22

06.2018

580 km

autor: Sławek Muturi|kategoria: Blog autorów, Podróżowanie po świecie, Refleksje nad mijającym czasem, Rozwój osobisty

ilość komentarzy: 10

Gdy dorosły odwiedza – po latach – dom swoich wujków gdzieś na wsi, to często dziwi się, że grusza, która kiedyś, gdy był dzieckiem, wydawała mu się drzewem o gigantycznej wielkości konarze, w rzeczywistości jest taka mała. Grusza wiele się nie zmieniła, za to wyrosła pojemność mózgu owego dorosłego. Dzięki swoim doświadczeniom, powiększyła się jego osobista skala wielkości drzew.

Jeszcze kilkadziesiąt lat temu, wyjazd samochodem lub autobusem do sąsiedniej wioski, mimo, że oddalonej zaledwie o 25 km, był prawdziwą „wyprawą”. Właściciel samochodu sprawdzał poprawność funkcjonowania hamulców, ciśnienie powietrza w oponach, itp., a jego towarzyszka życia (niekoniecznie również tej „wyprawy”) wyposażała go w kanapki oraz w herbatę w termosie na drogę. Koniecznie musiał też przed wyjściem z domu, przycupnąć chwilę na taborecie, przed drogą:-)

Dzięki temu, że świat się otworzył, dzięki temu, że jesteśmy bardziej mobilni, dzięki temu, że samochody są dziś lepszej jakości niż były oraz dzięki wielu innym zmianom, dziś wyjazdu do sąsiedniej wioski nikt by pewnie w Polsce nie nazwał „wyprawą” i nie podchodziłby do jej przygotowań z taką pieczołowitością jak kilkadziesiąt lat temu. Ale na takiej wysepce na Kiribati, podróż na sąsiednią wyspę atolu, oddaloną o 25 km, dalej może być – być może – nazywane „wyprawą”. Nie wiem, zapytam gdy odwiedzę kolejnym razem:-)

Tak jak długoweekendowy wyjazd Warszawiaka do … Szczecina. To przecież prawie 570 km!!!

Właśnie  tyle miałem do przejechania w środę 20 czerwca, z Sarańska do Samary. Spojrzałem w swój kalendarz, gdzie mam zapisane którego dnia, w którym mieście oglądam jaki mecz i ile km będę miał do pokonania z jednego miasta do drugiego. „570 km? – pomyślałem – to spacerek w parku”.

Od wyjazdu z Warszawy pokonałem już swoim autem ponad 5.500 km, a od wczoraj – wyjechałem z Samary po obejrzeniu meczu Dania-Australia (na stadionie), meczu Francja – Peru (w fan zonie) oraz meczu Argentyna – Chorwacja (w restauracji) – mam do pokonania 820 km w drodze do Wołgogradu na mecz Nigeria – Islandia. A po drodze chciałbym jeszcze zobaczyć mecz Brazylii z Kostaryką. A zdarzały mi się już (i jeszcze przydarzą podczas tego wyjazdu) dzienne trasy o długości ponad 1000 km.

W tym kontekście, 580 km to zaledwie „pół kibicowskiego etatu”:-)

Rosjanie, których po drodze pytam o kierunek jazdy, są podobnego zdania. Dystans 820 km w tym ogrooomnym kraju, to zaledwie „za rogiem”. Mózgi Rosjan (a także mieszkańców innych dużych, rzadko zaludnionych krajów) są inaczej skalibrowane na odległości. Dzięki moim podróżom, czuję że mój mózg też jest w procesie ciągłej re-kalibryzacji geograficznej. To co wielu wydaje się niemożliwym, dla mnie jest jak najbardziej wykonalne. I analogicznie: to co mnie się wydaje niemożliwym, dla kogoś innego jest „spacerkiem w parku”:-) Dzięki poznawaniu takich odmiennie myślących ludzi mamy okazję rekalibrować nasze mózgi na większą skalę:-)

Komentarze:

  1. nibul napisał(a):

    Fragment wywiadu z Bońkiem: „Były reprezentant Polski odniósł się również do teorii, że Polacy nie są lubiani w Rosji. Boniek niemal na każdym kroku zauważa dowody sympatii. – My się czujemy wspaniale. Rosjanie są serdeczni, mili, sympatyczni, starają się mówić po polsku. Mówią o Pendereckim, Mickewiczu, Słowackim, Tuwimie, Czerwonych Gitarach czy Filipinkach. Jest czterdziestu ludzi w Polsce, którzy się kłócą z czterdziestoma ludźmi w Rosji. To ich sprawa, ale nie wmawiajmy sobie, że nas Rosjanie nie lubią – stwierdził Boniek”

    Jakie są Twoje odczucia Sławku w tej kwestii?

    • Sławek Muturi napisał(a):

      Nibul, dokładnie takie same jak Bońka. Wczoraj późną nocą jechałem boczną drogą przez las. Wiele km, pełne pustkowie. Zatrzymałem gościa, który jechał z naprzeciw. Nie tylko się zatrzymał (ja bym się pewnie na jego miejscu bał:-), ale gdy usłyszał, że jestem z Polski, to jeszcze zawrócił by pokazać mi drogą na jednym słabo oznaczonym skrzyżowaniu:-) To tylko jeden przykład:-)

  2. Vivek napisał(a):

    Ja bym sie troche bal ze zasne za kierownica robiac tyle kilometrow jednego dnia.

    Mozesz Slawku napisac czy wspomagasz sie kawa albo energetykami i czy sluchasz czegos w czasie jazdy?

    Jak oceniasz jakosc drog w Rosji w porownaniu z polskimi? Jezdzisz tam autostradami czy… lesnymi drogami?

    • Sławek Muturi napisał(a):

      Vivek, nie jestem fanem jazdy samochodem. Wolałbym pociągiem, ale tym razem nie było takiej możliwości. Gdy czuję się przymulony jazdą, to albo przyśpieszam, albo staję na poboczu na krótką drzemkę:-) Nie piję kawy (ani za kółkiem ani nigdy) i tak samo z energetykami. Słucham sporo rosyjskiego radia. Nie wiem jak to się porównuje do Polski, ale jest tu zadziwiająca mnogość rodzajów stacji. Muzyka rosyjska, muzyka romantyczna, stare hity, itp. oraz wiele stacji tematycznych. O sporcie, o historii, o zdrowiu, o polityce. Mi najbardziej się podoba stacja czytania książek w radio:-) Poznaję sporo nowych rosyjskich słówek:-)))

      Jakość dróg różna. Klasyczną autostradą jeszcze tu nie jechałem (na Białorusi – lepiej). Wiele dróg jest typu dawnej Gierkówki. Ale większość dróg to standard starych polskich dróg krajowych, czasami z dodatkowym pasem ruchu przy podjazdach. Jakość asfaltu bardzo różna. Sporo kolein i nierówności. Czasami łata na łacie. Ale widać wiele inwestycji w podnoszenie standardu dróg. Słabe są za to oznakowania, zarówno te pionowe (zjazd na Moskwę lub Kazań może sygnalizować mały znak, stojący z boku drogi w dość przypadkowym miejscu) jak i te poziome – brak białych linii pokazujących kres jezdni.

      Raz jechałem leśną, bardzo wąską i obrośniętą z obu stron drogą leśną. I to w środku nocy:-)

      Ludzie są tutaj o wiele bardziej pomocni niż w Polsce czy w Europie. Są naprawdę super. Miałem kilka kontaktów z policją – dwa razy po prostu sprawdzali dokumenty. Raz przed Moskwą nieprawidłowo jechałem poboczem by wyminąć straszny korek. Policjant, który mnie zatrzymał dał się przekonać, że śpieszę się na mecz i puścił mnie bez mandatu. Drugi raz, w Samarze zaparkowałem przed meczem, w centrum, w miejscu gdzie choć stało dużo aut, to była strefa zakazu parkowania. Gdy wrociłem po meczu, okazało się, że samochód mi odholowano na parking. Wyobraź sobie, że policjant dał się przekonać do tego by mnie podrzucić radiowozem na parking dla odholowanych aut. I pomógł mi jeszcze wynegocjować opłatę – zapłaciłem tylko za transport samochodu, bez mandatu, bez prowizji i innych opłat składowych. W sumie straciłem tylko PLN 80.

      No i benzyna. Litr benzyny 92-oktanowej (w PL takiej nie ma) kosztuje jedynie RUR 40, czyli nieco więcej niż PLN 2:-)

  3. monte napisał(a):

    niesamowitej wyprawy cd…Sławku, informacji o Twoich zmianach lokalizacji słucha się ciekawiej niż relacji z meczu. Zawsze jakaś ciekawostka. Skąd u Ciebie to ‚parcie’ na ruch, a raczej lokomocję – jakaś siła wyższa pcha w drogę czy chęć realizacji wycieczki? może poprzednia aktywność zawodowa tak po prostu nie dała się wygasić i została w ten sposób zagospodarowana?
    kawy nie pijesz? a nie masz pociągu do samego jej smaku i zapachu? picie kawy rzeczywiście kopa nie daje ale od smaku i zapachu można się łatwo uzależnić. Mam jednak nadzieję że dla czarnego czaju, do tego w Rosji robisz wyjątek :)?

    • Sławek Muturi napisał(a):

      Monte, sam nie wiem skąd tyle determinacji by ciągle być w ruchu. Śmieję się, ze tak jak dla ryb naturalnym otoczeniem jest woda, a dla ptaków powietrze, tak dla mnie jest to … bycie w podróży:-) Teraz np. jestem w Kaliningradzie i choć byłem tu poprzednio już co najmniej 5 razy, to i tym razem coś nowego odkrywam. Inaczej widzę to miasto. O nowo spotkanych ludziach nie wspominając. Podróżowanie jest dla mnie nieustająco fascynujące:-)

      A zapachu kawy – wiem, że to dziwne – po prostu nie lubię. A ruski czaj pijam, choć dziś często serwowany jest nie z samowara, tylko z … saszetek:-(

  4. Gosia napisał(a):

    Super wpis. Do tej pory nie patrzył na to w ten sposób. Trudno jednak odmówić racji temu, co mówisz. Ja ten czas spędziłam przed telewizorem :)

  5. Kuneg napisał(a):

    Wyprawa, to w moim pojęciu wypad na sawannę z namiotem, plecakiem i bronią – na kilka dni. Tak, do tego trzeba się solidnie przygotować.

    Wyprawą była również dla mnie podróż do dziadków na przełomie lat ’70 i ’80. To było raptem 140 km, ale pociągi osobowe jechały 5 godzin i jeszcze ze 2 przesiadki były, a ostatni autobus na wioskę, z miasta pośredniego, w lecie odchodził ok. godz. 17.45. Pociąg pospieszny istniał, ale nie zdążało się na ostatni autobus, albo trzeba było tkwić z bagażami w obcym mieście pół dnia. Jak wyjeżdżaliśmy z domu ok. 9.00 rano, to do dziadków docieraliśmy około 19.00, bo jeszcze 2 kilometry piechotką przez las trzeba było dojść. W zimie na przełomie lat ’84 i ’85, przed Bożym Narodzeniem były spore opady śniegu i autobus utknął w zaspie. Wtedy ten spacerek miał prawie 5 kilometrów z bagażami i zajął nam ponad 2 godziny… a telefonów komórkowych nie było. I to był środek Polski, a nie żadne Bieszczady :)

    Dziś tę trasę pokonuję w 2 godziny spod domu pod dom.

    Dla mojej prababci jakąś specjalną wyprawą nie było odwiedzenie swojej matki. To był całodzienny marsz po polnych drogach – blisko 30 km w jedną stronę i tyle sam z powrotem (razem prawie 60). Na piechotę i z tobołkiem na plecach. Autobusów w 20-to leciu międzywojennym nie było, a koń miał robotę w polu. A zresztą, drogę asfaltową zrobiono dopiero w latach 80-tych ub. wieku we wsi rodzinnej mojej matki.

    580 km dziś i to samochodem, to mały wyjazd – ok. 6 godzin jazdy z 1-2 przerwami. Trochę dłużej to trwa z przyczepą na haku, ale z Wrocka na Mazury, czy do Wiednia też miło było :)

    Właściwie, to ja nie lubię podróży, jako samych podróży, ale jak jest dobry cel, to podróż nie jest problemem. Jak się znajdzie dobry powód, to 10.000 km samochodem zrobię. Kiedyś miałam taką pracę, że 20.000 km zrobiłam w 3 miesiące. Obecnie nie robię nawet 10.000 rocznie.

    • Sławek Muturi napisał(a):

      Małgosiu, dzięki za przypomnienie wpisu sprzed kilku miesięcy. W Rosji byłem w czerwcu, ale tyle się w tzw międzyczasie wydarzyło, że mam wrażenie jakby to było kilka lat temu:-)))

Dodaj swój komentarz:





Chcesz, aby koło Twojego komentarza pojawiła się Twoja ikona lub zdjęcie?
Kliknij tutaj i dowiedz się jak to zrobić.

Powiadom znajomego o tym wpisie:

E-mail *
Wpisz wiadomość
Subskrybuj komentarze do tego wpisu

NAJBLIŻSZE SPOTKANIA FRIDOMIACZEK

I FRIDOMIAKÓW

13.X. 2018, sobota – godz 17:00; Seul, Korea – darmowe spotkanie w 3 Alley Pub, podczas którego chętnie odpowiem na pytania związane z wolnością finansową, inwestowaniem w najem, również w formule crowd fund investing, oraz o tym co można robić po osiągnięciu wolności finansowej:-)

29 maja 2019 roku, środa – godz 19:00; live na profilu FB Sławek Muturi oraz – równolegle – webinar (konieczna wcześniejsza rejestracja). Szczegóły bliżej terminu.

Dlaczego info z tak dużym wyprzedzeniem? Bo będzie to już 10-ta (!!!!!!!!!!) rocznica mojego przejścia na wcześniejszą emeryturę:-). Choć będę tego dnia gdzieś w podróży po Afryce, to chciałbym byśmy się spotkali – choćby wirtualnie – przy kieliszku wina lub butelce piwa:-)

 

 

Archiwum - miesiąc po miesiącu

Najwyżej cenione

Edukacja dzieci w duchu fridomii

Wiele osób pyta o to jak możnaby edukować nasze dzieci. Wiadomo - czym skorupka za młodu nasiąknie... Poniżej przemyślenia Mikafu oraz moje. Liczę na to, że Wy też się podzielicie swoimi doświadczeniami i wspólnie wypracujemy coś w rodzaju Parents Teaching Guide:-). Gorąco zapraszam do współpracy. MIKAFU Ta edukacja to jest temat rzeka, ale temat mega ciekawy i ważny. I tak naprawdę to sami się uczymy jak te dzieci mądrze prowadzić. Raz wychodzi lepiej, raz gorzej. Jedno dziecko jest [...]

Najnowsze komentarze

  • Robert: http://wiadomosci.gazeta.pl/wi adomosci/7,166611,24126385,mie szkancy-nowej-kaledonii-jed...
  • Robert: https://www.rp.pl/Mieszkaniowe /311019943-Wielka-plyta-wynajm owana-takze-na-pokoje.html
  • Sławek Muturi: Monika, dzieki za mobilizowanie mlodego pokolenia. To paradoks, ze nie sa zainteresowani, bo to...
  • Sławek Muturi: Jola, tak spacery po starowce Mombasy w ciagu dnia jak najbardziej OK. Jedyna niedogodnosc to...
  • Monika: Sławku, Poszłam do wyborów i zabrałam ze sobą 19-lenią córkę… której się wyjątkowo nie chciało iść, ale...
  • Jola: Hej , z mężem spędzę cały dzień w Mombasie , czy spokojnie można spacerować samemu , zwiedzanie starówki czy...
  • Sławek Muturi: Jak widac, wpadki zdarzaja sie nawet najwiekszym firmom, z najwiekszymi dzialami IT:-)...
  • Sławek Muturi: Jakies 2-2,5 tygodnia temu, znalazlem w The Korea Herald, artykul mowiacy o tym jaki odsetek starszych...
  • Sławek Muturi: Wioleta, dzieki za kontakt. Niestety nie umiem odpowiedziec na Twoje pytanie. Spodziewam sie, ze...
  • Sławek Muturi: Alma, dzieki za komplement. Rozumiem, ze zainwestujesz z nami, tak?
  • Sławek Muturi: Alma, dzieki za komplement:-)
  • Sławek Muturi: Artur, rozumiem dokladanie tak samo jak piszesz. Dlatego nie bylem pewien co masz namysli piszac...
  • Sławek Muturi: xav, Pacyfik jest dosc drogi jesli chodzi o hotele. Moj pokoj tu na Kiribati kosztuje AUD 30 za noc...
  • Sławek Muturi: aswad, nie wiem o co pytasz… O wyniki Mzuri CFI Lodz oraz Mzuri CFI Slask? Jeszcze troche za...
  • Artur Banach: Ja za RTW uważam wylot z Europy do Azji i powrót przez Pacyfik i Amerykę Północną. Lub odwrotnie, wylot...
  • Wioleta: Dzien dobry, Na wtsepie chce podziekowac za udostepnione info. Latem tego roku odwiedzilam Rumunie. Celem...
  • Alma: Bardzo dobra wiadomość! Teraz tylko zainwestować parę groszy i pchać inwestycje ku wielkim zarobkom!. Świetnie...
  • Alma: W tej książce jest zawarte strasznie dużo przydatnych informacji na temat wolności finansowej. Naprawdę jest...
  • Kuneg: Szare kolory pozwalają wtopić się w tłum. Wiele osób nie ma po prostu odwagi wyróżniać się z tłumu. Miałam...
  • Artur Banach: Przez podróż dookoła świata rozumiem oczywiście wylot z Europy do Azji i powrót nad Pacyfikiem przez...

Najnowsze wpisy

created by Water Design