21

12.2017

Morabeza, czyli … ceny nieruchomości na Cabo Verde

autor: Sławek Muturi|kategoria: Blog autorów, Nieruchomości, Nieruchomości za granicą, Podróżowanie po świecie

ilość komentarzy: 10

Zacznę od tego, by niewtajemniczonych uprzedzić, że nie polecam zakupu nieruchomości na Cabo Verde w celach inwestycyjnych. Zbyt duże ryzyko nieznajomości rynku, lokalnych zwyczajów, zwiększone ryzyko zarządzania najmem na odległość, ryzyka polityczne, itp., itd. O ryzykach inwestowania za granicą pisałem już na fridomii wielokrotnie – nie chcę się powtarzać:-)

Natomiast zakup apartamentu wakacyjnego na Cabo Verde może być ciekawą propozycją dla osób nie lubiących (tak jak ja) zimy, oraz nie lubiących (inaczej niż ja) ciągłych podróży i preferujących spędzanie zimy w swoim własnym domku czy apartamencie gdzieś w tropikach. Cabo Verde może być ciekawszą opcją niż Bułgaria (choć ta ma zaletę bycia blisko Polski), Hiszpania (tam jest wiele pól golfowych i zawsze jest to UE), czy Grecja.

Nie wiem czy Wyspy Zielonego Przylądka to już tropiki (chyba tak), ale ze względu na wietrzysty, wyspiarski klimat nie odczuwa się tu tych 25-27 st C, które teraz tu panują. Jest dość rześko, co dla wielu może być dużą zaletą. Jestem na Wyspie Sal (jednej z dziesięciu wysp tego archipelagu), która – wbrew sugestywnej nazwie kraju – wcale nie jest zielona, tylko dość sucha. Nawet półpustynna.

Oczywiście właściciele kompleksu aparthoteli Vila Verde (konsorcjum rządu Cabo Verde oraz prywatnych inwestorów z Portugalii), zadbali o to by teren kompleksu, na który składa się 14 niedużych osiedli 2- 3-piętrowych bloczków w śródziemnomorskim stylu – był bardzo zielony. Ciągłe nawadnianie sprawia, że Vila Verde jest naprawdę zielona („verde” to „zielony” po portugalsku oraz hiszpańsku).  Kompleks ten, w którym jest w sumie blisko 2000 apartamentów oraz małych domków (w szeregowej zabudowie), znajduje się na południu niewielkiej wyspy Sal, 2-3 kilometry na północ od miasteczka St.Maria. Miasteczko jest bardzo malownicze – wiele aparthoteli, wiele restauracyjek i barów, malowniczy cypelek, na którym stoi coś w rodzaju małej latarni morskiej – dziś przerobionej na bardzo romantyczną restauracyjkę. Idąc lub jadąc z Vila Verde w kierunku St.Maria widać – z obu stron szerokiej w tym miejscu na 2 km wyspy – na niebie dziesiątki małych spadochronów unoszących kite-surferów. Nie uprawiam tego sportu, ale wydaje się, że ten zakątek jest marzeniem dla każdego surfera, windsurfera, kitesurfera oraz stand-up paddler’a:-)

Mieszkanko w kompleksie Vila Verde kosztuje dziś połowę tego co kosztowało gdy kompleks był budowany 8-10 lat temu. Ówczesny kryzys na rynku nieruchomości w Europie oraz na całym świecie odbił się też na Cabo Verde. Liczba zamówień dramatycznie zmalała w stosunku do badań rynku prowadzonych przed rozpoczęciem projektu. Dziś kawalerka wielkości 42-50 m.kw (wraz z 9-metrowym balkonem lub loggią) kosztuje pomiędzy EURO 25 a 27 tyś (stan do wprowadzenia, wykończona kuchnia i łazienka, ale bez mebli) lub EURO 30-33 tyś jeśli umeblowana w pełni. Mieszkanko z jedną sypialnią (u nas „dwupokojowe”) o powierzchni 50-55 m.kw. kosztuje około EURO 40-45 tyś.

Nie ma ograniczeń co do zakupu nieruchomości mieszkaniowych przez cudzoziemców. Większość właścicieli to Brytyjczycy, Belgowie, Hiszpanie, Niemcy i Skandynawowie. Proces zakupu trwa bardzo krótko, ale potrzebny jest adwokat (koszt około EURO 700) oraz notariusz (Euro 400). Do tego należy doliczyć podatek typu PCC w wysokości 1,5% wartości zakupu oraz 5%-ową prowizję dla biura nieruchomości (ale nie mniej niż EURO 3.000!!!).

Roczny koszt utrzymania takiego mieszkania to ok EURO 200-400 podatek, który chyba nazywa się AUP (jeśli dobrze usłyszałem) oraz około EURO 2.000 opłat za administrację (utrzymanie zieleni, basenów, czystości, wind, oświetlenie terenu, ochronę, itp.)

W innych częściach miasta można kupić tańsze apartamenty – nawet 68-metrowy za EURO 27 tyś.

Czy warto?

Tak jak napisałem we wstępie – inwestycyjnie bym nie polecał. Wprawdzie ponoć można takie studio w Vila Verde wynająć za EURO 250-300 tygodniowo, ale to chyba tylko teoria. Szczyt sezonu trwa tutaj od końca października do kwietnia (czyli teraz powinien być sam szczyt szczytów), a szacuję, że zamieszkałych jest jedynie około 15-20% wszystkich apartamentów (nie wiem ile przez właścicieli apartamentów, a ile jest autentycznie wynajętych. Leżaki wokół basenu są puste, wiele okien pozostaje ciemnymi nawet w środku nocy, ludzi kręci się mało, a restauracje (jest ich tu kilka) świecą pustkami, część w ogóle nie jest otwarta.

Poza tym, większość turystów przyjechała tu – podobnie jak my – z biurami podróży. Cały wyjazd kosztował mnie EURO 1100 dla dwóch osób, łącznie z przelotem, wizą, opieką rezydenta, dwoma posiłkami dziennie, kosztami sprzedaży oraz marżą biura podróży, itp. Nie sądzę by właściciel studia, w którym mnie zakwaterowano dostał za to aż EUR 300 tygodniowo:-( Dodatkowo lokalne „Mzuri” pobiera co najmniej 18-20% opłaty za zarządzanie – wydaje mi się, że są tu jeszcze inne, nieco ukryte koszty.

Natomiast jeśli ktoś chciałby taki apartament dla siebie, w celach czysto konsumpcyjnych, to chyba jest to oferta warta rozpatrzenia. Cabo Verde jest bardzo ciche i spokojne (nie pamiętam by były tu kiedykolwiek jakieś rozruchy). Portugalczycy zostawili tu (zresztą nadal jest ich tu mnóstwo) bardzo fajną, śródziemnomorską atmosferę i architekturę. Dobre jedzenie (ryby i owoce morza), muzyka (znana w Polsce Cesaria Evoria i inni muzycy), fajni ludzie (ok 80% mieszkańców stanowią Mulatki i Mulaci, więc jest to chyba jeden z najładniejszych krajów na świecie:-)))), czyste toalety (nawet w podrzędnej kafejce oraz w sklepie spożywczym, gdzie też musiałem skorzystać:-). Wysoka kultura dbania o zwierzątka typu kotki lub pieski. Fantastyczne warunki dla sportów wodnych. Zalet można by wymienić bardzo wiele.

Wady? Nie ma tu pola golfowego (jeszcze) oraz o tej porze roku, woda jest dość chłodna w basenach (nie są podgrzewane, a przynajmniej nasz nie jest:-))) O ile nie wykupiło się specjalnej karty, to dostęp do internetu jest tu zadziwiająco słaby. Czasami są też przerwy w dostępności prądu.

Najważniejsza zaleta – klimat morabeza. Czyli klimat caboverdanskiej gościnności:-)

 

Komentarze:

  1. Aga-ta pisze:

    Ostatnio moja znajoma powiedziała mi o swoich planach emerytalnych i chęci kupienia jakiegoś apartamentu w Hiszpanii, aby nie musieć spędzać zimy w Polsce. Uśmiechnęłam się w myślach czytając ten wpis – jakby dla niej :-) Z mojego punktu widzenia lepsze jest wynajmowanie niż zakup, bo umożliwia podróżowanie i spędzanie czasu w różnych, a nie tylko w jednym miejscu. Ale z drugiej strony…, fajnie jest mieć nieruchomość w takim miejscu. I to za przyzwoitą cenę :-)

    Miłego wypoczywania! U nas dziś w Warszawie śnieg, deszcz… Wszystko, tylko nie rześkie 27 stopni…. eh…

    • Sławek Muturi pisze:

      Aga-ta, a tu jest ponoć 365 dni słońca. Bo ponoć prawie wcale nie pada – choć dziś jest bardzo pochmurnie… I wietrznie, jak co dzień:-)))

  2. Cezar pisze:

    czy możesz podać z jakim biurem podróżowałeś? cena EURO 1100 dla dwóch osób (łącznie z przelotem etc ) wydaje się OK i sam bym skorzystał.
    Lubię puste plaże :)

    • Sławek Muturi pisze:

      Cezar, jest to biuro ITAKA. Cena podstawowa wynosiła – w last minute – chyba nawet PLN 1800 od osoby:-))) I to w okresie tuż przed Świętami. Po Nowym Roku może być jeszcze taniej:-)

  3. monte pisze:

    Sławku, piękna lokalizacja, lekko znam te rejony z autopsji i uważam że ustrzeliłeś jedną z najlepszych promo lastów na Cabo z PL z ostatniego 10lecia :) jeżeli jeszcze przy tym było jakieś wyzywienie to chyba z sympatii do koloru pomarańczy Itaka zrobiła obniżkę :) pomimo tego że domku stoją puste to nie ma tam za bardzo takich cen na wyloty z biur. Może to ma coś wspólnego z mentalnością Portugalską? czyli że dom może popadać w ruinę i nie zostać kamien na kamieniu, ale taniej niż X nie sprzedam/wynajmę. Może to i dobrze bo inaczej pojawiają się takie wynaturzenia jak w Polsce czyli turyści jadący nad morze i szukający kwatery (pardon, B&B) po 35 zł/dobę. I ją znajdują :)

    • Sławek Muturi pisze:

      Monte, chyba masz rację:-) Ten wyjazd kosztował mnie pewnie mniej niż za poprzednim razem, gdy przyleciałem tu jedynie z Dakaru, a nie z dalekiej Polski:-)))

      Tak czy inaczej, polecam Cabo Verde:-) Wczoraj jadłem tu najlepszą paellę w życiu. Była zrobiona z taką ilością owoców morza, że wyglądała tak jakby kucharzowi zakończył się ryż i postanowił za to dorzucić więcej krewetek, ośmiorniczek, muli, krabów i innych owoców morza:-) Uma delicia!

  4. Kuba pisze:

    Super wpis. Ja kiedyś mysłalem nad zakupem nieruchomosci gdzies wlasnie w raju podatkowym i zalozenie wlasnej dzialalnosci, ale potrzeba sporo dolcow na inwestycje a moj plan tez solidny nie byl.

    • Sławek Muturi pisze:

      Kuba, dzięki za komplement. Cieszę się, że wpis Ci się spodobał. A ceny na Cabo Verde są teraz dość przystępne, więc rozważ ponownie:-)

      Nie wiem tylko czy Wyspy Zielonego Przylądka są rajem podatkowym…

  5. Marcin pisze:

    Czyli nie bardzo się opłaca.,. Dzięki za wpis

  6. Adam pisze:

    Byłem w apartamentach Villa Verde w 2013 roku, spędziłem tam 2 tygodnie. Kompleks zrobił na mnie fantastyczne wrażenie – apartamenty są przestronne, gustownie umeblowane, okolica cicha i spokojna a do pobliskiego miasteczka z Villa Verde kursuje kilka razy dziennie busik. Do plaży jest kawałek (emeryci mogą mieć problem z dotarciem), ale nie jest jakoś szczególnie daleko.

    Zastanawiałem się nad zakupem apartamentu (było wiele wolnych lokali), ale jednak odstraszyła mnie trochę odległość, „egzotyka” kraju (to jednak nie UE), a poza tym jednak trudniej tam dotrzeć niż do Hiszpanii czy na inne, bliższe nam wyspy. Klimat jest OK, choć znajomi narzekali, że za bardzo wieje, a słońce opala tak,że się w ogóle tego nie czuje (to pewnie przez ten wiatr).

    Cena jest bardzo, bardzo zachęcająca, może jeszcze pomyślę nad tą lokalizacją na spędzanie polskiej zimy – póki co robię to bliżej domu.

Dodaj swój komentarz:





Chcesz, aby koło Twojego komentarza pojawiła się Twoja ikona lub zdjęcie?
Kliknij tutaj i dowiedz się jak to zrobić.

Powiadom znajomego o tym wpisie:

E-mail *
Wpisz wiadomość
Subskrybuj komentarze do tego wpisu

NAJBLIŻSZE SPOTKANIA FRIDOMIACZEK

I FRIDOMIAKÓW

13.X. 2018, sobota – godz 17:00; Seul, Korea – darmowe spotkanie w 3 Alley Pub, podczas którego chętnie odpowiem na pytania związane z wolnością finansową, inwestowaniem w najem, również w formule crowd fund investing, oraz o tym co można robić po osiągnięciu wolności finansowej:-)

29 maja 2019 roku, środa – godz 19:00; live na profilu FB Sławek Muturi oraz – równolegle – webinar (konieczna wcześniejsza rejestracja). Szczegóły bliżej terminu.

Dlaczego info z tak dużym wyprzedzeniem? Bo będzie to już 10-ta (!!!!!!!!!!) rocznica mojego przejścia na wcześniejszą emeryturę:-). Choć będę tego dnia gdzieś w podróży po Afryce, to chciałbym byśmy się spotkali – choćby wirtualnie – przy kieliszku wina lub butelce piwa:-)

 

 

Archiwum - miesiąc po miesiącu

Najwyżej cenione

Zdeteminowani Fridomiacy – Szymon i Asia z Krakowa

Witaj Sławku, piszę do Ciebie, bo chciałem się pochwalić zrobieniem wczoraj pierwszego małego kroku w kierunku wolności finansowej. A z drugiej strony serdecznie Ci podziękować za Twój wkład w ukształtowanie procesu myślowego, który myślę, że w ostatecznym rozrachunku doprowadzi do jej osiągnięcia mnie i moją Małżonkę. Ale jak to mówią first things first - katalizatorem decyzji o rozpoczęciu inwestowania w nieruchomości na wynajem był Twój wykład w Krakowie w ramach Festiwalu Inteligencja Finansowa 2012, na [...]

Najnowsze komentarze

  • Sławek Muturi: Robert, dzięki za kolejny wpis dot ubezpieczeń:-)
  • Sławek Muturi: Prezesik2000, dzięki za to, że jesteś z fridomią od wielu, wielu lat. Cieszy też to, że okazuje się,...
  • Sławek Muturi: Artur, dzięki. Jesteśmy w kontakcie:-)
  • Sławek Muturi: Paweł, dzięki za podzielenie się swoim współczynnikiem przybliżania się do wolności finansowej....
  • Jan Dziekonski: No i niestety zawiodłem się – pokrętnie tłumaczył mi, że tamta analiza nie bierze pod uwagę...
  • Paweł: No to ja w ramach podsumowań pokaże swoje wyniki fridomia rate (relacja dochodów pasywnych do wydatkow). 2012...
  • Jan Dziekonski: Sławku, ja też mam nadzieję, że uda mi się godnie uzupełnić Fridomię – mam tylko nadzieję, że...
  • Jan Dziekonski: Mam nadzieję, że PB opublikuje sprostowanie – dziennikarz okazał się otwarty, otrzymał...
  • Robert: Dla zainteresowanych wklejam fragment uzasadnienia wyroku, który właśnie zapadł w Sądzie Rejonowym (Poznań)....
  • Artur Kaźmierczak: Skonsultowałem się z Hieronimem, który odpowiada w Mzuri za zarządzanie najmem na południu Polski...
  • prezesik2000: Sławku ja nie używam Facebooka – zdecydowanie wolę Fridomię :)
  • Paweł: W ramach podsumowania roku zrobiłem sobie również analizę mojej fridomia rate (relacja dochodów pasywnych do...
  • Sławek Muturi: Janku, dzięki za danie fridomii nowej energii, nowego życia. Mam nadzieję, że to nie tylko...
  • Sławek Muturi: Twoja, dzięki za komentarz. Ale rację miał Jan Dziekoński, mój wspólnik i prezes Mzuri Investments,...
  • Artur Banach: Ja lubię jeździć samochodem w nieznane :-)Jak kiedyś jeździłem po USA to w 17 dni zwiedzaliśmy i...
  • Magda: Ja muszę przyznać, że ostatnio trochę mi tęskno do intensywnego życia – wiem jednak, że nasze błogie,...
  • Twoja: Tak Slawku masz rację chyba że autor chciał wyliczyć ROI z pierwszego roku
  • JacekP: Ja patrząc z perspektywy rynku katowickiego nie widzę wzrostu czynszów. Widzę spadki czynszów przy...
  • Sławek Muturi: Artur, dzięki za zainteresowanie dołączeniem do tej wycieczki. Intensywność duża. Planuję byśmy...
  • Artur Banach: Dziękuje za przybliżenie terminu i trasy wyprawy.Tak właśnie sobie wyobrażałem jej plan na podstawie...

Najnowsze wpisy

created by Water Design