrahując jednak od samej próby kwantyfikacji „nowości” to myślę, że ta książka niejako jest dopełnieniem mojej pierwszej książki – „Wolności finansowej dzięki inwestowaniu w nieruchomości”. Pierwsza była trochę teorią bazującą na moim i Roberta doświadczeniu; druga jest moją praktyką. Przyznam, że myślałem o napisaniu nawet trzeciej książce, poświęconej psychologicznym aspektom wolności finansowej. Myślę, że dopiero taka „trylogia” pozwoliłaby mi wyczerpać ten temat. Ale jeszcze nie podjąłem decyzji czy i kiedy zacząć pisanie. Po drodze mam jeszcze dwa inne ważne zobowiązania współautorskie:-) i już nawaliłem terminy wobec moich współautorów:-(

          Łukasz, jeszcze raz dziękuję za konstruktywną krytykę. I czekam z niecierpliwością na kolejne opinie. Będę bardzo wdzięczny za każdą z nich.

          Sorry, że tak się Was dopytuję o Wasze opinie. To jest dla was wada kupowania książek autora, którego znacie osobiście:-) Ale tak na serio, to z drugiej strony przyznam, że trochę zazdroszczę autorom amerykańskim. Amerykanie sami z siebie, nie proszeni przesyłają autorom książek setki czy tysiące opinii. Nie wszystko amerykańskie mi się podoba, ale ten „deal” akurat mi się bardzo podoba. Autor daje coś z siebie – swoją wiedzę, swój czas, energię i w zamian dostaje wiele nowej wiedzy; okazji do poszerzenia swojego punktu widzenia; wiele energii od Czytelników. A ponieważ Wy możecie się podzielić swoją opinią na łamach fridomii (a nie pisząc do mnie prywatne listy czy maile), to sytuacja stałaby się nie tylko win-win, ale nawet win-win-win, bo jeszcze dochodzi „trzecia strona” – pozostali Fridomiacy i Fridomiaczki, którzy też zyskają na wymianie opinii.

          Deal?
          Jeśli tak, to czekam na zalew Waszych opinii. Pozytywnych i negatywnych. Wszystkich.

        • Tomek pisze:

          Slawku,

          A propo psychologicznych aspektow wolnosci finansowej. Moim najwiekszym problemem wydaje sie byc moment, kiedy mozna sobie powiedziec dosc, rzucic prace i zaczac zyc tylko z wynajmu posiadanych nieruchomosci. Obawiam sie, ze to moze byc takie bledne kolo i praca do emerytury na etacie, bo wciaz nie wiadomo, czy ten dochod wystarczy, czy nasze koszty zycia nie wzrosna, czy dochod sie nie zmniejszy w przyszlosci z powodu na przyklad dodatkowych podatkow lub wiekszych pustostanow, czy wciaz kupowac kolejne nieruchomosci, etc. Zakladam, ze jak juz rzuce prace i przeprowadze sie w jakies spokojne i niskokosztowe miejsce, to raczej nie po to, zeby za jakis czas znowu jej szukac, gdy zacznie mi brakowac na moje wydatki, bo to byloby znacznie utrudnione. Zakladam, ze moglbym i chcialbym dalej sie realizowac w jakis sposob i to mogloby przyniesc jakies dodatkowe dochody, ale to nie jest pewne i nie chcialbym na tym polegac.

          Wobec tego, na jakim poziomie ustawic dochod z wynajmu, jako 2-3 krotnosc planowanych kosztow zycia? A co z inflacja kosztow zycia, tez ja uwzgledniales? To moze zmienic perspektywe patrzenia na moment osiagniecia wolnosci finansowej i miec wplyw na planowanie. Np. jesli to jest w granicach 5 lat, to wszystkie wysilki w tym kierunku. Jesli bardziej 10-15 lat lub wiecej, to raczej na spokojnie, zeby miec tez cos z zycia.

          Nie wiem, czy jasno sie wyrazilem, ale mam wrazenie, ze rozumiesz, o co mi chodzi. Chcialbym poznac Twoja opinie na ten temat, bo wczesniej powiedziales, ze ‘troche’ przesadziles w swoim przypadku i spokojnie starczyloby Ci mniej mieszkan i nizsze dochody i w zasadzie mogles osiagnac te wolnosc wczesniej. Pytam tez w imieniu osob, ktore byc moze nie lubia swojej pracy lub mieszkaja nie w docelowym miejscu z powodu wyzszych zarobkow (np. w Warszawie lub zagranica) i pracuja-inwestuja, czekajac na moment, kiedy moga przeprowadzic sie w inne miejsce i zajac sie swoimi zainteresowaniami.

        • Sławek Muturi pisze:

          Tomku, dzięki za poruszenie tego wątku. Aczkolwiek znów się okaże po tym gdy już napiszę kolejną książkę, że to źle że cały czas mówię o tym samym:-))
          Punktem odniesienia są własne potrzeby gotówkowe do utrzymania preferowanego lub dotychczasowego standardu życia. Czy potrzeby będą rosnąć z czasem jak zasugerowałeś w swoim pytaniu? Nie wiem. Może będą maleć, bo np dzieci się usamodzielniły. Bo ktoś zaczyna mieć lepszą kontrolę nad swoimi potrzebami? Nie jest wcale powiedziane, że potrzeby muszą rosnąć z czasem…

          Ja powiedziałbym, że zaplanowanie jakichś 10-20% ponad swoje normalne potrzeby powinno wystarczyć. Ale oczywiście to tez jest bardzo osobista sprawa i może druga osoba nie spocznie aż zabezpieczy sobie 2-3 krotność ponad to co potrzebne. Dużo zależy wg mnie od … wiary w siebie. Ja np bardzo nie lubię trzymać gotówki czy innych płynnych aktywów. Nie jest mi ona potrzebna dla mojego poczucia bezpieczeństwa. Bo poczucie bezpieczeństwa zapewniam sam sobie i nie potrzebuję do tego papierków NBP albo wirtualnych zapisów na koncie bankowym. To samo dotyczy wysokości koniecznej nadwyżki. Niby im większa tym lepiej. Ale problem jest w tym, że nigdy nie osiągnie się takiej nadwyżki, żeby już nie mogła być jeszcze odrobinę większa, czyli lepsza. A po osiągnięciu tej „odrobiny więcej” znów się okaże że byłoby lepiej… I tak w koło Macieju.

          Jeśli chodzi o inflację, to ja postanowiłem ją zignorować. Dlaczego? Dlatego, że wierzę w to, że ceny najmu będą mniej więcej podążać za inflacją.

          Tomku, czy czujesz, że dobrze zrozumiałem dylematy zawarte w Twoim pytaniu?

        • nibul pisze:

          Sławku, myślę, że Łukaszowi nie chodziło do końca o element nowości, ale o o powtórzenia w ramach tej jednej książki, niektóre wątki poruszane kilkukrotnie. Osoba, która pierwszy raz usłyszała o Tobie podczas czytania tej książkę też to wychwyci. Ja też zauważyłem te powtórzenia ale będąc po lekturze kilku pozycji Kiyosakiego nawet nie zwróciłem na to większej uwagi:)

          Przy okazji dorzucę nieco moich spostrzeżeń nt. książki.

          Skrytykowałeś mocno ogłoszenia typu sprzedam lub wynajmę, a raczej osoby je zamieszczające. Ale zauważ, że motywy takich ogłoszeń nie muszą być jednoznaczne. Mogłeś to być równie dobrze Ty:) bo jak sam przyznałeś, mógłbyś sprzedać mieszkanie widząc, że jego zakup nie był jednak trafiony inwestycyjnie. No a sprzedając takie mieszkanie do końca liczymy, że jednak się wynajmie i sprzedaż będzie można odłożyć do następnego pustostanu:)

          Użyłeś w książce sformułowania zakotwiczenia ceny (w umysłach sprzedających). Czy inspirowałeś się przy tym jakąś konkretną literaturą? Pytam bo dobrze pamiętam to zagadnienie z książki Nofsingera o ekonomii behawioralnej. A książkę pamiętam bardzo dobrze bo mocno zmieniła moje podejście do inwestowania na giełdzie. Ale myślę sobie teraz, że wiedza ta zdecydowanie przydaje się do zakupów nieruchomości właśnie na rynku wtórnym, ze względu na lepsze zrozumienie motywów sprzedającego (albo jak te motywy na niego wpływają), a także możliwość umiejętnego wytłumaczenia mu, dlaczego powinien zmienić swoje oczekiwania cenowe;)

        • Sławek Muturi pisze:

          Nibul, dzięki. Teraz lepiej rozumiem co miał na myśli Łukasz. Zwrócę na to uwagę przy pisaniu kolejnych książek. Nie był to żaden zamierzony przeze mnie efekt. Ostatnio ja już tyle razy powtarzam to samo, że ewidentnie przestaję nad tym panować.. :-)

          Sprzedam lub wynajmę. Twoja hipoteza ma sens, tylko nie wiem, czy rzeczywiście stoi za wszystkimi tego typu banerami wiszącymi na balkonach polskich miast. Raczej sądzę, że stoi za tym brak strategii. Gdybym ja miał podobny problem (źle trafiona inwestycja) to starałbym się to naprawić, na kilka sposobów, aż do skutku. I dopiero gdybym widział, że skutek jest niemożliwy do osiągnięcia, to wtedy zmieniłbym taktykę z „wynajmę” na „sprzedam”. Ale nie na taktykę „sprzedam lub wynajmę”, bo ona jest dla mnie jakaś taka … rozlazła.

          Zakotwiczenie ceny. Chyba pierwszy raz z koncepcją „price anchors” spotkałem się na szkoleniu marketingowym na Harvardzie. Szkolenie było naprawdę super!!! Nosfingera nie znam albo po prostu nie pamiętam. Ale chętnie do niego sięgnę:-) Dzięki. Zrozumienie motywacji sprzedającego jest naprawdę bardzo istotnym czynnikiem sukcesu negocjacyjnego.

        • nibul pisze:

          John R. Nofsinger: Psychologia inwestowania. Polecam.

        • Sławek Muturi pisze:

          Dzięki

        • Tomek pisze:

          Slawku, dziekuje za te informacje. Faktycznie ustawienie sobie tego limitu jest bardzo istotne, w przeciwnym razie krecimy sie w kolko i w zasadzie nigdy do pelnej wolnosci nie dojdziemy. Pozostaje to na razie kwestia otwarta jak dla mnie, musze sie nad tym gleboko zastanowic i podejrzewam, ze potrwa to nieco dluzej. Fajnie byloby wiedziec, gdzie jest to moment, czy jest to np. 12 lub 32 posiadane i splacone mieszkania, czy jest to stabilna kwota co miesiac np. 8, czy raczej 17 tysiecy PLN (uwzgledniajac pustostany), itp. Latwiej buduje sie strategie znajac z gory okreslony cel. Jak rozumiem, dla Ciebie tym celem byla konkretnie okreslona data (moment ukonczenia przez syna 18 lat) – i w sumie ma to sens. Przydalby sie tez jednak jakis test kwotowo-ilosciowy, zeby potem nie zalowac decyzji przejscia na emeryture zbyt wczesnie. Pomysle nad tym.

          Co do korelacji przychodow z najmu z inflacja, to byc moze jest to prawda, gdy spojrzymy na to z dluzszej perspektywy. Natomiast ja jestem na rynku od 2007 roku (prawie 7 pelnych lat) i czynsze w moich mieszkaniach regularnie spadaly przez caly ten okres – moze nie o jakies wysokie kwoty, ale jednak. Tak wiec ja osobiscie takiej korelacji nie zauwazylem w ostatnich latach, a staram sie obserwowac rynek dosc szeroko. Byc moze rok 2007 byl przegrzany pod tym wzgledem, ale skoro przez 7 lat skumulowana inflacja byla dosc znaczna (nie ta podawana przez GUS, tylko taka nasza wlasna, prywatna, oparta na wlasnym koszyku dobr i uslug), to spadek przychodow z najmu staje sie problemem i trzeba go uwzglednic i wziac na to poprawke.

          Podejrzewam, ze jak wezmiemy wystarczajaco dlugi okres pod uwage, to przychody z najmu beda jednak nominalnie rosly, ale nie mam na tyle doswiadczenia – za krotko sie tym interesuje…

        • Sławek Muturi pisze:

          Tomku, jestem zaskoczony tym spadkiem cen o którym mówisz. Czy byłbyś w stanie podać konkretne dane, tzn w którym roku podpisałeś umowy najmu w jakiej cenie?

          Z ciekawości sięgnąłem do teczki jednego z moich mieszkań. Jest to kawalerka w centrum Warszawy. Kupiłem ją w 2001 roku. Od tego czasu mieszka tam chyba 6-ty najemca (nie licząc kuzynów mojej żony, którym użyczyłem na kilkanaście miesięcy to mieszkanie gdy przeprowadzali się do domku pod Warszawą).

          Miesięczne ceny najmu tej kawalerki kształtowały się następująco (są to ceny netto, do których należy dodać opłaty do administracji plus opłaty licznikowe):

          luty 2001 – PLN 1050
          listopad 2005 – PLN 960 (nie pamiętam dlaczego wtedy aż tyle opuściłem, pewnie zdarzył się jakiś dłuższy pustostan, a może był to ktoś znajomy? nie pamiętam w tej chwili)
          maj 2008 – PLN 1100
          listopad 2008 – PLN 1200
          grudzień 2009 – PLN 1250
          maj 2012 – PLN 1150

          Rzeczywiście ostatnia cena jest o PLN 100 niższa od poprzednich. Ale w przypadku tego mieszkania wynika to raczej z tego, że mieszkanie (które było remontowane w 2000 roku) zdążyło się mocno podstarzeć. Zgodziłem się na obniżkę ceny bo wynajęła je dziewczyna, która zajmuje się najmem krótkoterminowym (wynajmuje poprzez Mzuri kilka mieszkań). Chciała przed EURO 2012 wziąć od nas kolejne, a ponieważ ja bym nie zdążył z jego odświeżeniem, to ona mały remont zrobiła za mnie. I stąd niższa cena najmu. Ile bym otrzymał za to mieszkanie gdybym je odświeżył? Pewnie ze 200 lub więcej złotych więcej. Podobne mieszkanie kilka pięter niżej wynajmujemy właścicielowi za PLN 1450.

          Jak to się ma do inflacji? Cena wzrosła o jakieś 30% na przestrzeni tych 11 lat. Inflacja pewnie w tym okresie spowodowała wzrost cen o jakieś 40-50%. Zdecydowanie więcej niż o 50% zdrożała benzyna i pewnie jedzenie. Ale lodówka czy pralka, które dziś kosztują PLN 900, 11 lat temu kosztowały dokładnie tyle samo. Samochody zdrożały o jakieś 10%, a telefony komórkowe staniały o 90%.

          Ważny wydatek w moim budżecie domowym to bilety lotnicze. Kiedyś do Kenii latałem za USD 800. Teraz też za tyle da się polecieć. A jeśli poleci się czarterem to jeszcze w tej cenie można dostać hotel plus 2 lub nawet 3 posiłki dziennie.

          Wziąłem teczkę tego mieszkania na chybił trafił. Nie wiem czy jest ono reprezentatywne. Pewnie większość moich mieszkań nie jest reprezentatywnych bo ja nie śrubowałem nigdy w górę cen najmu. No i mam raczej słabe jakościowo mieszkania i tutaj – tak czuję – cena jest mniej podatna na ogólną sytuację rynkową.

          Może za kilka lat pokuszę się o zrobienie analizy dynamiki cen najmu dla wszystkich mieszkań, którymi zarządza Mzuri. Przynajmniej część z nich będziemy mogli przeanalizować na przestrzeni ostatnich 15 czy 20 lat i to już będzie coś nieco bardziej miarodajnego:-)

          A jakie Wy macie doświadczenia? Czy ceny najmu Waszych mieszkań rosną czy spadają?

        • Tomek pisze:

          Tak jak powiedzialem wczesniej, za krotko siedze w branzy, zeby sie wypowiadac i silic na jakies wieksze ekstrapolacje, jednak wydaje mi sie ze mniej wiecej od 2007-2008 roku czynsze, jesli nie spadly, to stoja w miejscu. Byc moze jest tak od 2004-2005 lub nawet od 2001, tego jednak nie wiem na 100%. Po prostu od momentu wejscia Polski do UE lub nawet chwile przed, skokowo wzrosly zakupy spekulacyjne mieszkan przez osoby, ktore czesto przypadkowo staly sie wynajmujacymi – tak bylo po czesci ze mna :) Zaczeli wynajmowac po omacku, nie wiedzac, jak to do konca robic.

          Na jednym przykladzie 2 pokojowego w Krakowie wygladalo to mniej wiecej tak:
          2007: 1800
          2008: 1700
          2009: 1600
          2011: 1500
          2012: 1500
          2013: 1500

          A byc moze w moim przypadku bylo tak, ze to jedno mieszkanie wtedy akurat bylo w nowym, swiezo wybudowanym bloku w super lokalizacji. Po tych kilku latach ten blok nie jest juz taki nowiutki (nie jest to zaden bajerancki apartamentowiec), w okolicy pojawily sie inne, znacznie lepsze. Po drodze mielismy kryzys, ktory skwapliwie wykorzystuja najemcy w trakcie negocjacji. Byc moze w blokach starszych az takiej roznicy nie ma (blok 40 letni, jak ma teraz 50 lat to wyglada podobnie – moze nawet lepiej, gdy zostal docieplony – i podobne sa odczucia najemcow, podczas gdy jest zapewne wieksza roznica pomiedzy blokiem nowym a 10 letnim). To jest ewidentna przewaga mieszkan w wielkiej plycie.

          Jesli by zalozyc potrzebny remont, co kilka lat, to nadal mamy sytuacje braku wzrostu czynszu (co z tego, ze wynajmiemy za 100-200 zlotych drozej, skoro wydamy na remont kilka-kilkanascie tysiecy). Ze skromnego doswiadczenia widze, za najwiekszy zwrot przynosi odmalowanie mieszkania – nic tak nie cieszy nowych najemcow, niz zapach swiezej farby, czystosc i porzadek.

          Co do inflacji, to najwiekszy udzial w portfelu budzetowych klientow mieszkan maja zapewne jedzenie, benzyna/bilety i… uzywki. Powiedzialbym, ze byc nawet 40-50% calosci budzetu. Jesli te elementy tak znacznie podrozaly, przy w miare stabilnej pensji, zwyczajnie stac ich na coraz mniej i szukaja tanszych alternatyw wynajmu – znow pokazuje to sile tanszych mieszkan.

          Jesli wiec inflacja rosnie szybciej niz pensje osob wkraczajacych w doroslosc, to czynsze nie maja pola do znaczych wzrostow. Pamietam, ze w 2002 roku pensja ‚startowa’ dla studenta ostatnich lat w duzej, znanej mi dobrze, korporacji to bylo 2000 brutto. Calkiem niedawno zszokowalem sie, gdy uslyszalem, ze ta sama firma, za to samo stanowisko, oferuje teraz na start 2200 brutto. Po 11 latach… Wzrosly tez wymagania co do zatrudnienia i wzrosly ogolnie ceny wszystkiego. Zakladam wiec, ze popyt na budzetowe mieszkania bedzie rosl i na taki sektor sie przerzucam :) Najemcy potrafia zaakceptowac o wiele gorsze warunki ‚tymczasowe’ na wynajmowanym mieszkaniu, niz ‚docelowe’ swoje, zakupione w swoim czasie na kredyt. Pokutuje poglad, ze ‚jakos sie przemecza’, pomieszkaja przez kilka lat ponizej swoich mozliwosci finansowych, po to by za jakis czas odlozyc na zakup czegos wlasnego.

          Swoja droga, nie wiem, czy na tyle znasz swoich najemcow, ale czy wiekszosc wyprowadzajacych sie podaje jako powod znalezienie czegos bardziej odpowiedniego, tanszego, w lepszej lokalizacji, blizej nowej pracy, czy tez ze wlasnie zakupili wlasne M?

          PS. Przychylam sie do prosby o uporzadkowanie kolejnosci komentarzy. Gdyby nie czytnik RSS, to tych komentarzy po prostu nie daloby sie czytac chronologicznie, taki tam jest balagan w kolejnosci.

        • Sławek Muturi pisze:

          Tomek, to właśnie z tych względów, o których piszesz wolałem kupować tanie mieszkania i unikałem mieszkań od deweloperów. Nie widziałem sensu w płaceniu „premii cenowej” za nowość, która – wiadomo z góry – nowością za 10 lat już nie będzie. A raz wydanych pieniędzy nikt mi nigdy nie odda:-)

          Nie, niestety nie znam powodów wyprowadzek z moich mieszkań. Mógłbym o tę informację zapytać moich współpracowników w Mzuri, ale wolę ich nie odciągać od obsługi istniejących klientów – „obsługa” Fridomiaczek i Fridomiaków to moje „zadanie”:-)

          OK, postaram się zmienić kolejność komentarzy:-) Dzięki za uwagę usprawniającą:-)

        • Sławek Muturi pisze:

          Witam wszystkich. Mój informatyk poinformował mnie, że zmienił kolejność pojawiania się komentarzy na blogu fridomia. Zobaczcie proszę jak to teraz działa i czy spełnia to Wasze oczekiwania.

          Jeszcze raz dzięki za Wasze uwagi usprawniające:-)

          Czekam na kolejne opinie nt moich książek. Będę wdzięczny za każdą z nich. Wiem, że przesłanie opinii wymaga nieco wysiłku – trzeba się przez chwilę zastanowić, spisać swoją opinię i wrzucić ją na bloga. Ale mam nadzieję, że mogę liczyć na te parę chwil atencji z Waszej strony…

        • Sławek Muturi pisze:

          Witam, dziękuję tym wszystkim z Was, którzy poświęcili trochę swojego czasu na podzielenie się ze mną, z nami swoimi opiniami lub przemyśleniami dotyczącymi mojej nowej książki.

          Zbliża się weekend. Być może część z Was zechce sięgnąć do książki w te dość chłodne i deszczowe dni. Jeśli tak, to mam nadzieję otrzymać kolejną porcję Waszego feedbacku czy refleksji. Będę ogromnie wdzięczny. Przepraszam za takie dopominanie się, ale jestem naprawdę ciekaw Waszego feedbacku. Także negatywnego ma się rozumieć:-)

        • Tomek pisze:

          Dzieki Slawku,

          Super jest ta zmiana, wreszcie logiczna kolejnosc wpisow wedlug chronologii!

          Jest jeszcze tylko jedna malenka prosba, informatyk bedzie wiedzial o co chodzi i dla niego to 2 minuty pracy.

          Chodzi o to, ze w czytniku RSS dostajemy tylko wylacznie max. 10 ostatnich komentarzy na Fridomii. Jesli przez kilka dni nie uzywalem komputera, to moj czytnik RSS ‚wgra’ tylko ostatnie 10 komentarzy, a kompletnie zignoruje wszystkie wczesniejsze, jesli byloby ich wiecej 10. Wobec tego utrudnione jest poszukiwanie, bo trzeba wracac na strone, ale ciezko jest znalezc, ktory dokladnie artykul byl komentowany i kiedy i przez to wiele informacji umyka.

          Komentarze sa niezmiernie istotnym elementem calego bloga i to tam odbywa sie kwintesencja dyskusji oraz pada wiele ciekawych informacji z Twojej strony – nie chcialbym ich wiec ominac.

          Tak wiec w skrocie: Drogi Panie informatyku, prosze zwieksz limit komentarzy na potrzeby czytnika RSS (z 10 na ile sie tam da, 20-30-50 albo i 100 – i tak wgrywaja sie tylke te, ktorych jeszcze nie przeczytalem).

          Dziekuje.

  10. Tomek pisze:

    Slawku,

    Po pierwsze wielki szacun za Twoja najnowsza ksiazke. Przeczytalem juz 3 poprzednie i moge z calym przekonaniem stwierdzic, ze kazda kolejna jest coraz lepsza i traktuje o przedmiocie z innej strony.

    Pomimo tego, ze zaoferowales mi te ksiazke za darmo w prezencie, to zdecydowalem sie za nia zaplacic te 40 PLN. Co wiecej, zakupilem ich lacznie az 5 egzemplarzy, ktore podarowalem moim najlepszym przyjaciolom. Z ich relacji wynika, ze temat ich bardzo zainspirowal – ciekaw jestem, czy przeloza ta inspiracje na konkretne dzialanie, ale to juz zupelnie inna kwestia. Dostali mala wedke, albo moze kawalek wedki, splawik. Co z tym zrobia, to ich sprawa. Zakup byl wiec bardzo udany i ksiazka jest godna polecenia!

    Co do samej ksiazki, to dowiedzialem sie z niej o tym, jaka trudna droge przebyles do swojej wolnosci finansowej. Zaczynajac w wieku 33 lat, pomimo tego, ze wkrotce potem zostales awansowany na partnera w Andersenie, byl to naprawde czaso- i energochlonny proces. Miales male dzieci, wymagajaca prace, zwiazanych z tym duzo obowiazkow zawodowych, rodzinnych i towarszyskich oraz wiele wyjazdow zagranicznych. Pomimo to, byles w stanie sie zmobilizowac, wykonales tysiace rozmow telefonicznych, ogladales setki mieszkan i doprowadziles do finalizacji klikadziesieciu transakcji zakupu.

    Ktos moglby powiedziec, ze miales na to duze pieniadze pochodzace z zarobkow z racji zajmowanej wysokiej pozycji. I ze bylo Ci latwiej. Wydaje mi sie, ze czasami moglo byc Ci nawet trudniej. Presja otoczenia do zakupu tzw. zabawek (nowszy samochod, dom za miastem, innego rodzaju gadzety) zapewne byla spora. Bedac partnerem pracuje sie znacznie wiecej niz 40 godzin tygodniowo – niewiele osob zdaje sobie z tego sprawe. Majac male dzieci, dochodzi jeszcze kwestia opieki i zabawy, spedzania czasu z rodzina. Wiele poswieciles, zeby osiagnac to wszystko. Nie zdawalem sobie sprawy, ze to tak dlugotrwaly proces, zwlaszcza, ze w trakcie prezentacji opowiadasz o swojej drodze w tak lekki sposob.

    Do tego zebrales wokol siebie szerokie grono wspolpracownikow, zyczliwych Tobie osob, ktore pomagaly Tobie w osiagnieciu wolnosci, a Ty pomagales im w tym samym. Bez nich wszystkich, gdybys dzialal na wlasna reke – byloby to nadal mozliwe, ale o wiele trudniejsze. Pokazuje to, jaki miales talent i jak to wszystko bylo przemyslane od poczatku do konca.

    Po przeczytaniu jednego z podrozdzialow, zaczalem sie zastanawiac, jak wielu osobom uda sie osiagnac wolnosc finansowa. Kupowales mieszkania, gdy byly 2-3 razy tansze niz obecnie. Miales o wiele wyzsze zarobki. Wlozyles w to tyle czasu. Poswieciles do pewnego stopnia zycie rodzinne. Czy mozna osiagnac choc polowe tego co Ty, bedac przecietna osoba? OK, moze nie potrzeba wyjezdzac zagranice i odwiedzac wszystkich krajow swiata – wtedy srodkow na zycie potrzeba bedzie o wiele mniej. Ale jednak wciaz, praca nad wolnoscia zajmie sporo czasu i trzeba rzeczywiscie nastawic sie na maraton. I wiele przeciwnosci losu. I wiele wyrzeczen.

    Na Twoim przykladzie mozemy tez sie nauczyc jak uniknac bledow – Ty dzialales niejako po omacku, bez wsparcia w postaci Mzuri, Mieszkanicznika, calego sztabu chetnych do pomocy osob. My juz mamy to wsparcie, mozemy zadawac pytania, uczyc sie od Ciebie i Twoich nasladowcow. Zebrales wokol siebie swietna ekipe kilkuset osob.

    Zastanawia mnie jedynie fakt, dlaczego juz po osiagnieciu wolnosci, zdecydowaliscie sie z zona odejsc w przeciwne strony. Byl to czas, gdy mogliscie juz zaczac miec wiekszy spokoj i zyc bez presji, stresu i pospiechu. Duza nauka dla nas, zeby nie zaniedbywac swoich rodzin.

    Zaintrygowal mnie fakt, o ktorym wspomniales w ostatniej ksiazce, ze masz jeszcze 2 inne ksiazki juz napisane i gotowe do druku, ale jeszcze nie wydane. O czym one sa i, co najwazniejsze, co powoduje, ze wstrzymujesz sie z ich publikacja?

    • Sławek Muturi pisze:

      Tomku, dzięki za Twojego bardzo ciepłego maila. Jestem Ci wdzięczny za zakup aż tylu egzemplarzy dla swoich znajomych, zwłaszcza że pamiętam, że jeden egzemplarz kupili już dla Was Wasi Rodzice w Częstochowie:-) Pozdrowienia dla Waszych znajomych oraz dla Rodziców:-)

      A co do samej książki. To tak, droga wcale nie była tak łatwa jak by się mogło wydawać. Pomogła mi do bólu klarowna wizja (którą wypracowałem całkiem intuicyjnie, wbrew otoczeniu) i determinacja. Wysokie zarobki i niskie ceny mieszkań też oczywiście pomogły. Z drugiej strony, nie ma się co do mnie (czy do kogokolwiek innego) porównywać. Trzeba iść własnym torem i własnym tempem. A czy trzeba – jak piszesz – zbudować choć w połowie tak duży portfel jak mój? Nie sądzę by było to potrzebne. Mój portfel jest dziś kilkukrotnie większy niż zakładałem, że będzie mi potrzebny. A moje założenia okazały się z grubsza słuszne.

      A powodów rozwodu nie chcę roztrząsać publicznie. Natomiast nie traktuję tego jako jakiejś porażki życiowej, czy dramatu. Spędziliśmy ze sobą 20 udanych lat, postanowiliśmy spróbować czegoś innego na kolejne – mamy nadzieję – 20 lat lub więcej. Jesteśmy w przyjacielskich relacjach. Dostałem ostatnio zaproszenie na ślub mojej byłej żony, a nawet na wieczór kawalerski jej przyszłego męża. I chętnie bym się wybrał, ale akurat będę wtedy w … Australii:-) Moja była żona wie, że może na mnie liczyć w razie czego, a ja na nią. Nie ma dramatu, choć wielu osobom rozwód bardzo źle się kojarzy. Dla mnie to normalna część życia.

      Te dwie książki, które powstały w dużym stopniu to: Poradnik kredytowy, który pisałem z dwoma kolegami. Jeden z nich już się kredytami nie zajmuje, a drugi jest bardzo pochłonięty jakimś projektem unijnym inie ma czasu dokończyć tekstu. Ja się na tym nie znam. Pewnie mógłbym się poznać, ale trochę szkoda mi życia na rzeczy, w których i tak inni są ode mnie lepsi.

      Druga książka, to moje wspomnienia z podróży. Zacząłem pisać pod wpływem namów mojej byłej żony oraz znajomych. Ale przestałem. Dlaczego? Bo książek o podróżach jest już mnóstwo, także polskich autorów. Niektóre są doskonałe. Moja książka niczego nowego by do tego gatunku nie wniosła:-) Wolę swój czas poświęcać na dzielenie się moimi przemyśleniami nt wolności finansowej czy też popularyzować dobre praktyki najmu. Czuję i mam taką nadzieję, że na tym polu moja „twórczość” będzie bardziej ludziom pomocna.

      • Tomek pisze:

        Slawku,

        Nikt nie chce roztrzasac Twoich prywatnych spraw, nawet nie smialbym pytac o nie, przepraszam, jesli zle mnie zrozumiales.
        Najwazniejsze to umiec wyciagac wnioski dla siebie i uczyc sie od innych, choc i tak nie da sie przezyc zycia kopiujac kogos innego – trzeba te droge przebyc samemu.

        Tym bardziej szacunek dla Ciebie, ze zdecydowales sie podzielic swoja szeroka wiedza i doswiadczeniem z innymi, pomimo byc moze niekiedy wrogich lub nieprzyjemnych zachowan, ktorych doswiadczyles. Sadzac po poziomie komentarzy na Fridomii oraz osobach poznanych w trakcie kongresu, jest to jednak dosc duza grupa osob o wysokiej klasie, takcie i kulturze osobistej, bez porownania z tzw. przecietnym poziomem zlosliwosci i jadu, obserwowanym na forach internetowych, w telewizji czy na co dzien.

        Jedna z osob, ktorej podarowalem Twoja ksiazke wlasnie powaznie zastanawia sie nad zakupem kawalerki po likwidacji lokaty bankowej i jesli zakup dojdzie do skutku, to powierzy je w opieke Mzuri. Przed chwila z nia rozmawialem i jest bardzo podekscytowana swoim pierwszym krokiem ku wolnosci. Trzymam kciuki!

        Masz racje, ze najwazniejsza jest klarowna wizja tego, co sie chce osiagnac. Fajnie jest ja miec stale przed oczami i mam wrazenie, ze niektorym najbardziej brakuje inpiracji. Kilkakrotnie znajomi juz pytali mnie, co ja zamierzam robic, jak juz te wolnosc osiagne – usiasc na kanapie i ogladac TV? :) Oni nie wyobrazaja sobie, jak mogliby wypelnic te 50+ godzin tygodniowo ze swojego zycia, ktore spedzaja w pracy, ktorej szczerze nienawidza i na dojazdach do niej. Na szczescie pomyslow mam az nadto i nie jest sa to rzeczy nakierowane na spelnianie wlasnych samolubnych zachcianek, lecz w duzej mierze na pomoc innym i rozwijanie pasji.

        Moze warto byloby w ramach Stowarzyszenia napisac nowa ksiazke ‚Mieszkanicznicy’, bedaca zbiorem opowiesci osob, ktore osiagnely juz wolnosc finansowa, jak tego dokonaly i czym sie teraz zajmuja. Mysle, ze bylaby inspiracja dla wielu. Fajnie byloby, gdybym byl w stanie dopisac do niej swoj skromny podrozdzial, ale byloby to dopiero za kilka/kilkanascie lat. Jeszcze dluga i interesujaca droga przede mna… :)

        Co do ksiazki o Twoich podrozach, to probki mozna posluchac na Kontestacji i sa to raczej nietuzinkowe opowiesci. Szkoda, zeby takie wspomnienia pozostaly tylko w Twojej (doskonalej skadinad) pamieci. Moze kiedys dokonczysz te ksiazke, po listopadzie 2015, jak juz przejdziesz na kolejny etap swojej emerytury :)

        • Sławek Muturi pisze:

          Tomku, wcale mnie nie uraziłeś nawiązaniem do rozwodu. Nie przejmuj się proszę.

          A co do grupy Fridomiaków, to rzeczywiście są to w większości bardzo fajne osoby. Czuję, że z niektórymi z Was się z czasem zaprzyjaźnimy:-) Mamy wspólne zainteresowania i dążenia, podobne podejście do życia, do konsumpcji, jesteśmy otwarci. Mam nadzieję, że za 9 lat ruszy Klub Fridomii, zrzeszający osoby wolne finansowo i że wspólnie będziemy spędzać część czasu, a także działać na rzecz odrobinę lepszego świata:-)

          A co do ksiązki o Fridomiakach, to taki miałem właśnie zamysł oryginalnie. Ale potem zmieniłem go na portret Mieszkaniczników by promować nowo powstałe Stowarzyszenie. Życzę Ci z całego serca byś jak najszybciej dołączył do nielicznego dziś grona osób w Polsce mających 100%-ową wolność finansową, do Klubu Fridomii. Oprócz mojej żony i tajemniczego Autora:-), którego miałem okazję poznać niedawno w Katowicach, nie znam osobiście innych wolnych finansowo osób w Polsce. Na ostatnim seminarium ASBIRO ktoś z widowni podniósł rękę gdy zapytałem czy ktoś z 400 uczestników seminarium jest wolny finansowo, ale nie podszedł do mnie na przerwie mimo, że o to poprosiłem. Może się jeszcze kiedyś ujawni… A może po prostu inaczej definiował „wolność finansową” i po usłyszeniu mojej definicji doszedł do wniosku, że to co osiągnął to jeszcze nie jest to…

          Cieszę się z decyzji Twoich znajomych bo – jak śpiewał ktoś w latach 70-tych – „najtrudniejszy pierwszy krok”. Życz im proszę powodzenia ode mnie. Jeśli Mzuri będzie miało możliwość wsparcia ich w ich drodze do wolności finansowej, to będzie mi tym bardziej miło:-)

          A co do książki o podróżach, to może rzeczywiście kiedyś… Natomiast teraz mam przed sobą jeszcze dokładnie 24 miesiące do roku 2015 i więcej pomysłów na nowe książki z obszarów wolności finansowej i zarządzania najmem niż będę w stanie wykonać w tym czasie:-(

          Tomku, dzięki za miłą rozmowę. I czekam na kolejne wątki:-)

  11. Tomek pisze:

    Twoje ksiazki podazaja pewnym tropem, wedlug ustalonej procedury, co mi osobiscie sie bardzo podoba.

    Na poczatek, uswiadamiaja czytelnika w poszczegolnych etapach:
    1. Osiagniecie wolnosci finansowej jest mozliwe (pierwsza ksiazka na temat wolnosci),
    2. Sa ludzie, ktorzy do tego daza, a nawet tacy, ktorym sie to juz udalo (Pomysl do wynajecia),
    3. Jak to zrobic w praktyce, jak zarzadzac najmem, czyli diabel tkwi w szczegolach (Poradnik dla wlascicielek…),
    4. Jak Ty to zrobiles (ostatnia ksiazka).

    Faktycznie brakuje jeszcze kilku elementow praktycznych, poszczegolnych ksiazek o tym:
    5. Jak wyszukiwac okazje,
    6. Jak remontowac i wyposazac,
    7. Jak zarabiac, finansowac zakupy i posilkowac sie kredytem,
    8. Jak planowac strategicznie dlugoterminowo i najlepiej jak sie da przygotowac sie na problemy zewnetrzne niezalezne od nas, np. demograficzne, podatkowe, lokalizacyjne, wlasnego poziomu dochodow i wydatkow,
    9. Na koniec przydaloby sie troche wsparcia psychologicznego i okraszenia wszystkiego dawka motywacji.
    10. No i podsumowanie, czyli zycie postkorporacyjne i co robic, jak juz sie ta wolnosc osiagnie.

    Idealnie, plan 10 ksiazek :)

    Moze i faktycznie lepiej byloby poszukac wspolautorow, zeby Cie troche odciazyc, bo to duzo pisania i pracy jak dla jednej osoby i mozesz miec juz dosc… Tylko skad wziac takich dobrych autorow z doswiadczeniem w tym zakresie, interesujaco i z humorem piszacych, jak Ty? :)

    Z doswiadczenia widze, ze ludziom najtrudniej przejsc przez pierwszy etap, jak juz to sobie uswiadomia, czy jak to okreslasz, ‘zbudujesz z nimi pierwsza baze’, to pozniej idzie juz gladko.

    • Sławek Muturi pisze:

      Tomku, dzięki za pomoc w nakreśleniu Planu 10 książek oraz za komplementy odnośnie mojego stylu pisania:-) Zgadzam się z Tobą że tych pozycji jeszcze nam w Polsce brakuje. Brakuje też pewnie jeszcze innych. Ale ja rzeczywiście chyba nie dam rady napisać kolejnych 6 książek w dwa lata. Do tej pory pisałem średnio 1 książkę rocznie:-)

      Jednak wolałbym nie tyle współtworzyć, co by więcej osób poszło za przykładem moim i Grzegorza (GG jest autorem poradnika podatkowego w najmie) i napisało swoje książki. Oczywiście jestem gotów pomóc przy ich planowaniu, wydaniu (papierowym bo na e-bookowym się nie znam:-) czy marketingu i dystrybucji.

      Uwierzcie w swoje zdolności twórcze i chwyćcie za klawiatury. Wiele osób z „Pomysłu do wynajęcia” zastrzegało się, że nie potrafią pisać, a gdy dostałem ich teksty to zrywałem sobie boki czytając ich trafne anegdoty i doskonale opisane historie. O ile nie zachęcam do naśladownictwa w zakresie tworzenia klonów Mzuri (to ciężki kawałek chleba, trudniejszy niż może się początkowo wydawać; nie sądzę by rynek potrzebował wielu małych i słabych firemek; wreszcie to nie etyczne kopiować czyjeś pomysły biznesowe), to gorąco namawiam do naśladowania mnie w pisaniu (to łatwiejsze niż się wydaje; daje ogromną satysfakcję; jest rynkowo potrzebne; tworzy się coś nowego zamiast nielegalnie kopiować czyjąś własność intelektualną; same zalety:-)

  12. Radek pisze:

    Witaj Sławku,

    dodam tylko szybciutko, że po zmianie, w najnowszych komentarzach w prawej kolumnie, nie widać jakiego tematu dotyczą. Wg mnie było wygodnie i przejrzyście, gdy tytuł wpisu był widoczny.

    Pozdrawiam,

    Radek

  13. Radek pisze:

    Zmiana miała polegać na kolejności wyświetlania komentarzy pod wpisami – tego nie komentuję (nie mam zdania w jaki sposób było wygodniej czytać). Chodzi mi o to, że chyba przy okazji tej zmiany, w kolumnie „Najnowsze komentarze” zniknęły tytuły Twoich wpisów, których dotyczyły nowe komentarze. Ja czytałem komentarze korzystając z tej właśnie funkcjonalności.

    • Sławek Muturi pisze:

      OK, dzięki Radek, teraz już rozumiem i postaram się wyjaśnić.

      Moje podejście do technologii jest takie, że lepiej nie zmieniać jeśli coś działa i zmiana nie jest konieczna. Bo każda zmiana coś poprawi, ale jest ryzyko, że też coś zepsuje. Ostatni problem w Banku PKO BP (nie działały ATM oraz karty kredytowe) też wyniknął – tak się domyślam – z jakiś działań podjętych przez informatyków żeby usprawnić:-)

      Zresztą to dotyczy nie tylko obszaru IT. Te same obserwacje mam odnośnie zdrowia. Raz na 5-8 lat idę do dentysty by zrobić sobie przegląd. Pięć-sześć lat temu pani stomatolog powiedziała mi, że moje zęby są ok (nie było to dla mnie zaskoczeniem:-), ale że usunie mi trochę kamienia, który osadził się gdzieś od środka. W efekcie tego działania moje zęby stały się bardzo wrażliwe na ciepłe czy zimne jedzenie, na moją ulubioną dotychczas pastę do zębów (musiałem zmienić), itp.

      No ale dobra. Dość mojego marudzenia:-) Skoro zgodziłem, to pójdę za ciosem i poproszę o naprawę tego co się popsuło.

      Ale uprzedzam, że w przyszłości nie będę nic zmieniał w wyglądzie czy funkcjonalności strony. Przyjmę model brytyjski. Samochodem jedzie się po lewej stronie, domy wyglądają antycznie z rurami na fasadach, w umywalkach są odrębne krany do ciepłej i zimnej wody, występuje wiele tego typu dziwactw i niedogodności. Ale przez to Anglia ma swój specyficzny, niepowtarzalny styl:-) Fridomia też:-)

  14. Szymon pisze:

    Sławku,
    książka SUPER!!! Bardzo osobista. Miejscami dowcipnie napisana. Podobają mi się ” :) ” na końcu zdania, widzę wtedy Twoją uśmiechniętą twarz. Już nie pamiętam, kiedy ostatni raz czytałem książkę tak łapczywie, z niecierpliwością co będzie na następnej stronie. W tej książce bardzo cenię to, że opisałeś argumenty, którymi kierowałeś się przed podjęciem decyzji, przed obraniem strategii. Z wielkim zaciekawieniem czytałem również Twoje przygody z najemcami i Twoje sposoby na poradzenie sobie z problemami.

    Przypadek najemców, którzy podnajęli Twoje mieszkanie podając się za właściciela znowu pokazuje, że mając ludzki odruch i dając ludziom palec, oni biorą całą rękę. Dobrze, że nie zgodziłeś się na przesunięcie terminu płatności, bo po poniedziałku byłby wtorek, później czwartek…
    Wiem coś o tym, też musiałem pewnego miesiąca po sześciu latach bezproblemowego najmu w końcu tupnąć nogą i zagrozić zerwaniem umowy z natychmiastowym opuszczeniem mieszkania, jak uzmysłowiłem sobie, że za tydzień zacznie się nowy miesiąc i nowe zobowiązanie i nowe rachunki, itd. Za to po mojej stanowczej reakcji nie było już problemów z płatnościami, nagle problemy finansowe najemców same się rozwiązały. Ludzie czasem po prostu próbują na ile mogą sobie pozwolić, tak jak dzieci po troszkę próbują na ile mogą wejść swoim rodzicom na głowę.

    A tak w ogóle Sławku, to gorąco zachęcam Cię do napisania książki właśnie o tych Twoich przygodach z najemcami, ze sprzedającymi, pośrednikami, księgowymi, notariuszami. Myślę, że byłaby to kontynuacja Poradnika i szalenie interesująca książka, pomocna (przykład z Panią notariusz, która nie sprawdziła dość dobrze stanu prawnego mieszkania). Myślę, że wielu początkujących fridomiaków nie zdaje sobie sprawy jakie ryzyka mogą się pojawić na różnych etapach inwestowania, najmu.

    Pozytywnie zaskoczyło mnie to, że dość dużo szczegółów napisałeś, co do swojego toku myślenia, działania. I tak sobie myślę, że ten sukces odniosłeś dlatego, że te Twoje działania były takie powtarzalne, wręcz weszły Ci w nawyk (środa gazeta + mc donalds, sobota pośrednicy, niedziela bezpośrednio), Łódź środa + sobota, itp. To tak, jak z życiem poniżej swoich możliwości, czyli z oszczędzaniem. Najważniejsze aby było regularne, powtarzalne, konsekwentne. Czas zaczyna działaś na naszą korzyść i są efekty (wkład własny lub zakup gotówkowy).

    Negatywnie zaskoczyło mnie to, jak już było w komentarzach powyżej, że były powtórzenia, po kilka razy tych samych tematów. Wiem, że autorowi bardzo trudno to wychwycić, bo to jego własne słowa, nie wiem też czym tak naprawdę zajmuje się Korektor/Korektorka, czy tylko literówkami, formułowaniem zdań, czy właśnie również powtórzeniami poruszonych tematów w obrębie książki. W każdym razie, nie po to kupiłem tę książkę, aby wynajdywać jej wady, ale po to aby się czegoś dowiedzieć, utwierdzić w przekonaniu, nakierować swoje myślenie.

    Co mnie zasmuciło. Nie wiem jaki masz system wartości. Wiem, że masz dobre serce, że jesteś dobrym, uczciwym człowiekiem. Masz pokorę. Szanujesz drugiego człowieka. Wiem, że jesteś konsekwentny w tym co robisz, że masz charyzmę, że potrafisz pociągnąć za sobą ludzi.
    Patrząc po sobie i kierując się swoim subiektywnym myśleniem, zasmuciło mnie, że rozstałeś się ze swoją żoną. Tak odczytałem, że ten sukces był okupiony właśnie tym rozstaniem.
    Ale to jest moje subiektywne odczucie.

    A co mnie rozśmieszyło? Ludzie, którzy czekali przed podpisaniem aktów notarialnych oraz młoda para, którą mijałeś na klatce schodowej (oni wciąż chodzą i oglądają, a Ty w trakcie zakupów :).

    Opisywałeś, jak pracowałeś na stadionie narodowym podczas Euro 2012. Czy nie wkurzało Cię to, że jak się Twój przełożony dowiedział, że napisałeś książkę i zobaczył, że facet pod krawatem wita się z Tobą z szacunkiem, to zmienił postrzeganie Twojej osoby? że dopiero wtedy ruszył swoją mózgownicą i pomyślał, że może jesteś jednak kimś interesującym, że może masz coś ciekawego do powiedzenia? że może nie jesteś zwykłym „robolem”?
    Przyznam szczerze, że mnie to po prostu wpienia. Wcześniej nie widział w Tobie człowieka, tylko teraz? Niestety spotykam się z takim podejściem ludzi i nie mogę sobie z tym poradzić wewnętrznie. Po prostu tacy ludzi bardzo tracą w moich oczach.

    Jeszcze poruszę kwestie Twoich przyszłych zawodów emeryta.
    W szkole podstawowej byłem ministrantem, służyłem do mszy św. Pamiętam, jak Pan kościelny przed mszą św. wieczorną prosił czasem ministrantów, aby poszli na wierzę kościelną nakręcić zegar. Z kolegą poszliśmy. To było niesamowite, wchodzić tam, gdzie inni nie mają wstępu, to był stary kościół ciemna klatka chodowa na wierzę, trzeba było bardzo dużo schodów pokonać aby wejść na samą górę, później nakręcanie zegara takim jakby dyszlem, jak na starych filmach silniki w samochodach odpalało się, no i ta piękna panorama z bardzo wysoka.
    Po maturze podczas pracy wakacyjnej przed studiami pracowałem w dyskoncie spożywczym na stanowisku Kasjer-sprzedawca, ale robiło się wszystko: kasa, wykładanie towaru na półki, rozładowywanie samochodu, jak przywiózł towar, po zamknięciu ścieranie podłogi w całym sklepie. Najbardziej lubiałem wykładać chłodnie (np. jogurty). Pewnego razu po mojej zmianie i podliczeniu pieniędzy na kasie, kierowniczka zawołała mnie, abym jeszcze raz przeliczył cały utarg z mojej kasy, bo na pewno się pomyliłem. Więc policzyłem powtórnie mając w gaciach, że na pewno mam manko, a okazało się że przy utargu około PLN 12000 kwota zgadzała się co do grosza (PLN 0,01) co przy cenach typu 1,99, 2,89 nie jest takie oczywiste. Dostałem pochwałę do akt osobowych :).
    Nieraz na pewno usłyszeliście w sklepie: „mogę być winny grosika?” Z tych grosików to nawet PLN 5-6 można było nazbierać za cały dzień. A ja po prostu pamiętałem w myślach, że jestem jeden grosik do przodu, a innym razem dwa grosiki do tyłu. W każdym razie mam szacunek do pracy ludzi w handlu, bo to ciężka praca i niestety mało płatna, no i fajnie jest wiedzieć jak taki sklep funkcjonuje od środka. Innym razem pracowałem w firmie produkcyjnej. Praca biurowa, ale jak przyszło zamówienie od klienta z zagranicy, to praca zaczynała się od napisania zlecenia produkcyjnego, a kończyła na pokierowaniu załadunkiem towaru na naczepę TIRa, co nie jest takie wcale proste, bo każda paleta z towarem ma inną wagę, gabaryty, towar musi być odpowiednio rozłożony na naczepie, aby nacisk na osie nie przekraczał norm.

    Sławku życzę Ci wielu interesujących doświadczeń w nowych zawodach.

    Było mi bardzo miło poznać Cię osobiście w Lublinie podczas targów mieszkaniowych. Po Twojej prezentacji i spotkaniu z Tobą uwierzyłem, że naprawdę mogę osiągnąć wolność finansową. Potrzebny jest dobry plan, działanie i determinacja, a czas zrobi swoje.
    Powiem szczerze, że siedzenie przed kompem i czytanie floga oraz ksiązek to jedno, a spotkanie na żywo i uściśnięcie ręki prawdziwego „fridomaniaka” to drugie i to jest dopiero kopniak do przodu :)
    (przepraszam za tak głuuuugi komentarz).

    Szymon

    • Sławek Muturi pisze:

      Szymon, dzięki za miłe spotkanie w Lublinie i za to że przyjechałeś tam aż z Rzeszowa. Dzięki za wiele ciepłych słów, za entuzjastyczną recenzję mojej ostatniej książki oraz moich innych działań oraz za słowa krytyki. Beata, korektorka książki, zwracała mi uwagę, że jest wiele powtórzeń, ale przyznam, że zignorowałem jej uwagi, widać niesłusznie. Nie wiem jak inni autorzy, ale ja po napisaniu książki i przeczytaniu jej kilka razy na kolejnych etapach korekcji tekstu, mam jej już serdecznie dosyć i nie chciało mi się dłużej przeciągać zakończenia całego procesu wydawniczego.

      A moim rozwodem się aż tak bardzo nie przejmuj. Wiem, że w Polsce rozwody kojarzą się z porażką, z dramatem, z kłótniami i z wzajemnymi pretensjami. Ale wcale tak być nie musi i w moim przypadku tak nie było. Moja pierwsza żona jest teraz w szczęśliwym związku, ja też. Utrzymujemy ze sobą bardzo dobre relacje. Jesteśmy nadal dla siebie ważnymi ludźmi, gotowymi sobie pomagać w razie czego. Nie ma dramatu, jest po prostu kolejny etap. A ja lubię zmiany; nie lubię rutyny, więc zmiany się nie boję. Zmiana coś kończy, ale też coś zaczyna. I nie ma co się z tego powodu smucić czy czegoś żałować.

      Jeszcze raz dziękuję za bardzo wiele ciepłych słów. No i powodzenia w realizacji Twoich planów dojścia do wolności finansowej. Trzymam życzliwie kciuki.

  15. Jakub pisze:

    Dobry wieczór!
    Mimo, że czekałem na tę pozycję dwa miesiące to warto było. Świetnie się czyta poza momentami gdy reklamujesz firmę Mzuri. Tym bardziej, że wcześniej przeczytałem pozycję „Zarządzanie najmem – Poradnik dla właścicielek mieszkań na wynajem: gdzie chyba cały rozdział o Mzuri jest identyczny.
    Pozdrawiam.

    • Sławek Muturi pisze:

      Jakub, dzięki za komplement. A co do Mzuri, to nie wszyscy czytali poprzednią książkę. A pisałem o Mzuri bo – jak się możesz domyślać – dziesiątki ludzi pytało mnie każdego tygodnia o szczegóły oferty Mzuri. Odkąd opisałem tę usługę, liczba zapytań spadła do kilkunastu tygodniowo:-) Więc chyba jednak było to potrzebne:-)

Dodaj swój komentarz:





Chcesz, aby koło Twojego komentarza pojawiła się Twoja ikona lub zdjęcie?
Kliknij tutaj i dowiedz się jak to zrobić.

Powiadom znajomego o tym wpisie:

Friend Email
Enter your message
Enter below security code
Subskrybuj komentarze do tego wpisu

NAJBLIŻSZE SPOTKANIA FRIDOMIACZEK I FRIDOMIAKÓW

23.11, środa – Bangkok, Tajlandia, godz 15:00. Rejestracja tutaj: http://www.event.biznesponadgranicami.pl/#program

26.11, sobota – Warszawa, moja prezentacja w trakcie Kongresu organizowanego przez Businesswoman & Life

Ze względu na moje zimowanie w tropikach (w tym roku lecę do Afryki), kolejne spotkania przewiduję dopiero na wiosnę 2017 roku. Chyba, że ktoś miałby ochotę się spotkać ze mną w Kenii, Tanzanii, Gabonie (Mistrzostwa Afryki w piłce nożnej), Namibii, RPA, Mozambiku, Etiopii lub na wyspie Mayotte (ze względu na to, że jest to zamorskie terytorium Francji, to można tam polecieć bez paszportu:-). Być może wyskoczę też na dzień-dwa do stolicy Somalii, Mogadiszu, ale tam nikogo nie zapraszam ze względów bezpieczeństwa:-)

 

 

Archiwum - miesiąc po miesiącu

Najwyżej cenione

Czym są, a czym nie są pieniądze w moim prywatnym życiu

na prośbę Fridomiaka Arka opowiem Wam o moim osobistym podejściu do pieniędzy. Nie wiem czy jest  w moim podejściu coś specjalnie odkrywczego, ale powiem Wam szczerze co i jak. Pierwszy kontakt z pieniędzmi jaki pamiętam - w pierwszej klasie podstawówki taka zabawa: stałem na przerwie z przyjacielem (przyjaźnimy się do dziś!) pod sklepikiem i prosiliśmy starsze dzieciaki o parę groszy na oranżadę. A że byliśmy obaj lubiani (uśmiechnięci, na luzie), to starsze dzieciaki nam dawały, my [...]

Najnowsze komentarze

  • Sławek Muturi: Jacek, dzięki za polecenie tej książki. Czytałem ją jakieś 30 lat temu i nie pamiętam szczegółów....
  • Sławek Muturi: Dzięki Robert!
  • Sławek Muturi: Piotrek, nie chciałem namawiać do rozwodów ani niepotrzebnych rozstań. Chodziło mi jedynie o to, że...
  • Jacek: Co do „skromności” Haille Selaise to polecam książkę Kapuścińskiego „Cesarz”.
  • Bolo: „zmień partnera życiowego” – Kochanie, muszę z Tobą się rozstać, muszę mieć młody mózg :) Mój...
  • Robert W: http://www.rp.pl/Mieszkaniowe/ 301169985-Inwestycje-Po-jakim- czasie-zwraca-sie-zakup-mieszk ania.html...
  • Aga-ta: Ostatnio czytałam o tym, że ważne, aby zmieniać aktywności, gdyż szybko się przyzwyczajamy do danej formy i...
  • recroot: Współczuję takich doświadczeń. Mam to szczęście, że przez ponad 6 lat wynajmowania nie miałem żadnego...
  • ROb: Zainteresowałem się tematem wynajmu nieruchomości i tak sobie czytam bloga od samego początku i trafiłem na ten...
  • Piotrek: Hej Sławek, Super wpis! Jeśli jednak chodzi o tę poradę: „zmień partnera życiowego”, to nieźle...
  • Sławek Muturi: Dziś byłem na ceremonii otwarcia i dwóch meczach. Dojazd – choć na początku było trochę chaosu,...
  • Sławek Muturi: Robert, walczyć to nie, bardziej im kibicowałem:-)
  • Robert W: Wszedłeś na trening bokserów – powalczyłeś z nimi?
  • Sławek Muturi: Piotrze, o Kasperczaku wiedziałem, o Baniaku słyszę po raz pierwszy. Dzięki. To będę im kibicował....
  • piotr: Z polskich akcentów trenerem Tunezji jest Henryk Kasperczak a w reprezentacji Burkina Fason w sztabie...
  • Sławek Muturi: Wczoraj spędziłem dzień przemierzając Libreville w poszukiwaniu biletów na mecze Mistrzostw Afryki....
  • Sławek Muturi: Robert, tak, to prawda. Mój kolor skóry najemczyniom wydał się bardzo podejrzany. I było to wiele,...
  • Sławek Muturi: Bolo, dzięki za podzielenie się z nami swoją historią. Jest bardzo pouczająca. Jakieś inne Wasze...
  • Robert: Kiedyś Sławek pisał, że potencjalny najemca nie chciał od Sławka wynająć mieszkania, najpewniej z powodu...
  • Bolo: Dokładnie wiem o co Ci chodzi pisząc o „wymianie systemu operacyjnego”. Jako 21-latek otworzyłem...

Najnowsze wpisy

created by Water Design