23

09.2017

Gorzej

autor: Sławek Muturi|kategoria: Blog autorów, Podróżowanie po świecie, Rozwój osobisty

ilość komentarzy: 17

Przekroczyłem już półmetek mojej podróży Koleją Trans-Syberyjską i wkrótce spiszę moje obserwacje i przemyślenia. Mam nadzieję, że wystarczy mi cierpliwości do tego by nie tylko swoje obserwacje spisać, ale też by je odpowiednio skrócić – inaczej obawiam się, że znów może powstać wpis- tasiemiec, który znuży nawet najwytrwalsze Fridomiaczki.

Póki co, chciałbym się z Wami podzielić czymś innym. Podczas jednego z moich niedawnych przejazdów pociągiem po Chinach zabawiłem się w grę, którą bawię się już od wielu lat. Grę nazwałem „Gorzej”. Bardzo mi pomaga. Może i Wam się kiedyś (lub nawet w tej chwili:-) przyda. Bawię się w tę grę gdy przeżywam chwilowe trudności.

Na czym polegały ostatnio owe trudności?

Otóż musiałem (bo wcześniej nie sprawdziłem i bylem zaskoczony tym jak długo jedzie pociąg z Datong do Pekinu – na mapie wydawało mi się, że nie powinien jechać dłużej niż 2 godziny, w realu okazało się, że podróż zajmie raczej 6-8 godzin niż dwie) jechać nocnym pociągiem bez miejsc leżących. Na inne pociągi miejsc w ogóle nie było. Wiedziałem już z autopsji na czym polega nocna osobówka w Chinach (jechałem tak kiedyś z moim synem pociągiem na południu Chin), ale nie miałem wyboru – inaczej spóźniłbym się na samolot z Pekinu do Pyongyang w Korei Północnej.

Jazda nocną osobówką zatrzymującą się na każdej stacji, w przepełnionym pociągu w Chinach nie jest „lightowym” doświadczeniem. Miejsce miałem na szczęście siedzące, ale w przejściu. Na którym stało wiele osób. Poza tym ludzie wciąż wędrowali po pociągu, poszturchując moje ramiona lub głowę swoimi łokciami, bagażami, czymkolwiek. W tłumie rozpychali się też handlarze, próbujący sprzedać a to wodę i słodycze, a to jakieś magiczne leki, a to jakieś inne tajemnicze przedmioty. Oraz obsługa pociągu wędrująca ciągle w te i we wte:-)

Jakaś kobieta przyczepiła się do niemowlaka współpasażerki i cały czas go miętosiła. Niemowlak początkowo piszczał z zachwytu, ale po dłużej chwili ciągłego mlaskania, czmokania i och-achania w końcu się zdenerwował i zaczął głośno płakać. Zdenerwowała się też matka dziecka i zaczęła je nosić po przepełnionym wagonie by uciec od niezrównoważonej emocjonalnie współpasażerki. Inni słuchali głośnej muzyki, inni głośno ze sobą gadali. Ktoś gdzieś z tyłu za mną, zaczął się z kimś głośno kłócić. Jeszcze inni głośno chrapali, albo jedli ostro pachnące dania z plastikowych torebek. Niektórym bardzo śmierdziały skarpety, ale jeszcze gorszy smród atakował moje nozdrza z pobliskiej toalety, której drzwi cały czas ktoś otwierał.

Cały ten zaduch to i tak było nic w porównaniu z najgorszym. Pomiędzy przedziałami stali ludzie, którzy non-stop palili papierosy. Co jeden skończył, to przychodził następny i odpalał papierosa. I tak przez cały czas podróży. Dym z papierosów oczywiście przenikał do mojego wagonu, bo z powodu tłoku nie było możliwe zamknięcie drzwi do wagonu, by odizolować się od palących. Nie mogłem oddychać, moje ubrania, włosy, wszystko przesiąkło papierosowym smrodem.

O spaniu oczywiście też nie było mowy. Wprawdzie wielu współpasażerów drzemało i to w czasami bardzo dziwnych pozycjach (nawet ci nie mający miejsc siedzących), ale ja nie za bardzo chciałem zasypiać w tych warunkach. Wprawdzie Chiny są dość bezpieczne, ale nie chciałem narażać się na ryzyko (jakkolwiek małe by nie było) utraty paszportu i pieniędzy na tak wczesnym etapie mojej podróży. Postanowiłem tę noc przeczekać. Nie mogłem też czytać (słabe oświetlenie, mało miejsca oraz plecak na kolanach), więc minuty bardzo mi się dłużyły. Samo obserwowanie współpasażerów przestało – po jakimś czasie – dawać mi wystarczająco wielu bodźców. Przez to, że w wagonie świeciły się ostre białe żarówki, a na zewnątrz było kompletnie ciemno, to nie mogłem też obserwować mijanej okolicy.

Dlatego postanowiłem zagrać w moją grę „Gorzej”.

Na czym ona polega? Na tym by wymyślić sobie sytuacje, które byłyby dla mnie jeszcze gorsze niż ta w której akurat się znalazłem. By pocieszyć się, że w takim razie, obecna sytuacja wcale nie jest aż tak zła. By trochę się rozweselić myśląc o tych wszystkich nieszczęściach, które mnie właśnie omijają:-)

Tym razem postawiłem sobie za cel wymyślenia co najmniej 100 (!!!) takich gorszych sytuacji, sytuacji w których z pewnością – gdybym tylko mógł – wybrałbym nocną osobówkę z Datong do Beijing ze wszystkimi jej niedogodnościami.

Nie było mi łatwo wymyśleć aż 100 takich gorszych sytuacji, ale udało się. Po jakichś 2 godzinach jazdy (jednak cały czas coś mnie rozpraszało) miałem już na swojej liście 101 przypadków. A gdybym jeszcze zrobił lustrzane odbicia wielu z tych sytuacji na moje dzieci i innych najbliższych (np bycie w więzieniu byłoby przykre nie tylko gdybym ja się tam znalazł, ale też ktokolwiek z moich najbliższych), to pewnie lista szybko urosłaby do tysięcy pozycji.

Nie będę tu przepisywał całej mojej listy 101 gorszych sytuacji (także po to by nie obnażać publicznie wszystkich moich fobii i lęków:-))), ale przytoczę kilka wybranych:

  • miejsce stojące w tym wagonie
  • bez kasy i paszportu
  • stan silnego rozwolnienia
  • w szpitalu na chińskiej wsi
  • zagubiony gdzieś nocą w dżungli
  • obywatel KRLD
  • porwany w Somalii
  • ścigany przez mafię
  • 250 kg wagi ciała
  • w płonącym wieżowcu
  • w kosmosie
  • pomyłkowo wzięty za terrorystę
  • poczucie bycia ofiarą
  • Polska poza UE
  • na silnym, mroźnym wietrze w przesiąkniętym wodą ubraniu
  • wszystko w smartfonie

Siedząc w tym wagonie, coraz mocniej puszczałem wodze mojej fantazji i niektóre moje pomysły były tak zaskakujące, że sam się do nich śmiałem w myślach. A może nie tylko w myślach, bo ci ze współpasażerów, którzy akurat nie spali przyglądali mi się z zaciekawieniem (a może nawet ze wścibskością charakteryzującą ludzi w Chinach) i mocno się dziwili. Z czego ja się tu mogę aż tak cieszyć? Powodów do narzekania wprawdzie nie ma, ale żeby tak od razu się cieszyć?

A czy Tobie też zdarza się grać w „Gorzej” lub w jakąś podobną grę? Jeśli tak, to opisz ją proszę dla nas. A jeśli nie, to może spróbuj zagrać gdy kiedyś znajdziesz się w jakiejś mało przyjemnej sytuacji? Wiem, że na tle fajnych gier w Twoim smartfonie, moja propozycja może Ci się wydawać strasznie old-school’owa, prymitywna i nuuuudna, ale spróbuj i daj nam znać co z tej próby dla Ciebie wyniknęło. Jeśli nie nosisz już przy sobie tak prymitywnych narzędzi jak kartka papieru i długopis, to pewnie można swoje pomysły wpisać wprost do pamięci smartfona – będzie choć trochę bardziej współcześnie:-)))

Komentarze:

  1. Piotr pisze:

    Fajny wpis, zawsze lubie czytać twoje nietuzinkowe myslenie :)

  2. Tomek pisze:

    Obawiam sie, ze Polska poza UE moze sie znalezc szybciej, niz wszyscy przypuszczają… Ponoc w ministerstwach juz sa specjalne zespoly od wychodzenia Polski z UE.

  3. Robert W pisze:

    Fajne! To rozwolnienie chyba najgorsze ;-)

  4. Maciej Dybała pisze:

    Rewelacyjna gra Sławek! Pozdrowienia i nie martw się przydługimi wpisami, przynajmniej mi czyta się tutaj wszystko bardzo przyjemnie bez względu na objętość.

  5. Michał pisze:

    zawsze możesz czytać książki na smartfonie albo na podświetlanym ebooku. Nie trzeba wtedy jakoś specjalnie dużo miejsca a czas szybciej mija… Chyba lepsze wykorzystanie czasu niż granie w gorzej. Swoją drogą „polska poza unią”? Jaki to ma związek?

    • Sławek Muturi pisze:

      Michał, odpowiadając na Twoje pytanie, należę do osób, które uważają, że ewentualne znalezienie się Polski poza UE może mieć dla nas wszystkich Polek i Polaków katastrofalne skutki (zmniejszenie wzrostu gospodarczego, zmniejszenie swobody podróżowania oraz innych wolności obywatelskich, zmniejszenie bezpieczeństwa naszych granic, itp). O ile w różnych kwestiach moje poglądy bywają dość odosobnione, to w kwestii przynależności Polski do UE jestem chyba w większości opinii społecznej.

      Jestem gotów spędzić kilka lat w podobnie niewygodnych pociągach gdyby to tylko mogło zmniejszyć zagrożenie znalezienia się Polski poza UE.

  6. luk_wroclaw pisze:

    Ciekawy wpis podróżniczo-filozoficzny :-)
    To co opisałeś to wariacja jednego ze stoickich ćwiczeń premeditatio malorum (łac. pre-meditatio uprzedzające rozważenie, medytacja, malorum – zło, nieszczęście), polegająca na wyobrażeniu sobie możliwego nieszczęścia w celu przygotowania się na różne okoliczności oraz docenienia tego co mamy tu i teraz.
    Innym z ćwiczeń jest perspektywa kosmiczna, polegająca na spojrzeniu na siebie z dużej perspektywy czasu bądź miejsca. Trzeba sobie na przykład wyobrazić sobie siebie z bardzo dużej odległości (kosmosu) lub wyobrazić sobie, że minęły setki lat. Kto jeszcze będzie wtedy pamiętał o naszych problemach, jakże małe wydają się wtedy nasze troski?
    Więcej szczegółów w książce Tomasza Mazura „O stawaniu się stoikiem”. Polecam.

  7. lukasz w pisze:

    z innej beczki:
    pewien władca Chin pragnął poznać zdanie, które wypowiedziane będzie pasować w każdej sytuacji.
    zlecił to zadanie swoim mędrcom. ci niestety zawiedli władcę, który na łożu śmierci wyznał swe pragnienie służącemu, który mu usługiwał.
    człowiek ten, uśmiechnął się i powiedział: „to także przeminie”.

    Cesarz mógł umrzeć w spokoju.

    nie gram w gorzej, ale wiem, że nawet najmniej miłą sytuacja się odmieni… każdy ma swój sposób;)

  8. Szymon pisze:

    Sławek,
    grałem nieraz w tą grę, chodź nigdy nie potrafiłem jej tak nazwać, ubrać w ramy.
    Bardzo dobra gra. Warto też pamiętać, że gorsze chwile przemijają i pojawiają się te lepsze, jak po burzy słońce wychodzi zza chmur :)
    Czasem gram w jeszcze inną grę: gdy boję się zrobić jakiś krok, podjąć jakąś decyzję, to myślę sobie co może się stać jeżeli to uczynię i jakie konsekwencje mogą pójść za nią. Przecież nikt mnie nie zabije, dalej będę miał gdzie mieszkać, w co się ubrać i co jeść. Tak na prawdę nic złego się nie stanie. W myśl zasady „do odważnych świat należy”.

    • Sławek Muturi pisze:

      Szymon, w grę, którą opisujesz też grałem gdy byłem jeszcze profesjonalnym konsultantem i coś nie szło tak na którymś z moich projektów. Zamiast panikować wolałem się chwilę zastanowić nad czymś co nazywałem „worst case scenario”. Myślałem sobie tak: „ok, klient się wkurzy, zdecyduje się nas zwolnić i nie zapłaci za dotychczas wykonane prace. Będę musiał zrobić write-off i też tłumaczyć się przed kolegami. Jeśli moje wytłumaczenia nie zostaną uznane za przekonujące, może mnie zwolnią z pracy. Nie będę mógł znaleźć innej. Będzie sporo wstydu i stracę comiesięczne wynagrodzenie. I co, umrę? No, nie. Dzieciaki przestaną chodzić do szkoły? No nie, przecież chodzą do państwowych szkół. Wyrzucą nas z mieszkania? No nie, przecież należy do nas. No więc nie ma się czym aż tak bardzo przejmować. Worst case scenario wcale nie jest takie straszne:-) I spokojniejszy wracałem do pracy. I zwykle okazywało się, że znajdowałem bardzo dobre wyjście z tych projektowych trudności:-)

Dodaj swój komentarz:





Chcesz, aby koło Twojego komentarza pojawiła się Twoja ikona lub zdjęcie?
Kliknij tutaj i dowiedz się jak to zrobić.

Powiadom znajomego o tym wpisie:

E-mail *
Wpisz wiadomość
Subskrybuj komentarze do tego wpisu

NAJBLIŻSZE SPOTKANIA FRIDOMIACZEK

I FRIDOMIAKÓW

13.X. 2018, sobota – godz 17:00; Seul, Korea – darmowe spotkanie w 3 Alley Pub, podczas którego chętnie odpowiem na pytania związane z wolnością finansową, inwestowaniem w najem, również w formule crowd fund investing, oraz o tym co można robić po osiągnięciu wolności finansowej:-)

29 maja 2019 roku, środa – godz 19:00; live na profilu FB Sławek Muturi oraz – równolegle – webinar (konieczna wcześniejsza rejestracja). Szczegóły bliżej terminu.

Dlaczego info z tak dużym wyprzedzeniem? Bo będzie to już 10-ta (!!!!!!!!!!) rocznica mojego przejścia na wcześniejszą emeryturę:-). Choć będę tego dnia gdzieś w podróży po Afryce, to chciałbym byśmy się spotkali – choćby wirtualnie – przy kieliszku wina lub butelce piwa:-)

 

 

Archiwum - miesiąc po miesiącu

Najwyżej cenione

Spotkanie z profesorem Baumanem

W  sobotę 20 listopada pojechaliśmy z żoną do Narodowego Instytutu Audiowizualnego w Warszawie na wykład prof Zygmunta Baumana.  Organizatorzy nie przewidzieli chyba, jak ogromne będzie zainteresowanie tym wykładem wśród młodzieży akademickiej, ale również wśród ludzi sztuki i mediów – było bardzo tłumnie. Na szczęście udało nam się znaleźć jakieś rozkładane krzesełka i siedzieliśmy bardzo blisko sceny, choć trochę do niej bokiem. Już po paru minutach od rozpoczęcia wykładu zapomnieliśmy o drobnych niewygodach. Profesor mówił bardzo interesująco [...]

Najnowsze komentarze

  • Sławek Muturi: Robert, dzięki za kolejny wpis dot ubezpieczeń:-)
  • Sławek Muturi: Prezesik2000, dzięki za to, że jesteś z fridomią od wielu, wielu lat. Cieszy też to, że okazuje się,...
  • Sławek Muturi: Artur, dzięki. Jesteśmy w kontakcie:-)
  • Sławek Muturi: Paweł, dzięki za podzielenie się swoim współczynnikiem przybliżania się do wolności finansowej....
  • Jan Dziekonski: No i niestety zawiodłem się – pokrętnie tłumaczył mi, że tamta analiza nie bierze pod uwagę...
  • Paweł: No to ja w ramach podsumowań pokaże swoje wyniki fridomia rate (relacja dochodów pasywnych do wydatkow). 2012...
  • Jan Dziekonski: Sławku, ja też mam nadzieję, że uda mi się godnie uzupełnić Fridomię – mam tylko nadzieję, że...
  • Jan Dziekonski: Mam nadzieję, że PB opublikuje sprostowanie – dziennikarz okazał się otwarty, otrzymał...
  • Robert: Dla zainteresowanych wklejam fragment uzasadnienia wyroku, który właśnie zapadł w Sądzie Rejonowym (Poznań)....
  • Artur Kaźmierczak: Skonsultowałem się z Hieronimem, który odpowiada w Mzuri za zarządzanie najmem na południu Polski...
  • prezesik2000: Sławku ja nie używam Facebooka – zdecydowanie wolę Fridomię :)
  • Paweł: W ramach podsumowania roku zrobiłem sobie również analizę mojej fridomia rate (relacja dochodów pasywnych do...
  • Sławek Muturi: Janku, dzięki za danie fridomii nowej energii, nowego życia. Mam nadzieję, że to nie tylko...
  • Sławek Muturi: Twoja, dzięki za komentarz. Ale rację miał Jan Dziekoński, mój wspólnik i prezes Mzuri Investments,...
  • Artur Banach: Ja lubię jeździć samochodem w nieznane :-)Jak kiedyś jeździłem po USA to w 17 dni zwiedzaliśmy i...
  • Magda: Ja muszę przyznać, że ostatnio trochę mi tęskno do intensywnego życia – wiem jednak, że nasze błogie,...
  • Twoja: Tak Slawku masz rację chyba że autor chciał wyliczyć ROI z pierwszego roku
  • JacekP: Ja patrząc z perspektywy rynku katowickiego nie widzę wzrostu czynszów. Widzę spadki czynszów przy...
  • Sławek Muturi: Artur, dzięki za zainteresowanie dołączeniem do tej wycieczki. Intensywność duża. Planuję byśmy...
  • Artur Banach: Dziękuje za przybliżenie terminu i trasy wyprawy.Tak właśnie sobie wyobrażałem jej plan na podstawie...

Najnowsze wpisy

created by Water Design