10

08.2017

Smoleńsk

autor: Sławek Muturi|kategoria: Blog autorów, Podróżowanie po świecie, Refleksje nad mijającym czasem

ilość komentarzy: 67

Długo się zastanawiałem czy w ogóle dzielić się z Wami swoimi wrażeniami z mojej niedawnej wizyty w Smoleńsku. Miałem obawy o to by nie przekształcać fridomii w blog polityczny. Ostatnia nasza dyskusja nt aktywności obywatelskiej była dla mnie na tyle nużąca, że miałem tym więcej obaw.

Dziś jednak postanowiłem o tym napisać. Pod wpływem dwóch wydarzeń, pozornie odległych i ze sobą w żaden sposób nie związanych. Przed wczoraj w Kenii odbyły się wybory generalne (prezydencie, parlamentarne, na stanowiska gubernatorów i kilka jeszcze innych stanowisk). Końcowych wyników jeszcze nie ogłoszono, ale po zliczeniu dużej części głosów prowadzi obecny prezydent Kenii. Cały kraj (a wraz z nim świat) wstrzymuje oddech czy lider opozycji (jeśli wyniki końcowe potwierdzą jego przegraną) uzna je i pogodzi się ze swoją przegraną. Jeśli nie, to Kenia obawia się powtórki z roku 2007, gdzie w podobnej sytuacji, lider opozycji wyprowadził swoich zwolenników na ulice, a obecny prezydent (wówczas tylko poseł) organizował bojówki. W efekcie starć zginęło ponad 1000 obywateli, a kolejne 600 tyś musiało porzucić i uciekać ze swoich domów. Niektórzy do tej pory, po 10 latach, nadal do swoich domów nie wrócili i mieszkają w dużych wioskach namiotowych w tymczasowych warunkach. Kenia i Kenijczycy bardzo ucierpieli na tej waśni dwóch zacietrzewionych polityków.

Drugie wydarzenie. Dziś po odebraniu paszportu z wizą do Chin i jadąc swoim skuterkiem do biblioteki, natknąłem się na płoty otaczające dużą część Krakowskiego Przedmieścia. Demonstrantów jeszcze nie było, ale zasieki już stały i pilnowały ich dziesiątki jeśli nie setki policjantów. Zdezorientowani turyści z Grecji (natknąłem się na ich bardzo dużą grupę). Zdezorientowana studentka nie wiedziała jak dojść na UW. Co jeszcze dziwniejsze, pewna pani, twierdząca, że pracuje w Pałacu Prezydenckim, też dopytywała policjantów którędy może się dostać do pracy.

Nie wiem co się dziś wydarzy pod Pałacem i nie wiem do końca co dokładnie wydarzyło się te 88 czy 89 miesięcy temu pod Smoleńskiem. Ale miesiąc temu, po tym jak zobaczyłem kilka meczów trwającego wówczas w Rosji Pucharu Konfederacji, postanowiliśmy z żoną wrócić do Polski samochodem z St. Petersburga przez Smoleńsk.

Żadna wizyta zagraniczna nie wywołała we mnie tak silnych wzruszeń i tak dojmującego smutku jak wizyta w Smoleńsku oraz w pobliskim Katyniu. Pobyt w Smoleńsku poruszył mnie bardzo głęboko, dotknął najgłębszych pokładów mojego patriotyzmu. Opiszę Wam moje obserwacje oraz uczucia i mam nadzieję, że w dyskusji, o ile się wywoła, nie będziemy szukać winnych tej katastrofy. Nikt z nas nie jest sędzią, a nawet jeśli jest to pewnie nie dysponuje materiałem dowodowym, nie ma wglądu do wszystkich raportów. Nie będziemy się wzajemnie przekonywać  czy była ona wypadkiem lotniczym czy zamachem.  Nie będziemy się nawzajem obrażać. Gorąco o to apeluję.

Co zobaczyłem?

Zanim powiem co zobaczyłem, to zacznę od kwestii osobistej. Jestem pasjonatem latania. Byłem na setkach lotnisk na całym świecie. Od największych typu Heathrow, Frankfurt, Chicago, JFK, Pekin, Tokyo Narita lub singapurskie Changi, po najmniejsze, w prowincjonalnych miasteczkach leżących na małych atolach na wyspach Pacyfiku lub prowincjonalnych miasteczkach w krajach typu Congo. Na tych ostatnich, pas startowy to był pas utwardzonej, wydeptanej zieleni, a terminal pasażerski, to było kilka drewnianych krzesełek (każde z innej parafii), stojących w cieniu jakiegoś rozłożystego drzewa.

Zajmowałem się też lotnictwem cywilnym zawodowo. W czasach gdy pracowałem w ONZ, odbyłem 6-tygodniowy kurs w Holandii podczas którego mieliśmy okazję odbyć kilka całodniowych wycieczek by od środka zrozumieć funkcjonowanie i organizację lotniska Schiphol w Amsterdamie. Jednym z moich wieloletnich klientów w Polsce w czasach pracy dla Andersena była firma Przedsiębiorstwo Państwowe Porty Lotnicze, które zarządzało warszawskim Okęciem oraz Modlinem, oraz było współwłaścicielem kilkunastu innych portów regionalnych, wiele z których odwiedziłem. Wraz z przedstawicielami PPL byłem z wizytami na lotniskach m.in. w Rydze oraz w Hamburgu. By podnieść swoją wiedzę branżową, jeździłem też na szkolenia m.in. do Montrealu (dwutygodniowy kurs organizowany przez IATA oraz ICAO), do Dubrownika.  Realizowałem też mniejsze projekty dla operatorów portów lotniczych w Rumunii.

Myślę, że o lotniskach wiem więcej niż przeciętny Polak. Być może jestem nawet w 1% najlepiej zorientowanych w lotnictwie cywilnym Polek i Polaków (to oznaczałoby, że aż 380.000 osób w Polsce wie na ten temat więcej niż ja).

Przytaczam te dane nie po to by się przechwalać (może trochę też), ale by pokazać Wam, że nawet przy mojej dość bogatej wiedzy nt lotnictwa oraz mojego dużego zainteresowania doniesieniami medialnymi nt tego w jaki sposób doszło do tragedii pod Smoleńskiem (myślę, że wszyscy byliśmy wówczas tak samo głęboko poruszeni jedną z największych tragedii w historii naszego kraju), to co zobaczyłem na miejscu przerosło moje wyobrażenia.

 

Miejsce w którym rozbił się Tu-154 nie jest lotniskiem

Z polskich mediów dowiedziałem się wówczas, że do tragedii doszło na byłym lotnisku wojskowym. Nie dotarło wówczas do mnie jasno słówko „byłym”, za to dotarło słowo „lotnisko”. Wprawdzie wojskowe, ale jednak „lotnisko”. Gdy słyszymy słowo „autostrada” to mamy w głowie pewien obraz. Podobnie ze słowem „lotnisko”.

Otóż w Smoleńsku nie ma „lotniska”. To co pozostało z byłego lotniska, to jedynie utwardzony, betonowy pas startowy pośród drzew i łąk. Nie ma ogrodzenia lotniska. Nie ma systemu światełek naprowadzających samoloty na pas startowy. Nie ma żadnych innych elementów infrastruktury lotniczej. Wieża kontroli lotów to mały, piętrowy barak. Za nim stoją jakieś rozwalające się szopy, które kiedyś chyba były hangarami dla samolotów.

Podjechaliśmy do miejsca tragedii prowizoryczną drogą zrobioną z betonowych płyt ułożonych tam by ułatwić odwiedzającym dotarcie na miejsce gdzie rozbił się Tu-154. Wąska, prowizoryczna droga wiła się na tyłach jakiś salonów oraz warsztatów samochodowych. Po jednym z kolejnych zakrętów drogi, zaczęła ona prowadzić wzdłuż niewysokiego płotka z metalowej siatki. Początkowo byłem przekonany, że jest to ogrodzenie lotniska, ale okazało się, że siatka odgradza jedynie miejsce, na którym znalazły się porozrzucane części rozbitego samolotu oraz szczątki ofiar katastrofy.

W jaki sposób się o tym przekonaliśmy? Bo widzieliśmy kilka osób idących ścieżką wśród wysokich traw w kierunku „lotniska”. Trochę z nimi porozmawialiśmy i zdecydowaliśmy się – pomimo strachu przed nieautoryzowanym wejściem na teren lotniska wojskowego – pójść za nimi. Ścieżka początkowo prowadziła wśród brzóz oraz wysokich krzaków. Gdy te się przerzedziły, zobaczyliśmy – w pewnej oddali – betonowy pas startowy. Wyglądało na to, że między nami, a owym pasem nie było żadnego ogrodzenia. Nie dostrzegłem też żadnych wojskowych ochroniarzy pilnujących swoich wojskowych instalacji. Poczułem bardzo głęboki smutek oraz dalej nieco strachu, że zaraz ktoś do nas doskoczy, powie, że „nie ilzja”, poprosi o dokumenty i zacznie nas przesłuchiwać.

Ale nic takiego się nie działo. Poprosiłem żonę  – wyjątkowo bo nigdy nie robię sobie zdjęć – by zrobiła mi parę zdjęć.  Po chwili zobaczyliśmy – w oddali, w pobliżu pasa startowego – faceta idącego przez pole. Początkowo bałem się, że to ów strażnik, ale w ogóle nie był nami zainteresowany. Zwykły miejscowy przechodzień. Gdy zobaczyliśmy dziewczynę jadącą tamtędy na rowerze, to ośmieliliśmy się podejść bliżej do pasa startowego. Dopiero jakiś metr od pasa pojawiła się niska, może metrowa, żółta tabliczka, z napisami w kilku językach, zakazująca wstępu na sam pas startowy.

Nie mogłem się nadziwić, że tak łatwo było nam się tutaj dostać. Zatrzymywałem przechodniów by ich dopytać od jak dawna w ten sposób skracają sobie drogę z pracy do domu lub z domów do sklepu. Myślałem, że może „lotnisko” się otworzyło dopiero po tej katastrofie. Ale nie, okazywało się, że tak ono wygląda już od bardzo dawna. Młoda dziewczyna mówiła wręcz, że „od zawsze”. Potwierdzało to słowa mojej żony, która wówczas w 2010 roku, z rosyjskich mediów, wiedziała, że lotnisko nie funkcjonowało normalnie. Tylko jeśli była zapowiedź lądowania tam samolotu, to wysyłano na wieżę jakiś kontrolerów ruchu lotniczego. Poza takimi momentami, to był to zwykły pas startowy w lesie.

Choć mówiła mi to już 7 lat wcześniej, to prawda dotycząca tego miejsca dotarła do mnie dopiero na miejscu. Miejsce, w którym byliśmy nie zasługiwało na miano „lotnisko”. Tak samo jak „lotniskiem” nie jest poszerzony kawałek prostej drogi, na której w przypadku wojny (lub nagłej awarii) mogą lądować samoloty. Tak samo jak „autostradą” nie jest pas utwardzonej ziemi, nie wiem nawet jak byłby on szeroki i prosty.

Nabrałem pewności, że samolot wiozący Prezydenta kraju, szefów poszczególnych rodzajów wojsk, ministrów, parlamentarzystów, oraz inne ważne osoby, nie powinien był lądować na tym pasie startowym, w czasie panowania mgły lub innych niekorzystnych warunków pogodowych. Oczywiście istniała szansa na pomyślne wylądowanie samolotu, ale ryzyko rozbicia się było zdecydowanie zbyt duże. Nawet jeśli samolot przewoził by mniej prominentne osoby.

Czy pozwolono by tam wylądować samolotowi przewożącemu grupę dzieci jadących na kolonie? Jestem w 100%-ach przekonany, że nie. A ten, który by do tego dopuścił już dawno by siedział w więzieniu, potępiony przez cały naród.

 

Smutek

Konstatacja, że prezydencki Tu-154 nie powinien był tu owego feralnego dnia lądować głęboko mnie zasmuciła. Popłakałem się i łez wylałem chyba tyle samo ile na pogrzebach moich własnych rodziców.

Mój smutek spotęgowało jeszcze coś innego.

Na końcu drogi dojazdowej w to miejsce (tej z płyt betonowych, o których pisałem wcześniej) był nieduży  parking, zrobiony tuż pod wysokim na 4 metry drewnianym krzyżem. Obok niego stał mniejszy, 1,5 metrowy, a pod oboma było trochę sztucznych, plastikowych kwiatów, biało-czerwonych flag oraz zniczy. Z tym, że całość wyglądała wręcz żałośnie. Plastikowe kwiaty były mocno wyblakłe, plastikowe wieńce były przewrócone (najprawdopodobniej przez wiatr) do góry nogami. Znicze były puste, częściowo popękane, mocno zakurzone. A niektóre flagi albo całkiem wyblakły na słońcu, albo zatknięte w ziemię były brudne od błota wznoszonego w górę przez krople deszczu. Były całe przypaćkane błotem. Jedną z nich wyjąłem w ogóle z ziemi, bo zrobiła się całkowicie biała. Gdy jej się przyjrzałem, to zrobiło mi się jeszcze smutniej. Wyglądała jakby była zrobiona przez przedszkolaka – długa biała kartka, pomalowana w dolnej połowie na czerwono; złożona na pół; a do małego drzewca wetkniętego w ziemię przypięta zszywaczem. Z mocno zardzewiałymi już zszywkami. Nadal leży ona w bagażniku mojego samochodu.

 

Skutki

Na skutek tego tragicznego zdarzenia na chwilę się w Polsce połączyliśmy w bólu. Moje naiwne złudzenia o tym, że w obliczu tej tragedii zakopiemy dotychczasowe podziały, szybko prysły. Podzielono nas jeszcze mocniej. Dziś wielu z nas przynależy do wrogich sobie obozów. Nie potrafimy ze sobą rozmawiać. Nie darzymy się wzajemnym szacunkiem. Nie potrafimy się godnie i spokojnie różnić. Wielu ma silną potrzebę wdeptania tego, który ma odmienne zdanie w ziemię, zmieszania go z błotem. Obrzucamy się wyzwiskami.

Ja rozumiem, że w naturze ludzkiej leży przynależność do jakiegoś węższego obozu „swoich” i walczenie z „innymi”. Okazywanie naszej wyższości. Tak się działo kiedyś podczas podwórkowych zabaw. Jako mali chłopcy dzieliliśmy się na Indian i Kowbojów, albo Polaków i Niemców, albo Bandę Janosika i wojsko Murgrabiego. Dorośli mężczyźni potrafią robić ustawki by gdzieś daleko od piłkarskiego boiska, pięściami i maczugami udowodnić wyższość Widzewa nad ŁKS-em, Legii nad Polonią, Wisły nad Cracovią – lub odwrotnie.

Dziś wielu z nas, Polek i Polaków, jest w drużynie PiS, a ci którzy nie są w tej drużynie, są postrzegani jako wrogowie. Inne, bardziej obraźliwe sformułowania pominę. Dzieli się Polskę na patriotów oraz zdrajców. Spodziewam się, że część osób też może mnie teraz uznać za zdrajcę.

Nie chcę byśmy rozstrzygali tutaj na łamach fridomii kto ma rację, kto jest winny, kto mówi prawdę, a kto kłamie. Nie mamy ku temu danych, jedynie te, które nam podpowiedzą politycy lub dziennikarze.

Wiem jednak na 100%, że prawdą jest to co napisałem z mojej wizyty w Smoleńsku. Jeśli koś mi nie wierzy, niech sam tam pojedzie i zobaczy na własne oczy. Smoleńsk położony jest zaledwie 870 km od Warszawy. Wprawdzie trzeba by było kupić trochę benzyny by tam dojechać oraz załatwić wizę do Rosji i być może również na Białoruś, ale to chyba niewygórowana cena dla tych, którzy twierdzą, że dla nich to prawda jest najwyższą wartością.

Jestem przekonany, że gdyby więcej osób odwiedzało Smoleńsk, to temperatura emocji jakie nam towarzyszą każdego 10. dnia miesiąca zauważalnie by spadła. Zaczęlibyśmy za sobą normalniej rozmawiać. Zaczęlibyśmy nasz niedoskonały kraj reformować, ulepszać, sklejać, wzmacniać, czynić go sprawniejszym, sprawiedliwszym i wspólnie go budować dla nas wszystkich. Zamiast tracić energię na wzajemne podkopywanie się. Przy okazji, gdyby więcej osób odwiedzało Smoleńsk to i miejsce tragicznej śmierci Wybitnych Polek i Polaków byłoby upamiętniane w sposób bardziej godny niż to wygląda dzisiaj. Gdy będę następnym razem jechał do Smoleńska to nie zapomnę kupić i zawieźć tam zniczy, flag i kwiatów godnych Głowy Państwa.

Dlaczego o tym wszystkim piszę pomimo moich obaw o wywołanie kolejnej nużącej mnie (oraz wielu z Was) i wysysającej naszą energię burzy na fridomii? Bo nie chciałbym byśmy musieli kiedyś, tak jak dzisiaj Kenijczycy barykadować się przez kilka dni po wyborach w swoich własnych domach. Niepewni o to czy polityk, który nie uznał wyników wyborów wywoła wojnę domową czy też jednak będzie spokój. Niestety obawiam się o to, że jeśli temperatura emocji nadal będzie podgrzewana, to możemy – zamiast zbliżać się do Szwajcarii (gdzie większość obywateli nawet nie zna nazwiska Prezydenta swojego kraju), będziemy się zbliżać do powyborczej Kenii, do Nigerii. DR Congo, Somalii lub do innych niestabilnych politycznie krajów.

Komentarze:

  1. Robert napisał(a):

    Dzięki Sławek za tak szczegółowy opis! To niezwykle poruszające informacje…

    Swoją drogą to zastanawiające, dlaczego ta komisja smoleńska jeszcze ani razu tam się nie udała żeby robić swoje badania (pomijam już sam sposób ich działania). Skoro tak łatwo jest tam się dostać, pomierzyć grunt, wysokość, owe sławetne brzozy, zasady działania lotniska… Jednak chyba im nie zależy na wyjaśnieniu czegokolwiek, tylko na jątrzeniu między ludźmi, skoro nawet nie chce im się pojechać na miejsce katastrofy? A koszt takiej wyprawy byłby znikomy w porównaniu z ich wydatkami, skoro sam Sławek był w stanie bez problemu wszystko na miejscu obejrzeć…

    Smutne to bardzo.

  2. Ewa napisał(a):

    Bardzo dziękuję.

  3. xav napisał(a):

    Wlasnie takich głosów brakuje… zgineło bardzo wielu ludzi zarówno z obozu prawicy jak i lewicy, którzy poświęcili życie dla Polski… nawet jeśli się nie zgadzam z wizją Polski jaką miał Lech Kaczyński, to nie mam wątpliwości o to, ze chciał dla niej jak najlepiej…

  4. Aska Z napisał(a):

    Piekny, wzruszajacy tekst Slawku. Dzieki.

  5. Fabian napisał(a):

    cytat: …parking, zrobiony tuż pod wysokim na 4 metry drewnianym krzyżem. Obok niego stał mniejszy, 1,5 metrowy, a pod oboma było trochę sztucznych, plastikowych kwiatów, biało-czerwonych flag oraz zniczy. Z tym, że całość wyglądała wręcz żałośnie. Plastikowe kwiaty były mocno wyblakłe, plastikowe wieńce były przewrócone (najprawdopodobniej przez wiatr) do góry nogami. Znicze były puste, częściowo popękane, mocno zakurzone…

    Jak na tym tle prezentują się kosztowne polityczne wiece każdego 10 dnia miesiąca w Warszawie? Zapewne organizator z rozmysłem nie robi ich w celu upamiętnienia ofiar, w przeciwnym wypadku przeznaczyłby część środków zaangażowanych w wiec, na kwiaty i znicze na miejscu katastrofy.

  6. Ewa napisał(a):

    Chciałabym, by ten tekst ukazał się w jakiejś gazecie ogólnopolskiej.

    • Sławek Muturi napisał(a):

      Ewa, dzięki za komplement, bo tak właśnie odbieram Twoje słowa. Nie mam jednak pomysłu na to jak nim zainteresować którąkolwiek z gazet ogólnopolskich (dziennikarzy znam tylko tych zajmujących się nieruchomościami lub ewentualnie podróżami:-)

      Dziękuję też wszystkim, którzy już skomentowali ten wpis. Cieszę się, że udaje nam się uniknąć panującego dotąd w polskiej przestrzeni publicznej, języka histerii. Zamiast tego dyskutujemy posługując się językiem … polskim. Czyż nie jest to piękny język? Po co go tak często zamieniamy na język histerii?

      Mam nadzieję, że naszego pięknego ojczystego języka będą używać również osoby nie zgadzające się z tym co napisałem lub z Waszymi komentarzami.

      • aniuta napisał(a):

        Moze warto w jakis sposob zainteresowac gazete wyborcaj? Wydaje mi sie, ze temat ten bedzie dla gazety barzdo interesujacy. Wiem, ze polowa spoleczenstwa ma zastrzezenia co do wyborczej z wiadomych wzgledow, ale moim zdaniem, jesli relacja opisana przez Ciebie Slawku bedzie miala kontynuacje, to moze rowniez przekroczyc lamy wyborczej i dotrzec dalej oraz wywrzec pozytywny wplyw na te cala przekra zwasniona sytuacje w kraju.
        Dzieki za tak szczegolowy tekst i podzielenie sie nim z Fridomiaczkami i Fridomiakami!

  7. AltAir napisał(a):

    Też bardzo dziękuję.

  8. Marek napisał(a):

    Obie strony mają dużo za uszami w kwestii podziału polskiego społeczeństwa. Wszystko zaczęło się od przegranych przez PO wyborów i „moherowych beretów” Tuska. Wtedy właśnie zaczął się przemysł pogardy dla tych którzy popierają PiS, Radio Maryja, czy w ogóle chodzą do kościoła i mają konserwatywne poglądy. Kaczyński nie pozostawał dłużny i odpowiednio odpowiadał. Tak zaczął się ten podział gdzie punkt kulminacyjny miał miejsce w Smoleńsku. Później to już totalna fala, walka o krzyż, podstawieni przez Palikota jego obrońcy, totalne ośmieszanie w mediach modlących się tam ludzi po decyzje o zakazie pomników przez Pałacem Prezydenckim. Zaczęto ośmieszać tych ludzi którzy popierają PiS że to obciach i w ogóle. Druga strona nie pozostała dłużna i były wyzwiska o ZOMO, o braku patriotyzmu itp. Celebryci, mediai i politycy dzisiejszej opozycji w ogóle przestali rozumieć ludzi z niższych sfer,ci ludzie natomiast zaufali PiS bo trafnie zdiagnozował ich problemy i spełnia obietnice wyborcze. Także wszyscy mają równo za uszami w kwestii podziału społeczeństwa. W tej chwili jedni najeżdżają na drugich kto jest za to odpowiedzialny. Odpowiedzialni są za to wszyscy politycy oraz media.

    • Sławek Muturi napisał(a):

      Marek, zgadzam się w pełni z Twoją diagnozą. Obie strony polityczne się do tych podziałów przyczyniły.

      Pytanie 1: co dalej?

      Pytanie 2: czy politycy, którzy nas doprowadzili tu gdzie teraz jesteśmy, są w stanie nas z tego wyciągnąć? Jestem przekonany, że nie.

      Pytanie 3: czy politycy, którzy nas doprowadzili tu gdzie teraz jesteśmy są w stanie podziały jeszcze pogorszyć? Doprowadzić do zamieszek, w których może się polać krew przypadkowych Polek i Polaków, tak jak to się stało 10 lat temu w Kenii? jak się dzieje często w Nigerii? Wydaje mi się, że są w stanie to zrobić. Cokolwiek co zapewni im wygraną w wyborach – nie zawahają się przed czymkolwiek. To szaleńcy.

      Pytanie 4: czy możemy być pewni, że podziały gdzieś się zatrzymają i wizja wojny domowej jest zupełnym science-fiction w Polsce? Kiedyś myślałem, że tak, ale…

      Pytanie 5: kto ma odpowiedzialność za powstrzymanie polityków? Według mnie tylko my, społeczeństwo. Poprzez naszą aktywność obywatelską. Mamy obowiązek urządzić Polskę tak jak chcemy, a nie tak jak mogą ją nam popsuć ci nieudacznicy, których wybieramy do Sejmu i Senatu.

      • Marek napisał(a):

        1. Dalej będą waśnie i podziały
        2. Niektórzy politycy mają już swoje lata, nikt nie żyje wiecznie. Myślę że młodsze pokolenia polityków są w stanie nas z tego wyciągnąć.
        3-4. Jestem na 100% pewny że taka wizja w Polsce jest niemożliwa. Po prostu media tak to nakręcają. Zauważ że np. do jakiegoś czasu obchody miesięcznic smoleńskich przebiegały w miarę spokojnie. Teraz opozycja stara się je zakłócać a policja ma po prostu za zadanie nie dopuścić do zamieszek.
        5. Polacy w wyborach zdecydują która opcja polityczna ma rządzić. Jeśli znowu wygra PiS to czy opozycja uszanuje ten wybór? Jakoś bardziej obawiam się zamieszek wywołanych przez opozycję niż przez PiS.

        • Sławek Muturi napisał(a):

          ad 2) nikomu nie życzę śmierci. Na śmierć jako sposób rozwiązywania problemów można było czekać w średniowieczu, ale nie w XXI wieku. A młode pokolenie polityków? Z doniesień medialnych (na ile można im ufać) wynika, że młodsi panowie typu Ziobro i Duda są ze sobą mocno skłóceni. Podobnie jest w opozycji. Osobiście nie wierzę w to, by młodsze pokolenie samo z siebie stało się lepsze o ile my, obywatele, tego na nich nie wymusimy. Poprzez naszą aktywność obywatelską.

          Pewnie słyszeliście o tym, że obywatele USA często – chcąc pokazać swoją opinię – masowo piszą listy do swojego posła czy senatora. Zasypują go listami by facet pamiętał komu ma pozostać lojalnym. Szefowi swojej partii czy wyborcom? Jeśli wybierze lojalność wobec szefa swojej partii, to następnym razem głosu ludu nie dostanie. To m.in o takiej aktywności obywatelskiej myślę i o takim sposobie wymuszania przez nas zmian.

          ad 3-4) jesteś w 100%-ach pewny, że media (jęsli to tylko one są winne) poprzestaną na tym co jest, i dalej się nie posuną w podgrzewaniu emocji?

          ad 5) szanowanie wyników wyborów to kwestia pewnej kultury politycznej. Niech każdy sam dla siebie oceni która strona jest bardziej kulturalna. Ale dalszej dyskusji w tym wątku proponuję nie kontynuować, bo to są tylko indywidualne opinie. I nic z nich konstruktywnego nie wynika dla nas, Polek i Polaków.

      • Marek napisał(a):

        Jeszcze jedno – jak ludziom wytłumaczyć żeby głosowali na opozycję a nie na PiS? Po prostu lepiej się teraz żyje ludziom – mamy najniższe w historii bezrobocie, rosną płace, ograniczono stosowanie umów śmieciowych, wprowadzono minimalną stawkę na umowę zlecenie, wprowadzono 500+, podniesiono najniższe emerytury, wprowadzono darmowe szczepionki dla dzieci przeciwko pneumokokom dzięki czemu rodzice oszczędzają kilkaset złotych, seniorzy mają cześć leków darmowych, przywracany jest właśnie niższy wiek emerytalny, wkrótce będą dostępne pierwsze mieszkania z programu mieszkanie+.

        I na to wszystko znalazły się pieniądze, nie ma żadnej katastrofy jak to zapowiadała opozycja, deficyt jest utrzymywany w ryzach, bardzo mocno wzrasta ściągalność podatków, państwowe spółki mają rekordowe zyski. Takie rzeczy interesują zwykłych ludzi, to są sprawy wpływające na ich codzienne życie a nie wojna na górze. Jak więc teraz im wytłumaczyć że jednak źle robią głosując na PiS skoro to pierwsza partia w Polsce która realizuje swój program wyborczy. Ciekawi mnie tutaj Twoja opinia i innych fridomaniaków.

        • Sławek Muturi napisał(a):

          Marek, dzięki za podsumowanie dokonań rządu PiS. Ale nie będę tego opiniował, ani zastanawiał się jak ma wygrać ktoś inny niż PiS. I do Was wszystkich apeluję o to samo. Nie wypada byśmy – przy okazji wspominania tragedii smoleńskiej – urządzali sobie pyskówkę na żenująco niskim poziomie, do którego próbują nas przekonać politycy. Są rzeczy ważniejsze od tego czy wybory wygra partia X czy Y.

          1) czy politycy będą nas wyborców traktować poważnie i z szacunkiem?
          2) czy my wyborcy będziemy mieć swój rozum (by trudniej było nami manipulować) czy też będziemy tańczyć jak nam grają?
          3) czy chcemy przynależeć do wrogich sobie obozów, czy też chcemy być po prostu Polakami?
          4) czy chcemy wciąż dyskutować o przeszłości czy też oczekujemy od polityków debat nt przyszłości Polski?

          Wiem, że będziemy się różnić. Niektórzy są zwolennikami rządów silnej ręki i jeśli ten rząd rozdaje konfitury, to może sobie robić z naszą wolnością co chce. Inni są zwolennikami bardziej lajtowej wersji rządu, który nie przeszkadza ludziom w robieniu swojego, ale który nie odciąga Polski w kierunku dyktatury. Jeszcze innym najbardziej zależy jeszcze na czymś innym. Trudno by 38 milionów Polaków miało takie samo zdanie w czymkolwiek.

          Szwajcarzy, (ale też Kanadyjczycy, Szwedzi, Niemcy, itp) też się we wszystkim nie zgadzają, ale chodzi o to w jaki sposób się nie zgadzają. W jaki sposób ze sobą rozmawiają. W CZYM się nie zgadzają. Niedawno zmarł Helmut Kohl – osoba uznawana za ojca zjednoczenia Niemiec. Niby bohater, ale przy okazji jego śmierci wyszły na jaw pewne smutne aspekty jego życia. Nie słyszałem natomiast by go wygwizdywano na pogrzebie. Chyba po prostu dojrzali ludzie wiedzą, że nikt nie jest doskonały.

        • Robert napisał(a):

          Marek, z całym szacunkiem moim zdaniem nie jest wcale tak różowo jak piszesz. Z twojego posta wynika obraz mlekiem i miodem płynący. Zupełnie jak w publicznych mediach ;-)

          Podam kilka przykładów:

          – „deficyt jest utrzymywany w ryzach” – jesteś tego całkowicie pewien, sprawdzałeś liczby? Dług publiczny rośnie cały czas, kiedyś przyjdzie nam zapłacić za te socjalne wydatki, które teraz tak chwalisz…

          – przejęcie przez polityków mediów publicznych – naprawdę uważasz że teraz TVP wygląda lepiej niż poprzednio? Szczerze to tej propagandy nie da się oglądać i od ponad roku czasu nie włączam w ogóle TVP i jest mi z tym dużo lepiej.

          – przejęcie przez polityków władzy nad wymiarem sprawiedliwości – pomimo protestów, minister uzyskał największą władzę nad sądami, odwołuje i powołuje prezesów. Naprawdę chcemy żeby naszą sprawę w sądzie rozpatrywał sędzia powołany z partyjnego / politycznego klucza, posłuszny politykom?

          – destrukcja armii i osłabienie jej potencjału – popatrz ilu wojskowych wyrzucono, bo polityk ich nie lubił

          – wycinka drzew w miastach i teraz katastrofalna wycinka Puszczy Białowieskiej – to widać gołym okiem… Słyszałem dzisiaj wywiad w Tok FM z profesorem który właśnie wrócił z Puszczy, mówił że serce mu się kraje jak to widzi, całe połacie lasu znikają, zdrowe stuletnie drzewa idą do wycinki i na sprzedaż….

          – krytykowana „reforma” edukacji, chaos z tym związany z kolejnymi rewolucjami

          – pozycja Polski na arenie międzynarodowej – czy na pewno uważasz, że jako kraj stoimy teraz lepiej niż 5 lat temu? Czy lubią nas teraz politycy w Brukseli, Berlinie, Paryżu? Jakie będą mieli nastawienie przy uchwalaniu kolejnego budżetu unijnego? To nasi najważniejszy partnerzy, sojusznicy i współpracownicy gospodarczy. Tymczasem od dwóch lat oni słuchają od naszych rządzących, że to my uczyliśmy ich jeść widelcem, Unia jest beznadziejna i niech nam się tu nie wtrąca do niczego, a Niemcy są nam dłużne biliony jakichś odszkodowań wojennych… Z taką dyplomacją życzę nam powodzenia…

          I najważniejsze – to co pisze Sławek – podział społeczeństwa. Obserwuję na własnym przykładzie, że poziom agresji u ludzi z przeciwnych obozów politycznych niezwykle urósł przez te ostatnie dwa lata. Jak przez te dziesięć lat rządziła PO-PSL, to nie było takich awantur, ciągłych wyzwisk, ludzie nie zrywali ze sobą kontaktów bo jeden jest za jednym politykiem a drugi za innym… Niestety to się dzieje.

          Nie toczmy jednak na Fridomii dyskusji politycznych, jak blog Sławka czyta tysiące ludzi to na pewno część z nich ma inne poglądy polityczne niż inna część, więc można by się tylko bez sensu kłócić.

          Róbmy wszystko co się da, żeby te podziały zasypywać, nie popierać kłótników, awanturników, ceńmy po prostu spokój i stały rozwój naszego kraju, a nie ciągłe zmiany, rewolucje, awantury….

        • Sławek Muturi napisał(a):

          Robert, pewna rzecz o której piszesz zwróciła też moją uwagę. Na ile możemy być pewni raportów polityków odnośnie sytuacji finansów publicznych. Czy zawsze mówią prawdę? Politycy greccy przez długie lata okłamywali społeczeństwo oraz UE. Jak to się skończyło (a właściwie skończyć może) wszyscy widzimy.

          Ale prawda też jest pewnie taka, że rząd jedną ręką rozdając 500+, drugą ręką sięga po podatki (VAT, akcyza), CIT od biznesów, które zyskują dodatkową sprzedaż dzięki 500+. Jaki jest efekt netto nie potrafię oszacować. Natomiast gorzej z ponownym skracaniem wieku emerytalnego. Społeczeństwu się to podoba – pewnie gdyby skrócić do 40 lat podobałoby się jeszcze bardziej – natomiast jest to robione wbrew ewidentnemu i systematycznemu wydłużaniu się średniej długości życia. To działanie wbrew prawom fizyki i nie bardzo widzę jak można by je próbować racjonalnie wytłumaczyć.

    • Michał napisał(a):

      ciekawi mnie tylko jak będzie działać PiS bez Kaczyńskiego bo teraz mam wrażenie, że on pociąga za wszystkie sznurki w tej partii. Jakby zamiast Kaczyńskiego był aka premierem Duda to pewnie to inaczej by funkcjonowało. Nie lubię jak cała partia jest tak mocno uwikłana przy jednym polityku i ten cały kabaret z premier wg mnie jest skończoną groteską. Przecież widoczne jest, że to on prowadzi tym rządem a nie Szydło. Po co cały ten cyrk? Przypominam specjalny wybieg, żeby wygrać wybory….

      A więc wg mnie trzeba bardzo silnie odróźnić. Do PiS jako takiego nic nie mam. Każda partia posiada różne osobowości. W PiS są dziwne osoby, w PO, Nowoczesnej itd. także. Różnica polega na tym, że w innych partiach ludzie sprawiają wrażenie wolnych a w PiS przypomina trochę dyktaturę. Mam nadzieję, że Kaczyński szybko przejdzie na emeryturę i PiS zacznie działać gorzej lub lepiej jako demokratyczna partia a nie tak jak dzisiaj.

      Przepraszam za tak polityczny wpis chociaż chyba nie do końca opowiadam się za którąkolwiek ze stron prawda?

      • Sławek Muturi napisał(a):

        Michał, nie chcę być cenzorem na tej stronie, ale skoro pytasz to odpowiem. Według mnie nie jesteś do końca obiektywny (kto z nas jest??? ja też nie jetem, choć się mocno staram:-). Wg mnie PO i Nowoczesna też mają wiele cech partii wodzowskich. Różnica może jest taka, że szeregowi członkowie tych partii nie będą skłonni skoczyć za swoim wodzem „w ogień”. I to jest chyba dla nas obywateli lepsze.

        Tak jak już wspominałem, wolę by politycy czuli lojalność przede wszystkim wobec swoich wyborców, a nie wobec szefów partii, do których tylko chwilowo (bo polityczne transfery to u nas normalka) przynależą. Dziś ich lojalność jest zdecydowanie przy szefie partii, co wg mnie jest patologią życia politycznego. Co gorsze, wydaje się, że w PiS przynależą do szefa partii w o wiele wyższym stopniu niż w innych partiach.

        Pytanie kto jest w stanie zmienić tę lojalność polityków, by stała się lojalnością wobec wyborców? Przyznacie, że chyba nie zależy na tym partyjnym wodzom, bo stracili by kontrolę nad swoimi szabelkami, które dają im większość w parlamencie. Nie wymuszą tego młodzi politycy, bo będą się bali, że w razie rewolty, szefowie usuną ich nazwiska z list wyborczych. Nie wymusi tego Kukiz (choć rozumiem, że kiedyś jego myślenie szło w tym kierunku, potem coś mu się chyba złego stało). Według mnie nikt tego nie jest w stanie wymusić oprócz samych nas, wyborców. Zaakceptowanie naszej niemocy i bezradności to jest dokładnie to na co liczą politycy.

        To co cementuje polską scenę polityczną – oprócz kodeksu wyborczego, systemu finansowania partii, wola wodzów partyjnych, itp jest BIERNOŚĆ OBYWATELSKA Polek i Polaków. Demokracja wymaga wysiłku obywateli, to nie jest samograj. Pozostawiona sama sobie będzie nas prowadzić na manowce.

        • Robert W napisał(a):

          Samo sedno. Niestety obecnie tak to zwykle wygląda, że robienie kariery politycznej polega głównie na lizusowaniu się. Na początku młody człowiek nosi teczkę i robi kawę szefowi, potem jak będzie służalczy i usłuchany to wezmą go wyżej, a na koniec ląduje w takim sejmie, gdzie jest zwykłą szeregową szabelką, która dziwnym trafem zawsze wychwala tylko to co mówi jego szef i głosuje tak jak szef mu każe. Brakuje jakiejś refleksji, zasięgania opinii fachowców, ekspertów. U nas bogiem i alfą i omegą jest jeden czy drugi polityk, którego jego podwładni uważają za nieomylnego i zawsze mającego rację, nawet jak wymyśla najdziwniejsze pomysły czy rzuca najgorsze wyzwiska na przeciwników….

          Według mnie nie do końca na tym powinna polegać kariera polityczna… Fachowość, obiektywne osiągnięcia które poprą wyborcy, a nie polityczne nominacje w zamian za wierność…

  9. Tomek napisał(a):

    Zgadzam się z Tobą w 100%. Sam 08.08.2017 obejrzałem wiadomości TVP pierwszy raz od niepamiętnych czasów… i był w nich reportaż o ekshumacji zwłok ofiar katastrofy Smoleńskiej, a dokładniej o tym, że w trumnie admirała marynarki wojennej RP Andrzeja Kawety, znaleziono szczątki 5 innych osób oraz co najbardziej mnie zszokowało – worki ze śmieciami. Przyznam szczerze że od samego początku z ogromnym dystansem podchodziłem do tej katastrofy, a już wręcz z niesmakiem do samego „szumu” wokół niej. Jednak po obejrzeniu tego materiału postarałem się postawić w sytuacji, gdzie np: w trumnie kogoś mi bliskiego byłyby wrzucone worki ze śmieciami… serce mi zmiękło.Podpisuję się pod tym co napisałeś i mam nadzieję że ludzie będą kiedyś w stanie żyć „ponad podziałami”. Od zawsze staram się być apolityczny i nie rozumiem dlaczego inni ludzie gotowi są skakać sobie do gardeł z byle powodów.

    • Sławek Muturi napisał(a):

      Tomek, rzeczywiście worki ze śmieciami nie powinny się były znaleźć w trumnie. O ile „worki” nie były takie same jak „lotnisko” lub „autostrada”. Dziś politycy (i media) używają często słów takich by bardziej się klikało. Słowa przestają mieć swój oryginalny sens, a mają wywoływać jak najwięcej emocji.

      Wyobrażam sobie, że gdyby ta tragedia przydarzyła się Szwajcarom (w przypływie naszej ułańskiej fantazji), to oni by na spokojnie wyjaśnili okoliczności tragedii, ustalili czy ktoś zawinił i jeśli tak wymierzyliby mu karę. Worek na śmieci – jeśli znalazł się w trumnie umyślnie lub z czyjegoś niedbalstwa – też zostałby ukarany, biorąc jednak pod uwagę nadzwyczajne okoliczności tej tragedii – prawie setka ofiar rozbitego samolotu, ogromna presja by jak najszybciej rodziny (i cały kraj) mogły godnie pochować swoich bliskich. Spodziewam się, że gdyby ówczesny rząd przyjął strategię dokładnych badań genetycznych każdego szczątka, to pewnie pogrzeby nie byłyby możliwe tak szybko. Dokonano pewnego wyboru i Szwajcarzy też by na spokojnie ocenili czy był to wybór najwłaściwszy.

      Tragiczna ta cała sytuacja i rzeczywiście nawet trudno mi sobie wyobrazić ciągłe cierpienie, na które narażone są rodziny smoleńskie. Od 88 miesięcy – niemal bez przerwy, bez chwili wytchnienia – nie pozwala im się zapomnieć o ich stracie. Nie wiem jak dziś, ale kiedyś owe 97 rodzin też zostały podzielone pomiędzy wrogie sobie obozy.

      • Marek napisał(a):

        No właśnie, piszesz Sławek o odpowiedzialności i karach. Pytanie jak się czuły rodziny ofiar gdy szef BOR-u – człowiek odpowiedzialny za bezpieczeństwo najważniejszych osób w państwie nie tylko nie poniósł żadnej odpowiedzialności ale został awansowany przez prezydenta Komorowskiego na stropień generała. Przecież to się w głowie nie mieści. W każdym innym państwie taki człowiek natychmiast straciłby stanowisko. I jak się dziwić drugiej stronie że reaguje jak reaguje?

        • Sławek Muturi napisał(a):

          Marek, nie pamiętam tej sprawy, ale jeśli jest jak mówisz, to rzeczywiście trudno – dziś, z perspektywy czasu – zrozumieć potencjalne motywy takiej decyzji.

  10. Maciej Bojanowski napisał(a):

    Niestety to jest najgorsze, że te tragedie jeszcze bardziej dzielą ludzi, zamiast jednoczyć… Dobrze, że opisałeś to, co tam widziałeś. Przez chwilę przeniosłem się na tamto miejsce, straszny smutek teraz w sobie czuję.

  11. Bożena napisał(a):

    Witaj,
    Zupełnie nie zgadzam się z Tobą!
    Smoleńsk nie jest miejscem do uczczenia Polaków , którzy tam zginęli.
    To nie nasz kraj, w Polsce musimy o Nich pamiętać a nie w Smoleńsku.
    To są przeklęte miejsca dla Polaków, tam ginęli także nasi oficerowie
    Ja nigdy nie pojechałabym do Rosji…Ty masz dużo odwagi……. ale takiej, raczej niepotrzebnej nikomu..

    • Sławek Muturi napisał(a):

      Bożena, dzięki za podzielenie się swoim punktem widzenia. Przyznam, że wywołałaś we mnie wiele pytań.

      Uważasz, że bardziej właściwym miejscem do uczczenia Polaków, którzy zginęli w Smoleńsku jest Krakowskie Przedmieście? Dlaczego? Gdzie powinno się czcić pamięć zmarłych?

      Jestem też ciekaw dlaczego uważasz, że potrzeba odwagi by pojechać do Rosji? Czego dokładnie byś się tam obawiała? Byłem w Rosji pewnie ze 20-30 razy i nigdy mnie tam nie spotkało nic złego. I dlaczego odwaga mogłaby być nikomu niepotrzebna?

  12. Bożena napisał(a):

    Cześć Sławku,
    Najpierw chcę Ci serdecznie podziękować za Twój blog i za to , że zmieniłeś całkowicie mój punkt widzenia na wiele życiowych spraw.Wszystkie Twoje wpisy przeczytałam jednym tchem.
    Nie będę Ci „kadzić” jaki to jesteś mądry, ale chcę wierzyć , że w Twoim szaleństwie bycia całkowicie życiowo niezależnym jest metoda.Co prawda los czasami odmienia nasze dalekosiężne plany, ale trzeba się zmieniać Właśnie to robię. – ” mebluję” swoją głowę inaczej.
    A teraz wracam do pytań , które mi zadałeś. Nie sądzę, że Krakowskie Przedmieście jest miejscem dla postawienia pomnika, pomników. Są lepsze miejsca w Warszawie.Natomiast nie mam nic przeciwko procesjom katolików/ chociaż na żadnej nie byłam/ , mieszkam w Warszawie.Jest to pewnego rodzaju uczczenie tej daty, po to aby przynajmniej Warszawiacy pamiętali na przyszłość o tym wydarzeniu. W końcu te procesje już się niedługo skończą. Kaczyński uczy Polaków patriotyzmu i dobrze robi.Sam jest wielkim patriotą , On chce wydzwignąć Polskę z bałaganu i biedy. Jeśli chodzi o Rosję, przeraża mnie sowiecka bylejakość i obłuda.
    Po prostu nie ufam i boję się Rosji. Witkacy , gdy dowiedział się , że Rosjanie wkroczyli do Polski popełnił samobójstwo. Nie.. jak najdalej od nich. Kocham Tołstoja, Achmatową, Dostojewskiego, ale mistrzem obłudy tak jak oni nie jestem i po prostu boję się .
    Dla mnie Twoje pójście na lotnisko może i było odwagą, bo mogli Cię zabić i nawet nikt nie wiedziałby co się z Wami stało. Może to nie była odwaga tylko ciekawość.?
    Pozdrawiam Cię serdecznie,
    Bożena

    • Sławek Muturi napisał(a):

      Bożena, dzięki za ciepłe słowa pod moim adresem.

      Dzięki też za wyjaśnienie moich pytań – teraz o wiele lepiej rozumiem, co miałaś na myśli pisząc swój komentarz. Zgadzam się z Tobą, że poseł Kaczyński jest patriotą. On chyba chce dobrze. Wierzę, że pragnie władzy nie dla pieniędzy czy dla własnych korzyści, ale po to by zmieniać Polskę na taką, którą on uważa za lepszą.

      Natomiast mój silny opór budzą jego metody. Odrzucam jego sposób dzielenia Polaków – że ci z nas, którzy się z nim zgadzają to patrioci, a ci, którzy się z nim nie zgadzają to „zdrajcy”, to „ubecy”, że stoją tam gdzie kiedyś stało ZOMO, że to gorszy sort, itp.

      A Twoje obawy przed odwiedzeniem Rosji – wybacz za szczerość – przypominają mi nieco obawy Niemców czy Anglików przed odwiedzeniem Polski jakiś czas temu. Ani Polska nie była taka straszna jak ją malowali, ani odwiedzenie Rosji nie wymaga jakiejś szczególnej odwagi. Przy tym pasie startowym w lesie w Smoleńsku, najgorsze co mogło by mi się przytrafić to przesłuchiwanie przez oficjeli, ale na pewno nie strzał w tył głowy. Okrutne, bestialskie czasy Katynia na szczęście od dawna są już historią. I oby nigdy nie wróciły. Wizyta w Katyniu też wycisnęła wiele łez z moich oczu. Szlochałem jak dziecko.

      Według mnie jest obywatelskim obowiązkiem nas wszystkich by uczynić wszystko co w naszej mocy, byśmy nie pozwolili politykom na dalsze dzielenie nas na „lepszych i gorszych”. Niech o tym decyduje matura. Niech decyduje rynek pracy. Niech decydują nasi klienci. Niech decydują sędziowie na bieżni lekkoatletycznej. Niech decydują sądy. Niech oceniają nas sąsiedzi i nasi szefowie oraz koledzy w pracy. Niech oceniają nas nasi rodzice i dzieci. Ale nie politycy. Wystarczy, że stworzą dobre warunki do rozwoju każdego z nas. Wystarczy, że obronią nas przed zewnętrznymi zagrożeniami. Dzielenie nas ze względu na to czy z nimi sympatyzujemy czy nie? To absurd!

      • Michał napisał(a):

        oczywiście, że K. jest patriotą. Josef Fritzl bardzo kochał swoją córkę dlatego przetrzymywał ją 24 lata w piwnicy żeby ochronić ją przed otaczającym światem.

        Zresztą jest wielu patriotów którzy przyczynili się do ludobójstw itd.. W tym świetle jakie to ma znaczenie czy K. jest patriotą czy nie?

        wg. mnie K. jest bardzo samotnym zgorzchniałym starym człowiekiem który próbuję się zapisać w historii Polski. Nikt nie chcę być zapomniany. Z mojej perspektywy jednak po jego śmierci nie zostanie nic z jego parti czy jego imienia, będzie po prostu bez znaczenia. Nie ma co się ekscytować, wystarczy przetrzymać parę lat.

        • Sławek Muturi napisał(a):

          Michał, zgadzam się z Tobą. Pewnie 99,9% Polek i Polaków to patrioci i tylko 0,1% w swoim własnym sumieniu chce dla Polski źle. Ale jest też pewnie część Patriotów, którzy choć w swoim sumieniu chcą dla Polski dobrze, to ich pomysły – obiektywnie rzecz biorąc – są dla Polski złe. Osobiście nie zgadzam się z bardzo wieloma postulatami Jarosława Kaczyńskiego (z niektórymi się zgadzam), ale nie odmawiam mu patriotyzmu. Irytuje mnie za to, że on wydaje się odmawiać patriotyzmu tym, którzy nie zgadzają się z nim w 100%-ach.

          Formuła, którą on próbuje narzucić Polkom i Polakom jest absurdalna. Jest to formuła: patriotyzm = lojalność wobec PiS. Z taką formułą patriotyzmu, patriotycznie się nie zgadzam.

          I jeszcze jeden wątek, który poruszasz. Nie życzę nikomu śmierci, również szefowi rządzącej partii. Poza tym może żyć jeszcze 40 lub 50 lub więcej lat. Czy stać Polki i Polaków aby przez kolejne dziesięciolecia, przez kolejne 2-3 pokolenia, patrzeć jak kraj dryfuje w kierunku dyktatury (umacnianie władzy jednego człowieka, który działa „poza trybem”), izolacji, oddala się od standardów Unijnych. Nie zgadzam się z tym, że „wystarczy przetrzymać parę lat”. Trzeba – według mnie – wziąć odpowiedzialność za losy Polek i Polaków. Odpowiedzialność obywatelską.

        • xav napisał(a):

          @ Tomex
          „Pobnie jest obecnie z przepisami o delegowaniu pracowników ”

          Czy tylko ja uważam, że Unia robi dobrą rzecz glosząc, że jeśli ktoś jest delegowany do kraju to musi otrzymywać pensje minimalną dostosowaną do tego kraju ? Nasi rodacy są wykorzystywani przez Polskie i zagraniczne firmy – wysyłani do Niemiec Francji czy skandynawii, mieszkają w jakichś barakach jedza konserwy przywiezione z Polski, bo jakiś „Janusz” biznesu odkrył, że może dostawać za ich prace 160 Euro za dzień a im płacić nawet 15 euro pensji + 50 euro diety i nadal miec 80E dla siebie.

      • Tomex napisał(a):

        Sławku, piękny tekst, Zgadzam się, że nie powinni tam lecieć – Państwo powinno mieć procedury, tu ich nie było. Zawiodło w chwili decyzji o locie 10.04 na to lotnisko (jak i parę dni wcześniej gdy leciał D.Tusk), zawiodło na etapie oddania śledztwa Rosjanom, zawiodło gdy zawierzyło sekcje zwłok Rosjanom. Nie wiem czy umyślnie, czy to po prostu „bylejakość” Państwa, ale zawiodło.

        Co do polityków, to mam jak najgorsze zdanie o prawie wszystkich – do polityki idą głównie karierowicze, którym nie wyszło w biznesie. My z ekranów telewizorów znamy może parunastu przedstawicieli partii, ale przypisujemy całym formacjom cechy, które postrzegamy w tych wybranych osobach. Dlatego obraz świata jaki mamy – siłą rzeczy nie może być prawdziwy, albo powinniśmy mieć dużą dozę niepewności czy nie tkwimy w błędzie. Zwłaszcza, że – nie oszukujmy się – nie ma uczciwych, obiektywnych mediów w Polsce. Wszystkie stoją po jakiejś stronie barykady i opisują świat wg własnej wizji.

        Tak naprawdę to jednego jestem pewny – na pewno nasze wewnętrzne wojny są na rękę wszystkim innym nacjom. Nie mam żadnych wątpliwości, że Rosjanom zależy na podgrzewaniu konfliktu w Polsce – brak wydania wraku, sprawdza się w tej roli. A środków i metod mają wiele –
        skoro mieszali się w wybory w USA, to jak nieporównywalnie łatwiej jest infiltrować taki kraj jak Polska?
        Niestety, ale wcale nie mniej zależy na słabej Polsce również Niemcom. Gdzie mają nasze wołanie o wstrzymanie Nord Stream 2? KE nagina przepisy żeby oddać Gazpromowi rurociąg Opal, wbrew naszym interesom. Podobnie jest obecnie z przepisami o delegowaniu pracowników (wbrew zasadzie wolnego przepływu osób i towarów), bo wiadomo że Francuzom wolno głosić protekcjonizm. Większość mediów jest niemiecka. Opinie niemieckich mediów o sytuacji w Polsce są u nas najczęściej cytowane i stają się punktem odniesienia do komentarzy w – jak to mówią – „polskojęzycznych mediach”.
        Amerykanie oferują za swój gaz ponoć 70% większą cenę niż rosyjski. Taka pomocna dłoń…
        Itd. itp.

        Powinniśmy się pogodzić między sobą – to pewne, ale najpierw rzeczywiście wszyscy powinni zrozumieć, że nie mamy przyjaciół, że wszyscy grają na nasze osłabienie. Może wtedy wszystkim trochę zejdzie para, zaczną grać razem i przestaną się jarać – za przeproszeniem – pierdołami i pseudo-problemami.
        Z tym, że mądrych polityków mamy w deficycie, a zagranica – będzie dbała na dalsze podsycanie konfliktu, więc w ciemnych kolorach to widzę…

        • Sławek Muturi napisał(a):

          Tomex, częściowo zgadzam się z Twoją diagnozą. Niby dlaczego Niemcom miałoby bardziej zależeć na Polsce niż Polkom i Polakom. Ale nie zgadzam się, że w ich interesie jest osłabianie Polski. Na tyle na ile rozumiem funkcjonowanie świata, w ich interesie narodowym jest bezpieczna, w miarę bogata i przewidywalna Polska, tak jak w naszym interesie jest by były takimi Ukraina i Białoruś, a najlepiej jeszcze Rosja. Ty też nie chciałbyś mieć za sąsiadów w swoim bloku czy osiedlu jakiś biedaków, pijaczków, awanturników.

          Natomiast chyba z nikt z nas nie oczekuje tego by sąsiedzi nam sprzątali w domu czy na podwórku. Jeśli dopuściliśmy do takiego brudu, że zagnieździły się na naszym podwórku szczury, to zadzwonią do straży miejskiej i się na nas poskarżą. Musimy zdać sobie sprawę, że to czy Polska jest bezpiecznym, bogatym, przyjaznym obywatelom krajem zależy od nas i to na nas ciąży za to odpowiedzialność.

          O ile częściowo zgadzam się z Twoją diagnozą, to zupełnie nie zgadzam się z konkluzją. „Widzenie w ciemnych kolorach…” sugeruje defetyzm. Przynajmniej tak to odczytuję. Ja widzę Polskę spokojną, bez dzielących nas barier, dostatnią i sprawiedliwą. Wielu krajom się to udało, a my Polacy i Polki nie jesteśmy głupsi. Ja widzę Polską taką na jaką zasługujemy – kolorową i optymistyczną.

          Pytanie tylko jak to zrobić?

          Nie wiem, ale według mnie pierwszym krokiem – warunkiem sine qua non – jest AKTYWNOŚĆ OBYWATELSKA. Aktywność w tym by rozmontowywać te zupełnie sztuczne bariery, które politycy i media postawili pomiędzy Polkami i Polakami. Aktywność w tym by wyciszać polityczne pyskówki. By wyciszać emocje. By ludzi edukować. Aktywność w tym by przypominać politykom, że to my jesteśmy ich pracodawcami, a nie szefowie partii, do których (chwilowo) przynależą. Aktywność w tym by pytać ich o ich plany na przyszłość Polski. Aktywność przy wyborach. Aktywność przy protestach gdy coś idzie nie tak.

          Jeśli będziemy gotowi zapłacić tę cenę demokracji, to ja przyszłość widzę w kolorowych, przyjaznych i optymistycznych barwach. Można narzekać na swoją marną sytuację finansową, albo podjąć decyzję o budowaniu swojej wolności finansowej. Jeśli za decyzją pójdą działania, to człowiek przestanie na swoją sytuację finansową narzekać. Prawdę mówiąc, nie widzę dlaczego nie miałoby to dotyczyć także sytuacji politycznej. Ale może ktoś z Was zechce mi przedstawić takie argumenty, które by mnie przekonały, że jednak jest inaczej?

        • Tomex napisał(a):

          Przez „osłabianie Polski” miałem na myśli ograniczenie samodzielności i samostanowienia, narzucanie swojej narracji i wpływanie na politykę i „rząd dusz”, a nie jakiś stan anarchii. Co mnie niezwykle dziwi, to są osoby, które mówią wprost „czuję się bardziej europejczykiem niż Polakiem”, „wolę żeby mną rządziła Bruksela czy Berlin niż PiS”. To jest język niewolnika. Myślenie niewątpliwie na rękę naszym sąsiadom. Do kompletu wystarczy dorzucić parę drobnostek, tj. pozbawić nas tożsamości i pamięci o przodkach, wręcz obrzydzić nam naszą historię, wyhodować takiego „nowego człowieka sowieckiego”. I już masz idealnego „sąsiada”.
          Co do sprzątania w naszym domu – zgoda, to zadanie dla nas, a nie dla sąsiadów. Wołanie sąsiada do tego by za nas posprzątał – to zwykła Targowica (btw targowiczanie też uważali się za patriotów, ale skutki ich działań widać dopiero z perspektywy czasu).
          Aktywność obywatelska – zgoda, jest ważna, ale… Pamiętajmy że najważniejsze w tym są jednak wybory i gdyby okazywać co się sądzi o każdym posunięciu rządzących w formie protestów, demonstracji lub nawet – jak nawołują niektórzy – nieposłuszeństwa obywatelskiego, to wybory byłyby niepotrzebne. Protesty są OK, dopóki nie burzą porządku demokratycznego, dopóki nie kwestionują wyniku wyborów.
          Może jestem defetystą, ale sam zobacz: potrzebny nam zarówno mądry rząd, jak i mądra opozycja, wtedy tylko będzie dobrze, a my się między sobą spieramy co najwyżej która z tych stron sporu jest głupsza i bardziej się myli…

        • Sławek Muturi napisał(a):

          Tomex, według mnie nie będzie w Polsce mądrego rządu ani mądrej opozycji, dopóki nie zmądrzeją Polki i Polacy. Mamy dokładnie takich rządzących i taką opozycję na jaką zasługujemy.

          Proces mądrzenia musi się zacząć od nas, obywateli, bo niestety nie jest on w interesie samych polityków. Łatwiej jest im manipulować „ciemną masą” niż mądrymi obywatelami, którzy nie dają się nabierać na ich prymitywne sztuczki.

  13. Piotr napisał(a):

    No z tym Smoleńskiem to teraz cyrk jest, za bardzo się tym emocjonuję PiS, trzeba to załatwić po ludzki, nic na siłę nie wpychać ludziom

  14. Michał napisał(a):

    Nie wiesz co się stało Sławku w smoleńsku? Rozbił się samolot to się stało. Zastanawiające jest tylko dlaczego w takich warunkach (i nie mówię tutaj o mgle tylko o samym lotnisku tak jak sam wspomniałeś) wyrażono chęć lądowania na tym lotnisku (przecież polacy dobrze wiedzą jakie to jest lotnisko a przynajmniej ci którzy się znają).

    A teraz hipotetycznie gdybyś ty był prezydentem to chciałbyś wylądować w takich warunkach? Prawdopodobnie gdybyś dokładnie wiedział jakie to są warunki to nie. A czy ktoś by ci szczerze powiedział jakie to są warunki? A to już zależy od tego czy byś był prezydentem który akceptuje tego typu wiadomości czy nie tj. czy byłbyś prezydentem któremu coś można powiedzieć szczerze czy raczej dyktatorem któremu trzeba mówić „wszystko ok, damy radę”?

    A więc to jest właściwie powód tej katastrofy – strach ludzi. Z jednej strony strach a z drugiej brak akceptacji wiedzy innych ludzi. Ja nie jestem pilotem, nie mam prawie żadnej wiedzy odnośnie lotnisk ale jeśli Ty piszesz, że nie można wylądować na tego typu lotnisku to dla mnie znaczą dwie rzeczy 1. nie można wylądować – nie mam powodu, żeby temu nie wierzyć, 2. bardzo wiele osób w otoczeniu Kacz. wiedziało, że nie można było wylądować – przypuszczam, że nawet osoby na pokładzie o tym wiedziały a mimo wszystko… o czym to świadczy?

    • Sławek Muturi napisał(a):

      Michał, jeszcze raz powtarzam, że to miejsce w Smoleńsku nie jest „lotniskiem”. Powinniśmy o nim mówić „pas startowy w lesie”, a nie „lotnisko” – bo to tylko wprowadza w błąd.

      Choć podobnie jak Ty, nie jestem pilotem to wydaje mi się, że w normalnych warunkach, dobrze wyćwiczony pilot nie powinien mieć kłopotów z bezpiecznym osadzeniem maszyny na tym pasie startowym. W złych warunkach ryzyko rozbicia się bardzo rośnie.

      Choć nie sądzę by Prezydent Lech Kaczyński miał zapędy „dyktatorskie” tak jak sugerujesz, to zgadzam się z Tobą, że pytanie o to kto podjął decyzję o lądowaniu w złych warunkach pogodowych, wbrew ostrzeżeniom rosyjskiego personelu naziemnego, wbrew ostrzeżeniom polskich pilotów z Pułku Lotnictwa dla VIP-ów, którzy godzinę czy pół godziny wcześniej tam wylądowali jest pytaniem absolutnie kluczowym. Bez tej decyzji nie byłoby próby lądowania i nie doszło by do tej tragedii.

      • Michał napisał(a):

        chyba wiadomo kto podjął taką decyzję prawda?

        „- Zmieścisz się, śmiało – zachęca tymczasem gen. Andrzej Błasik, dowódca Sił Powietrznych, po dwóch sekundach dodający „230””

        więc do końca nie rozumiem tych wszystkich komisii śledczych itd. niepotrzebne wyrzucanie pieniędzy w błoto. Jeśli szef mówi tobie coś takiego to jasne, że ty masz myśli w stylu

        ” «Jak nie wyląduję/wylądujemy, to mnie zabiją/zabije» ” czy też „Jeśli nie wyląduję, będę miał przechlapane (przewalone)”.

        A więc łańcuch odpowiedzialności wygląda tak. Przede wszystkim winę ponosi za to pilot bo on jednak był odpowiedzialny za stery. Na drugim miejscu jest jego przełożony gen. Błasik bo to on naciskał. Przede wszystkim jednak odpowiedzialność ponosi Lech Kaczyński bo wprowadził takie środowisko terroru (tak jak stalin za swojego czasu). Więc nad czym tutaj się roztrząsać? Czy nie tak samo jest teraz z Jarosławem Kaczyńskim? Czy ktoś jest w stanie mu coś szczerze powiedzieć w partii nie bojąc się dymisji i konsekwencji? Wątpie. Jeśli znalazłby się w samolocie w takiej samej sytuacji to też by był kolejny wypadek.

        Taka jest charakterystyka dyktatorów, że jego najbliższe środowisko ich okłamuje w czasach „trudnych” bojąc się konsekwencji i ja jestem w stanie to zrozumieć.

        A jeśli faktycznie Lech Kaczyński taki nie był to kogo się tak bali żeby ryzykować własnym życiem? Bo nie oszukujmy się strach jest tutaj widoczny na każdym kroku.

        • Michał napisał(a):

          Zresztą dodam, że nie zazdroszczę pilotowi ponieważ był wojskowym majorem z tego co pamiętam. Sprzeciw generałowi mógł dla niego oznaczać w najlepszym wypadku wykopanie z pracy w najgorszym sąd wojskowy i kilka lat więzienia (gdyby uratował wszystkich pasażerów), brak wypłaty finansowe pogrążenie rodziny itd. . Fajna perspektywa prawda? W takich sytuacjach trzeba się wykazać bardzo wielkim indywidualizmem i samozaparciem a wojskowi są raczej trenowani, żeby słuchać zwierzchników.

          Czy ktoś by po tego typu akcji przyznał mu rację? Patrząc na ten rząd pewnie nikt raczej dziękuje by mu nie powiedział. Miałby szczęście jakby go nie zwolnili.

          Zastanawia mnie jaki pilot cywilny by tak postąpił, żeby tam lądować? Z moich obserwacji jak są jakiekolwiek problemy to piloci cywilni raczej sobie odpuszczają – po co ryzykować. A mogli wylądować jak ludzie w Mińsku i podlecieć helikopterem albo przemęczyć się te 4h w samochodach.

          Najciekawsze w całej tej historii jest to, że my tak naprawdę nie wiemy ile tego typu sytuacji w ogóle się wydarzyło. Bo o podobnych sytuacjach gdzie to się „dobrze skończyło” nikt nie mówi prawda?

        • tom/next napisał(a):

          ,,Zastanawia mnie jaki pilot cywilny by tak postąpił, żeby tam lądować? Z moich obserwacji jak są jakiekolwiek problemy to piloci cywilni raczej sobie odpuszczają – po co ryzykować. A mogli wylądować jak ludzie w Mińsku i podlecieć helikopterem albo przemęczyć się te 4h w samochodach.

          Najciekawsze w całej tej historii jest to, że my tak naprawdę nie wiemy ile tego typu sytuacji w ogóle się wydarzyło. Bo o podobnych sytuacjach gdzie to się „dobrze skończyło” nikt nie mówi prawda? ”

          Dokładnie tak. W lotnictwie cywilnym pilot jest od tego, żeby dowieźć bezpiecznie pasażerów z A do B. Panują reguły. I te reguły niejednokrotnie uratowały życie ludzi. W lotnictwie vipowskim jak widać, pilot jest od tego, żeby dowieźć na miejsce ,,no matter what”. I tutaj reguły można złamać. 9 razy się złamie i wyjdzie a za 10-tym jednak nie. I jest tragedia.

          Poza strachem o którym piszesz, ja bym dodał jedną wszechobecną widoczną w pisowskim obozie rzecz. I wtedy i teraz. Niebywała buta. Taka prymitywna, feudalna buta. Teraz ja jestem panem i ,,masz robić tak, jak pan każe”.

          Ubolewam nad tym, że taka postawa nie jest właściwa tylko temu środowisku, ale odzwierciedla mentalność sporego procenta polskiego społeczeństwa.

        • Tomex napisał(a):

          Przepraszam, ale kilka sprostowań (wybaczcie też nie jestem specjalistą, ale przytaczam informacje jakie dotąd były publikowane):
          1) lot do Smoleńska był lotem wojskowym, nie vipowskim czy cywilnym (stąd piloci wojskowi, stąd wojskowe „lotnisko”). BTW to jeden z zarzutów wobec rządu Tuska, że oddając śledztwo Rosjanom powołano się na konwencję chicagowską, która dotyczy lotów cywilnych.
          2) Dowódcą samolotu jest kapitan – pilot. Nawet jego zwierzchnik nie może zmienić jego decyzji w trakcie lotu. Prezydent jest zwierzchnikiem wojsk tylko w trakcie wojny, więc wbrew głoszonym tezom, on tym bardziej rozkazu na pewno nie mógł żadnego wydać.
          3) Pojawiały się w raporcie MAK informacje o naciskach na pilotów (a nawet sugestie że byli pijani). A niektórzy politycy rozpowiadali teksty o „debeściach” jak mieli o sobie mówić piloci i gen.Błasik. Te tezy i pomówienia nie znalazły żadnego potwierdzenia w rozmowach z kokpitu zachowanych na czarnych skrzynkach.
          4) procedury dotyczące lotów to jedna strona medalu, odpowiadają za nie pilot i kontroler lotu. Kto podjął złą decyzję – oczywiście MAK wskazał pilota. Ale w przypadku tej katastrofy, niestety zawiodły też inne elementy, na które Ci dwaj akurat nie mieli wpływu – rozpoznanie sytuacji przed wylotem i decyzja/zgoda BOR, brak procedur awaryjnych (co jeśli nie Smoleńsk), brak procedur w sytuacji katastrofy (podpisanie Rosjanom papierów jakie podsunęli, mącenie w sprawie niemożności otwarcia trumien w Polsce, zaufanie Rosjanom w kwestii sekcji, etc.).

        • Sławek Muturi napisał(a):

          Tomex, z pewnością masz rację. Wiele osób nawaliło przy tej katastrofie. Nie chcę byśmy teraz fridomię przekształcili w kolejną komisję śledczą zwłaszcza, że nie jesteśmy specjalistami, nie mamy dostępu do danych, nie znamy obowiązujących wówczas procedur. Cytujesz procedury, formalne zwierzchnictwo, itp i słusznie. Z tym, że one są ważne w normalnie funkcjonującym kraju.

          A w Polsce? Procedury, procedurami, a wiemy, że niektórzy politycy mają tendencję do działania „poza trybem”. Formalne zwierzchnictwo formalnym zwierzchnictwem, ale widzimy, że dziś polską polityką rządzi ktoś nie posiadający formalnie żadnych większych kompetencji. Prezydent Lech Kaczyński – prezydent to najwyższy urząd w kraju – meldował swojemu bratu „wykonanie rozkazu”. To nie są dowody na normalne funkcjonowanie normalnego demokratycznego kraju.

          Tak czy inaczej, przy tym wpisie, nie starałem się rozwikłać zagadki przyczyn smoleńskiej tragedii. Chciałem tylko pokazać, że według mnie samolot Tu-154 nie powinien był podejmować próby lądowania na pasie startowym w smoleńskim lesie w złych warunkach atmosferycznych, z 96 VIP-ami na pokładzie. Ktoś jednak tę decyzję podjął, wbrew zaleceniom kontrolerów ruchu lotniczego. Tę konkretną, fatalną w skutkach, decyzję.

          Dziwi mnie, że nie słyszę by dążono do znalezienia odpowiedzi na to konkretne pytanie: kto podjął/miał wpływ na tę decyzję? Przyczyn katastrofy było pewnie wiele, ale według mnie, w świetle tego co zobaczyłem na miejscu w Smoleńsku, to właśnie ta zła decyzja była BEZPOŚREDNIĄ przyczyną katastrofy. Wszystko inne to wg mnie POŚREDNIE przyczyny, więc dlaczego to je się analizuje, a nie przyczynę bezpośrednią?

        • xav napisał(a):

          Sławek,
          w takiej sytauacji wina jest dość oczywista… wyobraźmy sobie, że jedizesz samochodem pośród tłumu ludzi, a ja siedzę z tyłu i mówie Ci jak masz jechać, że masz jechac szybciej, że masz sie nie martwić bo jesteś bardzo dobrym kierowcą, bo twój kolega przed chwilą przejechał i nic się nei stalo, a ty jestes lepszym kierowcą od niego, obok siedzi twój „szef” i mówi, że nie mamy czasu jechać inną drogą, że jesli się spóźni to znajdzie sobie nowego kierowce a ty albo odejdziesz z”wilczym biletem” albo będziesz do końca życia w tej pracy już tylko pucował zdeżaki. I w takiej sytuacji jednak na kogoś najeżdzasz – kogo wini policjia ? Premiera kraju za zły sytem szkolenia kierowców lub za to , że pozwolił na demonstrację w tym miejscu?

          Mamy w Polsce jakieś przeczucie o nietykalności i geniuszu pilotów, nawet kapitan Wrona został bohaterem, mimo że później okazało się, że zapomnieli sprawdzić czy nie wyskoczyl im bezpiecznik od wysuwania podwozia, lub użyć innej metody (wiem, że pod jest specjalny system, który powodóje wypadnięcie podwozia pod wpływem samej sily grawitacji).

          W każdej katastrofie lotniczej są setki drobnych szczegółów, które składają się na katastrofę, ale tak jak piszesz ostateczna decyzja należała tylko do pilota.

        • Michał napisał(a):

          Sławku trudno jest znaleźć prawdę jednocześnie próbując udowodnić, że to wina rosjan, niemców i wszystkich po kolei którzy nie należą do PiS. Zresztą ta komisja nie tyle ma na celu rozwikłania „co się naprawdę tam stało” ile „jak fajnie i łatwo można zarabiać pieniądze”.

          To jest chyba najbardziej przykre, że nawet na tego typu tragediach próbuje się ukręcić jak najwęcej pieniędzy. Jeszcze PO byłem w stanie zrozumieć (tak czy siak złodzieje) ale PiS biorąc pod uwagę, że to „ich prezydent” tam zginął? A na dodatek jak się spojrzy na członków komisji… specjaliści pełną gębą. Może i PO kradło (było tyle afer, że szkoda gadać) ale przynajmniej brali ludzi z odpowiednim wykształceniem.

          Teraz jak widziałem w komisji nie zasiada zbyt wiele osób które mają o lotnictwie jakiekolwiek pojęcie. Teraz jest opcja z bombą. Zastanawiam się co wymyślą w przeciągu roku (może ktoś do nich z rakiety wystrzelił… na to jeszcze nie wpadli).

          Prawda czasami boli najbardziej i to jest drugi powód dla którego nie za bardzo im zależy na rozwikłaniu tej „tajemnicy”.

  15. Bożena napisał(a):

    Sławku, to co mnie urzeka w Tobie to to, że każdemu odpisujesz na blogu.
    Przecież swoje „Himalaje” już zdobyłeś, mógłbyś spokojnie osiąść na laurach , a Ty wciąż idziesz do przodu.i w swoich książkach dzielisz się wiedzą z czytelnikami. Nie znam Twoich książek,gdyż dopiero niedawno odkryłam Cię w internecie.
    Ale do rzeczy, nie będę Ci przynudzać swoimi przemyśleniami, politycy niech robią co chcą nie mam bardzo wpływu na to, zresztą szkoda mi czasu na takie zajęcia… moja karawana idzie dalej.
    Mam widocznie w genach/ po dziadkach, po ojcu wielką niechęć do Rosji sowieckiej, chciałabym zobaczyć Petersburg, ale w tym życiu pewnie mi się nie uda. Ty byłeś wielokrotnie w Rosji, na szczęście nie uznali Cię za terrorystę, w Twoim przypadku nie działa to powiedzenie” Dajcie mi człowieka znajdzie się paragraf”
    Temat wyczerpany!
    Napisz mi proszę, czy udzielasz płatnych porad?
    Oczywiście nie dotyczy to kredytów, ani problemów życiowych, tylko mieszkaniowych.
    Ile kosztuje u Ciebie taka porada, potrzeba mi i mojemu Mężowi sensownego i obiektywnego spojrzenia na pewną sprawę .
    Pozdrawiam, Bożena .

    • Sławek Muturi napisał(a):

      Bożena, porad udzielam za darmo. Najchętniej na forum tego bloga. Jeśli zadasz mi na blogu pytania, które Ciebie i Męża w tej chwili nurtują, to odpowiem nie tylko ja, ale pewnie też wiele innych osób, które na podobne pytania nie tylko w przeszłości znalazło odpowiedzi, ale też je wdrożyli w życie i podzielą się z rezultatami, które uzyskali. Pomimo moich bogatych doświadczeń, nie mam monopolu na wiedzę, nawet w zakresie najmu mieszkań, więc zdobędziecie z Mężem do wiedzy, której nawet ja nie mam.

      To jedna z korzyści dla Was. Inna jest taka, że przy spotkaniu „na żywo” zagadałbym Was na śmierć. Jestem śmiertelnym gadułą.

      Z mojej zaś perspektywy, wolę doradzić Wam na blogu, bo pewnie za jakiś czas ktoś się do mnie zwróci z podobnymi pytaniami i będę musiał sobie przypominać co Wam odpowiedziałem. A pamięć mam coraz gorszą…:-) No i jestem leniwy – nie lubię tego samego robić dwa razy. Nudzę się wtedy zbyt szybko:-)

      A więc zapraszam do sesji darmowych porad na łamach fridomii:-)

      • Grzegorz napisał(a):

        Witam,

        w ramach tych darmowych porad ciekawi mnie Twoja ocena wpływu konkurencji na cenę najmu kawalerki w budowanym właśnie w Krakowie bloku. Ciekawe i niespotykane dotąd przedsięwzięcie (przynajmniej w Krakowie) polegające na budowanie bloku w skład, którego wchodzą tylko kawalerki od 13-23 m2 dodam, że ceny zakupu są wysokie więc sam choćby z tego powodu nie chcę tam nabyć mieszkania, jednak ciekawy jestem Twojej Sławku jak i reszty Fridomiaków opinii na ten temat. Dodam jeszcze dla szerszego kontekstu, że lokalizacja bloku jest bardzo interesująca w pobliżu trzech dużych uczelni i bardzo blisko ścisłego centrum biurowców w Krakowie.

        • Sławek Muturi napisał(a):

          Grzegorz, nie znam tematu ani skali tego bloku. Ale z mojej ogólnej wiedzy spodziewam się, że efekt – jeśli zauważalny – będzie tylko w najbliższej okolicy i potrwa niedługo. Poza tym wysoka cena sprzedaży sugeruje, że ceny najmu też mogą potem być wysokie.

        • Robert W napisał(a):

          Rozpatrując ten case całego bloku z kawalerkami na wynajem, poszukaj informacji na temat innych podobnych inwestycji np. w innych miastach. Analogicznie działają np. prywatne akademiki, gdzie możesz wynająć w zasadzie normalne wyposażone mieszkanko. W Poznaniu na Niepodległości były hotel Polonez przekształcono właśnie w taki zbiór kawalerek na wynajem. Jest ich naprawdę dużo w tym wieżowcu, pewnie z 200 albo i więcej. Wpływ na poznański rynek najmu był znikomy, jeżeli nie w ogóle pomijalny – ja go nie zauważyłem w ogóle.

        • nibul napisał(a):

          Grzegorz, jeżeli dobrze zrozumiałem Twoje pytanie, we Wrocławiu takich inwestycji było już kilka i nie nie zauważyłem spadku popytu ani cen najmu. Myślę, że dopiero wejście dużego zagranicznego kapitału (mieszkaniowy REIT) może coś zmienić.

      • Robert W napisał(a):

        Sławek jest raczej nieśmiertelnym gadułą, a nie śmiertelnym ;-)

      • Marcin napisał(a):

        Czyli cały Sławek :).

        Wiesz co mi sie podoba, Twoja osobista relacje z wizyty na pasie startowym. Czytałem wiele analiz katastrofy Smolenskiej, zawsze pod względem techninczym, lotniczym, z punktu widzienia pilotów i chyba nikt nie opisał tej sytuacji tak jak Ty. Opisy były bardziej „suche” , wiemy ze masz dar pisania ale pojechanie tam do Smolenska po tylu latach i opisanie tej mroczne atmosfery i nie przygotowania ( wciaz) pasa to coś. Tym bardziej to czuje ze troche lotnisk widziałem. Fajnie opisane z punktu widzenia troche z dystansu i doswiadczenia oblatywacza.
        Dzieki !.
        Pozdrawiam
        Marcin Tychy
        PS
        Dalej pracuje nad obiadem : )

  16. Bożena napisał(a):

    Sławku, dzięki za taką możliwość!
    Jesteśmy z Mężem 65 letnimi emerytami. Prowadziliśmy przez 25 lat własną, zielarnię.Mieszkamy w Warszawie w swoim małym domu / 70 m powierzchni. wraz małym ogródkiem 300 m/.
    Jesteśmy małżeństwem bezdzietnym, ale bardzo ciekawi życia, mamy swoje małe pasje i marzenia. Realizujemy je bardzo powoli, gdyż wiadomo , że tacy emeryci jak my nie zarabiali dużych pieniędzy i nie mogli sobie uskładać satysfakcjonujących oszczędności.
    Żyliśmy nie tak bardzo skromnie ale i nie rozrzutnie. Żyje nam się bardzo wygodnie, tak jak to pisał Petrarca- mamy miasto na wsi i wieś w mieście. Gdy jesteśmy zmęczeni miejskim hałasem uciekamy do domu, gdy w domu jest za cicho za 10- 15 minut jesteśmy w centrum Warszawy. Rano budzą nas ptaki i oszałamiający zapach róż z mojego ogrodu.
    Ale jest jedno ale: jesteśmy coraz starsi, coraz słabsi,mąż mimo wyjątkowej sprawności fizycznej i rwania się do każdej domowej pracy związanej z nieruchomością też nieraz ma obawy jak sobie dalej poradzimy. Jesteśmy również małymi mieszkanicznikami ,mąż sprytnie wydzielił kawalerkę z drugiej strony domu i wynajmujemy ją z powodzeniem.
    Nigdy nie mieszkałam w bloku a jednak serce mi podpowiada , że to jest ten czas , kiedy musimy zrezygnować z tej wygody posiadania własnego domku.
    Myślę , że dom jest wart ok. 500 tys. złotych. Kupując dwa nieduże pokoje, raczej nowe mieszkania na rynku pierwotnym nie podobają się nam/ te długie korytarze i płatności za te wszystkie nam niepotrzebne bajery/ moglibyśmy spokojnie sobie pożyć. Poza tym gdyby jednemu z nas przyszło odejść druga osoba nie zostanie z kłopotami na głowie w przypadku domku.
    Czy jest to możliwe żeby nam zostało trochę kasy.? Nie chcemy opuszczać Warszawy, tutaj żyjemy ponad 50 lat i to jest nasze miejsce na ziemi. Sławku co Ty o tym myślisz?, Drodzy Fridomiacy co Wy o tym myślicie, a może nie warto zarzynać złotej kury.? W końcu od wielu lat przynosi pasywny dochód? Ale, z wynajęciem kawalerki w naszym wieku może fizycznie być coraz ciężej, co Wy zrobilibyście na naszym miejscu.? Proszę podzielcie się Waszym zdaniem na ten temat. Wszystkim z góry dziękuję.
    Bożena

    • Sławek Muturi napisał(a):

      Bożena, zrobiłem z Twojego komentarza oddzielny wpis (by nie zginął i by nie mieszać go z tematem Smoleńska) z prośbą do Fridomiaków i Fridomiaczek by udzielili Wam swoich rad. Ja to zrobię jak już wygrzebię się spod nawału zaległych komentarzy oraz maili (jestem teraz w podróży i nie miałem dostępu do internetu, wiec zrobiło mi się trochę zaległości). Mam nadzieję, że znajdziesz tu jakieś inspiracje:-)

  17. wiki napisał(a):

    nawet jak mi sie podobają i czytam je regularnie to blogi z tematyką polityczną bede starała się omijać z daleka, czasem jak mnie zdenerwują to odpowiadam na wpisy , myslę że powinienes skoncentrować się na innych tematach niz polityczne

  18. Dominik napisał(a):

    Bardzo dobry wpis Sławek!

    Jeżeli ktoś chce zobaczyć jak wygląda Smoleńsk i Katyń obecnie to może obejrzeć poniższy film na YT:

    https://www.youtube.com/watch?v=7KWbOr44jN4

    Smoleńsk od 4 minuty, Katyń od 20. Przejmujące obrazy (film z 2015). Wątpię żeby dużo się zmieniło.

    Ktoś napisał – zawiodły procedury. Nie! Zawiedli ludzie. Nasi rodacy – Polacy. Dokumentnie i doszczętnie zostały zignorowane procedury. Jakim np. cudem 7 kolejno najwyższych dowodzących wojskiem było w 1 samolocie w tym samym czasie? Po katastrofie najwyższym ranga był człowiek nr 8 w armii przed katastrofą.
    Takie coś nie zdarzało się nawet podczas wojen.

    Ale Polacy są skrajnie emocjonalnym narodem i nie przyjmą do wiadomości że popełnili 38 błędów w procesie przewozu grupy ludzi z punktu A do punktu B. Winni są oni, ci inni, wrodzy nam – Rosjanie!!! Bo mieli kiepskie lotnisko nieprzygotowane na VIP-ów z Polski.

    Zero emocji i czysty rozsądek – tego oczekuję od mojego państwa.

    Nie patrzeć na to że inni coś zrobili / nie zrobili tylko co ja mogłem/am zrobić. Skupić się tylko na tym na co ma się wpływ.

    Komisja smoleńska nie jest po to żeby coś odkryć – nie ma już nic do odkrycia. Powodem istnienia jest czysta polityka i nic więcej.

  19. Bożena napisał(a):

    Sławku, dzięki, że o nas pamiętasz!
    Ja całe noce czytam Twoje wpisy, chociaż dowiaduję się jak jest w Afryce, będę podróżować z Tobą…po mapie.
    Szczęśliwej podróży!
    Bożena

  20. Aga-ta napisał(a):

    Podoba mi się, Sławku, Twoje zaangażowanie obywatelskie. Sama stronię od dyskusji o polityce i bardzo cierpię z powodu podziałów, a także tego, co dzieje się w społeczeństwie. Cierpię tak bardzo, że wbrew sobie nie angażuję się w aktywne wyrażanie mojego stanowiska, bo bezsilność boli…
    Ale jeśli chodzi o wybory, pędziliśmy 300 km, aby zagłosować, bo to coś więcej niż obywatelski obowiązek.
    O katastrofie smoleńskiej też dowiedzieliśmy się w drodze. Zatrzymaliśmy się na stacji benzynowej, aby odsłuchać kolejnych wiadomości i modliliśmy się, aby te relacje okazały się przesadzone. Oprócz szoku i współczucia, że zginęli ludzie, już widzieliśmy jakie zrodzi ta katastrofa konsekwencje dla Polaków. Wiele przewidywań się spełniło, ale to, co się dzieje, to więcej niż sen wariata…

    Dobrze, że piszesz o Smoleńsku w ten sposób – z pozycji naocznego świadka tego jak wygląda ów pas startowy w lesie. Logicznie i na zimno wyjaśniasz, dlaczego w takim miejscu nie powinien lądować tak duży samolot, szczególnie w złych warunkach atmosferycznych. Jest to tak oczywiste, że aby zrobić z tego zamach, trzeba było dużo kłamać, włożyć ogromne pieniądze w wiece dla miłośników sensacji, okryć się otoczką tajemnicy, schować pod krzyżem – wszystko, co tylko można było, aby zbudować na tej tragedii kapitał polityczny i w rezultacie dobrać się do władzy i niszczyć wszystko, co się da… Smutna rzeczywistość ze wstydem w postaci wyblakłej flagi i wypalonych zniczy w pobliżu miejsca tragedii.

    Prawdziwy patriotyzm, to troska o swój kraj, miłość do niego, pamięć o przodkach, znajomość historii i czynienie ojczyzny wielką. Każdego dnia wybieramy, czy będziemy niszczyć, czy budować. Iść do przodu w szacunku dla tego, co było, czy też rozgrzebywać i jątrzyć, aby za wszelką cenę się nie zabliźniło. Każdy powinien sam odpowiedzieć sobie, czy jest wystarczająco dobrym patriotą, czy wystarczająco mocno kocha Polskę i czyni ją wielką poprzez swoje wsparcie finansowe (podatki), wkład własnego zaangażowania (postawa obywatelska), służenie innym. Czy nie jest nazbyt roszczeniowy, destrukcyjny, wręcz pasożytniczy. Zrobić rachunek sumienia i szczerze odpowiedzieć chociaż sobie. Sądzę, że to by mocno ograniczyło jad wypływający z mediów, wieców, czy sąsiedzkich relacji.

    Sławku, Twoje komentarze są tak wyważone, merytoryczne i pełne zrozumienia, logiki, że warto, abyś wypowiadał się w tych trudnych tematach. Wiem jak męczące i wyczerpujące jest tłumaczenie, iż czarne jest czarne, a białe jest białe, ale nie zatrzymuj się. Masz prawo wyrażać swoje opinie – uważam, że jesteś jednym z największych znanych mi współcześnie patriotów. Czytają Cię ( i słuchają) ludzie o otwartych umysłach, często omijający kwestie brudnej polityki, którzy swoją energię koncentrują wokół budowania wolności finansowej, ciężkiej pracy i rozwoju osobistego. To ogromna rzesza wartościowych obywateli, którzy często nie są świadomi swojej pozycji. Jeśli dzięki Tobie choć jeden człowiek zastanowi się i zaangażuje obywatelsko, to już będzie ogromny sukces.
    Powodzenia i trzymam kciuki.

    • Sławek Muturi napisał(a):

      Aga-ta, dzięki za słowa otuchy. Nie wiem czy jestem największym patriotą (nie sądzę, że warto to mierzyć czy się licytować), natomiast z pewnością dobro Polek i Polaków leży mi głęboko w sercu. I masz rację, że to właśnie dlatego podnoszę ten bardzo niewygodny dla mnie (i pewnie dla nas wszystkich) temat.

      Wiele się nad tym zastanawiałem. Dawno temu słyszałem słowa (nie pamiętam czyje), że mamy polityków na jakich zasługujemy. Pamiętam, że wtedy gdy pierwszy raz słyszałem te słowa, nie zrozumiałem ich. Byłem przekonany, że to jakich mamy polityków to kwestia czystego przypadku. Niektórym krajom przytrafiają się fajni, innym słabi, a jeszcze innym – dyktatorzy.

      Dziś już wiem co te słowa oznaczają. Nie przez przypadek w bogatych, wysoko rozwiniętych krajach – w większości przypadków – mamy prawdziwych liderów, oddanych służbie narodu, szanujących swoich obywateli, broniących ich interesów, a w wielu krajach Afryki oraz innych biednych regionów – satrapów i dyktatorów. Bo tam ludzie nie dojrzeli do tego by więcej wymagać od swoich polityków.

      Nie chcę byśmy sobie w Polsce zasłużyli – swoją biernością – na dyktaturę.

  21. Robert W napisał(a):

    W dyskusjach o katastrofie samolotu najbardziej dziwi mnie, że w zasadzie nie wiadomo czy czegokolwiek decydenci się nauczyli od tamtej pory. Z każdego takiego wypadku należy wyciągać wnioski na przyszłość. Jeżeli pokazuje się cień podejrzenia, że brakowało jakiejś procedury – należy taką stworzyć i jej przestrzegać. Jeżeli jest wątek, że być może prezydent czy inny generał rozkazywał w samolocie, to należy tego wyraźnie zakazać, napisać zasadę że decyzje podejmuje pilot, wieża kontroli lotów czy ktokolwiek inny, żeby każdemu politykowi czy generałowi nie przyszło więcej do głowy rządzić się na pokładzie…

    Tymczasem u nas rządzący starają się nas przekonać, że tam była bomba i trotyl. Skoro tak, to znaczy że nikt nie ponosi winy w tym wypadku poza terrorystą który zamontował bombę i ewentualnie ochronie lotnika która nie dopilnowała. Po co więc analizować cokolwiek na przyszłość jeżeli chodzi o pilota, system dowodzenia, rozkazywanie, podejmowanie takich decyzji, skoro to nie była niczyja wina w samolocie, bo przed bombą nie mieli jak się uchronić….

  22. Waldek napisał(a):

    Sławku,

    Dzięki za poruszający tekst. Moją uwagę zwróciła jednak wzmianka o 6-cio tygodniowym kursie w Holandii,podczas, którego odbyłeś kilka całodniowych wycieczek. Przypomniałeś mi o naszych wspólnych wycieczkach po uroczych miasteczkach Holandii I wzruszającym spotkaniu w Delft.
    Jeżeli jesteś ciekawy co u nas słychać to odezwij się na e-mail.
    Pozdrawiamy
    Dorota I Waldek

    • Sławek Muturi napisał(a):

      Waldek, jak miło, że piszesz. Spotkaliśmy się w Delft ile lat temu? To był chyba 1991 rok, tak? Już Ci ślę maila i do ponownego zobaczenia – mam nadzieję – wkrótce:-)

Dodaj swój komentarz:





Chcesz, aby koło Twojego komentarza pojawiła się Twoja ikona lub zdjęcie?
Kliknij tutaj i dowiedz się jak to zrobić.

Powiadom znajomego o tym wpisie:

E-mail *
Wpisz wiadomość
Subskrybuj komentarze do tego wpisu

NAJBLIŻSZE SPOTKANIA FRIDOMIACZEK I FRIDOMIAKÓW

sobota, 12 sierpnia – Dublin, konferencja Polskiego Klubu Biznesu w godz 10:00 – 14:00 i potem spotkanie ze mną w godz 15:00-18:00, Hotel Wynns

sobota, 25 listopada – Łódź, szczegóły bliżej terminu

piątek, 1 grudnia – Warszawa, wystąpienie podczas Kongresu BusinessWoman&Life. Rejestracja – wkrótce

sobota, 13 stycznia 2018 – Łódź, szczegóły bliżej terminu

 

Archiwum - miesiąc po miesiącu

Najwyżej cenione

THE JONE$ES

Jakiś czas temu spotkałem się z koleżanką ze studiów, z którą się nie widzieliśmy wiele (chyba nawet 25!) lat. Jak zwykle przy tego typu spotkaniach mieliśmy sobie wiele do opowiedzenia, w naszych życiach zaszło przecież tyle ważnych zmian.  Gosia po studiach w Warszawie wyjechała na południe Polski, najpierw do Bielska-Białej, a później osiadła w Krakowie – mieście, które jest bardziej niż Warszawa podobne do jej rodzinnego Budapesztu i skąd do stolicy Węgier ma dużo bliżej. [...]

Najnowsze komentarze

  • Sławek Muturi: Wczorajszą kolację spędziłem w towarzystwie dwóch interesujących dżentelmenów. Jeden to mój wieloletni...
  • Sławek Muturi: Bolo, zgadzam się z Tobą, że alkohol wielu zabija. Podobnie papierosy. O ile nie jestem zwolennikiem...
  • Bolo: Zgadza się, warunki też się poprawiły (higiena, leki itp). Poprawiła się też dostępność lepszych jakościowo...
  • xav: Jakby była mózgiem to tym bardziej nie zrobiłaby siebie prezesem ;)
  • Robert: http://www.rp.pl/Wynajem/30822 9915-Goraczka-na-rynku-najmu.h tml?template=restricted
  • Sławek Muturi: Michał, z ciekawości zajrzałem do wikipedii. W polskiej wersji było jedynie wyjaśnienie, że jest to...
  • Michał: Dzień dobry Sławku, przytoczę jeszcze raz definicję chciwość = pożądanie czegoś. Przeważnie pożądamy czegoś...
  • Sławek Muturi: :-)
  • Bożena: Łukasz, dzięki za odpowiedz! Nic nie daje dobrych rezultatów, co nie dzieje się nie w porę trafiłeś w...
  • Aga-ta: Piotr, ale mnie zaintrygowałeś tą hiszpańską kuchnią! Ostatnio w Częstochowie testujemy sushi – Bonsai,...
  • Sławek Muturi: Małgosiu, dobre, dzięki. A może lepiej „żywienioludobójstwoR 21;?
  • Piotr: Dziękuję. Było wyśmienicie. Wszystkim fridomiakom, którzy będą w Częstochowie mogę polecić najlepsze jedzenie...
  • Kuneg: Proponuję „żywienioboójstwo” , albo „żywnotrucicielstwo̶ 1;.
  • Sławek Muturi: Bolo, dyskutowaliśmy o tym na fridomii kilka lat temu przy okazji dyskusji nt szkodliwości leków....
  • Sławek Muturi: Zuzia, wizy pracownicze to jednak co innego, to zupełnie inna para kaloszy. Oprócz krajów UE oraz...
  • Bolo: Skoro współczesne jedzienie to terroryzm i nas zabija to dlaczego żyjemy coraz dłużej ? W 1960 r. średnia...
  • TX: A skad wiesz czy to ona nie byla mozgiem? :)
  • Pani Zuzia: Moje informacje o zakazie wjazdu muzułmanów do Japonii pochodzą od kolegi, który pracował w Japonii kilka...
  • AdiT: Ciekawy wywiad, pokazujący wielowymiarowość zagadnienia. Warto przeczytać!
  • xav: Ciekawi mnie co taki gnój czuję jak zamykają jego własną matkę w areszcie… z własnej matki robić słupa, na...

Najnowsze wpisy

created by Water Design