06

09.2017

Ceny mieszkań w Mongolii

autor: Sławek Muturi|kategoria: Blog autorów, Nieruchomości za granicą, Podróżowanie po świecie

ilość komentarzy: 7

Ludzie często pytają mnie o to czy gdzieś tam pojechałem turystycznie czy służbowo. Służbowo mało podróżowałem nawet wtedy gdy pracowałem w konsultingu (a jeśli już to raczej ciągle do tych samych krajów). Od 8,5 roku w ogóle nie pracuję, więc o podróżach służbowych tym bardziej nie może być mowy. Do Mongolii przyjechałem czysto turystycznie, ale swoim zwyczajem starałem się podpytać o tutejszy rynek nieruchomości. Ale o tym za chwilkę.

W Mongolii ostatnio byłem kilkanaście lat temu. Kraj ogromnie się zmienił, to znaczy kraj w zasadzie niewiele, ale bardzo zmieniła się jego stolica – Ułan Bator. Gdy byłem tu ostatnio, to było bardzo biednie, bardzo prowincjonalnie. Dziś jak grzyby po deszczu wyrosły nowoczesne biurowce, a także bloki mieszkalne. Niektóre całkiem przyzwoitego standardu. Tylko na obrzeżach miasta widać tradycyjne namioty – jurty lub ger. Na ulicach konie i stare Łady ustąpiły miejsca Toyotom oraz Hummerom. Około 1/3 tutejszych samochodów to hybrydowe Toyoty Prius. Tak samo wygląda to na prowincji, z tym, że w miasteczku Ziman Ude (na pustyni Gobi, na granicy z Chinami) kolejną 1/3 aut stanowią zdezelowane radzieckie terenówki.

Mało jest ludzi w tradycyjnych, mongolskich strojach. Stylistyka stała się bardzo europejska. W licznych shopping malls dominują międzynarodowe brandy, również te najbardziej luksusowe typu Bang&Olufsen. W jednym z supermarketów oprócz polskiej wódki, znalazłem też mnóstwo polskich słodyczy. Pojawiło się też wiele eleganckich restauracji, w tym bardzo wiele koreańskich. Pojawiły się też sieci fastfood’ów oraz kawiarni (widziałem kilka kawiarni petersburskiej sieci „Szokoladnitsa”). Nawet wygląd ludzi na ulicy się mocno zmienił – osób o ostrych, mongolskich rysach jest coraz mniej. Ludzie zaczynają upodabniać się do Koreańczyków. Sporo Mongołów jeździ na wakacje właśnie do Korei, która jest tu bardzo popularna. Więcej też niż kilkanaście lat temu widziałem na ulicach UB zachodnich turystów. O tym, że jednak nadal jest ich niewielu świadczy to, że pozdrawiają się wzajemnie na ulicach lub w restauracjach. Tam gdzie turystów z Europy jest wielu, ludzie nie zwracają uwagi na innych.

Sporo pochodziłem po mieście. Pojechałem też podmiejskim autobusem za miasto, a tam pochodziłem trochę po okolicznych pagórkach. Trafiłem też do miejscowej świątyni buddyjskiej gdzie około 100 mnichów (w różnym wieku) modliło się przez kilka godzin. Na przemian czytali święte księgi, modlili się głośno i śpiewali. Śpiewom towarzyszyła muzyka bębnów, talerzy oraz dwóch potężnych, długich na jakieś 4-5 metrów trąb, które wyglądały jak gigantyczne vuvuzele. Ludzie przynosili mnichom zestawy posiłkowe – chleb, jogurt, słodycze, czekolady, coś tam jeszcze. Świątynia była bogato przyozdobiona wiszącymi kilimami, tasiemkami, kolorowymi chustami, a wzdłuż ścian stały setki posążków Buddy. Całość wyglądała bardzo klimatycznie i duchowo i nim się spostrzegłem, to przesiedziałem tam ponad 2 godziny. Z tego co się zorientowałem, to miałem sporo szczęścia – modlitwy odbywają się raz na dwa tygodnie.

Ale wracając do nieruchomości.

Mieszkania od dewelopera kosztują w granicach tysiąca dolarów USA za metr kwadratowy. Przy czym nie sprzedaje się tam chyba małych mieszkań – najmniejsze jakie widziałem w ogłoszeniach liczyło jakieś 75 m.kw. Jest to zatem cena o połowę niższa niż w Warszawie. Mieszkania wynajmuje się za to w cenach zbliżonych do warszawskich. Zwroty z najmu są zatem prawie dwa razy wyższe niż w Warszawie – dla jednego z mieszkań zwrot wyszedł w okolicach 8% w skali roku, z uwzględnieniem miesięcznego pustostanu (choć prawdę mówiąc nie udało mi się ustalić szacunkowego pustostanu dla UB) i bez uwzględnienia prowizji za zarządzanie najmem.

Oczywiście są to wyliczenia dla standardowych cen mieszkań z rynku pierwotnego. Przy znalezieniu dobrej okazji cenowej na rynku wtórnym, spodziewam się, że zwroty mogą wzrosnąć do dwucyfrowych. Czy polecam zatem inwestowanie w najem w UB? Jak zwykle, nie polecam – ryzyko inwestowania jest tu o wiele wyższe niż w Warszawie.

Pytałem jak to się ma do zarobków. Gospodarka Mongolii ostatnio bardzo szybko rośnie. Rosną też zatrudnienie oraz zarobki, choć nadal są dość niskie. Minimalna płaca to ledwo USD 100 miesięcznie, a średnia to USD 400. Tak więc na metr kwadratowy M, trzeba by pracować przez 2,5 miesiąca (i całość pensji zaoszczędzić bez wydania ani dolara). Choć życie jest w UB tanie, to jednak nie darmowe:-)

Jeszcze jedna rzecz mnie zaskoczyła. Nie pamiętałem z okresu moich pierwszych odwiedzin faktu, że język mongolski (który na ucho przypomina mi nieco turecki) zapisywany jest … cyrylicą. Mongolia to chyba jedyny kraj nie-słowiański, który nie był też republiką dawnego ZSRR, w którym korzysta się z cyrylicy. Niesamowite. Pisownię mongolską (nieco podobną do hinduskiej, choć chyba jest pisana pionowo, tak jak pismo chińskie) widać bardzo rzadko. Częściej byłem w stanie ją dostrzec w Chinach, po drugiej stronie granicy, gdzie też mówią ludzie mówiący w języku mongolskim. Inną ciekawostką było samo przejście graniczne – czułem się tam jak zupełny nowicjusz i żółtodziób.

Komentarze:

  1. Robert napisał(a):

    Czyli kupujemy mieszkania na wynajem w Mongolii, a Sławek nimi dla nas będzie tam zarządzał ;-)

  2. Andrzej Skalski napisał(a):

    Dziękuję za ciekawy artykuł.
    Jestem dość często na Twoim blogu Sławku, jednak żeby coś napisać to nie zawsze mam natchnienie i taką łatwość przekazu jak Ty.
    Znam osoby, które inwestują w nieruchomości poza swoim krajem zamieszkania i są zadowolone. Oczywiście moim zdaniem lepsze jest rozwiązanie, które umożliwia Mzuri, czyli firma kupująca i zarządzająca naszym mieszkaniem. Mamy wiele problemów z głowy oraz więcej czasu. Jak otworzysz oddział w Mongolii to uważam, że wtedy inwestować tam warto.

    Pozdrawiam serdecznie
    Andrzej

    • Sławek Muturi napisał(a):

      Andrzej, dzięki za częste odwiedzanie fridomii. A co do Mongolii, to oczywiście odradzam inwestowanie na nieznanym rynku. Mzuri też się tam nie wybiera:-)

  3. Piotr napisał(a):

    Hah, ja chcialem inwestować w Wenezuele dwa lata temu, dobrze, że tego nie zrobiłem.

    • Sławek Muturi napisał(a):

      Piotr, nie wiem czy chodziło o ten sam projekt na Isla Margharita, ale mój znajomy stracił całą „zainwestowaną” tam kwotę. „Deweloper” przepadł bez śladu – nawet Ambasada RP nie była w stanie pomóc.

  4. Fabian Koss napisał(a):

    Od dawna planuję zamieszkań na jakiś czas w innym kraju. Skakać tu i tam, ciesząc się życiem. Jakie są Wasze doświadczenia z takim stylem bycia?Pracowaliście za granicą? I najważniejsze – kto już kupił mieszkanie w Mongolii? :)

    • Sławek Muturi napisał(a):

      Fabian, może powinienem był wyraźniej napisać, że stanowczo odradzam inwestowanie w najem zagranicą. Inwestowanie samo z siebie jest ryzykowne, a kontrola najmu na odległość jest prawie niemożliwa bez wsparcia na miejscu kogoś bardzo zaufanego (rodzina albo Mzuri). Jeśli się dodatkowo nie zna lokalnego rynku (co tak naprawdę jest w danym kraju/mieście „doskonałą okazją” a co tylko „dobrą” lub wręcz średnią; nie zna się lokalnego prawa oraz zwyczajów, itd, itp) to ryzyko rośnie geometrycznie.

      Według mnie żaden potencjalny zwrot nie jest tego warty:-)

      PS A jeśli szukasz pomysłu na mieszkanie zagranicą, to rozważ uczenie języka angielskiego w Chinach. Dostajesz kontrakt, często też mieszkanie oraz wizę pracowniczą, zarabiasz ok CNY 15-20 tyś miesięcznie (takie są stawki dla Polaków, Ukraińców i innych nie-native Europejczyków). Uczysz podstaw tylko 2 godziny dziennie w jakimś przedszkolu lub podstawówce, a resztę czasu masz dla siebie – może nawet prowadzić jakiś biznes zdalnie z Polski, albo uczyć się mandaryńskiego. Ja właśnie ze względu na to ostatnie, od wczoraj rozważam taki pomysł.

Dodaj swój komentarz:





Chcesz, aby koło Twojego komentarza pojawiła się Twoja ikona lub zdjęcie?
Kliknij tutaj i dowiedz się jak to zrobić.

Powiadom znajomego o tym wpisie:

E-mail *
Wpisz wiadomość
Subskrybuj komentarze do tego wpisu

NAJBLIŻSZE SPOTKANIA FRIDOMIACZEK

I FRIDOMIAKÓW

13.X. 2018, sobota – godz 17:00; Seul, Korea – darmowe spotkanie w 3 Alley Pub, podczas którego chętnie odpowiem na pytania związane z wolnością finansową, inwestowaniem w najem, również w formule crowd fund investing, oraz o tym co można robić po osiągnięciu wolności finansowej:-)

29 maja 2019 roku, środa – godz 19:00; live na profilu FB Sławek Muturi oraz – równolegle – webinar (konieczna wcześniejsza rejestracja). Szczegóły bliżej terminu.

Dlaczego info z tak dużym wyprzedzeniem? Bo będzie to już 10-ta (!!!!!!!!!!) rocznica mojego przejścia na wcześniejszą emeryturę:-). Choć będę tego dnia gdzieś w podróży po Afryce, to chciałbym byśmy się spotkali – choćby wirtualnie – przy kieliszku wina lub butelce piwa:-)

 

 

Archiwum - miesiąc po miesiącu

Najwyżej cenione

Timing jest ważny – czyli dwie żaby i dwa garnki

Na ostatnim spotkaniu Fridomiaczek i Fridomiaków w Londynie powtórzyłem historyjkę, którą kiedyś gdzieś wyczytałem i którą często powtarzałem swoim klientom bądź współpracownikom wtedy gdy jeszcze pracowałem w konsultingu. Ponieważ wielu z Was zapytało mnie w komentarzach do wpisu z relacją z Londynu o tę historyjkę, więc oto ona. Na jakiejś amerykańskiej uczelni przeprowadzono eksperyment. Dwie żaby wrzucono do dwóch garnków z wodą stojących na gazowych palnikach. Podpalono gaz w palnikach. Widzicie to? Tylko, że jedną żabę [...]

Najnowsze komentarze

  • Sławek Muturi: Marek, masz rację, zwykle tak jest. Ale w tym roku, już w lipcu słyszałem o tym, że pierwsze bociany...
  • Sławek Muturi: Małgosiu, oczywiście wszystko zależy od sytuacji. Jeśli owe PLN 1000 to była niska kwota jak na dany...
  • Sławek Muturi: Małgosiu, dzięki za przypomnienie wpisu sprzed kilku miesięcy. W Rosji byłem w czerwcu, ale tyle się w...
  • Sławek Muturi: Koala, nie możesz? A dlaczego nie możesz? :-)
  • Sławek Muturi: Sebciu, a dlaczego czasami miewasz dość?
  • Sławek Muturi: Marcin, tak, fajne są te planowania, a jeszcze fajniejsza jest sama realizacja planów. Do Ushuaia...
  • Sławek Muturi: :-) Pozdrowienia z Mikronezji:-)
  • Sławek Muturi: Tomek, zgadza się. Kąpanie siebie – to przyjemność. Kąpanie dziecka – to obowiązek...
  • flow: XAV, uzywasz ubera? lobby taxi widac jest za male, nikomu uber nie przeszkadza. a to shareing economy tak samo...
  • Marek: Sławek bociany odlatują z Polski w 2 połowie sierpnia, czyli odleciały niecałe 2 miesiące temu a nie 3 :)
  • Kuneg: Sławku, a na jakiej podstawie sądzisz, że właściciele poniosą ciężar podatku po wyjściu z szarej strefy? Ja...
  • Kuneg: Wyprawa, to w moim pojęciu wypad na sawannę z namiotem, plecakiem i bronią – na kilka dni. Tak, do tego...
  • Koala: Miazga! Czemu ja tak nie moge zyc?:(
  • Sebciu: Twoje wpisy na temat planów zimowania dodaja mi powera w walce o wolność finansową.Mimo ze wole bardziej...
  • Marcin: Slawku. Lubie te Twoje zimowe planowania. Zaluje ze sie nie spotkamy na kongresie. Podoba mi sie pomysl...
  • Bartosz: Witam Sławku czytam wszystko na bieżąco i to jest odlot wielki szacunek pozdrawiam
  • Tomek: Zaraz będę się kąpał. Trudno nazwać to pracą, a przecież gdybym kąpał kogoś za opłatą, to byłoby to pracą :-)
  • Sławek Muturi: :-) Dzięki za życzenia:-)
  • Krzysztof: Sławku! Twoje podróże to jakiś „odlot”. Powodzenia no i ……. wysokości.
  • Sławek Muturi: Tomek, wydaje mi się, że już o takich aplikacjach gdzieś słyszałem:-)

Najnowsze wpisy

created by Water Design