20

10.2017

Rady dla początkujących Fridomiaków z Anglii

autor: Sławek Muturi|kategoria: Blog autorów, Często zadawane pytania, Edukacja finansowa, Fridomia, Zapiski zdeterminowanego Fridomiaka

ilość komentarzy: 54

Dostaliśmy kolejny „case” do omówienia. Mam nadzieję, że i tym razem mogę na Was i na Wasze rady dla Magdy i jej męża liczyć.

Oto tekst maila od Magdy:

Drogi Sławku,

Komentarze:

  1. xav napisał(a):

    Kilka rad

    1. Twoj maz powinien jak najszybciej zostac freelancerem – zobaczcie stronke http://www.jobserve.com stawki dla informatykow zaczynaja sie od 300 GBP dziennie i ida w gore az do 1000 gbp. Wydaje mi sie, ze nawet ty moglabys zaczac tak pracowac, a firmy beda chcialy miec studentke phd nawet na kilka godzin w dziennie (kilkanascie tygodniowo). Odsiwezcie swoje profile na linked in i rozszerzcie swoja siatke znajomych o wszystkich agentow. Wowczas bedziecie mogli oszczedac miesiecznie kilka razy wiecej. (Jedna uwaga – powinien to zrobic jak najszybciej, ale po zalatwieniu punktu 2 – jesli sie zdecydujecie na zakup w UK – zalatwcie kredyt poki ma umowe o prace na czas nieokreslony).

    2a. Na poczatek kupcie mieszkanie w UK – 100 K PLN zainwestowane w polsce (moze byc ciezko z kredytem) da wam okolo 700-800pln netto. Inwestycja w UK (1) w UK to oszczednosc 600-416 = 184 funtow (czyli juz wiecej niz czynsz w Polsce) oraz dodatkowo splacacie czesc kapitalowa kredytu (zwykle na poczatku 25% raty to czesc kapitalowa o reszta odsetki) – wiec w sumie inwestycja da wam 184GB +100 spaty kapitalu

    2b, Kupice wieksza nieruchomosc, ktorej czesc mozna podnajac – jesli chcecie mieszkac sami to moze dom z dwoma oddzielnymi wejsciami? wtedy powyzsze liczby beda wygladac jeszcze lepiej – nawet przy wyzszej racie czesc bedzie splacana przez kogos innego.

    3. NIe splacajcie jak najszybciej kredytu hipotecznego w UK – jest to najlepszy kredyt jaki mozecie dostac – nawet jak wyjedziecie wynajmiecie to mieszkanie za tyle ile sami teraz placicie 600gbp – co da mam ponownie 184 GBP gotowki + powiedzmy 160 E splaty kapitalu (za kila lat czesc odsetkowa to bedzie juz 40% reaty) – czyli 344 gbp. Jak bedziecie wyjezdzac mozecie tez to mieszkanie sprzedac (jesli ceny spadna – to kontynuujecie wynajem do poki znowu nie pojda w gore) – i wyciagnac wklad wlasny i splacony kapital + erentualna aprecjacje cen.

    4, Dalej oszczedzajce (teraz bedziecie oszczedzac dodatkowe 184 GBP miesiecznie i zacznijcie kupowac mieszkania w Polsce – jesli chcecie dowiedzcie sie, ktore banki oferuja finansowanie dla osob zarabiajacych w UK i posilkujcie sie kredytem (aby kupowac wieksze mieszkania do podzialu na kawalerki, albo do wynajmu na pokoje).

    5. Oczywiscie podrozojcie – ale rozwacie czy : 1. podczas podrozy nie wynajmowac swojego mieszkania na airbnb – na pewno w UK sa agencje, ktore sie tym zajmuja.
    2. jezdzijcie na razie w „tanie” miejsca i robcie bakcpacking – nie tylko jest to najfajniejszy sposob na pdorozowanie – ale rowniez niedrogi, dodatkowo – jesli twoj maz zostanie freelancerem, bedzie mogl pracowac zdalnie – na przyklad podczas wyjazdu na 3-4 tygodnie i tak zrobi 6-12 dni.

    • em napisał(a):

      xav
      Bardzo Ci dziękuję za wszystkie rady i poświęcenie czasu na mój list.
      Dzięki za przypomnienie, że pierwsza zasada to więcej zarabiać. Chyba ostatnio zrobiło nam się zbyt wygodnie. My pracujemy już wiele wiele lat (jak na nasze lata hehe :) )i być może trochę się już rozleniwiliśmy. Ja pierwszy raz od 16 roku życia mam ‚pracę’ na jeden etat zamiast dwóch i stwierdziłam, że warto byłoby się trochę wyluzować, ale chyba temat freelancingu będzie musiał zostać znów rozpoczęty w naszym domu. Ten temat jest jak bumerang i cały czas wraca, ale niewątpliwie w końcu trzeba będzie wykonać krok w tym kierunku. Jakoś tak pasował mi fakt kupna nieruchomości w Anglii… ale cały czas dzwonił mi dzwonek ‚kupno dla siebie to nie inwestycją’. Jednak po Twojej prostej matematyce widzę dziury w swoim myśleniu… :). Dałeś nam nową perspektywę i właśnie na to liczyłam pisząc do fridomaniaków.
      Swoją drogą fajnie by dojść do freedomi dzięki freelancowaniu :)

      • xav napisał(a):

        Ja mam radę – przestancie nad fl dywagować i rozmwiać, a po prostu niech jedno z was spróbuje freelancingu na 6 m-cy – za godziwą stawkę – jesli to nie bedzie dla was – to wiele firm przyjmie was z otwartymi rekami spowrotem (prawdopodobnie nawet obecna firma). Ja tak zrobiłem 7 lat temu i już nie mysle o powrocie na etat. Jedyne, czego żaluję – to, że wcześniej nie zacząlem inwestować i nie kontrolowałem lepiej swoich wydatków.

        Generalnie zgadzam się, że „kupno nieruchomści dla siebie to nie inwestycja”, ale pomyślcie o tym jak o kupnie nieruchomości na wynajem, którą wynajmiecie samym sobie. Ryzyko zakupu dla siebie polega na dużym koszcie umeblowania i wykonczenia – ludziom zacyzna odbijać na punkcie afgańskich dywanów, marokańskich płytek, włoskich stolików do kawy. Niemieckich foteli, Japońskiego audio, … co gorsze jak kupicie stół za kilka tysięcy funtów – to już nie będą wam pasować krzesła z ikea, talerze z habitat i tak dalej…. ale jesli bedziecie mieć samo-kontrole – i cały czas pamiętać, że za kilka lat zamieszkają tam obcy ludzie, którzy na waszym stole za 5K GBP beda kłaśc gorące kubki bez podstawek – to będziecie mogli ograniczyć te koszty.

        Polecam wam stworzenie dwóch arkuszy w excel (albo jednego pliku z dwoma zakladkami) – jeden to wspólny P&L (choć do tego lepsze są applikacje na telefon), a drugi to Balance sheet – gdzie wpisujecie posiadane aktywa i pasywa i obliczacie jaka jest wasza Net Worth. Wówczas będziecie w stanie obliczyć ile % waszych aktywów pracuje i jaki macie zwrot i ile wam jeszcze potrzeba do osiagniecia celu.

        PS – BIL ma lepsze pojecie o kredytach hipotecznych w UK – wiec oszczednosci przedstawiaja sie nawet lepiej niz wynikalo z moich kalkulacji.

        • em napisał(a):

          xav,
          naprawdę bardzo dziekuję za poświęcony czas. My rozumiemy wszystkie zalety freelance, ale lubimy wygodę i może złudne(?) poczucie bezpieczeństwa na etacie :) Ja nie mam w tym momencie szans na sprówanie freelancowania, bo wiąże mnie umawa z uczelnią (za pełne stypendium nie mogę brać żadnej pracy więcej niż 6 godzin tygodniowo – a tyle akurat w tym semestrze uczę nowe umysły przychodzące na uczelnię). Te liczby oczywiście do mnie przemawiają 300-1000 funtów na dzień to byłoby coś, ale nie chce pchać na siłę mojego męża… Takze jeżeli on poczuje w sobie gotowość to cóż, może i uda Nam się lepiej ogarnąć finansowo :) On trochę się boi skoczyć na głęboką wodę, bo robił tylko kilka projektów poza pracą (i to jeszcze w Polsce, na studiach), i ma obawy, że jak rzuci pracę i mu nie wyjdzie to zostaniemy z moim malutkim stypendium :). Jago z jednej strony rozumiem, z drugiej wiem, że znalazłby sobie prace na etat w kilka dni, ale szanuje, że on nie chce…

          Tak jak już pisalam, może z wygody, może z lenistwa jesteśmy teraz w takiej sytuacji jak jesteśmy więc będziemy na razie pracować z tym co mamy :). Powiem, że z wszystkich wypowiedzi narazie czuję, że najlepszym pierwszym krokiemą dla Nas bedzie zainwestowanie w nieruchmość w UK…

        • em napisał(a):

          PS. mamy jakąś tam swoją estetykę, więc nie chciałabym mieszkać w mieszkaniu z wystrojem w stylu „po babci”, ale panele, gładkie ściany i funkcjonalnie (i tanio) urządzone mieszkanie to wszystko czego mi potrzeba… Do tego jesteśmy z mężem wielkimi fanami DIY, robimy własne meble, mamy dostęp do maszyn CNC więc drewniane projekty Nam nie straszne itp, więc na pewno nie będzie szaleństw, tym bardziej z perspektywą, że nie jest to „dom na zawsze” (a nawet w takim jedyne co bym zmieniła to podłoga z drewna zamiast paneli:) )… jakbym miała wywalić duzo pieniędzy na stół (czego nigdy bym nie zrobiła)to wolałabym kupić z ikei lub zrobić swój, a zaoszczędzone pieniądze włożyć na nasz fundusz podróżniczy. Tażkże… podoba mi się opcja „kupić i odświeżyć na wynajem dla siebie” :)

    • BiL napisał(a):

      Xav, jesli chodzi o UK i raty kredytu – czesc kapitalowa vs odsetki.
      To zakladajac kredyt na £100k na 20 lat, z stalym oprocentowaniem na 5 lat, to wyglada to nastepujaco:
      Rata miesieczna £505.88 (z czego odsetki to £166.67, a £339.22 to splata kapitalu).
      Po 60 miesiacach do splaty pozostaje £78987.52

    • Maciej Dybała napisał(a):

      xav,

      Dzieki za duzo pomocnych informacji z ktorych ucze sie tutaj rykoszetem. Zastanawiam sie, czy w UK sa (pewnie sa bo to bardziej zaawansowany rynek, a wiec moze gdzie albo jak ich szukac) firmy ktore swiadcza kompleksowe uslugi tak jak mzuri w Polsce. Teraz wynajmujemy tutaj dopiero pierwsze mieszkanie przez posrednika i widze, ze hydraulika wola tu wlasciciel a nie firma posrednik. Jesli inni posrednicy swiadcza bardziej kompleksowe uslugi, wtedy opcja kupienia najpierw mieszkania w uk a potem go wynajecia przy ewentualnej przeprowadzce jest rzeczywiscie sensowna nawet bez doswiadczenia w nieruchomosciach (bo jak jest tu taka firma jak mzuri, wowczas mieszkanie nie pochłania czasu a jedynie procent z dochodu).

      Pozdrawiam,
      Maciej

      • Sławek Muturi napisał(a):

        Maciej, takich firm jest wiele. To tzw property managers. Największą z nich jest chyba Foxtons. Powodzenia w podjęciu najlepszego dla Ciebie wyboru strategii inwestycyjnej.

      • Sławek Muturi napisał(a):

        Maciej, takich firm jest wiele. To tzw property managers. Największą z nich jest chyba Foxtons. Powodzenia w podjęciu najlepszego dla Ciebie wyboru strategii inwestycyjnej.

  2. Ziemba napisał(a):

    Hej,
    Jeśli wolno mi przekierować do innego bloga, to podaję link do podcastu Michała Szafrańskiego, który rozmawia z Julą z Anglii która kupuje i wynajmuje mieszkania w Częstochowie a jej target to portfel 20tu mieszkań. Jula korzysta zresztą z usług Mzuri ;) Polecam, być może to Ci coś rozjaśni, naprowadzi Cię na coś. http://jakoszczedzacpieniadze.pl/droga-do-20-mieszkan-na-wynajem

    • em napisał(a):

      Dzięki Ziemba, jestem już po wszystkich podcastach Michała i jesteśmy z mężem szczęśliwymi posiadaczami Finansowego Ninja. Co prawda wywiadu z Julią słuchałam już kilka miesięcy temu, ale z tego co pamiętam to oni inwestują tylko w Polsce (chyba w Częstochowie?), temat rynku w UK chyba nie był poruszany? Wydaje mi się, że ich strategia fajnie by działała, ale jak już będziemy mieli coś w portfelu nieruchomości… Ja mam największy problem z tym jak zacząć, a nawet oni popełnili masę błędów na początku. I różwnież z tego co pamiętam Julia wspominala, że ona kupuje na wyczucie… Co u mnie się nie sprawdzi przez moją paranoje i nerwice natręctw jeżeli chodzi o szczegóły :)

      Dzięki za sugestię! Przy najbliższej okazji wrócę jeszcze raz do tamtej rozmowy i przesłucham ponownie, może już po prostu za dużo z pamięci wyparowało. :)

  3. Maciej Dybała napisał(a):

    Ze swojej strony również chciałbym zachęcić bardziej doświadczonych fridomiaków do dzielenia się opiniami na ten temat. jesteśmy z żoną w podobnej sytuacji choć w Szkocji.

    Dodatkową informacją jest fakt, że rząd brytyjski wspiera rezydentów w zakupie pierwszej nieruchomości dokladajac 25% do oszczednosci zebranych na tzw. help to buy ISA bądź lifetime isa. Na to drugie można wpłacić do 4000GBP/osoba w kazdym roku podatkowym, czyli de facto dostac od rzadu 2000 funtów gratis przy zakupie mieszkania na kredyt (a jesli poczekac rok to 4000 funtow).

  4. monte napisał(a):

    w opsanych warunkach kupowanie mieszkania w PL do wynajmu to krok szaleńca w przepaść…chyba zupełnie nie znacie krajowego rynku i jego perspektyw.

    • Sławek Muturi napisał(a):

      Monte, dzięki za przestrogę. Rozumiem, że piszesz z własnego doświadczenia? Może opisz to szerzej. Jestem ciekaw jakie błędy popełniłeś inwestując na wynajem w PL…

      • monte napisał(a):

        Pardon ale ostatnio nieczęsto odwiedzam fora, nawet tak ciekawe :) nie twierdzę że popełniłem, aktualnie nie kupowałem…może niektórzy się nie zgodzą ale sądzę że rynek jest przegrzany, ceny przewartościowane. Zwrot nieduży (w przypadku piszącego dochodzi koszt zarządzania bo sam nie udźwignie obsługi) który w przypadku Warszawy można ostrożnościowo szacować na 3% a optymistycznie na 4…ulica kupuje pod wynajem na potęgę co raczej nie doprowadzi do wzrostu rentowności. Jeżeli uważacie że jest inaczej i są po temu przesłanki to napiszcie proszę bo chętnie bym się sam wyrwał z mojego aktualnego postrzegania tej sytuacji…

        • Sławek Muturi napisał(a):

          Monte, nie jest tak źle jak piszesz. Rzeczywiście średnie zwroty z najmu w W-wie wynoszą pewnie 3-4% (brutto), ale jeśli wiesz co robisz i tanio kupujesz, zwrot może wzrosnąć. Klienci Mzuri Investments regularnie uzyskują zwroty rzędu 4,5 – 5,5% netto (czyli po odjęciu prowizji Mzuri za zarządzanie oraz po uwzględnieniu oczekiwanego średniego pustostanu). W innych polskich miastach zwroty są wyższe niż w Warszawie.

          Masz rację co do tego, że zwroty będą systematycznie spadać, ale sądzę, że nie tyle w wyniku spadku cen najmu tylko ich nie nadążaniu za wzrostami rynkowych cen zakupu mieszkań. Jeśliby przyjąć, że moje przewidywania się sprawdzą, to warto zacząć inwestować teraz, a nie za kilka lat gdy zwroty będą niższe.

        • adam napisał(a):

          Jest to taki głos w dyskusji bazujący na „danych statystycznych”. Nijak się to ma do rzeczywistości. Z mojego doświadczenia jest tak, że znawcy giełdy mówią, że mieszkanie na wynajem to kiepski interes bo realnie to ze 3% się zarabia, a narobić się przy tym trzeba i nalatać bez umiaru. Z kolei Fridomiacy z pobłażaniem patrzą na giełdę, twierdząc, że co najwyżej można tam stracić mniej niż inni. Loteria.. A wszystko wynika z tego, że jedni nie znają się na tym, co robią drudzy i odwrotnie. Statystycznie to na wynajmie zarabia się tyle, że w najdroższych miastach nie warto sobie tym zawracać głowy. Ale ci, którzy robią to „profesjonalnie” osiągają wyniki znacznie lepsze niż statystyczne. W moim mieście całkowicie realne jest znalezienie nawet teraz mieszkań z dwucyfrową stopą zwrotu. Pozdrowienia

        • monte napisał(a):

          Sławku, piszesz o przewidywaniu wzrostów rynkowych cen zakupu mieszkań – czy możesz napisać na czym opierasz tą tezę? bo wg. mnie determinanty są trochę w kontrze, tj. stopy i ich potencjalna tendencja do zmian, mitologiczna demografia, koniec dotacji dla deweloperów itp… czy uważasz że mogą następować wzrosty powyżej współczynnika inflacji? dla starej i nowej substancji? ja generalnie trzymam za to kciuki.

        • Sławek Muturi napisał(a):

          Monte, masz rację, że czynników decydujących o cenie nieruchomości w danym czasie w danym miejscu decyduje kilkaset różnych czynników. Ja dzielę je na 3 grupy: (1) makroekonomia oraz (2) relacja podaży i popytu (o tych dwóch wspominasz w swoim komentarzu. (3) grupa to czynniki leżące po stronie tzw ceny odtworzeniowej (na to wpływa głównie inflacja).

          Wg mnie – ale to tylko intuicja, a nie analityka – 65-70% wagi to właśnie (3).

          To jeden powód. Drugi, to analizy historyczne w krajach o rynku nieruchomości o wiele starszym niż rynek polski. Ceny nieruchomości na przestrzeni 100+ lat rosły średnio o 1 p.p. powyżej inflacji.

        • BiL napisał(a):

          Slawek, bardzo waznym czynnikiem okreslajacym cene nieruchomosci jest oczywiscie jej lokalizacja, co nierozerwalnie zwiazane jest z wartoscia gruntu na ktorym dana nieruchomosc sie znajduje.

          Jak wszyscy doskonale wiemy ziemia jest ograniczonym zasobem i nie da sie jej w zaden sposob wytworzyc wiecej. Dlatego m.in wraz z uplywem lat, coraz wiekszy % w calkowitej cenie nieruchomosci bedzie wlasnie stanowila cena gruntu, na ktorym dana nieruchomosc sie znajduje.

          Co do ceny odtworzeniowej, to wydaje mi sie ze wraz z rozwojem nowych technologii (np. drukarki domow 3d, ostatnio wydrukowano fajny dom w Rosji za ok 10k USD, domy z gotowych prefabrykatow – chociazby Mieszkanie+ za m2 ok. 2.5k PLN pod klucz), bedziemy obserwowac coraz tansze i coraz szybsze budowanie. A te technologie w nadchodzacych latach zrobia sie jeszcze bardziej wydajne, i z pewnoscia mozemy tez liczyc na to, ze powstana nowe innowacyjne pomysly – ktore beda jeszcze lepsze od tych poprzednich.

        • Sławek Muturi napisał(a):

          BiL, masz rację. Wg mnie lokalizacja to jeden z setek czynników będących w grupie „Relacja popytu i podaży”

      • monte napisał(a):

        Adam, skąd jesteś i gdzie dwucyfrowe są na wyciągnięcie ręki?

      • BiL napisał(a):

        Slawek, szczerze mowiac to bardzo mnie dziwi Twoje podejscie do lokalizacji nieruchomosci – wydaje mi sie, ze dla Ciebie nie jest to prawie w ogole istotne – a w moim odczuciu wraz z uplywajacym czasem staje sie to coraz bardziej kluczowe. Troche poruszalismy juz temat lokalizacji dyskutujac pod wpisem w ktorym byla mowa o zakupie 10 kawalerek w Kutnie na kredyt. Wyglada na to, ze Polska wg Ciebie jest rynkiem gdzie lokalizacja nie ma jakiegos specjalnego znaczenia. Ale obecnie jesli ktos inwesowal w mieszkania na wynajem np. w Jarocinie, to moze miec watpliwosci czy w zwiazku z Mieszkaniem+ to byla dobra decyzja zeby zainwestowac wlasnie tam.

        Wyglada na to, ze na wszystkie czynniki ksztaltujace cene z grupy 1 i 2, przypada u Ciebie tylko pomiedzy 30-35%.

        A do tego mowisz, ze lokalizacja jest tylko jednym z setek czynnikow bedacych w grupie ‚popytu i podazy’, czyli jakbys dalej zbijal jej znaczenie – wow! :)

        Gdybysmy przeniesli piekny dom z centrum Warszawy, do centrum Londynu czy Paryza, to jego cena wzroslaby kilkukrotnie wlasnie ze wzgledu na lokalizacje, a co za tym idzie, dostep do wiekszej ilosci dobrze platnych miejsc pracy, bardziej bogate spoleczenstwo, atrakcyjnosc turystyczna, renome, itp.

        • Sławek Muturi napisał(a):

          BiL, moje podejście do lokalizacji wynika z mojej własnej praktyki. Z moich własnych doświadczeń. A Twoje podejście – jeśli mogę zapytać – również wynika z Twoich osobistych doświadczeń, czy może czysto z teorii?

          W swoim wpisie mówiłem o czynnikach wpływających na ceny nieruchomości „w danym miejscu, w danym czasie”. Ceny są wyższe w Warszawie niż w Jarocinie ze względu m.in. na (1) czynniki makroekonomiczne (wyższe zarobki, wyższą zdolność kredytową, większą zamożność i większą dostępność kapitału, większą liczbę potencjalnych inwestorów, mniejsze bezrobocie, lepsze perspektywy zmiany pracy, lepsze perspektywy ogólnogospodarcze, itp.) oraz (2) czynniki popytu i podaży (wyższe ceny ziemi, większą liczbę konkurujących ze sobą deweloperów, więcej chętnych na zakup M, większy napływ ludności do pracy, z kraju i z zagranicy, większy popyt na najem, itp.)

          Jak widzisz demonizowana przez wszystkich „lokalizacja” to tak naprawdę zbiór setek czynników leżących po stronie makroekonomii lub relacji popytu i podaży. To tylko pewien agregat. Pewien skrót myślowy.

          Wiem, że mieszkasz w Anglii – tam lokalizacja jest tysiąckrotnie ważniejsza niż w Polsce. Wiesz dlaczego? Chodzi o snobizm. Sam adres W1 albo N10 mówi więcej o właścicielu niż samochód, którym jeździ, niż kraj z którego pochodzi, niż zawód, który wykonuje. Bank decydując o tym na jakich warunkach udzielić Ci kredytu patrzy na Twój kod pocztowy. Podobnie jest w USA. A że większość książek o inwestowaniu w nieruchomości napisali Amerykanie i Anglicy, to stąd się wzięło to skrzywienie ws „lokalizacji”. Z perspektywy Polski oraz nieruchomości segmentu budżetowego, jest to zupełnie nieuzasadnione skrzywienie. Co Ci mówi kod pocztowy 03-300 albo 94-500?

          PS Powodzenia w przeniesieniu domu z centrum Warszawy (a czemu nie z Jarocina?) do centrum Paryża lub Londynu:-)

        • BiL napisał(a):

          Slawek, ja rozumiem ze masz ogromna praktyke i jestem wdzieczny ze dzielisz sie swoim doswiadczeniem z nami- czytelnikami, bo naprawde duzo mozna sie z Twojego bloga dowiedziec. Oczywiscie przy Twoim doswiadczeniu, moje wyglada bardzo bardzo malo okazale.

          Staram sie natomiast z otwarta glowa obserwowac i analizowac swiat, wyciagajac wlasne wnioski, nie wydaje mi sie ze to co bylo kiedys musi byc dobrym wyznacznikiem tego co bedzie w przyszlosci, ale nie oznacza to rowniez ze powinno sie zupelnie ignorowac przeszlosc. Do tego kieruje sie wlasna intuicja. Mysle, ze wlasnie z tych powodow, jak i tego ze mieszkam w Anglii, tak dziwi mnie to, ze kwestia lokalizacji w twojej analizie ceny danej nieruchomosci ma tak znikome znaczenie.

          Jesli chcemy porownywac ‚jablka’ z ‚jablkami’ to nalezaloby porownywac dwa identyczne domy, w dwoch roznych lokalizacjach – niech to bedzie centrum Jarocina i centrum Warszawy, jesli tak wolisz ;) wtedy mozna sie zastanawiac jaki % ceny zwiazany jest bezposrednio z czynnikami zwiazanymi z lokalizacja kazdej z tych nieruchomosci. Mysle, ze cena wybudowania takiego domu w Warszawie moze byc o jakies 20-25% wyzsza niz w Jarocinie, ale wycena domu w W-wie moze byc powiedzmy ok. 3 x wyzsza? Pytanie: dlaczego pkt 1 i 2 maja w tym przypadku tak duzy wplyw na cene?

          Z pewnoscia masz racje, ze w Anglii lokalizacja ma duzo wieksze znaczenie – pytanie czy czasem w w Polsce rowniez nie bedzie to szlo w te strone? Tzn. ceny nieruchomosci w bardzo dobrych lokalizajach coraz bardziej beda sie rozjezdzac z cenami w tych gorszych?

          Co do tego snobizmu i kodow pocztowych, to pewnie masz racje ze jest jakas grupa (moze top 1% najbogatszych?) ktora zwraca na to uwage. Ale moim zdaniem nie tlumaczy to tego, ze np. dom z 4 sypialniami w 1-5 strefie w Londynie, kosztuje ok 3 x wiecej niz podobny dom gdzies na polnocy Anglii – chyba, ze zalozymy iz strefy 1-5 w Londynie sa zamieszkale przez samych snobow? ;)

        • Sławek Muturi napisał(a):

          BiL, prawdę mówiąc nie bardzo wiem dokąd zmierzamy z tą dyskusją. Lokalizację można rozpatrywać w skali makro (Warszawa vs Jarocin), w skali międzynarodowej (Londyn vs Warszawa), w skali mikro (warszawski Żoliborz vs Centrum) lub w skali nano (dwa identyczne M w tym samym bloku jedno na parterze z widokiem na północ, a drugie na piętrze z widokiem na południowy-zachód). Możemy skakać pomiędzy tymi perspektywami i zaargumentować się na śmierć. Pytanie: po co?

          W praktyce, porównywanie wartości w skali makro lub międzynarodowej ma – według mnie – ograniczoną przydatność. Ważniejsze od lokalizacji będzie w tym przypadku relacja stopy zwrotu do podejmowanego ryzyka inwestycyjnego.

          W przypadku skali mikro lub nano- lokalizacja ma kluczowe znaczenie dla niektórych typów nieruchomości – lokale użytkowe, biurowce, luksusowe domy. Dla osób inwestujących w mieszkania w segmencie budżetowym, lokalizacja powinna – według mnie – mieć trzeciorzędne znaczenie. Na bazie mojego osobistego, średniej wielkości portfela mieszkań na wynajem, wiem że więcej zarabiam na mieszkaniach w obiektywnie gorszych lokalizacjach.

          Ale BiL. Nie chcę Cię przekonywać na siłę. Kupuj mieszkania w najlepszych możliwych lokalizacjach jeśli jesteś do tego przekonany. Jestem pewien, że tą drogą też możesz dojść do wolności finansowej. Być może przy okazji odkryjesz coś czego ja nie wiem. Jakieś nowe prawo inwestowania w najem. Albo – po jakimś czasie – przyznasz mi rację:-)

        • monte napisał(a):

          Sławku, również dla mnie Twoje podejście jest egzotyczne…kolega Bil porównuje ten sam dom w Wwie i w Jaro, ale ja mogę porównać ten sam metraż w Wwie – Tarchomin i Muranów. Ten pierwszy 40 proc tańszy od drugiego w wynajmie. Ta pierwsza lokalizacja w zakupie ok 30 proc tańsza od drugiej…i teraz zastanawiam się jak to się ma do reguły wynajmu. Czy Twoje twierdzenie nie przystaje do rzeczywistości warszawskiej czy może…czego nie wykluczam może np. ja mam wgraną dziwną regułę że gorsza lokalizacja (dalej od centrum) jest tańsza i należałoby zrewidować swoje założenia…

        • Sławek Muturi napisał(a):

          Monte, jeśli rzeczywiście jest tak jak mówisz, to kup na Muranowie:-) Jeśli byłoby odwrotnie, to kup gdzie indziej.

          A jeśli zależy Tobie (oraz BiL i innym) na poznaniu mojego egzotycznego podejścia ws lokalizacji, to zachęcam do przeczytania rozdziału temu poświęconemu w mojej książce „Mieszkania na wynajem. Moja droga do wolności finansowej”. W sposób systematyczny, w pełnym skupieniu, poświęciłem temu tematowi jakieś 7-10 stron.

          Czy moje podejście jest jedynym słusznym? Z pewnością nie, ale jeśli chodzi o najem mieszkań w segmencie budżetowym – sprawdza mi się lepiej niż kupowanie w tzw „dobrych lokalizacjach”. Też tak robiłem (też naczytałem się amerykańskich książek:-) nim odkryłem, że niepotrzebnie przepłacam za „dobre lokalizacje”.

          Kupując M dla siebie, lokalizacja jest ważniejsza niż przy najmie. Zwłaszcza w UK czy USA gdzie w zależności od Twojego post code, Twoje dzieci trafią do lepszej lub do gorszej szkoły. Ludzie nawet specjalnie w tym celu się przeprowadzają.

          W segmencie budżetowego najmu cena jest ważniejsza niż lokalizacja. Mam nadzieję, że się zgodzisz. Jest tak w nieruchomościach, jest tak w lotnictwie cywilnym. Ryanair już chyba przewozi więcej Polaków niż LOT, choć używa lotniska w Warszawie w bardzo słabej lokalizacji. Ma też bazy w innych – z całym szacunkiem dla mniejszych polskich miast – słabszych niż Warszawa „lokalizacjach”.

        • Konkret napisał(a):

          Ze swojego doświadczenia mogę potwierdzić także punkt widzenia Sławka.
          W tzw. „gorszych” lokalizacjach mam znacznie (!)l lepsze zwroty.

          Jeśli ktoś chce to może kupić apartament za 1.500.000 zł w centrum Warszawy, Zakopanego czy Gdańska tylko musi policzyć czy to będzie się spinać. Jeśli chce wynajmować mieszkanie jak hotel na doby to taki najem rządzi się innymi prawami i mieszkanie musi wówczas być w tzw. „dobrej” lokalizacji ale przy tym jak wszyscy wiemy jest więcej zachodu i ciągłego pilnowania, podbijania swojej oferty w gąszczu konkurencji. Najważniejsze wówczas jest obłożenie.

          Tylko całkiem prawdopodobne jest że inny inwestor inwestując 1,5 miliona w 12 – 15 tanich kawalerek może uzyskać zwroty z tego samego kapitału nawet lepsze. A przy tm mając ryzyko rozproszone. Ja wolałbym osobiście być w tej drugiej sytuacji. W razie czego zawsze łatwiej pozbyć się mieszkania za 100 – 130 tys niż apartamentu za 1,5 miliona.

          Lokalizacja ma oczywiście znaczenie w zależności od tego co robisz i co zamierzasz osiągnąć. W przypadku najmu w segmencie budżetowym najistotniejsze są cena, czystość / schludność mieszkania i dobry dojazd do centrum lub miejsc pracy (a to nie koniecznie musi być to samo miejsce).

        • Tomek napisał(a):

          Muszę w tej dyskusji poprzeć Sławka. Co to właściwie znaczy lokalizacja? W cenie mieszkania wartość lokalizacji jest już niejako zawarta. Mieszkanie w lepszej lokalizacji będzie mogło uzyskać wyższy czynsz najmu, ale i jego cena będzie wyższa. Aby rozstrzygnąć dylemat: czy kupić mieszkanie w Śródmieściu, czy na obrzeżach, należy z aptekarską dokładnością wyliczyć prognozę zwrotu. I tutaj rzeczywiście tendencja jest taka, że w segmencie budżetowym z mieszkań dalej od centrum ten zwrot wychodzi wyższy, przynajmniej obecnie. Sam też widzę to po swoich mieszkaniach, najniższe zwroty mam z mieszkań na Mokotowie i na Ochocie, a najwyższe – z mieszkań na Pradze. Również monitorując oferty inwestycyjne Mzuri Investments widać, że wysokie zwroty są na Pradze, Białołęce, czasem Woli. Sródmieścia praktycznie wśród ofert nie ma. Swoją drogą, Monte, czy wyliczając rentowność mieszkania na Muranowie brałeś pod uwagę np. opłatę wieczystą? Za kawalerkę na Ochocie płacę blisko 1000 zł opłaty wieczystej, czyli prawie cały jednomiesięczny czynsz, a Muranów jest przecież droższy. Na Pradze opłaty wieczyste mam rzędu 30 zł od mieszkania, to jest inny świat.

          Mieszkanie w ścisłym centrum miasta lepiej przeznaczyć na najem krótkoterminowy, albo urządzić w nim luksusowy apartament. W przeciwnym przypadku taka inwestycja może się nie opłacić, albo z uwagi na wysoką cenę mieszkania, albo z uwagi na wysoką opłatę wieczystą. a długoterminowo nawet jeśli zlikwidują opłaty wieczyste to wprowadzą podatek katastralny, i mieszkanie w Śródmieściu się nie dopnie finansowo.

        • monte napisał(a):

          Panowie, dzięki za udział w dyskusji, tym bardziej że trochę się ‚obudziłem’ z lekko błędnego założenia o gorszym urodzeniu pewnych dzielnic vs. tych ‚lepszych’ w kontekście cen wynajmu…a widzę to po cenach nawet portalowych, choć wciąż nie do końca się zgadzam z tezą że Białołęka daje lepszy zwrot niż Mokotów, ale dysproporcja którą miałem z tyłu głowy jest dużo niższa. Po prostu ta ‚egzotyczna’ dla mnie prawidłowość staje się tą właściwą i obowiązującą. Czyżby kolejny nawrócony :)?

    • em napisał(a):

      Akurat perspektywy w moim odczuciu są coraz lepsze do inwestowania :) a wiedzę o krajowym rynku pozostawiłabym już pod ocenę Mzuri. Jeżeli jednak mógłbyś rozpisać dokładnie CO powoduje, że inwestycja w mieszkanie w Polsce staje się krokiem szaleńca w przepaść to z chęcią się czegoś nowego dowiem.

      Po bardzo ogólnym komentarzu, nie jestem w stanie domyślić się powodów o których wspominasz, ale już mogę się w pewnym sensie z nimi nie zgodzić. Wydaje mi się, że ‚krokiem szaleńca w przepaść’ może być włożenie calych, życiowych oszczędności w nowo powstałą kryprowalutę, albo inny pomysł w stylu ‚daj nam 100 000 a otrzymasz milion za rok’. Nawet jeżeli odnosisz się do sytuacji politycznych, ewentualnych baniek na rynku, zmniejszającego się przyrostu naturalnego (nie wiem co jeszcze możesz mieć na myśli :)?) to kupienie mieszkania za swoje pieniądze, za gotówkę i to jeszcze stosunkowo niewielką w perspektywie kolejnych lat nie mogą być przeze mnie uznane za ‚krok szaleńca’. Zastanawia mnie co w Twoim w Twoim słowniku opisywałoby naprawdę ryzykowne inwestycje lub pseudoinwestycje.

      Zachęcam do rozwinięcia swojego komentarza i wytłumaczenia dlaczego tak myślisz. Ja mogę czegoś nie wiedzieć i jeszcze nic w życiu nie osiągnęłam więc jestem pogodzona z faktem, że mogę się mylić. Pozdrawiam serdecznie!

  5. Piotrek napisał(a):

    Witam! Kilka rad:

    1) Ja bym najpierw kupił mieszkanie w UK (to za 85k – 95k) zwracając uwagę na to, żeby koszty utrzymania były niskie (w szczególności należy się przyjrzeć service charge, ground rent i stanowi technicznemu budynku). Obecnie kredyty są bardzo tanie i pewnie będziecie mogli oszczędzić więcej mieszkając na swoim niż w wynajmowanym. Do tego co miesiąc spłacacie kredyt (rośnie wam kapitał) i ewentualny wzrost wartości jest bez podatku (jako wasze main residence). Brexit wg mojej opnii to szansa na wynegocjowanie dobrej ceny :-).

    2) Ostrożnie z nadpłacaniem kredytu na waszym mieszkaniu/domu w UK. Kredyty mieszkaniowe w UK teraz to oprocentowanie pewnie około 2%. Nikt wam nie da kredytu inwestycyjnego w PL na 2%! Jeden z najlepszych sposobów budowania kapitału to kupowanie aktywów (firmy, nieruchomości) na kredyt i „trzymanie” zarówno aktywa jaki i kredytu przez długi okres. To czy kredyt jest na waszym mieszkaniu, czy na nieruchomości, którą wynajmujecie nie ma aż takiego znaczenia pod warunkiem, że kupicie sobie mieszkanie, które jest bardzo ekonomiczne (nie za duże, nie za luksusowe – musi być praktyczne, tanie w utrzymaniu i co najważniejsze nie może zmienić Waszgo lifestyle – nadal chcecie oszczędzić min te 30% netto dochodu)

    3) Jeżeli chcecie równocześnie inwestować w Polsce to waszym problemem numer 1 są podatki. Jeżeli osiągacie dochody z najmu w Polsce to musicie je zadeklarować w self assessment w UK i te przychody będą opodatkowane w skali zgodnej z Waszym progiem podatkowym w UK – nawet jeżeli dzisiaj jesteście w niskich prograch to za jakiś czas może się okazać, że wpadacie w próg 40%. Rozwiązaniem tutaj jest inwestowanie przez spółkę z o.o., która stanowi odrębną osobowość prawną i dlatego nie musi płacić podatków w UK (i oczywiście sp. z o.o. może optymalizować podatki przez amortyzację, a i CIT chyba jest obecnie na poziomie 15%). Jest z tym trochę zabawy i kosztów, ale jak bym miał zacząć od początku to wszystkie inwestycje bym robił właśnie przez spółki prawa handlowego.

    4) Możecie też inwestować w UK. Jeżeli mieszkacie poza Londynem to zwroty mogą być porównywalne z Polską. Poczytajcie o tym co to jest HMO. Zlokalizujcie najbliższy PIN meeting: https://www.pinmeeting.co.uk/ i pogadajcie z ludźmi, których tam spotkacie.

    Pozdrawiam!

    • HubertP napisał(a):

      Mieszkam w UK i mam dwa mieszkania na wynajem w Polsce . Czy to znaczy ze mam rozliczać się także w UK?? Jeśli tak, to przestaje to być opłacalne…

      • BiL napisał(a):

        HubertP, powinienes uwzgledniac te przychody w swoim corocznym self assessment tax return. Nie sadze natomiast zeby pod tym wzgledem UK roznilo sie jakos od innych krajow do ktorych najczesciej emigrujemy opuszczajac Polske.

        Tutaj jest kilka dobrych porad na ten temat:
        http://www.taxcafe.co.uk/resources/tipsforforeignpropertyowners.html

      • Kuba napisał(a):

        Nie musisz rozliczac sie w UK jesli w Polsce rozlczasz sie za najem ryczaltowo.

        • BiL napisał(a):

          Kuba, niestety sposob rozliczania podatku w Polsce nie ma tutaj zadnego znaczenia, jedyne co sie liczy to przychody ktore ty jako ‚Kuba’, rezydent podatkowy w UK, uzyskales z najmu swoich nieruchomosci zagranica. Dobra wiadomosc jest taka, ze mozesz ten podatek zaplacony juz w Polsce, odliczyc od podatku naleznego w UK (obnizajac w ten sposob ten nalezny podatek w UK). A jesli nieruchomosci przyniosly straty to mozesz rowniez ‚wziac’ te straty ze soba na przyszle lata i w ten sposob obnizyc ten nalezny podatek w przyszlosci, gdy twoje zagraniczne nieruchomosci zaczna przynosic zysk.

          Bardzo wiele osob po prostu nie wie o tym, ze powinny uwzgledniac takie przychody w swoim self assessment. Mysle, ze jest tez troche ludzi ktorzy o tym wiedza, ale wiele sobie z tego nie robia.

    • BiL napisał(a):

      Piotrek, to moze byc dobra strategia podczas dosc agresywnego budowania portfolio, gdzie wszystkie zyski inwestujesz dalej, mozesz w ten sposob nie placic zadnego podatku w PL. Ale musisz wspomagac te inwestycje pieniadzmi z innych zrodel zeby rosnac. Gdy zaczalbys wyciagac pieniadze z tej firmy, bedac nadal UK resident, to tez ten income powinienes zglosic robiac self assessment. Pozdrawiam

    • em napisał(a):

      Nam również wydaje się, że brexit obniży trochę próg wejścia, coś co nas bardziej martwi to zapowiadane podwyższenie interest rates… Jako, że my z tych bojaźliwych na początku wydawało mi się, że najlepiej będzie to jak najszybciej spłacić do zera, ale muszę się może rozglądnąć za dłuższym fixed rate (na razie byliśmy w kilku bankach i i najlepsza zaproponowana nam oferta to 1.24% na 2 lata a potem zmienna ~3.5% na 18 lat. Jeżeli chodzi o podatki, wydawało mi się, że rozliczając się ryczałtem ten problem odchodzi, ale fakt jest taki, że niewiele jeszcze wiem o podatkach więc planuje się w najbliższym czasie douczyć… Myślę, że mieszkanie nie zmieni naszego ‚lifestyle’ bo bardzo Nam się podoba tak jak jest i odnaleźliśmy swój złoty środek… Do pełnego szczęścia brakuje jeszcze tylko wolności finansowej, ale i to widzę gdzieś w dalekiej perspektywie :)
      Wielkie dzięki za długi i pomocny komentarz :) !

  6. BiL napisał(a):

    Czesc! Mieszkam w UK od 9 lat, wiec dorzuce cos od siebie :). Moim zdaniem jestescie w fajnej sytuacji i powinniscie zaczac dzialac.

    Zakladam, ze macie dobra historie kredytowa i nie macie zadnych dlugow – sprawdzcie wasz credit score na Noddle/Experian, jesli jest potrzeba to popracujcie nad nim. (Google: ‚how to improve my credit score’).

    Jesli myslisz, ze maz zarobilby tyle samo w PL ile zarabia obecnie w UK, to mysle ze powinien sie rozgladnac za lepsza praca w UK, mysle ze moglby zarabiac tutaj ok. 50-100% wiecej niz obecnie. W UK jest ogromne zapotrzebowanie na specjalistow IT, a zarobki potrafia byc naprawde wysokie. Oczywiscie wyzsze zarobki to takze wyzsze podatki, ale zawsze lepiej jest zarabiac wiecej niz mniej :) podniesie to tez Wasza zdolnosc kredytowa, ktora przyda Wam sie na dalszych etapach, bo na pierwsze kroki macie ja wystarczajaca. Londyn z pewnoscia mialby Wam najwiecej do zaoferowania, ale na ten moment zakladam ze chcecie zostac w miescie w ktorym mieszkacie. W branzy IT inflacja w ogole nie musicie sie martwic, bo coroczne podwyzki to naturalna sprawa.

    Mysle ze mozecie sie rozgladnac za jakims wiekszym domem w UK, koniecznie freehold, z ogrodkiem, w dzielnicy ktora robi sie modna, dobrze skomunikowanym z centrum, blisko dobrych szkol.

    Dom powinien byc taki zeby dalo sie go przerobic, wydzielajac male samodzielne studio (wstawiacie tam mala lazienke, mini kuchnie, etc.), wejscie do tego studio powinno byc z glownego korytarza, zaraz dalej wstawiacie kolejne drzwi ktore beda wejsciem do Waszego domu, macie teraz wspolne pierwsze glowne drzwi do domu, i dwa osobne mieszkania.

    Studio wynajmujecie jakies parze za £500-£600 all inclusive (realne?), to splaca Wam w calosci kredyt. Ten przychod zglaszacie jako z Rent-a-Room Scheme (sprawdzcie w Google) i nie musicie placic za to zadnego podatku (do £7500 rocznie). Bardzo mozliwe, ze moglibyscie zarobic wiecej wynajmujac to studio przez Airbnb, musicie sprawdzic jak wyglada rynek w waszej okolicy.

    W tym momencie macie dodatkowe £600 miesiecznie ktorego nie musicie wydawac na czynsz. Do tego jesli Ty bys troszke popracowala, a maz zaczal troche wiecej zarabiac to wydaje mi sie, ze szybko realne staloby sie odkladanie £3000 miesiecznie. Co oznacza, ze w okresie nastepnych 12 miesiecy moglibyscie zaczac kolejny etap Waszej przygody zwiazanej z inwestowaniem w nieruchomosci i kupic nastepny dom.

    W tej sytuacji bylyby Wam potrzebne pieniadze na remont – jesli nie mozecie ich pozyczyc od rodziny lub przyjaciol, to mozna skorzystac z kart kredytowych (ale trzeba to zrobic umiejetnie – jesli chcecie wiecej info to dajcie znac).

    Kilka obserwacji z mojej strony, agresywne nadplacanie kredytu w UK – moim zdaniem na tym etapie nie ma zupelnie sensu – zapomnialbym w ogole o tym kredycie na ten moment – przyjdzie czas ze bedziecie go kiedys mogli bardzo szybko splacic jesli tylko bedziecie chcieli – bedziecie coraz wiecej zarabiac i z waszym zawodem nie bedziecie mieli zadnego problemu zeby znalezc prace – skupilbym sie natomiast na akumulacji jak najwiekszej ilosci kapitalu i wyszukiwaniu kolejnej inwestycji (tez w UK), ktora by ten przyplyw kapitalu jeszcze bardziej wzmocnila (np. obecnie inwestycje na polnocy Anglii za pomoca pozyczek buy-to-let, np. wkladajac £20k w dom mozecie w 5 lat wyciagnac z takiej inwestycji £20k).

    Pozniej z czasem mozecie pomyslec tez o inwestowaniu w Polsce, czemu nie? :)

    Polecam Wam tez przeczytac kilka dobrych ksiazek o inwestowaniu w nieruchomosci w UK, mozecie je kupic np. na Amazon. Jest tez bardzo fajny property podcast na stronce ‚the property hub’.

    Ogolnie to juz nadszedl Wasz czas, wiec zaczynajcie dzialac :)

    Powodzenia!

    • em napisał(a):

      BiL, wielkie wielkie dzięki za podzielenie się swoją jakże cenną opinią!
      Mamy dobrą historię kredytową, ale do jakiegokolwiek inwestowania jak na ten moment liczy sie tylko historia mojego mężą (moje stypendium nie jest przychodem, nie jest opodatkowane i nie liczy się w mojej HK). To ogranicza Nam budżet jeżeli chodzi o wzięcie kredytu do 4-krotności jego rocznej pensji i nie możemy wielce poszaleć z zakupami :).

      Jeżeli chodzi o zarobki (50-100%więcej) – masz rację, mógłby zarabiać więcej… Miesiąc temu zmieniał pracę i odrzucił jednak wyższe zarobki (15%) – w zamian za doświadczenie i robienie czegoś bardzo ciekawego i czegoś co bardzo mu pomoże później. Ogólnie przy następnej zmianie będzie szukał już konkretniejszej podwyżki i doświadczenie z obecnej pracy będzie wielkim atutem.Ogólnie padło tutaj dużo rad na temat zwiększenia swoich zarobkówi ja wiem, że Nasze wybory nie są może najmądrzejsze finansowo ale staramy się przede wszystkim robić to co lubimy, a dopiero potem myślimy o pieniadzach (tak, zdaje sobie sprawę, że może to być odbierane jako głupota)… Co nie znaczy, że pieniądze się nie liczą :) Ogólnie jesteśmy na etapie, że bardzo inwestujemy w samorozwój. Może to niemądre z punktu widzenia jak najszybszego dojścia do wolności finansowej, ale tak wybraliśmy…

      Co do samych pomysłów na inwestycję — nie jestem przekonana… Tzn. Świetny pomysł z finansowego punktu widzenia i jak najbardziej widzę, że przynosiłoby to niezłe zyski (podnajmowanie części domu lub remont na dwa mniejsze mieszkania)… Sęk jest w tym, że to wymagałoby sporego nakładu pieniędzy na remont i sporego naklądu czasowego – na który mnie teraz nie stać, a mój mąż od tego typu zadań trzyma się dalko :)…

      Dlatego rozważałam współpracę z Mzuri w Polsce, ponieważ oferują pomoc w znalezieniu mieszkania, ekipy i opieki nad domem… Robąc w UK to co proponujesz wszystko spada na Nas… Ja ogólnie nie boję się ciężkiej pracy, ale obawiam się, że z moimi ostatnimi projektami mogę po prostu nie podołać takiemu wyzwaniu jako projekt na „pierwszy raz”. Wydaje mi się, że mam za mało wiedzy, żeby brać się za remont tej skali, szukanie ekipy, wstawianie dodatkowej kuchni, caly ten proceder wynajmowania komuś w UK.

      Wielkie dzięki za rady dotyczące kredytu – ja po prostu zakładałam, że przy zbliżającym się brexicie i możliwości szybowania %%% w górę to byłoby rozsądne, ale rozwialiście moje wątpliwości.

      • Sławek Muturi napisał(a):

        em, pozwól, że też dorzucę swoje 3 grosze do Waszych przemyśleń. Moim skromnym zdaniem lepiej jest najpierw inwestować, a potem dopiero konsumować (kupno mieszkania dla siebie jest przecież konsumpcją). Rozmawialiśmy o tym na fridomii już wielokrotnie:-) Zwłaszcza w Waszym przypadku skoro jeszcze nie jesteście pewni, że zostaniecie w UK. I nie jest to kwestia wyliczeń w Excelu (wiadomo jest to narzędzie bardzo elastyczne, przyjmie każde założenia), tylko pewnych pryncypiów:-)

  7. BiL napisał(a):

    Jeszcze jedna mala obserwacja, napisalas o wzroscie rat (rozumiem, ze po okresie w ktorym konczy sie ‚fixed’, ktory najczesciej jest na 2 lub 5 lat), najczesciej nikt nie dopuszcza do tego przeskoku oprocentowania i robi tzw. remortgage, czyli zaciaga nowy kredyt na lepszych warunkach w innym banku, i za pomoca tego nowego kredytu splaca w calosci ten stary kredyt.

  8. Tomtor napisał(a):

    Podstawowe pytanie to gdzie chcecie mieszkac w przyszlosci i czy planujecie miec dzieci, ktore w UK sa najdrozsza inwestycja zycia, szczegolnie opieka przedszkolna ale i potem za darmo to nie sa. Zje wam to co najmniej twoja pensje. Jezeli kupujecie mieszkanie pod siebie to warto wiedziec w jakiej catchment area bedziecie. Jezeli zlej szkoly, a zle szkoly sa tu duzo gorsze od najgorszych w Polsce, to albo sie bedziecie musieli przeprowadzic albo wydawac ok. 1000 funtow miesiecznie na prywatna, co znowu zdejmie wam z glowy problem wolnej gotowki na 15 lat. Tak wiec musicie sobie odpowiedziec na pare pytan, zanim podejmiecie dlugoterminowe zobowiazania. W miedzyczasie zarowno w UK jak i PL mozecie pobawic sie w inwestowanie w nieruchomosci przez crowdfunding. W UK najpopularniejsza platforma wymaga jednorazowej wplaty 250 funtow, a wybor nieruchomosci jest ogromny, ze zwrotami zaleznymi od tego czy szukasz dochodu z najmu, czy tez wzrostu wartosci.W PL to oczywiscie Mzuri :-)

    • BiL napisał(a):

      Tomtor, nie demonizowalbym tak kosztow opieki przedszkolnej w UK, zwlaszcza obecnie, gdy przy dwoch pracujacych rodzicach, 3 i 4 latkowie maja darmowe 30 godzin childcare w tygodniu. Chyba, ze jedno z rodzicow zarabia powyzej £100k rocznie – wtedy sie nie kwalifikuja, ale mysle ze jakos sobie z tym w takiej sytuacji poradza :)

    • em napisał(a):

      Hej, nie chcmey sie az tak ograniczac w planowaniu gdzie checemy mieszkac. Wydaje Nam sie, ze na 99% w Polsce i nie bedziemy mieli dzieci. Kupujac mieszkanie w miescie w ktorym jestesmy raczej nie bedzie problemy z wynajmem bo do miasto studenckie, gorzej juz pewnie ze sprzedaza… Dzieki za podrzucenie opcji z croudfoundingiem w Anglii – tego nie rozwazalismy :)

  9. Piotr napisał(a):

    Świetne rady xav. Dzięki, sam trochę dorabiam jako freelancer obok mojej stałej pracy – jako początkujący programista, więc jeszcze za bardzo nie mam mozliwości ustalać zbty dobrych stawek ani nic z tych rzeczy, ale staram się, aby też nie być zbytnio wykorzystywanym w tej branży.

  10. Kempol napisał(a):

    Cześć,

    A może jednak w Polsce?

    Mam 24 lata od dwóch lat również mieszkam w Anglii (Londyn)
    Również mam zaoszczędzone w granicach GBP 15.000.

    Natomiast ja chciałbym zacząć kupować portfel swoich nieruchomości w Polsce, dlaczego?

    Na mieszkania chciałbym średnio wydawać 70-100 tys.
    Jestem na chwilę obecną w stanie odkladać tak jak Wy GBP 1200 miesięcznie gdzie przy roku daje mi to: 1200 x 12 = 72.000

    Okej pierwsza kawalerka dzięki Mzuri (Już w króce bo w marcu) do 100 tyś.

    Kolejny rok: 11 x (700 zł bo takie jest moje minimum zwortu jakie sobie założyłem, i moimi obserwacjami cen wynajmu w mieście jakim chciałbym zakupować nieruchomości) =7700 zł
    1200 x 12 = 72.000

    W sumie po pierwszym roku po zakupie nieruchomości masz już zaoszczędzone 80.000
    Jestem sklonny przez pierwsze 1-3 lat złapać się za dodatkową pracę aby być w stanie kupować kawalerki raz do roku.

    Drugi rok
    Polska: 11x (1400 zł) = 15.400
    UK: 1200 x 12 = 72. 000
    Suma 87.000

    Z roku na rok będzie co raz łatwiej, oczywiście dalej będę pracował i odkładał oszczędności w UK

    Reasumując moim założeniem jest kupowanie kawalerki raz do roku.

    Nie do końca rozumiem pomysł z kredytem zwłaszcza przy Brexicie gdzie nie wiadomo jak ceny mogą się zmienić.
    Ponad to nie znam za bardzo rynku na północy Anglii gdzie proponował inwestycję BiL.
    Plus ceny w Londynie są nie do ogarnięcia.

    *Funt- 5 zł w moim przeliczniku.
    Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia ;)

    Pozdrawiam

  11. csh napisał(a):

    odniose sie do >>Zrezygnowaliśmy już z rzeczy, które uznaliśmy za niewarte wydawania pieniędzy jak drugie auto, kablówka, jadanie na mieście (nigdy nie byliśmy wielkimi bywalcami restauracji, ale nawet tą niewielką ilość wyjść pomniejszyliśmy), robimy zakupy w tańszych sklepach z listą itp.<<

    Sporo juz w temacie zostalo powiedziane. Dorzuce od siebie ze warto nie zaciskac przesadnie pasa i nie odmawiac sobie do przesady wyjsc, wakacji itp. tylko szukac opcji w dobrej relacji jakosc/cena. Jezeli wszystkie wakacje w ciagu roku kosztuja was 1 miesiac pracy to moze dojdziecie do wolnosci finansowej o rok pozniej (np 41 lat) ale wazne jest zeby ten czas 12 lat tez dobrze wspominac. lata 27-40 to b. fajny wiek. W ksiazkach Slawek wspomina zeby zyc ponizej mozliwosci finansowych ale tez nie "dziadowac".

    • em napisał(a):

      Hej! Właśnie to miałam na myśli pisząc „rzeczy nie warte wydawania pieniędzy”. Odmówiliśmy sobie rzeczy, które naprawdę nie dawały Nam jakiegoś wielkiego szczęścia. Teraz zamiast wychodzić ze znajomymi organizujemy domówki, kosztowo wychodzi to za 1/4 ceny tego gdy wychodziliśmy na miasto (rotacja domówek między znajomymi),.. Jeżeli chodzi o podróże to wydajemy dużo więcej niż jedna pensja rocznie, bo to coś co kochamy i nie chcemy z tego rezygnować… Obniża to nasze oszczędności o kilkaset funtów miesięcznie… Ale trudno :)
      Nie wyobrażam sobie dziadować do 40, także już pogodziliśmy się raczej z faktem, że może to potrwać dłużej – do 45, czy do 50. Odmówienie sobie auta i jeżdżenie autobusem w zasadzie jest dla mnie przyjemne, jadanie na mieście nigdy jakoś nie było „our think” , więc o nie był nawet specjalny ból rezygnacji. Jeżeli chodzi o kablówkę, lepsze pilnowanie się na zakupach to jest to kwestia wyuczenia i takiego pilnowania się, ale nie jakichś niemiłosiernych poświęceń… I właśnie wydaje mi się, że jest to sztuka – odnaleźć balans między „totalne oszczędzanie zero przyjemności” mode a „jedno życie wydajmy całe pieniądze” mode :) Mam nadzieje, że nie zagmatwałam tej wypowiedzi! :)

      Zgadzam sie w 100%, że lata 27-40 to masa możliwości i zamierzamy kożystać z życia jak możemy… Jednak wiele rzeczy nie wymaga aż takich pieniędzy (np. dzięki oszczedzaniu odnaleźliśmy swoja wielką pasję jaką są niedrogie lekcje tańca, teatr na świeżym powietrzu w pobliskim miasteczku, darmowe wystawy, granie w planszówki, które kolosalnie zmieniły swój poziom zaawansowania od kiedy byliśmy dziećmi oraz wiele innych) i jeżeli odmówienie sobie nowszego auta sprawi, że po 40, czy 45 będziemy mogli cieszyć się tym życiem dalej to jest to „poświęcenie” na które jesteśmy jak najbardziej gotowi :). Pozdrawiam

  12. mikizafryki napisał(a):

    Jeżeli mieszkacie w już wynajmowanym mieszkaniu które wam pasuje to mieszkajcie tam dalej. Uzbierajcie wkład własny i weźcie jak największy kredyt na mieszkanie wielopokojowe w UK. Wyremontujcie mieszkanie – jeżeli będzie trzeba to wydzielcie dodatkowe pokoje (zgodnie z zasadą liczba okien = liczba pokoi). I mając 5-6 pokojowe mieszkanie z każdym pokojem zamykanym na klucz waszym targetem stają się ludzie którzy nie chcą płacić za całe (nawet małe) mieszkanie w UK ale jednak oczekują większej prywatności niż w pokojach dwuosobowych. Myślę, że dzięki temu szybko uzbieracie na następne mieszkanie w UK lub w Polsce. Na pewno nie ma sensu nadpłacać kredytu ani kupować za gotówkę jeżeli ma się zdolność kredytową.

  13. Adam G napisał(a):

    Witam,
    Miałem podobny dylemat 3y lata temu, kiedy zastawialiśmy się czy inwestować w mieszkania w PL, czy UK.
    Minusem inwestowania w Anglii była cena kupna (2bed w mojej okolicy to kwota rzędu 250tys GBP), a także zadaliśmy sobie pytanie czy wolimy zostać na stałe w Anglii, a jeżeli nie to na jaki okres?
    Padło, że przed 40stka wracamy (czyli w naszym przypadku max 5c lat) :)
    Nasze założenia to kupno w tym czasie 10 – 11 mieszkań (kawalerek).
    Po 3ch latach udało nam się kupić bez obciążeń 8 mieszkań co zapowiada zrealizowanie naszego planu.
    Na dzień dzisiejszy wygląda, że podjęliśmy właściwą decyzje co do inwestowania w Polsce.
    Mieszkania pracują, pasywny dochód motywuje nas do dalszego działania.

    Oczywiście ostateczna decyzja należy do Was, powodzenia !!

Dodaj swój komentarz:





Chcesz, aby koło Twojego komentarza pojawiła się Twoja ikona lub zdjęcie?
Kliknij tutaj i dowiedz się jak to zrobić.

Powiadom znajomego o tym wpisie:

E-mail *
Wpisz wiadomość
Subskrybuj komentarze do tego wpisu

NAJBLIŻSZE SPOTKANIA FRIDOMIACZEK I FRIDOMIAKÓW

sobota, 25 listopada – Łódź, szczegóły bliżej terminu

czwartek, 30 listopada – Łódź, szczegóły bliżej terminu

piątek, 1 grudnia – Warszawa, wystąpienie podczas Kongresu BusinessWoman&Life. Rejestracja – wkrótce

sobota, 13 stycznia 2018 – Łódź, szczegóły bliżej terminu

 

Archiwum - miesiąc po miesiącu

Najwyżej cenione

Drugie narodziny

Czasami się czyta opowieści o tym jak komuś udało się wyjść cało z bardzo poważnego wypadku, lub zwalczyć poważną chorobę. Bohaterowie tych opowiadań mówią o sobie, że się czują narodzeni ponownie. Czują, że los im podarował drugie życie. Często w tych opowiadaniach przewija się motyw tego, że zmieniła się ich optyka i teraz potrafią dostrzegać i cieszyć się nawet z rzeczy małych, których poprzednio nie dostrzegali żyjąc w dużym pędzie, w kieracie korporacyjnych deadline'ów, spotkań, [...]

Najnowsze komentarze

  • Sławek Muturi: Andrzej, nie widzę przeciwskazań do wyjazdu z 8-letnim dzieckiem. Byliśmy kiedyś na safari z...
  • Sławek Muturi: Maciek, tak, szedł pieszo do Kairu. Szedł około 9-10 miesięcy. Całość podróży zajęła mu prawie dwa...
  • Konkret: A ja podam link do artykułu Samcika na temat obecnej sytuacji na rynku nieruchomości. Co sądzicie o tym...
  • Sławomir: Każda inwestycja nie może być wykonana na gorąco i szybko! Wszystko trzeba przemyśleć i rozpatrzyć pod...
  • aswad: Widzę, że w Kenii państwo stosuje takie same praktyki wobec narodowego przewoźnika jak w Polsce – Kenia...
  • AndrzejT: Witam, mam pytanie do Sławka i klientów Mzuri – jakie rzędu zwroty z inwestycji netto można uzyskać...
  • AndrzejT: Witam Sławku, zainspirował mnie Twój wpis:) Jak wyglądają kwestie bezpieczeństwa takiej wycieczki? Myślę o...
  • Maciek: „Na początku lat 60-tych, w Kenii nie było ani jednego uniwersytetu i dlatego mój tata musiał pieszo...
  • Ania: Bardzo ciekawy blog dla początkującego wynajmującego. Cenne rady. Czy ktoś z Was może doradzić początkującemu...
  • Robert: http://www.rp.pl/Podatki/31120 9979-Pawel-Satkiewicz-przy-naj mie-nie-mozna-wykluczyc-spo...
  • Robert: http://www.rp.pl/Nieruchomosci /311199956-Najem-jak-rozliczac -sie-z-fiskusem.html&templ ate=restricted
  • Sławek Muturi: Tomku, podpisuję się obiema rękoma pod Twoim komentarzem:-)
  • Sławek Muturi: Piotr, jeśli lubisz podróże, to oczywiście gorąco Cię do tego namawiam. Jest bezpieczniej niż wielu...
  • Robert W: Nie szukałem uzasadnienia.
  • wiki: ale mieszkanie będzie mialo według prawa charakter uzytkowy czy mieszkaniowy? bo jak uzytkowy to chyba vat...
  • Piotr: Wow, przeżyć coś takiego to naprawdę musi być niesamowite. Opowiadać coś takiego swoim dzieciom lub innym...
  • Tomek: Na marginesie, raczej zaniepokoilo mnie w przypadku tego mieszkania, ze piszesz, ze jest nowe a ma 14m2....
  • Tomek: A na czym polega Twoja watpliwosc? Musisz oszacowac jeszcze koszty transakcyjne zakupu mieszkania i koszt...
  • michal: zapomniałem dodać że wszystko nowe inst. meble agd i td
  • michal: zapomniałem dodać , mieszkanie w centum Łodzi

Najnowsze wpisy

created by Water Design