14

10.2013

National Achievers Congress 2013

autor: Sławek Muturi|kategoria: Blog autorów, Relacje, Wydarzenia

ilość komentarzy: 43

Miniony weekend spędziłem na National Achievers Congress 2013 w Warszawie. Odbył się w tym samym miejscu co „Umysł Milionera” T. Harv Ekera i był zorganizowany przez tych samych ludzi. Pojawił się też Marcus de Maria. Na NAC przyjechało jeszcze więcej ludzi (ok 4000) niż w maju, choć mniej osób przybyło z zagranicy.

Było wiele podobieństw – energetyzująca muzyka, przybijanie piątki, rytuały sprzedażowe, itp – ale ogólnie oceniam to wydarzenie niżej niż „Umysł Milionera”. Tam chociaż była jakaś myśl przewodnia – chodziło o to byśmy w ciągu tamtych dwóch-trzech dni powiększyli sobie kontener (nasz umysł) na przechowywanie pieniędzy. Poszczególne elementy łączyły się w jedną całość. Organizacja była perfekcyjna co do ostatniego szczegółu.

Natomiast tym razem poszczególne prezentacje były oderwane od siebie i nie stanowiły jakiejś całości. Jedynym ich wspólnym elementem było to, że mówcy próbowali nas uczestników pobudzić do jakiegoś działania. Najczęściej – choć na szczęście nie zawsze – do zakupu jakiegoś drogiego szkolenia niezbędnego dla naszego samorozwoju. Pierwsze dwie prezentacje Łukasza Milewskiego i Richarda Tana – organizatorów wydarzenia – były mało konkretne. Ciekawie było się dowiedzieć o tym jak powstawał pomysł tego wydarzenia i ile już takich wydarzeń się odbyło w różnych egzotycznych zakątkach świata, ale taka informacja nie mogła wypełnić pierwszych dwóch godzin, więc dodatkowo wiele razy sami sobie klaskaliśmy za (a) przybycie na to „szkolenie”, (b) nie spóźnienie się, a nawet za to, że (c) wydaliśmy pieniądze. Łukasz przyznał na początku swojego wystąpienia, że dowiedział się o tym,  że będzie przemawiał dwa dni wcześniej. Richard powiedział coś podobnego, a wcześniej był zapowiedziany przez prowadzącego jako „niespodzianka”.

Nie wiem co wypadło było z programu zmuszając Łukasza i Richarda do wystąpienia. Bo … nie było programu. Myślałem, że to tylko ja nie sprawdziłem w internecie, ale okazało się, że nikt z 4000 uczestników nie znał planu dnia. Nie wiadomo było nie tylko kto będzie po kim przemawiał – chyba chodziło o to by ludzie nie wybierali sobie prezentacji w których nie chcą uczestniczyć. Ale nie wiadomo było też o której kończymy. Zresztą w niedzielę organizatorzy chyba sami siebie przechytrzyli. Wieczorem – jako ostatni – przemawiał Robert Kiyosaki, gwiazda wydarzenia. A ponieważ Robert trochę wydłużył swoje wystąpienie (swoją drogą mało energetyczne i zadziwiająco wiele razy powtarzał to samo, może źle się czuł?), to ok 1/3 a może nawet połowa uczestników zaczęła wychodzić w trakcie jego wystąpienia. Musiało mu być przykro. Wiem jak to jest, bo też zdarza się, że ktoś wychodzi zanim skończę mówić. Ale biorąc pod uwagę, że czasami zdarza mi się przedłużyć spotkanie więcej niż godzinę; nie noszę słąwnego na cały świat nazwiska i nigdy nie wyszło tak wiele osób to myślę, że Robertowi musiało być tym bardziej przykro. A może nie było mu wcale przykro. W końcu to profesjonalista. A za swój występ skasował był z góry jakąś niewyobrażalną pewnie kwotę. Ja za swoje wystąpienia nic nie biorę:-)))

Ale żeby powiedzieć też coś pozytywnego. Mniej więcej połowa mówców to byli Polacy. Choć byli zdecydowanie młodsi (zawsze pojawia się w mojej głowie pytanie sceptyka – jaki to bagaż doświadczeń życiowych pozwala młodym ludziom doradzać innym:-), to przyznam że wypadli o wiele lepiej od swoich zagranicznych kolegów z podium. Czy to szczerością Olka Sienkiewicza, czy to merytorycznością Pawła Danielewskiego oraz Piotra Majewskiego, czy to poziomem energii Pawła Mroza, czy perfekcyjnością performance’u (bo wg mnie, forma zasłoniła w jego wypadku treść wystąpienia) Mateusza Grzesiaka. Aż miło było popatrzeć. Wprawdzie potem większość próbowała nieco niezdarnie (i chyba jeszcze bez pełnego przekonania i zaangażowania) naśladować schematy sprzedaży szkoleń swoich zagranicznych kolegów, ale ich brak doświadczenia spowodował, że często zostawili sobie na to zbyt mało czasu pod koniec swoich wystąpień i improwizowali odrywając się od sztywnego szablonu. Nie było aż tak nudno.

Część z polskich mówców najgłośniejsze owacje dostawało za to, że … przeklinali. Nie wiem czy uczestnicy w ten sposób podkreślali, że chcą więcej „polskości”, ale przyznam, że byłem tym nieco zdziwiony. Pewnie jestem staroświecki, ale uważam, że pewne słowa nie powinny padać ze sceny przed tak dużym audytorium. Jeśli słów tych używają coachowie i trenerzy rozwoju osobistego, to chyba staczamy się do … rynsztoku.

Blair Singer wypadł w moich oczach lepiej niż z przeczytania jego książki o budowaniu zwycięskich zespołów. Na wykład Marcusa de Maria w ogóle nie poszedłem, choć pewna uczestniczka z Suchego Lasu powiedziała mi w przerwie, że to było dla niej najlepsze wystąpienie. Ja Marcusa miałem przesyt po „Umyśle Milionera”, a ponieważ tym razem mówił o Forexie, który mnie nie interesuje, to wydłużyłem sobie nieco przerwą obiadową. Swoją drogą to potrzebowałem nieco więcej odpoczynku będąc po i przed moim tournee po Polsce:-) Andy Harrington sprawił na mnie wrażenie mało sympatycznego manipulatora – jego uśmiech wydawał mi się mało szczery. Za to niewątpliwie okazał się mistrzem sprzedaży. Na jego szkolenie z przemawiania zapisało się setki osób. Technikę sprzedaży polegającą na daniu (1) rabatu, (2) bonusów, (3) ograniczeniu czasu – jego promocja trwała „4 minuty”, prawie tyle co „kubek Knorra”, oraz (4) ograniczeniu dostępności – Andy opanował do perfekcji. Ciekaw jestem ilu spośród setek jego klientów dziś żałuje swojej spontanicznej decyzji…

Kim Kiyosaki miała o wiele więcej energii od swojego sławnego męża. I jej wystąpienie wyglądało na szczere. Zamiast skupiać się na perfekcyjności formy, skupiała się na treści. O Robercie już wspominałem. Szkoda, tylko że był ostatni, bo wiele osób myślała już o powrocie do domów, często w odległych krańcach Polski. I pewnie dlatego wyszli, choć może gdyby jego wystąpienie było bardziej porywające to by zostali dłużej by posłuchać m.in o jego przewidywaniach co do kolejnego poważnego krachu gospodarczego. Robert uruchomił też (podobno jego najnowsza inicjatywa debiutuje włąśnie w Polsce) Rich Dad GEO, nowy program szkoleniowy dla przedsiębiorców. Ale zamiast oddać głos facetowi, który ma ten program poprowadzić, to Robert mu przeszkadzał w prezentacji i nie dał dojść do słowa.  Szkoda, bo program wygląda na bardzo ambitny.

Okazało się więc, że dla mnie absolutną gwiazdą tych dwóch dni był Les Brown. Ten 3-krotny zwycięzca z rakiem prostaty, chłopak z biednej dzielnicy, który miał tępawą głowę w szkole wyrósł na mówcę, którego słuchają najważniejsze korporacje. Słucha się go jak nakręconego afroamerykańskiego kaznodzieję, ale w tym szybkim potoku słów znajdują się prawdziwe perły mądrości. Poza tym fantastycznie opowiada historie. Owacje na stojąco jak najbardziej mu się należały. Zwłaszcza, że jako jedyny nie próbował nam czegokolwiek dodatkowego sprzedać.

Jak podsumować NAC 2013? Jego hasłem przewodnim było, że jeśli chcesz „zmienić swoje życie”, to zrób to czy tamto. Wiele osób ze sceny mówiło o tym, że spotkanie z kimś tam lub wzięcie udziału w jakimś tam szkoleniu, lub pytanie zadane przez kogoś „zmieniło ich życie”. Może dlatego, że ja nie odczuwam potrzeby zmieniania swojego życia, nie jestem aż tak zachwycony tym szkoleniem jak inni uczestnicy zagabywani przeze mnie na przerwach.  Wręcz czułem, że mówcy traktują nas uczestników z góry, trochę jak nieudaczników, którym oni pomogą „zmienić życie”. A przecież w tej hali zebrało się wiele ambitnych osób, odnoszących sukcesy w swoich dziedzinach. Oczywiście zawsze można coś jeszcze poprawić i udoskonalić i dlatego najbardziej spodobały mi się słowa Kim Kiyosaki, która jako jedyna zamiast mówić o „zmianie życie” wspomniała o „life improvement”. To mnie bardziej interesuje. Tak czy inaczej, uczestnictwem w tych dwóch wydarzeniach zaspokoiłem swoją ciekawość i chyba raczej nie wybiorę się na kolejne tego typu wydarzenia. Największą dla mnie wartością tych dwóch dni była możliwość spotkania się z częścią z Was oraz nawiązania nowych, ciekawych kontaktów.

Tak czy inaczej, mam nadzieję, że części z uczestników uda się dzięki zasłyszanym podczas NAC 2013 poprawić jakość swojego życia.I tego nam wszystkim serdecznie życzę.

A jak Wam podobał się NAC 2013?

Bardzo, bardzo, bardzo chętnie usłyszałbym też opinie tych z Was, którzy mieli okazję uczestniczyć w szkoleniach sprzedawanych podczas „Umysłu Milionera” czy teraz podczas NAC 2013. Jestem ciekaw skuteczności tych szkoleń i mam głęboką nadzieję, że są bardziej merytoryczne i nie zawierają zbyt wiele treści sprzedaży kolejnych „akademii” i „uniwersytetów”… Czekam na Wasze opinie z dużą ciekawością.

Komentarze:

  1. Mateusz pisze:

    Mnie również szkolenie rozczarowało, byłem już na kliku takich i spodziewałem się czegoś nowego, sam Robert Kiyosaki nie porwał mnie swoim przemówieniem, a już na pewno nie zmotywował do działania.

  2. Maciek pisze:

    Świetna analiza „National Achievers Congress 2013”.

    Co do Kiyosaki’ego to „jarałem” się jego „Rich dad, poor dad”, jak miałem 18 lat i zero o biznesie w głowie.

    Ludzie wychodzili podczas jego wystąpienia. Czy to dziwne?
    – napisał 10 książek o tym samym;
    – wydymał swoich przyjaciół- jak to ich wielokroć mianował;
    – najprawdopodobniej nigdy nie było żadnego bogatego ojca, ani biednego;
    – najprawdopodobniej nigdy nie miał nic wspólnego z biznesem nieruchomości;
    – wyśmiewa się z klasy średniej (tzw. etatystów);

    Podziwiam go za to, że jest świetnym biznesmenem- BO JEST.

    Niczym KSIĄŻĘ Machiavelli’ego. Cel uświęca środki.
    Też bym wyszedł. Ciekawe, czy jego wspólnikom nie zrobiło się przykro jak ich wysiudał. Zero honoru, a jedyne komu pomógł to samemu sobie.

    Fakty są takie, że mógłby Tobie ręczniki podawać Sławku, jak byś ze sceny schodził.
    Tyle w temacie.

    • jacek pisze:

      Witam

      bardzo bym prosił Cię Maćku o konkrety i dowody do poniższych „zarzutów”:

      „- napisał 10 książek o tym samym;
      – wydymał swoich przyjaciół- jak to ich wielokroć mianował;
      – najprawdopodobniej nigdy nie było żadnego bogatego ojca, ani biednego;
      – najprawdopodobniej nigdy nie miał nic wspólnego z biznesem nieruchomości;
      – wyśmiewa się z klasy średniej (tzw. etatystów);”

      moim zdaniem Kiyosaki zaprezentował się dobrze, z tym, że nie ma takiej charyzmy na scenie jak np Les Brown, a postawione przez Ciebie hipotezy są dla mnie nowością i zaskoczeniem więc czekam na konkretniejsze informacje od Ciebie, z chęcią się dowiem czegoś nowego ;)

      pozdrawiam serdecznie

      • Maciek pisze:

        Drogi Jacku,

        temat zgłębiałem lata temu, nie zrozum mnie źle.
        Kiedyś uwielbiałem Kiyosakiego, lecz dziś mam w
        stosunku do niego raczej odczucia ambiwalentne.
        To co wymieniłem to fakty przeplatane
        prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością.

        Chętnie wytłumaczę co miałem na myśli, lecz chcę zauważyć, że łatwiej byłoby
        użyć opcji szukaj w google’ach…

        I. „napisał 10 książek o tym samym”

        Przeczytaj 10 knig tego złotoustego magika i to porównaj. NIE OPŁACA SIĘ.
        Ja przeczytałem 6 z nich, a o reszcie, zapoznałem się dość w wnikliwie z recenzjami na ich temat.
        Byłem na tyle naiwny, że o podobieństwie ubranym w inny garnitur zorientowałem się po 5 książce.
        Są bardziej wartościowe książki oparte na faktach i statystykach niż jego „science fiction”.
        Na przykład „Sekrety Amerykańskich Milionerów” lub „Zasady Bezpiecznego Biznesu”.

        II. „wydymał swoich przyjaciół- jak to ich wielokroć mianował”

        Po wielokroć wspominał w swoich wypowiedziach lub publikacjach jak ważne jest zaufanie do swoich wspólników. Proszę bardzo jak je ceni (na szybko wyszukałem cokolwiek o jego puczu):

        http://blog.lrem.net/2012/10/11/bogaty-ojciec-zbankrutowany-ojciec/

        III. „najprawdopodobniej nigdy nie było żadnego bogatego ojca, ani biednego.
        najprawdopodobniej nigdy nie miał nic wspólnego z biznesem nieruchomości”

        Kilka lat temu czytałem pewien świetny artykuł amerykańskiego dziennikarza śledczego. Dziś już tego nie mogłem znaleźć. Pewnie zniknęło z sieci w dziwnych okolicznościach.
        Chodziło o to, że facet zwiedził całe Hawaje i miejsca gdzie Pan Robert się wychował i nigdy nie znalazł informacji na temat jakiegoś bogatego ojca. Nawet Robert o tym milczy i nigdy nie odpowiedział na takie pytanie, czy to fikcja, czy fakty. Druga sprawa to nieruchomości. Ów Pan nigdy nie znalazł dowodów, aby Kiyosaki kiedykolwiek był właścicielem czegokolwiek większego.

        Chciałbym zobaczyć jak skończyli amerykańscy wyznawcy Kiyosakizmu po pęknięciu bańki spekulacyjnej na nieruchomościach. Zapewne było kolorowo.

        IV. „wyśmiewa się z klasy średniej (tzw. etatystów)”

        Serio? Naprawdę? Na youtube jest wiele filmików co sądzi o etatystach i klasie średniej oraz tych co płacą podatki. Nie będę tu wrzucał jego filmików, bo nie mam zamiaru tego chłamu promować.

        Reasumując Kiyosaki jest świetnym sprzedawcą swoich produktów i właściwie dzięki jego naukom popłynęło wielu „biznesmenów”, którzy zachłysnęli się totalną ekspansją cash flow, lecz wzleciało też wiele orłów. Biznes po prostu nie jest dla każdego.
        Potrafi zaszczepić w człowieku chęć i wiarę, lecz jeśli chcemy w 100% przenieść to
        na nasz rynek to niech nas Bóg błogosławi. Sam zajmuję się pośrednio optymalizacją podatkową i ochroną majątku (szczególnie swojego i rodziny). Szczerze to w naszych realiach, jego teorie to odyseja kosmiczna, bo po prostu PRAWO JEST INNE!
        Sam zacząłem inwestować w nieruchomości pośrednio przez Kiyosakiego. Można to porównać do wrzucenia kotka na środek oceanu.
        Lepiej zapatrzyć się w coś pod szyldem Muturi. Gdybym trafił na te książki 5-7 lat temu, dziś byłbym wielokrotnie bogatszy.

        Pozdrawiam

        • Sławek Muturi pisze:

          Maćku, dziękuję za tak miłą opinię nt „szyldu Muturi”. Nie chcę stawać się adwokatem Roberta Kiyosaki, ale jednak chciałbym zwrócić uwagę na kilka aspektów:
          1. sam piszę książki i o moich książkach też pojawiają się opinie, że to wszystko to samo. No bo rzeczywiście – druga jest rozwinięciem jednego z rozdziałów pierwszej. Trzecia zawiera moją historię, którą później rozwijam w czwartej. A na dodatek wcześniej – jak to wytknął mi ktoś dzisiaj – pisałem o wielu tych rzeczach wcześniej na blogu:-)
          2. sam piszesz, że zacząłeś inwestować w nieruchomości pod wpływem Kiyosaki, więc chyba zrobił on – obcy przecież człowiek – coś dla Ciebie pozytywnego:-)
          3. nie mam tak naprawdę pojęcia co zaszło między nim a jego wspólnikami, ale wiem, że w życiu zwykle wina leży gdzieś po środku. Czy Kiyosaki miał jakieś złe intencje od samego początku? Tego oczywiście nie wiem…
          4. ludzie, którzy robią coś pozytywnego przyciągają często złość zawistników. Pojawiają się ludzie, którzy lepiej wiedzą niż sami zainteresowani jakie są ich „rzeczywiste” intencje. W moich działaniach też czasami ktoś dostrzeże jakąś manipulację, o której nie miałem pojęcia:-) Spotkałem się z osobami, które twierdzą, że wszystko co robię sprowadza się do promocji moich książek czy do promocji Mzuri, bo to na tym dopiero planuję zarabiać:-)
          5. to że jakieś rozwiązania proponowane przez Kiyosakiego nie pasują do polskich realiów prawnych czy biznesowych, nie jest – uważam – jego winą:-) To raczej problem polskiego prawa:-) Zresztą Amerykanie są bardzo samocentryczni i pewnie gdy Kiyosaki rozpoczynał pisanie swoich książek, to może nawet nie wiedział, że jest taki kraj który nazywa się Polska i nie spodziewał się, że jego książki zostaną na polski kiedykolwiek przetłumaczone
          6. dziennikarze śledczy to osobny rozdział. Niektórzy są rzetelni, dążą do prawdy a niektórzy chyba chcą się ogrzać w blasku osoby, którą chcą podpalić. I sami te „prawdy i zdrady” tworzą by samemu zaistnieć

          Chcę podkreślić jednak, że dla mnie Kiyosaki to też nie jest jakiś pół-Bóg czy coś takiego. Jeśli bym go spotkał w sanatorium w Uzbekistanie i przekonywałby mnie bym sprzedał wszystkie swoje mieszkania, wziął kredyt i wskoczył w kupowanie szybów naftowych (ponoć, jak sami mówił ma ich 600, a jego żona ma 4000 – wg jej słów, lub nawet 5000 – wg słów Roberta- mieszkań i domów na wynajem) to bym tego nie zrobił.

          Największe zastrzeżenia mam do jego fetyszyzowania pozytywnego cashflow w pierwszym miesiącu po kupnie nieruchomości bez wkładu własnego. Znam w Polsce trochę osób, które poszły tą drogą i dobrze im życzę, ale obawiam się czy się boleśnie nie poślizgną na jakimś pierwszym czy drugim ostrzejszym zakręcie. Wczoraj czy przedwczoraj spotkałem chłopaka, który się pochwalił, że kupił niedawno mieszkanie bez wkładu własnego i bez zdolności kredytowej, ma pozytywny cashflow i planuje szybką ekspansję swojego portfela. Jakoś nie wierzę w magiczne maszynki do robienia pieniędzy… Wyznawcy Kiyosakizmu czy innych schematów typu „Get Rich Quick” mogą sobie nabić bolesnego guza.

  3. Szymon pisze:

    Witaj Sławku,
    Dzięki za super relację! Ze zdecydowaną większością stwierdzeń się zgadzam i moja małżonka również. Wypatrywaliśmy Cię na sali, ale niestety nie udało się spotkać w tłumie uczestników :( My się bardzo cieszymy, że pojechaliśmy, bo niektóre wystąpienia dały nam dużo do myślenia. Kilka moich przemyśleń:
    1. Rzeczywiście troszkę brakowało jakiejś spójnej linii tematycznej – tematy wystąpień rozciągały się od wystąpień publicznych, przez forex, marketing internetowy, wolność finansową aż po szeroko rozumiany rozwój osobisty.
    2. Program – po doświadczeniach z Umysłu Milionera nie nastawiałem się na istnienie jakiegoś określonego harmonogramu wystąpień i się okazało, że nie zostałem wyprowadzony z błędu. Dużym plusem były za to przerwy po każdym wystąpieniu – można było chwilę odsapnąć. Harv Eker pod tym względem był dużo bardziej wymagający od uczestników.
    3. Rzeczywiście było bardzo dużo agresywnego marketingu i sprzedaży, ale z drugiej strony – skoro ludzie z tego korzystali, to chyba uznawali, że tego potrzebują. Prawdopodobnie ciężko w półtorej godziny zaprezentować całą swoją wiedzę i stąd promocja droższych i dłuższych szkoleń. Po Umyśle Milionera myślałem, że trochę się uodporniłem, ale jednak widok setek osób biegnących się zapisać na szkolenia pod wpływem czyjegoś wystąpienia nadal mnie zadziwiał.
    4. Jakość wystąpień – według mnie prezenterzy ogólnie prezentowali wysoki poziom, natomiast nie wszystkie wystąpienia do mnie trafiły. Np. niezbyt dobrze odebrałem Andy’ego Harringtona i Mateusza Grzesiaka. Pierwszy miał rzeczywiście wystąpienie dość nieszczere, jakby nastawione wyłącznie na sprzedaż, a nie na przekazanie uczestnikom czegokolwiek wartościowego. Natomiast u drugiego nie do końca podobała mi się forma, chociaż treść tego, co mówił była już znacznie lepsza. Podobał mi się koncept zbudowania planu na siebie w różnych dziedzinach życia (związków, biznesu, zdrowia, finansów) – zdecydowanie warte zastosowania.
    5. Dla mnie numerem jeden było wystąpienie Pawła Jana Mroza – super energetyzujące i motywujące do działania, ale też do przemyślenia tego, co się robi w życiu czy w pracy i czy jest to nasza pasja. Jeśli tak, to super, ale jeśli nie – Paweł potrafił zaszczepić koncepcję rozważenia zmian w tym zakresie i zmusić do przemyślenia wielu kwestii.
    Bardzo podobało mi się też wystąpienie Lesa Browna – nieodmiennie budziło skojarzenia z Martinem Lutherem Kingiem, który w podobny sposób potrafił porwać tłumy, budując napięcie w ludziach i powodując gęsią skórkę :) Sama jego historia jest również niezwykle ciekawa i pokazująca ile można osiągnąć przy odpowiedniej determinacji i pragnieniu odniesienia sukcesu (you got to be huuuungry!)
    Wystąpienie Marcusa o forexie wzbudziło we mnie mieszane uczucia. Jestem na tym rynku od czterech lat i dopiero od niedawna przestałem być dawcą kapitału. Podobną historię ma większość traderów z którymi się regularnie spotykam na rozmaitych szkoleniach z tego zakresu. Wmawianie ludziom, że mogą zarobić kilkanaście tysięcy miesięcznie poświęcając 15 minut dziennie jest według mnie przynajmniej grubą przesadą jeśli nie manipulacją. Również pokazany przykład transakcji na żywo nie spełniał standardów samego Marcusa, który mówił o tym, żeby nigdy nie ryzykować więcej niż 1% kapitału w transakcji, tymczasem w ciągu niecałej godziny zrobił wynik 27% (2700 USD na kapitale 10000), co nie jest możliwe bez wystawiania się na duże ryzyko. A sam charakter tego rynku i statystyka bezlitośnie niszczą graczy, którzy ryzykują więcej niż 1-2%. Potem kilka osób podchodziło do mnie z pytaniami o forex, więc starałem się przedstawić jak to wygląda w rzeczywistości. A niestety ok. 85-90% graczy traci, często cały kapitał w krótkim okresie (poniżej roku, a nawet w kilka miesięcy). Oczywiście da się zarabiać, a nawet utrzymywać tylko z tradingu, ale wymaga to ogromnej ilości pracy (pewnie przysłowiowych 10000h).
    6. Robert i Kim – wystąpienie Kim bardziej mi się podobało, było konkretniejsze i bardziej hmmm szczere? Natomiast Robert niczym mnie nie zaskoczył, mówiąc w zasadzie wszystko to samo, co w swoich książkach (przeczytałem ich przynajmniej z 5, jeśli nie więcej). W porównaniu do innych nie było też specjalnie energetyzujące czy zmuszające do zastanowienia się nad swoim postępowaniem. Twój, Sławku, sposób promowania idei wolności finansowej trafił do mnie znacznie lepiej – może jednak powinieneś być na następnym Kongresie, ale jako prezenter? :)
    7. Dostaliśmy też wspólnie z Asią interesującą lekcję – dwa razy było prowadzone losowanie srebrnych monet spośród ludzi, którzy przyszli o czasie i wrzucili kupony do pudełka. W drugim dniu gdy już wygodnie się usadziliśmy usłyszałem jak ktoś za nami rozmawiał o tych kuponach i że rozdają je przy wejściu (gdy my wchodziliśmy jeszcze ich nie było). Poszedłem więc po kupon dla nas dwojga, ale dostałem tylko jeden i informację, że trzeba przyjść osobiście, więc Asia po mojej namowie też poszła. I ku naszemu zaskoczeniu nas wylosowali :O, pomimo, że szanse były mniej więcej jak 1:2000. Wcześniej wyciągnięto kilka innych biletów, ale nikt się nie zgłosił. Różni prowadzący kilka razy podkreślali, że 80% sukcesu, to samo uczestnictwo i chyba rzeczywiście tak jest. A hala z 4000 ludzi ze sceny wyglądała naprawdę niesamowicie!

    Podsumowując, pomimo drobnych niedociągnięć, zdecydowanie warto było uczestniczyć i poświęcić czas i pieniądze.

  4. Rafał Łucki pisze:

    Swój udział w kongresie zakończyłem w niedzielę ok. 13-tej. Sławku, świetna recenzja kongresu. Myślałem, że tylko ja odniosłem takie wrażenia. Byłem zdruzgotany poziomem organizacyjnym eventu i zawartością merytoryczną przemówień. Jedynie od Pawła Danielewskiego i Piotra Majewskiego można było się czegoś nauczyć, ale przeszkadzali sobie wzajemnie. Nie od dziś wiadomo, że publiczna sprzedaż szkoleń jest najbardziej skuteczna, ale tym razem przesadzili. Niektórzy przez prawie całe swoje wystąpienie koncentrowali się wyłącznie na sprzedaży swojego produktu. Totalny brak etyki, to było żałosne i smutne. Można im jedynie współczuć. Wróciłem trochę przybity całym tym wydarzeniem. Wnioski: mój rozwój osobisty i droga do finansowej wolności musi zmienić nieco kierunek. Ale jak widać, nie tylko ja poczułem się oszukany.
    Serdecznie pozdrawiam i do zobaczenia w sobotę na seminarium.

  5. Michał pisze:

    Sławku,

    Dzięki za recenzję NAC. Uczestniczyłem w tej imprezie i w zasadzie w całości mógłbym podpisać się pod Twoją recenzją. Wyszedłem z NAC w niedzielę około 13 (nie mogłem zostać dłużej) i czułem….niesmak.

    Długo by opowiadać o tym co było „nie tak”; skupię się na paru rzeczach:

    – brak programu imprezy. Organizatorzy tłumaczyli to tym, że program jest bogaty, pełen niespodzianek dla uczestników i chcą nas tymi „niespodziankami” zaskakiwać. O jakie „niespodzianki” chodziło – nie mam pojęcia…Brak programu jest brakiem szacunku dla uczestnika, który ma prawo wybrać co chce oglądać, a czego nie chce. Kiedy wyjść na kawę i pogwarzyć, a kiedy zostać. Może i jest to sposób na utrzymanie ludzi na sali, ale ordynarny…

    – miałem trochę wrażenie, jak gdyby zagraniczni mówcy czuli, że przyjechali do kraju, który właśnie wyzwolił się z kolonialnej przeszłości i zaczyna budować kapitalizm. A więc trzeba ludzi od zera edukować – bo oni w zasadzie nic nie wiedzą. Wystarczy więc sprzedać im parę oczywistych haseł i naród klęknie i padnie z wrażenia. Strasznie drażniło mnie, gdy MC (prowadzący) nieustannie powtarzał, że kolejne wystąpienie „will take me to another level”. Jakoś chyba nie zadziałało, bo mam poczucie że jestem na dokładnie tym samym poziomie co o godz. 9 rano w sobotę :-)

  6. Krzychu pisze:

    Witam.
    Wiem, ze nie w temacie za co z gory przepraszam, ale mam pytanko odnosnie spotkania w Bydgoszczy lub Toruniu czy wiadomo juz gdzie sie odbedzie ? Chcialbym wziac udzial w spotkaniu lecz nie znalazlem szczegolow :)

    • Sławek Muturi pisze:

      Krzychu, sorry, niestety muszę odwołać spotkanie w Bydgoszczy/Toruniu. Do tej pory nie miałem kontaktu od lidera, więc musimy przełożyć spotkanie na inny termin. Ewentualnie zapraszam do Łodzi na IV Kongres Mieszkaniczników.

  7. Ela pisze:

    Bardzo ciekawe sa Wasze komentarze. Zdecydowałam, że na NAC nie pójdę, a czytając Wasze wpisy czuję się jak bym tam była i wszystko na oczy widziała. Dokładnie tak to sobie wyobrażałam, ale z małymi różnicami.
    Dlaczego tak piszę? Bo 2 lata temu byłam na NACu w Londynie. Znałam schemat tego eventu i wiedziałam czego sie spodziewać. Zdumiała mnie jedynie ilośc ludzi jakiej zdołano to sprzedać. Na webinarze tuż przed zamknieciem sprzedaży Łukasz Milewski mówił o 3500, więc te 4000 były pewnie w zaokragleniu w górę, tym bardziej, że w ostatnich dniach sprzedaży nie sprzedawali tych tańszych biletów, tylko dużo droższe za chyba 800 zł. Tak jak by nie mozna było w takiej hali dostawic więcej krzeseł. To tak jak w samolocie z busines klasą. Zasłonke ustanawia sie na linni sprzedaży.
    A jak było w Londynie? Też nie było programu i to budziło zdziwienie. Tam jednak event odbywał się w Excel, w miejscu gdzie niewiele dzieje sie dookoła, więc nie ma zbyt wielu alternatyw spędzania czasu.
    Event trwał 3 dni i był firmowany przez Toniego Robbinsa, Richarda Bransona i Alana Sugara. Dla tych dwóch pierwszych własnie pojechałam do Londynu i sie nie zawiodłam. Zawsze marzyłam o tym, żeby zobaczyć Robbinsa na żywo na scenie. Był na niej 3 godziny. A ja byłam po prostu wniebowięta. Jego poziom energii wyjątkowo mi pasuje, co wiecej od niego właśnie na początku lat 90-tych rozpoczęła się moja przygoda z rozwojem osobistym. Tak na marginesie, słychac , że Robbins ma przyjechac ze swoim szkoleniem do Polski w przyszłym roku. Tanio na pewno nie będzie, ale jak ktoś nie był, to powinien o tym pomyśleć. Ja z pewnością będę jedną z pierwszych osób, które się na to zapiszą. Po prosstu na to czekam.
    Poza Robbinsem w Londynie był Richard Branson. Trzeba było widzieć jego wejście na scenę!. Jak dla mnie niezwykle fascynujący człowiek!. Alan Sugar znany w UK tez ciekawy przedsiębiorca, który odniósł wielki sukces w biznesie. W sumie tych trzech dostarczyó duzo energii i inspiracji.
    Poza nimi każdy miał 1,5 godz. prezentację na temat swoich dokonan + sprzedaż swoich produktów. Na scenie byli m.in. David Allen, Andy Harrington, Chet Holmes, Marcus de Maria, Blair Singer, Harv Eker, no i swego rodzaju odkrycie – Joseph McClendon III ( 200% energii – wychowanek Robbinsa). Reszty już nie pamietam. Sporo było o zarabianiu w internecie i na nieruchomościach.
    W sumie byłam zadowolona. Ale kiedy zobaczyłam skład na NAC w warszawie, to byłam zawiedziona. Kiyosakich juz widziałam w Warszawie w 2007 roku, kiedy Kim promowała swoją pierwszą i jedyną książkę. Jedyną zagadkę stanowił dla mnie Les Brown. Słychac, że podobał sie najbardziej.

    • Sławek Muturi pisze:

      Elu, dzięki za swoje spostrzeżenia z NAC Londyn. Zapraszam też te osoby, które były na warszawskim NAC i którym to wydarzenie się podobało. Nie chciałbym by moje rozczarowanie było „obowiązującą” na łamach fridomii wykładnią:-)

  8. Longin pisze:

    Przeczytałem uważnie wszystkie komentarze na temat NAC i osobiście jestem nawet trochę zdziwiony tą ostrożną krytyką w komentarzach. Na wydarzeniu takim jak NAC byłem po raz pierwszy i stopień jej komercjalizacji mnie totalnie zaskoczył. Postaram się wypunktować moje spostrzeżenia:
    1. Toalety – DRAMAT – jak można katować ludzi w kilkudziesięcio osobowych kolejkach aby poprostu się wysikać, a ich czystość malała wprost proporcjonalnie
    2. Catering – DRAMAT – jak można wydać lunch dla 4 tys. ludzi przy pomocy ok. 20 ludzi w 40 minut, o jakości tego co było za 23 złote już nie wspomnę…………
    3. Brak programu – jak wspominaliście wcześniej, lekceważenie uczestników – no ale cóż sprzedawcy-mówcy musieli zarobić
    4. KOMERCHA do kwadratu, joł, haj fajf, jes or jes, jesteś sprzeeeeeeedawcąąąąąąą!, no takiego badziewia jeszcze moje oczy i uszy nie widziały
    5. Sprzedaż genialnych i unikalnych szkoleń, no to mnie rozłożyło na łopatki. Jak zobaczyłem setki ludzi walczących wręcz o miejsce w kolejce do kupna unikalnego szkolenia za kilka tysięcy to przecierałem oczy ze zdumienia. Niestety ale przypominało mi to ni mniej ni więcej pewne „szkolenio-prezentację” na którą zostałem zaproszony kilka lat temu przez znajomego mocno zaangażowanego w ten biznes. Szkolenie dotyczące produktów zielarsko-herbacianych, ci którzy byli wiedzą o czym piszę :) DOKŁADNIE TO SAMO!!!- tylko skala większa. No cóż kunsztu takiemu Andye-mu trudno jednak odmówić, ja usmiechałem sie z politowaniem patrząc na kupujących i po kongresie pozostał mi tylko ten uśmiech, a Andy za 90 minut roboty na scenie zgarnął jakieś 3-4 mln złotych –

    • Zniesmaczony pisze:

      Longin, zgadzam się w pełni z Twoją opinią. Bilet 800zł za możliwość uczestniczenia a audiotele na żywo? Emeryci przynajmniej prezentacje kołder mają za darmo. Może tam powinienem się wybrać.
      Dla mnie największym rozczarowaniem był Les Brown. Kolejny opowiadacz życiorysu. Ile można słuchać. I te okrzyki „bądź głodny” wznoszone w przypadkowych momentach. Myślałem że to rzeczywiście porywający mówca. Był nudny.
      Ubawił mnie gość mówiący o forexie. Stop loss ustawiany na 1%? Kwadrans dziennie by zarabiać? Komu taki kit wciska? Chyba tylko takim co nigdy nie otworzyli rachunku maklerskiego. Według raportu KNF tylko 18% uczestników forex zapłaciło podatek dochodowy. Czyli reszta traci!!!. Wszystko wyjaśniło się na końcu. Chodziło o sprzedaż cudownego programu do zarabiania. Czemu sam nie zarabia milionów?
      Organizacja też była do d… Toalety, rzeczywiście brudniejsze niż na Centralnym. Ciastko które w moim sklepie kosztuje 1,60zł tutaj kosztowało 8 zł. Tak się robi biznes! Oczekiwali punktualności a sami jej nie zachowywali. Bałagan w zajmowaniu krzeseł. Ludzie z dalszych rzędów (tańsze bilety) siadali na droższych miejscach bo nikt tego nie pilnował. Opaski niby były ale łatwo było je ukryć w rękawie i wielu to wykorzystywało. Potem awantury bo brakowało miejsc dla tych co zapłacili droższe bilety.
      Zapamiętałem jeszcze wystąpienie Mateusza Grzesiaka. Zaczął manierycznie. Potem był seans jak z Kaszpirowskiego. Pewnie co niektórzy przysnęli i widzieli niebieskie kwiaty i kolce. Ja widziałem tylko że ktoś mną znów manipuluje.
      Zastanawiałem się, co ci ludzie takiego wielkiego osiągnęli w życiu że mają być wzorcami. Na czym zrobili biznes? I już wiem. Zrobili kasę na takich frajerach jak my. Kiyosaki nie doczekałem. Miałem dość. Nigdy więcej.

  9. Longin pisze:

    cd.
    6. Trochę kiepska jakość tłumaczenia, jeśli tłumaczył tłumacz symultaniczny to akurat rozumiem bo tłumaczył na tzw. „żywca”, ale jeśli tekst wystapień był znany wcześniej to wspomnian jakość tłumaczenia pozostawia wiele do życzenia, zresztą po wystapieniu Richarda z początku można było już zdjąć słuchawki bo reszta wystapień była zrozumiała dla ludzi operujących w miare biegle j.angielskim
    7. Największym plusem organizacyjnym było dla mnie przygotowanie parkingu dla uczestników (i piszę to bez sarkazmu)
    8. Reasumując, Kongres opuściłem w sobotę około 17-tej i niedzielę sobie odpuściłem, choć nie powiem byłem bardzo ciekawy co może sprzedać mocarny Robert, skoro taki Marcus czy Andy są w stanie wydrenować portfel uczestników na ładnych parę baniek. Wydarzenie takie jak NAC trzeba potraktować jako spotkanie handlowe w czystym celu komercyjnym, gdzie przekazana wiedza jest sczątkowa i służy tylko jednemu celowi – SPRZEDAŻY. Na co dzień jestem sprzedawcą produktów finansowych i to od dziewięciu lat. W weekend z NAC chciałem „polepszyć swój warsztat, wejść na wyższy poziom” etc. Wyszedłem zniesmaczony i świadomy totalnie straconego czasu i pieniędzy. Sprzedaż jest wszędzie taka sama, nieważne czy sprzedajesz precla czy polisę. Ci wszyscy wielcy mówcy wzięli udział w kongresie tylko po to aby sprzedać swoje produkty – I TYLKO PO TO. Nie ma sensu gaworzyć o etyce, bo jak wyszedłbym z takiego kongresu mając 5 mln wiecej na koncie to etyka wylądowałaby za kołem podbiegunowym. NIGDY WIĘCEJ TAKICH WYDARZEŃ – STANOWCZO I ZDECYDOWANIE ODRADZAM uczestnictwa w tego typu wydarzeniach

    • Sławek Muturi pisze:

      Longin, dzięki za Twoją opinię. Trochę biorąc w obronę NAC, dodam, że w mojej i nie tylko mojej opinii, niedziela (którą sobie odpuściłeś) była zdecydowanie lepsza od soboty.
      A Kiyosaki nie sprzedawał tak agresywnie i wg tego samego schematu co inni (Andy, Marcus, etc) Właściwie to tylko o nim opowiedział pokrótce i to bez intensywnego używania technik NLP. Dodatkowo jego nowe szkolenie było przy tym chyba najtańszym ze wszystkich, bo „tylko” PLN 1500:-)

  10. Artur Banach pisze:

    Ja rowniez mialem mozliwosc uczestniczenia w National Achievers Congress 2013 w ostatni weekend. Moim zdaniem naleza sie podziekowania dla organizatorow jak i wszytskich uczestnikow, ktorzy poswiecili 2 dni z ich zycia, aby tam byc. Uwazam, ze to wielke osiagniecie, ze tyle wspanialych osob zarowno wsrod prowadzacyh jak I publicznosci, moglo sie spotkac pod jednym dachem.

    Nie zaluje wydanych 420 zl na bilet. Uwazam, ze wartosc spotkania byla wyzsza, niz powyzsza cena, dlatego moim zdaniem bylo warto. Nalezy wziac tutaj pod uwage, ze trudno jest zaspokoic oczekiwania wszytskich 4000 uczestnikow. Oczywistym jest, ze jest to wlasciwie niemozliwe. Dlatego orgaizatorzy musza dopasowac sie oczekiwan wiekszosci.

    Rowniez bylem rozczarowany poziomem niektorych wystapien, w szczegolnosci Andy Harringtona, ktory wedlug mnie 80% swojego czasu na scenie poswiecil na reklamowanie swoich kolejnych szkolen. To wedlug mnie byla przesada. Pozytywnie za to oceniam wystapienia polskich prelengentow, korzy stosowali sie do zasady: 95% czasu na tresci, 5 % czasu na sprzedaz.

    Wystapienie Roberta rowniez rowniez pozostawilo u mnie niedosyt. Moglo to wynikac z jego niedyspozycji, co bylo widoczne. Wierze, ze byla ona tylko chwilowa. Jego zona Kim wypadla lepiej, choc tez nalezy tu zwrocic uwage na to, ze mowili o podstawach I skupiali sie na luznych tematach. Nie zakladalem, ze dowiem sie czegos nowego, czego nie ma w jego ksiazkach, wiec w tym kontekscie sie nie rozczarowalem sie. Aczkolwiek trzeba przyznac, ze inni mowcy byli czesto lepiej przygotowani do wystapienia.

    Odnioslem wrazenie, ze Robert Kiyosaki juz tak naprawde „nie musi” wystepowac, i raczej wystepuja dlatego, ze go o to inni prosza. Nie podobalo mi sie jego nonszalanckie zachowanie na poczatku wystapienia, kiedy to trzymal rece w kieszeni. Moze to wynikac z innej kultury, amerykanskiej, w ktorej On zyje. Ale to nie wygladalo ladnie.

    Zgadzam sie z tym, ze nalezy oddac to co cesarskie, Cesarzowi. Zapewne wielu z czytelnikow bloga zostalo uswiadomionych w jakis sposob za pomoca Jego ksiazek. Swoja droga, jestem ciekawy, czy istnialaby Fridomia.pl, gdyby nie bylo ksiazki Kiyosakiego?

    I jeszcze jedno, co do przewidywano krachu , chyba nie gospodarczego, ale monetarnego. Juz wczesniej slyszalem kilka jego wypowiedzi na ten temat. I musze powiedziec, ze zgadzam sie z tym, jak to on przedstawia dzisiaj funkcjanujacy system monetarny. Jego obawy, ze to sie zalamie, maja duze prawdopodobienstwo realizacji. Dzis natknalem sie na film, jednego z jego doradcow, pokazujacy, jak to wszytko dzis funkcjonuje. Polecam! http://hiddensecretsofmoney.com/videos/episode-4

    • Sławek Muturi pisze:

      Artur, zgadzam się z tym, że należy oddać cesarzowi co cesarskie. I dlatego też nie potępiam całej konferencji w czambuł.
      A jeśli chodzi o genezę fridomii, to rzeczywiście trudno mi teraz precyzyjnie odtworzyć co mnie skłoniło do jej stworzenia. Ale nie widzę w tym dużego wpływu Kiyosakiego. Oprócz „Bogatego Ojca”, którego przeczytałem już po osiągnięciu swojej wolności finansowej, pozostałe jego książki przeczytałem gdy już blog powstał. Z drugiej strony, na pewno nie wpadłbym na pomysł prowadzenia bloga, gdybym na jednej z konferencji nieruchomościowej w San Francisco nie usłyszał nt. blogowania. Wtedy nie wiedziałem nawet co to takiego „blog”. Mimo, że część osób „zarzuca” mi że chcę zostać polskim Kiyosaki, to naprawdę tak nie jest.
      Primo, Kiyosaki nie jest dla mnie jakimś wzorcem do naśladowania. (2) nawet nie wiem czy prowadzi jakiegoś bloga, (3) chyba jedyne co mam z nim wspólnego to to, że też piszę książki, (4) bo już nawet wolność finansową definiujemy inaczej. Dla Roberta jest ona chyba równoznaczna z „bogactwem”, (5) mnie jakoś nie kręci posiadanie dwóch Ferrari i czego tam jeszcze:-)

      To co mi się nie podobało w konferencji NAC najbardziej, to motyw wiodący „to czy tamto will change your life!” Założenie, które stoi za takim stwierdzeniem jest takie, że życia uczestników są do niczego i każdy o niczym nie marzy tylko o tym by „zmienić swoje życie”. A po drugie, z mojego doświadczenia wynika, że moje życie po osiągnięciu wolności finansowej niewiele się zmieniło. Nadal jestem zajęty (bo tak chcę), nadal się rozwijam (bo tak chcę), nadal stawiam sobie jakieś cele (bo tak chcę) i sam się przed sobą z nich rozliczam (bo tak chcę).
      Zmieniło się tylko to, że nie pracuję dla kogoś (ale nawet pracując w korporacji czułem, że pracuję – mimo wszystko – dla siebie), nie mam obowiązków i zobowiązań wobec innych (to jest przyjemne) i mam mniej stresu (choć i pracując w korporacji starałem się nie przejmować pierdołami i się nadmiernie nie stresować:-))) Podsumowując, życie mi się nie zmieniło.

      Dlatego fraza „it will change your life” powtarzana wielokrotnie zaczęła brzmieć w moich uszach jak pusty slogan:-)

    • Tomtor pisze:

      Co do bezbrzeznej wiary, ze fiat money to wszelkie zlo a tylko waluta denominowa w zlocie ma sens, to nie bym tak bardzo tego pewien, Polecam Lords of Finance napisana przez Ahamada, gdzie w bardzo zrownowazony sposob opisuje kryzys lat 20-30 i mechanizmy ktore do niego doprowadzily i poglebily. a wtedy pieniadz byl denominowany wzlocie. Milego czytania!

  11. Simon pisze:

    Witam. Byłem na NAC. Moim zdaniem było w miarę pozytywnie, gdyż był to mój pierwszy tak duży kongres. Dowiedziałem się kilku ciekawych rzeczy. Delikatnie mówiąc denerwowało mnie, że 1/3 kongresu to była sprzedaż szkoleń. Być może na jedno lub dwa bym się skusił, ale nie w najbliższym czasie. Zgodzę się z Pana opinią na temat Andiego, gdyż moim zdaniem cały jego występ był sprzedażą. Bardzo mi się natomiast podobał występ Mariusza Szuby, który na koniec nic sprzedawał! Z występu Pana Kyiosakiego musiałem wyjść dużo wcześniej gdyż miałem ostatnie połączenie tego dnia do Olsztyn.

  12. tommy pisze:

    Byłem w zeszłym roku na NAC w Londynie – i było b. podobnie. Najlepszy tam był Robbins – 3/4 dnia – rewelacja.

    W W-wie jestem pod wrażeniem polskich trenerów – ich wystąpienia były pełne treści merytorycznej (o dużo bardziej niż tych z zachodu). Moim „debeściakiem” jest Mateusz Grzesiak – moim zdaniem przekazał b. dużo treści, a forma teatralna – mi akurat bardzo się podobała

    Natomiast największy minus dla Andiego Harringtona – moim zdaniem to ewidentna psychomanipulacja (np. „to oferta dla Ciebie i tylko Ciebie” – a później 300 innych osób też może to kupić). W Londynie w zeszłym roku zrobił dokładnie ten sam numer, byłem prawie przekonany, że w Polsce to nie przejdzie – ale…. przeszło…szok!!!

    Generalnie cieszę się, że poszedłem i cieszę się, że tak dobrze Polacy wypadli…

  13. Ex-Pracoholik pisze:

    Byłem na NAC przez cały weekend i zachwycony nie jestem. Większość wystąpień to promocje szkoleń starannie lub mniej przygotowane. Za reklamy nie powinno się płacić! Polscy speakerzy wypadli średnio, ale i tak lepiej od zagranicznych. Szuba i Mróz pokazali się z dobrej strony nawet jeśli Mróz na sam koniec poczuł się zbyt pewnie i zaczął wyśmiewać poprzedniego speakera Sienkiewicza, którego przedstawienie było żenujące. „Sprzeeedawcąąą!!!”, litości. Upocony, spięty, przedstawiający podstawy handlu, które zawierają się na pierwszych pięciu stronach większości książek o tej tematyce… Powracając do Mroza, on wprowadził dobrą energię, jednak i tak to prowadziło do zakupu szkolenia. Zresztą, drogich szkoleń. Biedni Ci wszyscy ludzie, którzy dali się namówić na szkolenia po 8000-34000 zł od tych wszystkich „coach’ów”, polskich czy zagranicznych. Andy i Singer wypadli słabo. Czuć od nich profesjonalizm w tym co robią (wystąpienie), ale jest to sztuczne, widać po nich, że skrywają jakąś tajemnicą. Jaką ? A no taką tajemnicę, że te wszystkie przez nich podawane kwoty są wyssane z palca. Jeśli ktoś w to wierzy to jego sprawa, ale ja bym do tego nie przywiązywał szczególnej uwagi lub podejmował decyzji, bo ktoś się chwali milionami… Sami wiedzą, że sprzedają drogą ściemę, ale ich język ciała nie potrafi tego ukryć. Polak u Andy’ego pojawiający się na scenie dla referencji, mówiący o zarobionych w swojej firmie 10mln euro w tydzień po szkoleniu i przy tym spuszczając głowę oraz odwracając się od widowni nie zasmucił mnie, lecz przeraził w czym ja uczestniczę… w spektaklu aktorów. Siedziałem blisko sceny, mogłem obserwować ich zachowanie. Marcus od forexa to w mojej opinii krętacz. Praca z wykresami na świecach i wróżenie czy pójdzie kurs w dół czy nie, było równie profesjonalne co rzut monetą, prawdopodobieństwo 50:50, też tak potrafię. Człowiek ten nawet nie wiedział jaki jest kurs polskiej złotówki do dolara, zero przygotowania przez podobno mistrza forexa! Zero informacji o narzucanej przez instytucje popularnej dźwigni 1:100 czy grożących stratach całego kapitału. Majewski i Danielewski wypadli średnio. Spięci, szczególnie Danielewski, który stał cały czas pod ścianą i monotonnie wypowiadał swoje kwestie. Walczyłem, aby nie zasnąć, choć kilka razy odpływałem. Koszt szkoleń powala, Ci Panowie nie posiadają wiedzy aż na tyle wartej. Sami muszą się jeszcze wieeeele nauczyć. Szczególnie jak sprzedać, bo „po tym co tam zobaczyłem mógłbym z nimi ubić co najwyżej muchę w kiblu”. Nie wiem co było wartościowego w wystąpieniu tej dwójki o czym wspominają inni. Większość tej wiedzy pochodzi z początków polskiego internetu, z początków Majewskiego, powtarzanych bez zmian po dziś dzień. Szuba był w porządku, niczego nachalnie nie chciał nam sprzedać, rozbujał towarzystwo, rozśmieszył, a raczej podekscytował żeńską publiczność. Dobry w tym jest. Choć również i mnie irytowały przekleństwa i chamskie zachowania. Czy to jest przykład coachingu ? Osobiście nikomu z tych ludzi bym nie zaufał, aby przedstawić z czym mam problem. Nie wzbudzili u mnie jakiegokolwiek zaufania. Występ Mateusza Grzesiaka uważam za pomyłkę. Przekaz był następujący „odrodź się na nowo”, ale sposób w jaki tego chciał dokonać był niewłaściwy. Głos, sposób zachowania, nie dla mnie. Jego zalecenia o budowaniu własnej marki, które bardziej pasowały do szkoleń z podrywu. Czemu obraża kobiety na wysokim obcasie, kiedy jego współpracownica wchodzi na scenę w takich butach? Teraz Kim i Robert Kiyosaki… OGROMNE ROZCZAROWANIE!!! OGROOOMNE!!! Na co mi opowieść o tym jak się poznali? Na co mi głupi żart o piwie i makijażu wycięty z wykopu? Kim podaje 4000 domów jako ich portfolio, a Robert za godzinę podaje 5000 domów… Hej, come on!!! 10-100-300 domów plus minus rozumiem, ale 1000 domów jako pomyłkę wprowadza ogromną wątpliwość w ich wizerunku. To jest 25% różnica! Równie dobrze mogą mieć 100 domów, bo przez przypadek dodali jedno zero. Po czymś takim przestałem im ufać w jakimkolwiek stopniu. Co do samego Roberta… rąk przy publiczności nie trzyma się w kieszeniach. Już nie chodzi o to, że o tym mówił Andy, ale tego wymaga kultura. Obojętnie czy nasza czy amerykańska. Styl zachowania był daleki od ideału. Może to była zagrywka jaki jest bogaty i może sobie na to pozwolić, nie kupiłem tego. Bez względu czy on tym milionerem jest czy nie, a jeśli jest to wielokrotnie mniejszym niż się przedstawia. Zarabia na sprzedaży książek, grze i wystąpieniach. Wszystko o czym mówił było w książce. W wywiadzie przed kongresem zapewniał, że opowie jak zabezpieczyć się przed nadchodzącym kryzysem. Zaś na wystąpieniu mówił o naszych sąsiadach, historii kraju, jak to naziści doprowadzili do inflacji i utraty wartości pieniądza, ale zamiast powiedzieć jak się przed tym uchronić przeszedł od razu do swoich wykresów jak inwestować w nieruchomości. Zaraz, zaraz, jak mam kupować nieruchomości czy je wynajmować skoro wartość pieniądza ma drastycznie spaść… ludzie nie mają pieniędzy na czynsz, a ja wciąż muszę płacić bankowi raty, bo ten od razu aktualizuje wartość raty na dany dzień. Czy to jest to rozwiązanie? Jasne, nikt nie przewidzi przyszłości, lecz oczekiwałem czegoś bardziej konkretnego związanego na przykładach z rynku. Reszty już nie słuchałem, bo poczułem się jak widz programu STREFA 11 na tvn, „już po przerwie powiemy jakie mamy dowody na istnienie UFO”, a po przerwie informacja jak szukali UFO i pokazują wypowiedź grubasa co to UFO niby widział… Z występu Kiyosakiego wyszedłem jak rozpoczęli pracę na slajdach, czułem się oszukany i zrobiony w bambuko, mój czas był cenniejszy niż wartość ich poświęcanego mi czasu. Po powrocie do domu poczytałem o Kiyosakim i jego aktywach oraz sceptycznych opiniach o nim samym. Prawda jest taka, że nikt nie udowodnił istnienie tego bogatego ojca, sam Robert wielokrotnie zmieniał zdanie czy on istniał na prawdę czy to tylko fikcja literacka. Robert i Kim nie chcą udostępnić portfolio swoich nieruchomości na dowód swojego majątku, czyli pewnie nic nie mają, albo kilka domów co najwyżej jako zabezpieczenie zarobionego majątku na książkach. Bajka o Wietnamie też jest wyssana z palca, wojsko złapało go na dezercji. Przed publikacją książki Rich Dad Poor Dad w 1997r. nie ma dowodów na jakiekolwiek interesy Kiyosakiego, na budowę jego majątku w sposób o którym tak pisze. Wiele działań które zaleca „inwestorom” jest nielegalna, nawet niezgodna z prawem amerykańskim. Inside trading, fikcyjny wspólnik który ma obejrzeć dom przed zapłatą (kot) itp. itd. Nie wspomina też o członkostwie w latach ’80 w sieci AMWAY w której to zaczął sprzedaż pierwszego wydania swoich książek, a przecież jak mówił w niedzielę, miał je sprzedawać wpierw do księgarni po reklamie w radiu… bujda na resorach… Zalecam wszystkim ostrożność w przyjmowaniu tych ich zaleceń. Czytajcie i wykorzystujcie tylko wskazówki, ogólniki, tak zwane złote myśli. Nie bierzcie do siebie podawanych kwot, liczb i w żadnym przypadku nie wprowadzajcie bezpośrednio tych rad do swojego życia. Z całego show, chyba tylko Les Brown był szczery, niczego nie ukrywał, przynajmniej tak go odebrałem. Opowiedział swoją historię życia, jak potrafił się podnieść oraz coś osiągnąć w życiu. Nie mniej, wszystko co robił wywodziło się z dziecięcych kompleksów. Wszystko co osiągnął i z czego się szczyci to fakt, że kiedyś był biedny jak mysz kościelna, a teraz jest bogaty. Męczyło mnie powtarzane co chwilę stwierdzenie „but I’m rich now”. Pytanie tylko czy to jest szczęście? Czy to daje szczęście? Na krótką metę tak, wiem z autopsji, ale liczą się też inne rzeczy w życiu niż pieniądze i reszta speakerów o tym zapomina szczególnie namawiając do większego wysiłku, podnoszenia poprzeczki i dążenia do tego celu, bycia milionerem. „Wstańcie każdego dnia i krzyczcie – chcę być milionerem!!!” Nie powiedzieli tylko ile milionów daje szczęście. Jeden, dwa, sto? A może 999mln? Liczyłem na coś więcej, na prawdziwość, a otrzymałem papkę MLM’u doskonale znaną z bajek AMWAY’a. Wyścig szczurów już nie dla mnie. Pozdrawiam.

  14. Relacja z NAC 2013, czyli szybki kurs polowania na jelenie pisze:

    […] o innych wystąpieniach musicie poszukać gdzie indziej. Przykładową relację daleką od euforii znalazłem u Sławka Muturi. I akurat w kontekście oceny NAC mamy chyba podobną […]

  15. Paweł Stachyra pisze:

    Dzięki Sławku za Twoją obszerną i rzetelną relację z Kongresu.

    Dziękuję również komentującym, którzy wzięli udział w Kongresie i wyrazili swoje zdanie.

    Dzięki tym licznym wypowiedziom – tym bardziej i mniej krytycznym – mogłem zobaczyć jak to wydarzenie wyglądało. Dzięki! :)

  16. Michał pisze:

    Hej Sławku,

    Dziękuję za Twoją relację z NAC. Ja w odróżnieniu od Ciebie większość czasu spędziłem poza salą wykładową tylko od czasu do czasu wpadając właśnie na „sales pitch” – zależało mi na obejrzeniu właśnie części sprzedażowych. I czerpię z tego perwersyjną przyjemność ;-)

    Jeśli ktoś jest zainteresowany moją relacją z NAC, to zapraszam do przeczytania tego artykułu: http://jakoszczedzacpieniadze.pl/relacja-z-nac-2013 – chociaż nikomu nie bronię sprzedawać, to skala tego procedur na NAC przekroczyła akceptowalne dla mnie granice.

    Do zobaczenia na Kongresie Mieszkanicznika. I przy okazji zapraszam wszystkich serdecznie na moją prezentację dotyczącą „flipów” – ostatnia sesja w niedzielę.

    Pozdrawiam!

  17. Robert pisze:

    Sławku, czy możesz sprecyzować, co dokładnie miałeś na myśli pisząc o „fetyszyzowaniu pozytywnego cashflow w pierwszym miesiącu po kupnie nieruchomości bez wkładu własnego”? Pytam w kontekście Twojego wpisu z 2010 r. (http://fridomia.pl/2010/01/24/jaki-zwrot-z-najmu-nieruchomosci/), który niedawno przeczytałem. Odniosłem wrażenie, być może mylne, że w tym starszym artykule odnosiłeś się do tej idei raczej pozytywnie…

    • Sławek Muturi pisze:

      Robert, oczywiście zapewnienie sobie pasywnego cashflow to główny powód mojego inwestowania oraz – jednocześnie – podstawa wolności finansowej. Ale Kiyosaki podkreślając, że trzeba mieć pozytywny cashflow od razu, od pierwszego miesiąca namotał wielu ludziom w głowach. Chodzi mi tu o „timing”. Dam dwa przykłady przy założeniu, że chcesz osiągnąć PLN 10.000 pasywnego cashflow by osiągnąć swoją wolność finansową:

      opcja 1. ja jestem zwolennikiem podejścia polegającego na tym, by na przetrzeni kilkunastu lat zaplanować sobie zakup 10 kawalerek – za gotówkę oraz przy niedużym leawarze. Po całkowitej spłacie ostatniego kredytu, masz PLN 10.000 pasywnej gotówki z wynajmu tych 10 kawalerek. Do końca swojego życia.

      opcja 2. Teoretycznie już w ciągu kilku miesięcy możnaby kupić – na 100%-owy kredyt – 100 kawalerek i zarabiać na każdej PLN 100 złotych nadwyżki (róznica między przychodami z najmu, a ratą obsługi kredytu danego mieszkania). Czyli nie czekać wiele lat na osiągnięcie wolności finansowej. Taka perspektywa może być szalenie pociągająca. Zwłaszcza dla młodych, niecierpliwych osób. Mam z tym podejściem jednak kilka poważnych kłopotów.

      Po pierwsze, tak wysoki lewar może człowieka finansowo zarżnąć. Zadłużanie się na maksa jest ogromnie ryzykowne przy każdej – nawet niedużej – niekorzystnej zmianie warunków rynkowych można boleśnie wypaść z gry.

      Po drugie, człowiek, który w ten sposób zbudowałby swoją wolność finansową, raczej nie nauczy się żyć PONIŻEJ swoich możliwości finansowych, a ta umiejętność jest niezbędna do utrzymania raz zdobytej wolności finansowej. Wręcz przeciwnie, człowiek ten zbudował swoją wolność żyjąc maksymalnie POWYŻEJ swoich możliwości

      Po trzecie, dla mnie, „inwestor bez kapitału”, to tak jak ogrodnik bez drzewek owocowych, pilot bez licencji czy aktor bez widzów.

  18. Romek pisze:

    Wiem, że Sławek skierował pytanie do uczestników, ale i tak dorzucę się do dyskusji.
    1. Nie jestem zwolennikiem „nakręcania się” i omijam tego typu konferencję. Jestem zwolennikiem między innymi Seligmana i wierzę w to, że pozytywnego podejścia do rzeczy pozytywnych i negatywnych możemy się nauczyć sami. Nie potrzebujemy do tego „stałych bodźców” i ludzi sukcesu.
    2. Szkolenie ze sprzedaży. Idea daleka od etyki, ale najlepiej poszukać pracy w firmie szukających przedstawicieli handlowych (oczywiście na niby). Po pierwszym sicie często są dostępne dobre programy szkoleniowe i to od niezłych praktyków. Bonus takich szkoleń: szkolenia prowadzą często osoby „praktykujące”, które na przeciwko mają osoby negatywnie nastawione.
    Moja pierwsza praca to PH i biały samochód, czyli mam praktykę…
    3. Kiyosaki się powtarza w swoich książkach – przeszedłem dwie i pół. Na więcej nie ma sił.
    4. Sławek – co do twoich książek. Do momentu kiedy będą wnosić coś nowego będę czytał, bez obaw. Mam nadzieje, że w Łodzi, za tydzień, poszerzę pomarańczowa półkę. I kolejna nadzieję, że przeczytam ją w kilka godzin…

  19. Michał pisze:

    Pojechałem na kongres z ciekawości. Nie liczyłem na konkretną wiedzę. Moje cele były również związane z podglądaniem mówców, jak się zarządza taką ilością słuchaczy itp.
    Jestem (byłem) sprzedawcą i ciekawym zjawiskiem dla mnie była sprzedaż szkoleń przez prezenterów. Nie spodziewałem się takiej skuteczności i bezczelności w działaniach, wykorzystane były podstawowe zasady wpływu społecznego, do tego zachowania tłumu. Z jednej strony byłem zażenowany tym, że marnuje się mój czas na prezentacje sprzedażowe, ale że zawsze szukam plusów, to skupiłem się na analizie tej sprzedaży. Zastanawiałem się podczas kongresu czy nie ma czasem ludzi podstawionych do rzekomego kupowania szkoleń.
    Merytoryki, jak się spodziewałem zabrakło….
    Myślę, że zaproszeniu mówcy wiedzą, że lepszych klientów niż na takiej imprezie nie uświadczą. Poza tym ranga imprezy powoduje, że wzajemnie pompują swoje ego, zwiększając swój status ekspertów, mówców, biznesmenów itp., co przekłada się na sprzedaż.
    Widziałem dobre wystąpienia np. Szuba, Les Brown (słychać było autentyczność, pytanie czy nie mówi ciągle tego samego i potrafi zbudować wystąpienie nie tylko na swojej historii), Grzesiak (przypomniałem sobie o tym co w życiu ważne, taki performance), naenergetyzowałem się (Mróz, fakt momentami trochę na siłę), posłuchałem o podstawach sprzedaży (śmiać się chce Nowa Psychologi a Sprzedaży, no i to nieszczęsne Jeeeesteś sprzedawcąąąą ;)), były jakieś bajki o forex i dużo ogólników od zagranicznych gości.
    Co do Kiyosaki to zaspokoiłem swoją ciekawość, faktycznie żona była lepsza od męża. Kiyosaki sprawiał wrażenie kiepsko przygotowanego, mówił za ogólnie i powtarzał się, chyba mu się już nie chce i bazuje na swojej legendzie.
    Brakowało mi autentyczności większości mówców zagranicznych, był to w większości biznes, aczkolwiek mam trochę złotych myśli i spraw do przemyślenia.
    Polacy wypadli lepiej jako mówcy, zarówno jeśli chodzi o formę, jak i treść.

    Generalnie nie żałuję, że przyjechałem, popatrzyłem z boku, z lotu ptaka na sprzedaż, przemawianie publiczne, zarządzanie tłumem, przypomniałem sobie kilka rzeczy dotyczących rozwoju osobistego, widziałem pasję, rozdmuchane ego niektórych, pewność siebie granicząca z bezczelnością, spotkałem kilku znajomych.

    Drugi dzień był zdecydowanie lepszy od pierwszego.

    Abym pojawił się ponownie na tego typu imprezie to pojawić by się musiały ze dwie osoby z listy: Robbins, Branson, Tracy, Canfield.

    • Sławek Muturi pisze:

      Michał, czuję, że Success Resources już o to zadba by pojawili się mówcy, o których wspominasz. Duży, europejski rynek, bardzo chłonny (kilka tysięcy osób na evencie, gigantyczna sprzedaż szkoleń) to zbyt kuszący kąsek:-)

  20. pprawda pisze:

    proszę o wypowiedzi o komentarze i wasze odczucia o nac 2013

  21. Radek Olszak pisze:

    Sławku, Ciekawa recenzja i zbieżna z recenzją na blogu o oszczędzaniu.
    Komentarze ,też w tym samym tonie.
    Sławku byłaś na Ekerze, byłeś na NAC. Mniemam ,że bywasz na wielu różnych szkoleniach z działki motywacja, rozwój osobisty.
    Czy nie odnosisz wrażenia ,że większość jak nie prawie wszyscy „guru” z tej działki to hohsztaplerzy? Zero jakiejkolwiek merytoryczej wiedzy realnie użytecznej. Banały, truizmy, motywacyjny hype. Słowem bełkot. I golenie jelenia. Oszukiwanie ludzi, Mamienie ich obietnicą jakiejś poprawy. Tylko kup kolejną książkę. Ich wiedza to parę zdan truizmów,przekopiowane rzeczy jeden od drugiego , podlane sosikiem NLP, ale wszystko ubite ubijaczką do jajek, Powstaje piana a jak opadnie to nie ma tego wiele :).
    Przykład Pan Kiyosaki. Zainspirował wielu w Polsce ale sam jest raczej hohsztaplerem. Pojawiają się głosy ,że on nigdy nie inwestował w nieruchomości. Że nie ma o tym zielonego pojęcia ,że to bajer.
    Tak samo Robbins i reszta innych. Banda hohsztaplerów. Ten cały rozwój osobisty jest właśnie pułapką, zejsciem na manowce. Skierowaniem uwagi na rzeczy nieważne. I zabraniem czasu i zasobów na rzeczy ważniejsze .
    Jak tak uważam i przestrzegam przed „rozwojem”. Trzeba przestać się „rozwijać” a raczej zacząć żyć normalnie.

    P.S. przy okazji sławki może napisz co myślisz o tym ataku na kenijskie centrum handlowe. I jak podchodzisz teraz do tego kraju i bezpieczeństwa na świecie. Nie dzieje się dobrze przez fanatyków.

    • Sławek Muturi pisze:

      Radku, byłem tylko na tych dwóch „szkoleniach” oraz na szkoleniu Dale Carnegie Institute w Londynie (moi znajomi, którzy wykupili licencję DCI na szkolenia w Polsce chcieli bym poprowadził ich flagowe szkolenie; odmówiłem im). „Szkolenia” są nieco słabe choć to w Londynie nie było sprzedażowe. Może dlatego mi się nie podobają bo jestem sceptycznie nastawiony do tego, że jedno szkolenie może „zmienić Twoje życie”. Uważam, że to nie szkolenie zmieni życie, tylko człowiek sam to musi zrobić. Szkolenie może być pewną inspiracją.
      A może dlatego jestem sceptyczny, że chodzę na te szkolenia z czystej ciekawości, a nie z potrzeby „zmiany mojego życia”. Jestem z niego bardzo zadowolony i nie chcę specjalnie nic zmieniać. Nie motywuje mnie stanie się 2 czy 10 czy nawet 100 razy bogatszym:-) Pewnie dlatego mam nieodpowiednie i zbyt sceptyczne nastawienie:-)

  22. Radek Olszak pisze:

    Szczególnie spodobał mi się komentarz EX-Pracoholika i fragment o Danielewskim i Majewskim

    ” Panowie nie posiadają wiedzy aż na tyle wartej. Sami muszą się jeszcze wieeeele nauczyć. Szczególnie jak sprzedać, bo „po tym co tam zobaczyłem mógłbym z nimi ubić co najwyżej muchę w kiblu”. Nie wiem co było wartościowego w wystąpieniu tej dwójki o czym wspominają inni. Większość tej wiedzy pochodzi z początków polskiego internetu, z początków Majewskiego, powtarzanych bez zmian po dziś dzień.”

    Coś w tym jest. Majewskiego obserwuje do dawna a Danielewskiego do początku. Zgadzam się z ,że np to co przekazuje Majewski zatrzymało się na tym co przekazywał prawie 10 lat temu. Podobno tak wiele kupuje kursów od guru za Oceanu, to dlaczego nie pojawiają się żadne nowinki zmiany podejscia innowacyjne rzeczy. Ciągle to samo autoresponder lista, oferta. Albo w tym szaleństwie jest metoda albo te cudowne tajniki są tam gdzie tego nie widać za kurtyną i w ich „systemie” wewnętrzym.
    Czytajac jego recenzję NACU
    http://www.czasnaebiznes.pl/a/13lekcji
    Stwierdzam ,że coś chłopakowi odbiło. Tak się wkrecił w to motywacyjne środowisko ,że jego recenzja jest aż wręcz komiczna a 10 jego cudownych rad brzmi brzmi jakby prawię odnalazł swiętego gralla :). Czy temu chłopakowi naprawdę pokręciło się w głowie po Ekerze czy bajeruje aby uwiarygodnić „Cyrk” NAC-u?

    Co do Pawła Danielewskiego to też nie ma innowacji żadnych od czasów Eksperta 2.0. Metoda 4 kolorowe video jako wabik na klienta. Później sprzedaż ograniczona czasowo to tyle. Chociaż chłopak jest dużo ciekawszy od Majewskiego który już myśli ,że ten biznes przekaże swoim dzieciom. SIC…

  23. Marcin pisze:

    Dzięki za ten artykuł chciałem się dowiedzieć czy cos straciłem bo kampania remarketingowa robiona przez (prawdopodobnie ) Pawła D. bardzo mnie kusila by pojawić się na kongresie w szczególności dla wystąpienia Roberta i wysluchania jego obiecanej w wywiadzie opowieści jak uniknąć kryzysu który nadchodzi. Z komentarzy wynika ze nie było o tym ani slowa …

  24. torebka pisze:

    Ciekawe podejście do sprawy.. mamy prawie takie samo zdanie.

  25. Lech Baczyński pisze:

    Zebrałem opinie z NAC rożnych osób, by stworzyć „przekrój poglądowy” :-) tego wydarzenia. Miłej lektury: http://szkolenia.opinieo.com/nac-2013-opinia-relacja/

  26. szczery i obiektywny pisze:

    dot. Paweł Jan Mróz.

    byłem w ten weekend na ‚Ogniu motywacji’. Szok. Tragedia. Brednie. Pajacowanie na poziomie rozgrzewki dzieci w przedszkolu. DOSŁOWNIE. 66% (jedna trzecia) z ok stu osób to ludzie z ich grona, z różnych ośrodków NLP Pawła Mroza. Ty płacisz kasiorę za szkolenie, a w trzy dni robisz tyle merytoryki, ile się mieści na 30 pierwszych stronach jakiejkolwiek książki rozowjowej/motywacyjnej. Poza tym odnosisz wrażenie, że Ci wszyscy ludzie na sali mega się angażują, więc to musi być prawda. Po czym okazuje się (musiałem sam ich poweryfikowac po szkoleniu) że to ‚ściema’, 2/3 z nich to ludzie Mroza. Obsługa też (sali, porządkowi, itp) to ludzie, z jego wczesniejszych szkolen, pracownicy,i pełno ich na sali wśród gości z identyfikatorami jako nowy klient a nie członek ich grupy. Plus jego najbliżsi współpracownicy. Ty ich wszystkich mylisz, rozmawiasz i wkręcasz się. Skaczecie jak wściekłe pawiany/wilki, wyjecie jak schorowany szaman z indiańskiej wioski. 2/3 czasu to podskoki, wycie, udawanie bohatera star-wars lub x-men z odpalanymi ogniami w rękach (śmiałem się, że niedługo użyją stzrelania pajęczyną jak Spider-man, wkręcając ludziom, że w ten sposób łapią swój sukces :D). Na początku się roześmiałem, później byłem zły, że dałem sięwrobić w takie pajacowanie. Oni (ludziska od Mroza, tzn ok 66% całości ludków) bawią się super bo większość z nich z racji że są od Polskiej Agensji NLP (twór Mroza) są tam za darmo, na TWÓJ KOSZT. Pełno tam nastolatków, których ‚jara’ fikania jak spity idianin. Niektórzy jeżdżą od szkolenia do szkolenia (nie tylko u Mroza). Rozmawiałem z jedną dziewczyną, która chwaliła się, że była już na 8 szkoleniach!!!!! Ale ona jeżdzi i jeżdzi i nic poza tym nie robi, bo przecież musi zaliczyć jeszcze kilka kolejnych szkoleń nim ruszy dupę. Wydała już mnóstwo kasy na pseudo kursiki z hiper-podstaw motywacji.
    Jam Mróz kosztem merytoryki (ogromnym kosztem merytoryki) zajmuje czas wsicekłymi okrzykami szarlatana, lataniem bohaterem z x-mena, bieganiem na przestrzeni 30 cm między krzesełkami, szarpaniem sąsiadów z krzesełek obok za i przed, gilganiem ludzi z krzesełek obok za i przed, przytulaniem wszystkich naokoło jak na klubie AA.
    Cwaniactwem jest też, podstawianie swoich ludzi, jako OCHOTNIKÓW z sali do wejścia na scenę. Gdy Jan Mróz jeszcze nie kończy zadawać pytania, czy jest jakiś ochotnik – to już biegnie jakaś podstawiona kobietka, tak by nikt inny (nie piodstawiony) nie zdążył się zgłosić, co byłoby nie pomyśli PJM. Takich orzypadów było 3 czy 4, ale one stanowiły 100 całości przypadków ochotników z publiczności w trakcie całego szkolenie. Ci podstawieńcy opowiadali niby swój przypadek, idealnie, krok po kroku tak, by pasowało do diagramu omaiwanego własnie przez Mroza. Poza tym, Mróz nie pozwala zadawać pytań z publiki (poza kilkoma razami, kiedy też szybciuteńko zadawali pytania ludzie podstawieni, tak by ktoś obiektywny nie zdążył), a gdy już raz komuś udało się zadać krępujące pytanie, Mróz meeeeega umiejętnie ZDYSKREDYTOWAŁ tą osobę robić sobie żart z jej podejścia i szybciuteńsko zaczynał gadać na inny podoczny wątek, angazując w niego po swojej myśli publikę zadając jej pytanie, na które jego zwolennicy śpieszą niezwłocznie odpowiadać według ustalonego za kulisami schematu, by tylko zapomnieć o niewygodnym pytaniu. Później już Mróz baaaardzi pilnował, by do głosu nie doszli ‚nieodpowieni’ ludzie. Trzeba twardo stąpać po ziemi i mieć wiedzę (jak ja) by to dostrzegać. Dla wtajemniczonego to są proste i banalne (aczkolwiek bardzo skuteczne techniki socjo-techniki i maniupulacji tłumem).

    Również podstawione były przypadki 5 osób, które weszły na scenę w pewnym momencie, jakoby zapoznali sie 2 tygodnie temu na jednym ze szkoleni u Mroza. Oczywiście wyśledziłem ich, niektórzy to są liderzy Akademii NLP Mroza z poszczególnych województw, inni są znajomym narzeczonej Mroza, inny na scenie z tego grona to’silent’ pracownik Mroza – oni wszyscy znają sie od lat, co można wyśledzić na ich facebookach!!!!! Od kilku lat się znają, komentują swoje postu na facebooku, razem jeżdzą na wyjazdy wakacyjne z Mrozem – a są przedstawieni jako obcy ludzie, którzy niemalże się POKOCHALI na szkoleniu u Mroza 2 tygodnie temu udawadniając jaki to Mróz jest świetny.
    Ponadto, spotkanie jest prowadzony jakby klub AA, gdzie szczycą się sukcesem jakby wyszli z nałogowego picia denaturatu alkoholicy. Jeśli chcesz się czuć jak upadły mentalnie pizduś, który potzebuje pajacowania i hiper-mega podstaw z motywacji o wyjsćiu z doliny – to Paweł Jan Mróz jest dla Ciebie.

    Paweł Jan Mróz – pefekcyjny manipulant, dobry biznesman ponieważ zrobił z tej szopki naprawdę dochodowy jak mniemam i wysoce rentowny biznes, ale też cwaniak i ściemniacz, który pod przykrywką ociupińki dobrej wiedzy (bo sama widza rozwojowa jest super, ale w postaci książek) przemyca błazenadę dla nastolatków. Od groma tam – uświadom to sobie – subtelnej i mega efektywnej socjotechniki, inżynierii społecznej, NLP, manipulacji – wyglądającej na wesołe show. Za konkretne pieniądze. Nie dałbym za ten cyrk nawet 100 złotych. MASAKRA.
    Służę dalszą radą.

    Odradzam PJM, ABSOLUTNIE!

  27. szczery i obiektywny pisze:

    Ja, osoba mi towarzysząca w postaci żony, oraz poznane tam siedzące obok nas małżeństwo z Warszawy – z powyższych powodów daliśmy sobie spokój z drugą częścią tzw ‚ szkolenia’. Na 100% jeszcze 2 inne dziewczyny, którym PJM nie pozwalał na zadanie żadnego pytania, a gdy im się udało, zmanipulował i odszedł od tematu MEGA efektownie. Ale to było bezczelne. To nie jest szkolenie, tylko szopka. Pajacowanie, wycie pod niebiosa, okrzyki szamańskie, pajacyki z wyciem to 75% ‚szkolenia’. Merytoryka to zaledwie ok 25%. Ta merytoryka to hiper podstawy liźnięte w 2 słowach, które znajdziesz na pierwszych stronach pierwszej lepszej książki motywacyjnej.Tak jakby PJM wpadł do 8 klasy podstawówki zabawić się w szkoleniowca z dziećmi. Kiedyś krytycznie podchodziłem do opinii, że tego typu ‚zjazdy’ są quasi sektą…….dziś jestem bliski tego stanowiska. Mówię na prawdę szczery.
    Jestem doświadczonym ekspertem finansowym w jednym z większych koncernów w Wielkopolsce. Wchodzę zaraz do rady nadzorczej jednej z naszych spółek córek. A na tym zjeździe czułem się jak gimnazjalista, przy zabawie w wyjących Indian, udających wojowników.
    Teraz pojawiają się blogi totalnie bezkrytycznie chwalące ‚spend’ u Pawła Jana Mroza, jak to: http://anetanowak.pl/dzien-13-15-dorzuc-ognia/
    Ci ludzie (z klubów PJM w Krajkowie, na Śląsku) albo na tym zarabiają, albo na przykłądem tzw ‚pożytecznych idiotów’ – co jest bardzo często przez podejrzanych guru wykorzystywane w szemranych środowiskach, a nawet polskiej polityce!
    Zbyt twardo stąpam po ziemi, by ‚łykać’ bajeczki, takie jak PJM. Zbyt dobrze wiem, jak precyzyjnie i bezpardonowo cwani ludzie potrafią żyć z tego, że naiwni im na to pozwalają…..

    Odmienne zdanie będzie miało 60% towarzystwa z tego zjazdu. Oni zaczną szybko propagande w necie, przeciwników jest mało i są mało zmotywowani do szukania po necie i komentowania. Ja przyjąłem sobie za cel, pozostawienie po sobie śladu, by inni bardziej precyzyjnie ode mnie i uważniej sprawdzali coach przed wykupieniem. Stąd moja miażdżąca opinia. NIe mam czasu na polityczny, książkowy wywód, za dużo jestem ostatnio w trasie w celach biznesowych.

    Radzę wszystkim, uważajcie. Szkoda kasy. Lepiej za te tysiąc złotych pojechać na szkolenie profesjonalne dot. asertywności, zarządzania czasem, komunikacji w biznesie, lub kupić sobie 50 książek :)

    Tematyka rozwojowa, motywacyjna, budująca ambicje jest ceniona prze ze mnie, ale cwaniaki jak PJM psują rynek. A że rynek jest nieregulowany, tzn. zgodnie z ideą liberalną/libertariańską sam się reguluję, to ja pomagam mu się wyregulować pomagając innym odsiać ziarno od plew :)

  28. […] o innych wystąpieniach musicie poszukać gdzie indziej. Przykładową relację daleką od euforii znalazłem u Sławka Muturi. I akurat w kontekście oceny NAC mamy chyba podobną […]

Dodaj swój komentarz:





Chcesz, aby koło Twojego komentarza pojawiła się Twoja ikona lub zdjęcie?
Kliknij tutaj i dowiedz się jak to zrobić.

Powiadom znajomego o tym wpisie:

Friend Email
Enter your message
Enter below security code
Subskrybuj komentarze do tego wpisu

NAJBLIŻSZE SPOTKANIA FRIDOMIACZEK I FRIDOMIAKÓW

23.11, środa – Bangkok, Tajlandia, godz 15:00. Rejestracja tutaj: http://www.event.biznesponadgranicami.pl/#program

26.11, sobota – Warszawa, moja prezentacja w trakcie Kongresu organizowanego przez Businesswoman & Life

Ze względu na moje zimowanie w tropikach (w tym roku lecę do Afryki), kolejne spotkania przewiduję dopiero na wiosnę 2017 roku. Chyba, że ktoś miałby ochotę się spotkać ze mną w Kenii, Tanzanii, Gabonie (Mistrzostwa Afryki w piłce nożnej), Namibii, RPA, Mozambiku, Etiopii lub na wyspie Mayotte (ze względu na to, że jest to zamorskie terytorium Francji, to można tam polecieć bez paszportu:-). Być może wyskoczę też na dzień-dwa do stolicy Somalii, Mogadiszu, ale tam nikogo nie zapraszam ze względów bezpieczeństwa:-)

 

 

Archiwum - miesiąc po miesiącu

Najwyżej cenione

20 najważniejszych lekcji życia

Mniej więcej taki tytuł nosi książka Hal’a Urbana, pedagoga pracującego od wielu lat z młodzieżą. Hal zauważył, że w szkołach nie uczą „o co chodzi w życiu”, co jest w nim najważniejsze. To w szkole życia uczymy się rozwijania postaw i umiejętności koniecznych do nawiązywania i podtrzymywania udanych relacji, do ustalania i osiągania osobistych celów oraz do cieszenia się poczuciem własnej wartości. A jak wygląda współczesna „szkoła życia”? Żyjemy w społeczeństwie, które stawia znak równości między majątkiem, [...]

Najnowsze komentarze

  • Sławek Muturi: Jacek, dzięki za polecenie tej książki. Czytałem ją jakieś 30 lat temu i nie pamiętam szczegółów....
  • Sławek Muturi: Dzięki Robert!
  • Sławek Muturi: Piotrek, nie chciałem namawiać do rozwodów ani niepotrzebnych rozstań. Chodziło mi jedynie o to, że...
  • Jacek: Co do „skromności” Haille Selaise to polecam książkę Kapuścińskiego „Cesarz”.
  • Bolo: „zmień partnera życiowego” – Kochanie, muszę z Tobą się rozstać, muszę mieć młody mózg :) Mój...
  • Robert W: http://www.rp.pl/Mieszkaniowe/ 301169985-Inwestycje-Po-jakim- czasie-zwraca-sie-zakup-mieszk ania.html...
  • Aga-ta: Ostatnio czytałam o tym, że ważne, aby zmieniać aktywności, gdyż szybko się przyzwyczajamy do danej formy i...
  • recroot: Współczuję takich doświadczeń. Mam to szczęście, że przez ponad 6 lat wynajmowania nie miałem żadnego...
  • ROb: Zainteresowałem się tematem wynajmu nieruchomości i tak sobie czytam bloga od samego początku i trafiłem na ten...
  • Piotrek: Hej Sławek, Super wpis! Jeśli jednak chodzi o tę poradę: „zmień partnera życiowego”, to nieźle...
  • Sławek Muturi: Dziś byłem na ceremonii otwarcia i dwóch meczach. Dojazd – choć na początku było trochę chaosu,...
  • Sławek Muturi: Robert, walczyć to nie, bardziej im kibicowałem:-)
  • Robert W: Wszedłeś na trening bokserów – powalczyłeś z nimi?
  • Sławek Muturi: Piotrze, o Kasperczaku wiedziałem, o Baniaku słyszę po raz pierwszy. Dzięki. To będę im kibicował....
  • piotr: Z polskich akcentów trenerem Tunezji jest Henryk Kasperczak a w reprezentacji Burkina Fason w sztabie...
  • Sławek Muturi: Wczoraj spędziłem dzień przemierzając Libreville w poszukiwaniu biletów na mecze Mistrzostw Afryki....
  • Sławek Muturi: Robert, tak, to prawda. Mój kolor skóry najemczyniom wydał się bardzo podejrzany. I było to wiele,...
  • Sławek Muturi: Bolo, dzięki za podzielenie się z nami swoją historią. Jest bardzo pouczająca. Jakieś inne Wasze...
  • Robert: Kiedyś Sławek pisał, że potencjalny najemca nie chciał od Sławka wynająć mieszkania, najpewniej z powodu...
  • Bolo: Dokładnie wiem o co Ci chodzi pisząc o „wymianie systemu operacyjnego”. Jako 21-latek otworzyłem...

Najnowsze wpisy

created by Water Design