22

09.2016

Z pamiętnika Wolnego Łukasza

autor: Sławek Muturi|kategoria: Blog autorów, Fridomia, Zapiski zdeterminowanego Fridomiaka, Życie postkorporacyjne

ilość komentarzy: 7

Otrzymałem bardzo ciekawego maila od Łukasza. Łukasz dzieli się swoimi przemyśleniami dotyczącymi tego jak się przygotować do stanu wolności finansowej. Nie tylko, a właściwie przede wszystkim nie od strony finansowej, tylko mentalnej. Podobnie jak Łukasz, też mam nadzieję, że Jego mail wywoła jakąś dyskusję na łamach fridomii. Gorąco zapraszam.

Duże dzięki Łukasz. Również za bardzo ciepłe słowa pod moim adresem. To miłe. Zgadzam się z wieloma Twoimi przemyśleniami. Może w nieco innej formie, wiele z nich zamieściłem swego czasu w książce „Życie post-korporacyjne. Czy jesteś gotowa do wcześniejszej emerytury?”.  Nie wiem czy czytałeś może tę pozycję. Jeśli nie, to byłbym rad Twoich uwag co ewentualnie warto uzupełnić oraz z czym się ewentualnie nie zgadzasz. Im lepiej Fridomiacy będą przygotowani do swojej emerytury, tym większą im ona sprawi satysfakcję.

Oto mail od Łukasza:

Podziel się!

0

Komentarze:

  1. ArturSt pisze:

    Odnośnie pkt. 5 – zazdrość. Moim zdaniem to jednak złe uczucie. Mierzyć się do kogoś wyższego – z tym się zgadzam. Warto obracać się wokół ludzi którzy ciągną nas do góry, motywują do działania. Ale zazdrość jest do tego niepotrzebna :-). Ja lubię się otaczać ludźmi którzy w życiu dużo osiągnęli, a przy tym są odpowiednio skromni – rozmowy z nimi dają mi dużo energii do działania. Natomiast nie zazdroszczę im – ja się po prostu cieszę razem z nimi gdy osiągną coś nowego, coś im się uda, powiedzie się jakiś plan.

    0
    • Sławek Muturi pisze:

      ArturSt, mi też nie podoba się zazdrość. W ogóle nie lubię się z nikim porównywać. Uważam, że to strata energii. Wolę się mierzyć ze swoimi własnymi aspiracjami i planami. To wydaje mi się bardziej konstruktywne.

      0
  2. lukasz w pisze:

    za wikipedia „zazdrosc – Uważana zazwyczaj za uczucie negatywne, choć w łagodnej formie może być np. bodźcem do pozytywnej konkurencji i realizacji własnych aspiracji.”
    chodzi raczej o zamiane negatywnych uczuc na cos pozytywnego i budujacego.

    0
  3. Aga-ta pisze:

    Podzielam zdanie (Artur, Sławek) na temat zazdrości – dla mnie to ważne, aby wyłapywać emocje z nią związane i redukować do zera. Na szczęście nie ma ich wiele :-)

    Natomiast mnie zainteresował punkt pierwszy dotyczący rosnących potrzeb. Otóż doświadczamy z mężem czegoś odwrotnego. Redukujemy swoje potrzeby wraz z osiąganiem coraz to większego pola wolności. Nie jesteśmy wolni finansowo, mąż jeszcze pracuje, ale ja już żyję w świecie postkorporacyjnej idylli. I to, co obserwuję, to właśnie coraz mniejsze wydatki. Bo mając czas, chętniej gotuję i częściej jadamy w domu, co stanowi spore oszczędności. Dzięki temu wyjście do restauracji ma swój niecodzienny smak i jest dla nas często randką i wielką przyjemnością. Nie pracując, wyzbyłam się wielu stresów i chęci kompensowana napięcia kompulsywnymi zakupami. Zresztą nie potrzebuję już dziesiątek par szpilek i nastu garsonek, które zanosiłam do kosztowej pralni. Zakupy były też nagrodą po ciężkim dniu, sztuczną przyjemnością, a dziś mam prawdziwe, w pełni autentyczne i mniej kosztowne uciechy dnia codziennego :-) Przestałam używać drogich kremów, kosmetyków na rzecz naturalnych olei, które świetnie działają z porządną dawką 7 godzin snu (kiedyś bez szans, gdy pracowałam nawet 16h na dobę). Towarzystwo ludzi zrównoważonych psychicznie i emocjonalnie (o takich w korporacyjnym świecie raczej trudno) sprawia, że nie mam ciśnienia na nowe gadżety, nie ulegam wyścigom, aby komuś dorównać, coś mieć, bo zobaczyłam u kogoś i jestem pewna, że mnie to uszczęśliwi. Jeżdżę starym samochodem i uśmiecham się do czasów, gdy użytkowałam wygodną „limuzynę”, za którą płaciła firma. To akurat było tańsze, ale nawet przez chwilę nie żałuję. Koszt życia był wyższy i potrzeby nazbyt napompowane. O kosztach leczenia nie wspominając…

    Wierzę w to, że gdy człowiek zrozumie, o co chodzi w byciu wolnym, będzie powoli wyzwalał się z tych zniewalających „chcę mieć” na rzecz „chcę być”. Ale tego jeszcze trzeba chcieć :-)
    Należy też pamiętać, że nie każdy tak naprawdę chce być wolny.

    I oczywiście dołączam się do słów podziwu i wdzięczności dla Sławka. To jedna z tych wyjątkowych osób w moim nowym, wolnym życiu. Grono ceniących wolność powiększa się, co bardzo mnie cieszy, bo obawiałam się, że stracę ludzi wokół, gdy „wyjdę z obiegu”.

    0
    • Grzegorz pisze:

      Zaobserwowałem u siebie identyczne zjawisko im staję się bogatszy, bardziej wolny finansowo tym paradoksalniej mniej wydaję pieniędzy prócz tego zmienia się struktura wydatków: zamiast restauracji domowe jedzenie, które jest smaczniejsze, zamiast zakupów nowych ubrań chodzenie w starszych wcześniej nabytych ubraniach, zamiast wycieczki zagranicznej wycieczka rowerowa po zapadłych wsiach, zamiast chodzenia na siłownie urządzenie sobie domowej siłowni, zamiast chodzenia po kinach i teatrach stale zwiększająca się liczba lektur, czasopism, zamiast chodzenia do filharmonii wielka kolekcja muzyki klasycznej w domu. Uważam, że przechodzenie w kierunku wolności finansowej powoduje psychiczne uspokojenie oraz nasycenie życia ogromną dawką wyzwań intelektualnych a gadżety i rozrywki łatwo dostępne a często kosztowne stają się potwornie nudne. Nowy samochód, kosztowna wycieczka zagraniczna, nowe ubranie zaczynają być z czasem naiwne jak grzechotka dla dziecka. Prócz tego wzrastająca zamożność i wolność finansowa powoduje, że człowiek zaczyna z coraz większym dystansem patrzeć na otaczającą nas rzeczywistość społeczną a największą nagrodą wydaje się być luksus nie brania już tak aktywnej roli w walce o kolejne świecidełka tego świata. Całkowicie zgadzam się z pewną tezą zawartą w Twoim tekście, że wolność finansowa powoduje, że nie musimy sobie konsumpcją kompensować dramatu braku posiadania środków finansowych ponieważ człowiek nadmiernie konsumuje by jedynie w zastępczy sposób uciec przed samym sobą i swoimi dramatami.

      0
  4. Mikafu pisze:

    A Ja praktycznie osiągnęłam wolność przed 40 stka. Jest cudownie. Tylko czasem mam takie myśli, ze powinnam może coś bardziej ambitnie podziałać, zeby wykorzystać w pełni swój potencjał. A z drugiej strony nie chce już wchodzić w obciążające czasowo i stresujące sytuacje. No i mam czasem takie rozdwojenie… Mam nadzieje, ze uda mi sie coś wymyślić ci da mi satysfakcję, ale nie kosztem mojej upragnionej wolności ?

    0
  5. Kuneg pisze:

    Czuję się, jak żaba podgrzewana w garnku na kuchence – wyskoczyć, czy nie wyskoczyć ;)

    Mam jeszcze za duże obciążenia kredytami, ale pracodawca da mi niebawem pretekst do odejścia… Właśnie jest wdrażany nowy regulamin pracy, a ja nie mam ochoty przyjąć porozumienia zmieniającego, bo oznaczałoby to nieznaczną obniżkę wynagrodzenia. Ja już pracuję na 110% możliwości i nie mam ochoty na dalsze dociskanie mnie. Jak nie przyjmę porozumienia, to będzie wypowiedzenie zmieniające. Jak odrzucę nowe warunki, to żegnam się z firmą.
    Z jednej strony nudzi mnie ta robota (i te kolejne, bezsensowne zmiany w firmie), z drugiej strony wnerwiają durne decyzje szefostwa, z trzeciej strony kredyty, z czwartej strony chęć postawienia wymagań szefowi, a z piątej strony wewnętrzny spokój na myśl o definitywnym rozstaniu się z firmą…

    Ot, dylemat: postawić realne wymagania i sprawić, aby szef się ugiął, czy postawić nierealne wymagania i pożegnać firmę. Obie wersje są jakoś niezwykle kuszące. W obu wygrywam coś. :)

    Kwestia wolności i przygotowania się do niej – ja się nie mogę doczekać, aż będę mogła zająć się ogrodem, winnicą, zielarstwem, szyciem, może zacznę prowadzić kursy kroju i szycia, może kursy kadrowo-płacowe, albo porady prawne z tego zakresu, albo szkolenia z Excela, może zapiszę się na studia z zielarstwa, a może otworzę kawiarnię, dla takich, jak ja i będę robić wszystko na raz, bo lubię wszystko na raz, ale w swoim tempie i bez szefa. Będzie miejsce na kursy, pogaduchy o tym, co lubię, na szycie, rękodzieło, szkolenia, zielska, doniczki z roślinami itp., itd. :)

    Ja tam nie wiem, jak można się nudzić. Dla mnie doba mogłaby mieć i ze 72 godziny :)

    0

Dodaj swój komentarz:





Chcesz, aby koło Twojego komentarza pojawiła się Twoja ikona lub zdjęcie?
Kliknij tutaj i dowiedz się jak to zrobić.

Powiadom znajomego o tym wpisie:

E-mail *
Wpisz wiadomość
Subskrybuj komentarze do tego wpisu

NAJBLIŻSZE SPOTKANIA FRIDOMIACZEK

I FRIDOMIAKÓW

6 kwietnia 2019 r. (sb), Warszawa, Six Seasons Wilanów; Warszawskie Forum Nieruchomości (w tym wykład Sławka =)

11 kwietnia 2019 r., Poznań – prezentacja „Czy to jest dobry czas na inwestycje w nieruchomości” – spotkanie Global Investor Club (miejsce do potwierdzenia)

29 maja 2019 r., środa – godz 19:00; live na profilu FB Sławek Muturi oraz – równolegle – webinar (konieczna wcześniejsza rejestracja). Szczegóły bliżej terminu.

Dlaczego info z tak dużym wyprzedzeniem? Bo będzie to już 10-ta (!!!!!!!!!!) rocznica mojego przejścia na wcześniejszą emeryturę:-). Choć będę tego dnia gdzieś w podróży po Afryce, to chciałbym byśmy się spotkali – choćby wirtualnie – przy kieliszku wina lub butelce piwa:-)

 

 

Social media:

Archiwum - miesiąc po miesiącu

Najwyżej cenione

Licencja na właściciela

Po wielu latach braków na rynku mieszkaniowym, marzeniem wielu Polaków stało się posiadanie własnego mieszkania. Coś co było nieosiągalne dla pokolenia naszych dziadków czy rodziców wreszcie można – przy jakimś wysiłku finansowym – zrealizować. Można zamieszkać we własnym mieszkaniu, po swojemu je urządzić, nie bać się, że mieszkanie będzie potrzebne właścicielowi i poprosi nas nagle, bez uprzedzenia, o wyprowadzkę. Koszty kredytu hipotecznego bywają często porównywalne z kosztami najmu, więc po co „komuś nabijać kabzę”, skoro [...]

Najnowsze komentarze

  • Jan Dziekonski: Widzę, że niechcący wywołałem dyskusję o micie „W małżeństwie łatwiej i bezpieczniej” ;P
  • TX: Ona też ma sporo do stracenia jak coś pójdzie nie tak i na przykład zostanie sama z niepełnosprawnym dzieckiem....
  • Alek: Z żoną mieszkałem parę lat w za dużym mieszkaniu poza centrum. Sprzedaliśmy i przenieśliśmy się do najmowanego...
  • JacekP: Nie mam i nie zamierzam mieć. Małżeństwo jakoś nie specjalnie kojarzy mi się z wolnością. Jestem zdania, że...
  • Kuneg: Ze co??? Było się nie żenić i nie narzekać na żony! ;) :D
  • Jan Dziekonski: Widzę, że to wszystko przez żony – ja się rozwiodłem i od razu przeszedłem na tryb wynajmu ;)...
  • Sławek Muturi: TX, oczywiście nie odnosiłem tych słów do Ciebie:-) Z tego co mi się wydaje, to z Twoim portfelem M na...
  • Piotrek: To jest dobra uwaga. Ja miałem już 6 mieszkań na wynajem przed tym jak kupiłem mieszkanie dla siebie. I to...
  • Lukasz: JacekP: a masz żone? :)
  • JacekP: Chyba podobnie myślimy. Ja również mieszkam w wynajmowanym mieszkaniu. Swoje sprzedałem i kupiłem za nie 4...
  • TX: Sławek, mam nadzieje, że nie chcesz mi przez to oględnie powiedzieć, że jestem upierdliwym klientem Mzuri ;)
  • Sławek Muturi: Jacek, dzięki za ciepłe słowa pod adresem Mzuri oraz za podzielenie się swoimi błędami i przestrogami....
  • Sławek Muturi: Artur, dzięki za doprecyzowanie. TX, rzeczywiście czasami pojęcie „wtopy” jest względne...
  • Artur Kaźmierczak: Tomku, wygrałbyś ten zakład :) Oczywiście płacimy w transzach: zaliczkę a następnie za wykonane...
  • JacekP: Tomku, Dziękuję za radę. Ja dałem zaliczkę na wykonanie części robót i kupno materiałów. Mieszkam 900 km od...
  • Tomek: Wydaje mi się, że opisywany problem wynikł głównie z zapłacenia z góry firmie budowlanej, moje doświadczenia...
  • JacekP: Sławku, Dokładnie takie obawy miałem przed nawiązaniem współpracy z tą osobą- że jest to pojedyncza osoba bez...
  • Artur Kaźmierczak: Ja sobie nie przypominam, byśmy odkupywali mieszkanie od inwestora z powodu „wtopy”....
  • Sławek Muturi: Agnes, dzięki za kolejny mit. To dość popularny mit, dzięki. Niestety nie pamiętam czy już mamy go na...
  • TX: Sławku, a co takiego było w mieszkaniu nie tak, że okazało się niewypałem? Co może z mieszkaniem być aż tak...

Najnowsze wpisy

created by Water Design