10

05.2017

Myślenie długoterminowe

autor: Sławek Muturi|kategoria: Blog autorów, Podróżowanie po świecie

ilość komentarzy: 3

Długi weekend majowy spędziliśmy głównie w Rumunii (było tam o wiele cieplej niż w Polsce:-). Pojechaliśmy tam samochodem przez Lwów i wjechaliśmy od strony Bukowiny – pięknej wiejskiej krainy z wieloma elementami polskości oraz sławnymi na cały świat monastyrami i kościołami, których zewnętrzne ściany pokryte są bajecznie kolorowymi freskami. Później była Mołdawia. Wraz z Transdniestrzem, które w porównaniu do mojej pierwszej wizyty jakieś 13-14 lat temu bardzo się zmieniło na plus. Tiraspol wygląda tak jak miało chyba wyglądać w zamyśle komunistów wzorcowe sowieckie miasteczko – dość biedne, ale wszędzie czysto i bardzo schludnie. Wygląda o wiele lepiej niż większość rosyjskich miast jakie do tej pory widziałem, choć zabytków do zwiedzania i podziwiania nie ma tam wiele lub wcale.

Później wróciliśmy znów do Rumunii, tym razem do mojej ulubionej Transylwanii. Mimo, że po polsku mówi się na ten region Siedmiogród, to tak naprawdę pięknych, zabytkowych miast jest tam kilka razy więcej. A jeszcze więcej (blisko 200) jest tam warownych kościołów, które były budowane nie tylko jako świątynie religijne, ale też służyły schronieniu w razie wielomiesięcznych oblężeń najeźdźców z Mongolii, Otomanów, itp Bardzo romantyczne i fotogeniczne miejsca. Niektóre w ruinie, ale inne odrestaurowane, a niektóre przerobione nawet na hotele.

Stamtąd obraliśmy kurs z powrotem na Polskę z zatrzymaniem się na dwa dni w Maramures, graniczącym z Ukrainą oraz Węgrami regionie, który do niedawna był najbardziej odizolowanym od współczesnej cywilizacji, rolniczym regionem Europy. W Maramures byłem już wielokrotnie, pierwszy raz prawie dokładnie 10 lat temu.

Wówczas całe wioski składały się ze starych drewnianych domów, a wjazdów na podwórka strzegły wysokie na 3-5 metrów, bogato zdobione, drewniane bramy ze spadzistymi daszkami na górze. Te wioski wyglądały tak jakby czas się w nich zatrzymał. Jakieś dobre kilkaset lat temu. Wrażenie potęgowały wozy konne (nadal jest ich sporo) oraz kobiety idące na pole, ubrane w czarne, baloniaste spódnice, (co ciekawe długości może nie mini, ale raczej przed kolana) i niosące przez ramię drewniane motyki, grabie oraz inne narzędzia do prac rolnych.

Gdy przyjechaliśmy tam kilka miesięcy później (chcieliśmy zobaczyć festiwal muzyki romskiej na przełęczy łączącej Maramures z Bukowiną) to widziałem jak te stare drewniane domki znikają. Jeden po drugim były rozbierane i ładowane na ciężarówki, które miały je zawieźć do Francji, Włoch czy Hiszpanii. Obywatele tamtych krajów po prostu kupowali te domy od ich mieszkańców. Jak się dowiedziałem, płacili im – w zależności od wielkości oraz stanu technicznego chatki – od 2 do 5 tysięcy EURO i czasami dodawali jeszcze na zachętę jakiś stary, wysłużony samochód, który pewnie u siebie musieliby już złomować.

W zamian za otrzymaną kasę, mieszkańcy wiosek kupowali materiały budowlane – najczęściej najtańsze białe bloczki budowlane i stawiali domy wyposażone w nowoczesne technologie, sanitariaty, itp. Rozumiałem tych ludzi, bo przecież każdy chce polepszyć standard swojego życia, ale jednocześnie smuciłem się, że tracą swoją tradycję, unikalność.

Po powrocie do Bukaresztu namawiałem wówczas wszystkich moich współpracowników (większość z nich nigdy nie była w Maramures), moich klientów oraz innych znajomych by koniecznie pojechali zobaczyć Maramures takim jakim było kiedyś. Zanim całkowicie zniknie. Sam też pojechałem tam jeszcze kilka razy na przestrzeni kolejnych dwóch lat. Za każdym razem drewnianych chatek ubywało.

Dziś już praktycznie nie ma ich wcale, oprócz drewnianych szop, które były w zbyt lichym stanie by znaleźć jakiekolwiek zainteresowanie wśród kupców z Południa Europy. Kobiety wprawdzie dalej noszą czarne, bufoniaste spódniczki mini, dalej używają drewnianych narzędzi do prac polowych, wozów konnych jest dużo mniej, ale stare domy już całkiem zniknęły. Przejął mnie dotkliwy smutek i żal, niemal taki jakbym sam stracił coś bardzo dla mnie cennego. Zacząłem się zastanawiać czy nie można tego było zrobić inaczej. Gdzie było UNESCO? Czemu UE lub rząd Rumunii nie asygnowali środków na pomoc mieszkańcom Maramures w tym by swoje drewniane domy zmodernizowali w  środku? Dlaczego pozwolono temu regionowi zniknąć, przepoczwarzyć się z pięknego motyla w poczwarę?

Widać już oznaki tego, że ludzie zaczynają żałować tego, że 10 lat temu rozpoczęli wyprzedaż czegoś absolutnie unikalnego po to by to zastąpić czymś zupełnie bezpłciowym, pozbawionym jakiejkolwiek tradycji czy walorów kulturowych. Większość domków, która tam dziś stoi, mogłaby stać w dowolnej innej wiosce w Europie, a te biedniej zrobione – w dowolnej wiosce w Azji, Ameryce Południowej czy Afryce.

Ludzie zaczynają stawiać nowe bramy wjazdowe stylizowane zgodnie z tradycją. Okładać część swoich domów drewnem. Dorabiać różnego rodzaju drewniane balkony czy balustrady. Gdzie niegdzie widać nowe domy budowane z drewna. Mieszkańcy wracają do swoich korzeni.

Decyzja, którą podjęli 10 lat temu – krótkoterminowo – wydawała im się logiczna i właściwa. Zrobili skok do nowoczesności, mogli żyć wygodniej, w lepszych warunkach. Z perspektywy 10 lat, które minęły, widzą jednak, że może nie była to najlepsza opcja w ujęciu długoterminowym. Turystów dziś jest dużo mniej. Pensjonaty – choć bardzo tanie – święcą pustkami. Nie ma komu kupować ich lokalnego rękodzieła, wyrobów rolnych, typu sery, śliwowica czy wędliny. Nikogo nie przyciągają schematyczne, pospolite domki z białych pustaków, a z kolei te fikuśniejsze są zbyt krzykliwe, zbyt prowincjonalne, nieco śmieszą. Co gorsze, część domków jest niewykończona – widać ktoś słabo zaplanował budżet i owych EUR 5 tyś nie wystarczyło na dokończenie remontu i dziś rodzina zajmuje tylko część niedokończonego budynku.

Jedyna nienaruszona część starego Maramures to kościoły oraz cerkwie. Nadal górują nad dolinami i pagórkami tego regionu ze swoimi smukłymi, strzelistymi wieżami. Ich dachy pokryte są wąskimi, podłużnymi drewnianymi dachówkami, przez co wyglądają jak łuski ryb. Naturalny konserwatyzm kleru okazał się zbawienny dla zachowania lokalnej tradycji. Kościoła żaden cudzoziemiec nie był w stanie kupić i wywieźć do swojego kraju. Nie było takiej opcji. Zwierzchnicy kościelni chyba z natury myślą bardziej długoterminowo.

Myślenie długoterminowe jest też ważne dla Fridomiaczek i Fridomiaków. Według mnie jest to jedna z cech, która może ułatwić osiągnięcie wolności finansowej, lub inaczej – brak umiejętności myślenia w dalszym horyzoncie może znacząco utrudnić jej osiągnięcie. Ale o tym może przy innej okazji:-)

PS Ciekawostka: w jednej z wiosek Maramures zatrzymaliśmy się przy placu budowy nowego kościoła. Będzie to akurat kościół katolicki. Cały z drewna, utrzymany w tradycyjnym stylu architektury tego regionu. Fajnie było zobaczyć taki kościół w formie work-in-progress. Zapytałem o koszt budowy takiego kościoła – jest to ok EUR 70.000. Bez fresków, których namalowanie może kosztować kolejne 35-40 tysięcy. Mam nadzieję, że ten nowy kościół, podobnie jak jego starsi sąsiedzi, też przetrwa kolejne co najmniej 300-400, a może i więcej lat i będzie cieszyć oczy i wzbudzać pozytywne emocje u naszych pra-pra-pra-pra-pra-pra-pra-pra-….. – pra-pra-pra-pra-pra-pra…. – pra-pra-pra-pra ……. pra-pra-pra-prawnuków:-)

Komentarze:

  1. Mateusz napisał(a):

    Myślenie długoterminowe, to coś do czego dochodzi się latami. Sam dopiero po 25 roku życia zacząłem myśleć większą „perspektywą” nad tym co robić w życiu, jak oszczędzać, skad brać pieniądze i jak przejść resztę swojego życia. Bardzo fajny artykuł, zdecydowanie pomaga poszerzyć myślenie.

  2. Kuneg napisał(a):

    Niestety, dopiero z wiekiem przychodzi umiejętność myślenia długoterminowego. Młodość jest często niecierpliwa, wyrywna i naiwna.

    Ostatnio zamarzyło mi się kupno domu z bali i wyniesienie się na wieś, a mieszkanie w mieście na wynajem… Mój mąż myśli nad glinianym domu. Dlaczego te materiały? No właśnie długoterminowe zalety przeważają – naturalne, nietoksyczne, hipoalergiczne materiały. W koncu w takich domach ludzie mieszkali przez wieki.

Dodaj swój komentarz:





Chcesz, aby koło Twojego komentarza pojawiła się Twoja ikona lub zdjęcie?
Kliknij tutaj i dowiedz się jak to zrobić.

Powiadom znajomego o tym wpisie:

E-mail *
Wpisz wiadomość
Subskrybuj komentarze do tego wpisu

NAJBLIŻSZE SPOTKANIA FRIDOMIACZEK I FRIDOMIAKÓW

sobota, 25 listopada – Łódź, szczegóły bliżej terminu

czwartek, 30 listopada – Łódź, szczegóły bliżej terminu

piątek, 1 grudnia – Warszawa, wystąpienie podczas Kongresu BusinessWoman&Life. Rejestracja – wkrótce

sobota, 13 stycznia 2018 – Łódź, szczegóły bliżej terminu

 

Archiwum - miesiąc po miesiącu

Najwyżej cenione

Benzyna po 5 zł za litr! Mity, kłamstwa i zwykła głupota…

Cały ubiegły tydzień media były pełne alarmujących doniesień o tym, że ceny benzyny na stacjach nieuchronnie zbliżają się do granicy 5 zł za litr.  Rzeczywiście tankując zapłaciłem 4,80 zł za litr. Ale dokładnie po tyle samo kosztowały na stacji litrowe butelki coca-coli oraz tonicu. A przecież koszty dokonania odwiertów w szybach naftowych, czasami głeboko pod dnem oceanu, następnie przetransportowania jej setek kilometrów na ląd rurociągami czy też kosztownymi tankowcami, potem cały proces rafineryjny, wreszcie transport [...]

Najnowsze komentarze

  • Sławek Muturi: Magda, cała przyjemność po mojej stronie! Nie jestem specem od historii, ale wydaje mi się, że cała...
  • Magdalena Kalata: Drogi Sławku, wydaje mi się, że ten sam wpis może być odebrany jako za długi lub za krótki, w...
  • Sławek Muturi: xav, dzięki za komplement. Turyści to mały promil wszystkich podróżnych. Spotkałem kilka małych grup z...
  • Sławek Muturi: Robert, dzięki za pytania. Bilet na całą trasę – bez wysiadania po drodze – można kupić...
  • xav: Sławku – super wpis – momentami czyłem się jakbym tam był osobiście. Z ciakawości – większość...
  • Robert: Nie doszukałem się takich ciekawostek: – ile kosztuje bilet na całą trasę? – jak wyglądają...
  • Robert: Cóż to za psycholog, który stanowczo odradza komuś konsultację z psychologiem po przeczytaniu wpisu na blogu?...
  • Sławek Muturi: Magda, dzięki za komplement. Oraz za sam komentarz – ponieważ nie było komentarzy, to...
  • Magdalena Kalata: Wow! Bardzo ciekawy i zachęcający do podróży wpis! Nigdy bym nie pomyslała, że Syberia może być tak...
  • Tomek: Psycho, czy pomoc psychooga uwazasz za cos zlego?
  • Krzysiek: Sugestia do przemyślenia z mojej strony. Kiedyś czytałem o metodzie próbowania/testowania doświadczeń. W...
  • psycho: Walmaj, jestem psychologiem i stwierdzam z całą stanowczością że na podstawie tego co napisałeś w żadnym, ale...
  • Sławek Muturi: Mariusz, dzięki za … komplement? :-)
  • Tomek: Walmaj, wybacz że napiszę dość bezpośrednio, ale jeśli boisz się od strony emocjonalnej zmienić pracę, mimo że...
  • Mariusz: Moim zdaniem warto być obeznanym w literaturze branżowej, bo nikt tak dobrze nie doradzi jak specjaliści z...
  • xav: Walmaj, Po pierwsze – nawet znaim osiągniesz wolnośc finansową na 99% nie ma sensu tkwić w pracy, która...
  • Sławek Muturi: Robert, duże dzięki!
  • Robert: http://next.gazeta.pl/next/7,1 51003,22496812,czesi-i-wlosi-n a-dwoch-roznych-biegunach-g...
  • Sławek Muturi: Aga-ta, duże dzięki za zachętę na kredyt. Mam nadzieję, że zechcesz ją powtórzyć już po przeczytaniu...
  • Sławek Muturi: Marek, będzie to dla Ciebie z pewnością bardzo ciężka emocjonalnie podróż. Nawet dla mnie wspomnienie...

Najnowsze wpisy

created by Water Design